Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Outra vez, bijesz jakiś rekord w ilości słabych uszczypliwości ?
Jeśli są tak słabe, co cię skłania do ciągłych reakcji?
Lubie się kłócić z ludźmi głupimi aczkolwiek przekonanymi o swoje wyższości nade mną, inaczej zazwyczaj na końcu muszę przyznać racje rozmówcy.
  • Odpowiedzi 43
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeśli są tak słabe, co cię skłania do ciągłych reakcji?
Lubie się kłócić z ludźmi głupimi aczkolwiek przekonanymi o swoje wyższości nade mną, inaczej zazwyczaj na końcu muszę przyznać racje rozmówcy.
Uznajmy zatem, że jest to koniec i przyznaj mi wreszcie rację.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Lubie się kłócić z ludźmi głupimi aczkolwiek przekonanymi o swoje wyższości nade mną, inaczej zazwyczaj na końcu muszę przyznać racje rozmówcy.
Uznajmy zatem, że jest to koniec i przyznaj mi wreszcie rację.
Po raz kolejny

Bierzesz pierwotną złośliwość wymierzoną w ciebie i odnosisz ją do interlokutora.

przykład
-"Iksiński ale ty jesteś kutas"
-"Sam jesteś kutas"

To jest bardzo poważny błąd retoryczny. Ma też kilka swoich (stawiających cię w srednim świetle) implikacji.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Uznajmy zatem, że jest to koniec i przyznaj mi wreszcie rację.
Po raz kolejny

Bierzesz pierwotną złośliwość wymierzoną w ciebie i odnosisz ją do interlokutora.

przykład
-"Iksiński ale ty jesteś kutas"
-"Sam jesteś kutas"

To jest bardzo poważny błąd retoryczny. Ma też kilka swoich (stawiających cię w srednim świetle) implikacji.
"Bardzo poważny błąd retoryczny" musi mieć jakąś nazwę. Podaj mi ją, cwaniaku.

Dzięki za przykład z Iksińskim. Teraz wiem, że na "Ale ty jesteś kutas", muszę odpowiadać: "A ty jesteś cipa", bo jeśli złośliwość wymierzoną we mnie odbiję, to popełnię "bardzo poważny błąd retoryczny". Mam nadzieję, że za to nie idzie się do piekła.
Opublikowano

"Może właśnie tego chce od Ciebie Bóg, abyś szukał do niego ciągle nowych dróg ";)
To Bajm, a wiersz na P !
To był wist kończący.., a prawie każdy koniec jest początkiem czegoś nowego...
Dział P może się teraz wykazać :))
Przy okazji pozdrawiam wszystkich serdecznie.

Opublikowano

wiersz troche bez rymu i taki jakiś no ale... jest o wielkim święcie to coś znaczy. nie zainteresował mnie bo niemogłem-czytając go nic sobie wyobrazić. No ale w sumie to nawet ładny...peace and love :)

Opublikowano

przeczytałam i mam kilka uwag;
po pierwsze tutuł mógłby być mniej dosłowny, po drugie niedobrze, że treść przedstawiona tak "kawoławowo", co stało się powodem żenującej mnie dysputy; nie neguję tematu wiersza, a wprost przeciwnie, uważam, że jest dobry, tylko forma mogłaby być inna;
a może jakoś tak?

właśnie przeszła
za oknami słychać śpiewy
pod baldachimem słońce
za którym tłumy

pokoleń i dzieci sypiące
pod stopy pachnące kwiecie
zabrane łakom i ogrodom
na wózkach i nie kalecy


zaznaczam, że to tylko sugestia...
i proszę się nie zrażać...jesli mogę
coś doradzić, to może lepiej najpierw
wklejać w warsztacie; tam naprawdę
można wiele się nauczyć...
głowa do góry Tango:)))

serdecznie pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



circulus vitiosus

tylko prosze nie wpisuj tego w google i mi nie pokazuj kontrprzykładów z wikipedii tylko przeczytaj jakąś książkę i podyskutujmy.
Mam za sobą lekturę dość grubej książeczki (koło pół tysiąca stron) Marka Tokarza pt. "Perswazja, argumentacja, manipulacja". Książka była z biblioteki, nie mam więc jej przy sobie, ale sprawdź to: h ttp://www.dobreksiazki.pl/b7031-argumentacja-perswazja-manipulacja-wyklady-z-teorii-komunikacji.htm (zlikwiduj spację po "h")

Rozdział 6.4.9. zatytułowany jest "błędne koło".

Widziałem cię wczoraj, kłapouszku, na forum. Aż dwie godziny zajęło ci wykombinowanie, co mi odpowiedzieć, żeby się nie ośmieszyć. A i tak się ośmieszasz, bo brniesz w tę głupią sytuację dalej. Myślałeś, że jesteś taki cwaniak, a tu dupa. Teraz chyba będziesz musiał logować się na nowym nicku, bo na tym dałeś już plamę, he, he.

Przeczytaj jeszcze sobie raz, co tam w książkach jest napisane na temat "błędnego koła", zrozum różnicę między argumentacją, czy też próbami argumentacji a zwykłym wyzywaniem się, a wtedy pogadamy dalej. Myślałem, że wystarczy ci, kiedy ośmieszę twój przykład, twierdząc, że na "ale ty jesteś kutas", trzeba odpowiadać "a ty jesteś cipa", ale widzę, że dalej ci mało.

Co się zaś tyczy wcześniejszego: "Lubię się kłócić z ludźmi głupimi aczkolwiek przekonanymi o swoje wyższości nade mną, inaczej zazwyczaj na końcu muszę przyznać racje rozmówcy.", to jeśli ktoś tu popełnił błąd, to byłeś to najpierw ty. Żeby do tego dojść, wypisz sobie przesłanki, na podstawie których doszedłeś do wniosku, że jestem głupi (przypominam, że to była odpowiedź na moje pytanie i choć nie jest nigdzie wprost powiedziane, że jestem głupi, to taki jest sens niedosłowny [jeśli czytasz książki, wiesz, czym jest "sens niedosłowny]). Najlepiej przedstaw mi swoje rozumowanie (formę znasz, jeśli nie: zdania oznajmujące, z zaznaczeniem, co jest przesłanką, a co wnioskiem). Kiedy już zrozumiesz, że twoje rozumowanie na niczym się nie opiera, skumasz, że gdy odbijałem piłeczkę, z bzdury wymierzonej przeciwko mnie, uczyniłem bzdurę wymierzoną przeciwko tobie.
Jedno muszę ci przyznać: było to wyjątkowo perfidne posunięcie skłonienie mnie do szukania dziur w moim rozumowaniu, kiedy opierałem się na twoich słowach, w których są tylko arbitralne stwierdzenia i nic więcej.

Przy okazji - nie wiem, czy ma sens dyskutowanie z gościem, który stara się wytykać błędy innym, a sam jako pierwszy popełnił "argumentum ad personam"...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No tak, to było spowodowane tym, że mam znajomych i kobietę (o którą musze dbać) i byli wtedy u mnie co przeszkodziło mi troche w udziale w dyskusji, na dodatek flame'y na forach powiedzmy nie są sensem mojego życia (wbrew pozorom).



Mam do napisania jeden projekt, powinienem skończyć go niedługo, a wtedy naskrobie ci wizualizacje tego czego niestety nie pojąłeś czytając książkę. Bo tutaj bawimy sie troche innymi klockami (operujemy na innych aczkolwiek równoważnych w sensie potrzebnym pod spodem pojęciach*)

W telegraficznym skrócie:
Założmy żę w uniwersum A (nasza rozmowa w której obowiązują zasady retoryki i podstawowa logika) jesteśmy w stanie b (aktualny stan rozmowy), dodatkowo przyjmijmy bez utraty ogólności że operatorem przejścia pomiędzy kolejnymi stanami rozmowy jest wypowiedź obu ze stron. Przejście ze stanu b do stanu b' będziemy uważać za ważne jeżeli nie będziemy w stanie utworzyć izomorfizmu pomiędzy b a b'.(tzn, coś się zmieni).

Teraz bierzemy sobie stan b , ja w tym stanie odnosze do ceibie jakiś epitet, a ty go natychmiastowo odnosisz do mnie. Po moim epitecie przechodzimy do stanu b'' (stan przejściowy pomiedzy b a b') i przy tym widzimy zmiane w stanie ponieważ teraz ty powinieneś zarzut odpierać, aczkolwiek odpierasz go z załozeniem, że ja "sam jesteś kutas" , innymi słowy ze stanu b'' przechodzisz do b' zarzucając mi to co ja ci przed chwilą zarzuciłem, czego implikacja jest moja pierwotna "niezdolność" do użycia epitetu, skoro można go użyć również w stosunku do mnie. Co jest równoważne z tym że przechodzisz ze stanu b do stanu b', który jest identyczny ze stanem b. A to jest (*modulo przedmiot roważania) to o czym traktuje definicja błędnego koła.

Jestem w stanie przedstawić formalny dowód(z kolorowymi rysunkami) nawet kurwa oparty na teorii grafów albo mnogości, jeżeli tylko sobie tego życzysz.


Nic z tego nie rozumiem, zabrałeś się za dyspute i poełniasz jeden za drugim błąd logiczny, niedopuszczalny w jakiejkolwiek rozmowie na poziomie.




O wypraszam sobie.
[quote]

-Nie bądź taki samokrytyczny ;)


-Chujowszego żartu nie miałes na podorędziu ?

To nie jest ad personam, dopiero potem ty zarzuciłeś mi że nie zrozumiałem co juz jest jak najbardziej skierowane bezpośrednio w moją osobe.


PS.

ŁOOOO KURWA 500 STRON !? (to wogóle robią takie grube ksiązki ? )

Ja mam za sobą dwa semestry logiki i teorii mnogości z profesorem(z szacunku nazwiska nie podam), który był jednym z ulubionych uczniów Knastera (lub Knastra :-) ). Bibliografia tego kursu zajmuje ponad stronę a wszystkie rzeczy wykładane na tym kursie poddają się zasadom identycznym z tymi które obowiązują w retoryce. Dawałem też korki z wnioskowania prawnikom(co zmusiło mnei do zapoznania sie z literaturą, która traktuje o jasnym wypowiadaniu się i argumentowaniu swoich sądów). Bitch.
Opublikowano

"Nic z tego nie rozumiem, zabrałeś się za dyspute i poełniasz jeden za drugim błąd logiczny, niedopuszczalny w jakiejkolwiek rozmowie na poziomie."

Jeśli nic z tego nie rozumiesz, to współczuję prawnikom, którym dawałeś korki. Naprawdę nie umiesz pokazać przesłanki, która doprowadziła cię do stwierdzenia, że jestem "człowiekiem głupim". Hm, na co ci więc te wszystkie przeczytane książki, skoro umiesz tylko pierdolić od rzeczy?!


"To nie jest ad personam, dopiero potem ty zarzuciłeś mi że nie zrozumiałem co juz jest jak najbardziej skierowane bezpośrednio w moją osobe."

Bawią mnie takie kategoryczne stwierdzenia. Mam nadzieję, że za korki nie brałeś zbyt dużo.
"-Chujowszego żartu nie miałes na podorędziu ?" - Tak, te słowa w ogóle mnie nie dotykają. Jak śmiałem w ogóle odpowiadać, skoro nie do mnie mówiłeś, prawda? Naprawdę zapoznaj się z tym, co to jest "sens niedosłowny", bo najwyraźniej tego w twoich mądrych książkach nie było.

Co do reszty - nie zamierzam z tobą prowadzić dyskusji, dlatego żeby nie było, wypowie sie w tej kwestii autorytet. Zapewniam cię, że choć tylu książek nie przeczytałem, też mam dostęp do odpowiednich ludzi. W następnym tygodniu pójdę z tą sprawą do odpowiedniej osoby, będzie odpowiedź (wprawdzie od doktora, a nie profesora, ale chyba ci wszystko jedno).

Dla jasności. Przykład z Iksińskim przedstawię w formie "lżejszej":

- Jesteś kretynem.
- Sam jesteś kretynem.

Odpowiedź prześlę ci droga prywatnych wiadomości, bo temat już pewnie spadnie. Przedstawię też twoje, pożal się Boże, rozumowanie. Będzie trochę śmiechu.

Aha, napisz mi jeszcze, czy to też jest "błędne koło" (ha, ha, ha):

- Jesteś kretynem.
- A ty jesteś idiotą.

Oj, kłapouszku, mam nadzieję, że zajmowanie się kobietą wychodzi ci chociaż ciut lepiej.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




No fajnie, tylko to moje pożal się boże rozumowanie jest tak prostackie że udało mi się je narysować na grafie skierowanym z 3 wierzchołkami(3 strzałki i 3 kropki), więc albo jesteś uber kozak i potrafisz obalić kilka aksjomatów(masz żart ?) albo nie wiesz o czym mówisz i zgrywasz uber kozaka.

btw .za mną właśnie leży (na dniach)doktor i ostro z ciebie targa (zwróciłem mu uwagę, że to niegrzeczne ale nie przestał), jak już się tak licytujemy na tytuły.
A jak zechcesz to moge skrzyknąć drużyne piłki nożnej albo hokeja w koszulkach z numerkami złożoną z ludzi którzy zajmują się na codzień pisaniem po białych tablicach w różnych instytutach i zagramy sobie mecz transmitowany przez TVN "Nauczyciele Gimnazjalni kontra Stypendyści Maksa Planka". :D
Opublikowano

Spokojnie. We wtorek będę się kontaktował z odpowiednią osobą. Ja umiem przyznać się do błędu, tu na razie dostrzegam tylko twoje pożal się boże rozumowanie.

Szkoda że nie odpowiedziałeś na pierwszą część mojego ostatniego komentarza. Czyżby więc było tak, że te wszystkie książki nauczyły cię tylko rzucać epitetami? Hm, chyba przestanę cokolwiek czytać...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mówisz o tym ?
[quote]
Jeśli nic z tego nie rozumiesz, to współczuję prawnikom, którym dawałeś korki. Naprawdę nie umiesz pokazać przesłanki, która doprowadziła cię do stwierdzenia, że jestem "człowiekiem głupim". Hm, na co ci więc te wszystkie przeczytane książki, skoro umiesz tylko pierdolić od rzeczy?!

Na takie hamskie zaczepki odpowiadam rzutem szklanką, a nie merytoryczną odpowiedzią.

a może inaczej(to powinieneś zrozumieć)

"pierdolisz od rzeczy" (niezła przesłanka nie ?)
Opublikowano

Oj, widzę, że jesteś naprawdę ciężki przypadek.

- Jeśli są tak słabe, co cię skłania do ciągłych reakcji?
I twoja odpowiedź: "Lubię się kłócić z ludźmi głupimi aczkolwiek przekonanymi o swoje wyższości nade mną, inaczej zazwyczaj na końcu muszę przyznać rację rozmówcy."

Wniosek jest taki, że kłócisz się z człowiekiem głupim (ze mną). Jakie były przesłanki?
I nie odwracaj kota ogonem, bo ty pierwszy w tym wątku zacząłeś obrażać i używać wulgaryzmów.
Zgrywasz cwaniaka, ale na podorędziu masz tylko stek wyzwisk. To, że mi się udzieliło, to nic nowego. Czytałeś odpowiednią literaturę, wiesz, jak łatwo wyprowadzić przeciwnika z równowagi.

Tak naprawdę wiem, że żadnych przesłanek nie było. To było zwyczajne wyzwisko. Szkoda, że nie potrafisz przyznać tego, tylko zwracasz uwagę na wszystko inne, tylko nie na to, co ważne.

Ech, kłapouszku, przerabiałem takie przypadki setki razy.

Opublikowano

Wyczuwam tu jakąś podpuchę, asekuracyjnie więc przemilczę twój ostatni komentarz.

Jeszcze wracając: nie zgrywam uber kozaka (cokolwiek to znaczy, fajnie brzmi), ani nie jestem uber kozakiem (a chciałbym być, choćby ze względu na nazwę). Masz dużą wiedzę - spoko. Dla mnie to hobby, coś tam kiedyś przeczytałem. Ale tego kitu, co próbujesz mi tu wcisnąć na razie sobie sprzedać nie dam. Zobaczymy, co z tego będzie. Na razie czuję się bezpiecznie. Nie podejmuję dyskusji, bo zalejesz mnie specjalistycznym słownictwem, wydupczysz mi mózg na wszystkie strony i "będę twój", będziesz mi mógł każdy bajer sprzedać. Dlatego skorzystam z porady pewnego doktora (przez szacunek bez nazwiska, tak to leciało?). Odezwę się w następnym tygodniu, kłapouszku, co przeczytałeś wiele książek, a ino kląć umisz.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Cylinder zastygł w bezruchu  a tuba zamilkła. Tym razem nawet igła fonografu  zdawała się nie mieć ochoty  wracać na powierzchnię cylindra  po raz setny tej przeklętej nocy. Obiecałem, że pomogę w poszukiwaniach, lecz po tym czego się tu dowiedziałem  i po tym co usłyszałem i zobaczyłem, stwierdzam jasno,  choć z dozą  naprawdę przejmującej rozpaczy, że mój nieodżałowany ojciec, został pochłonięty w odmęty,  bezdennej paszczy szaleństwa. Po czym uleciał w kompletny niebyt, bagiennych wrzosowisk północnej Szkocji. Przeszukano cały dom od piwnicy po strych. Wszystkie pozostałe obejścia i budynki. Studnie, staw a nawet rozkopano przydomowy ogródek ze wspaniałymi krzewami piwonii o które tak dbał. Bardziej niż o jedyne dziecko. Wszystko zaczęło się  gdy byłem jeszcze dzieckiem. Ojciec był  szanowanym profesorem archeologii  na uniwersytecie oksfordzkim. Był najlepszy w swoim fachu i dzięki temu pozostawał w kontakcie z najtęższymi umysłami z całego świata.     Pamiętam doskonale zimowy poranek, jakieś piętnaście lat wstecz. Zakładałem szkolny mundurek  i z teczką w prawej dłoni  zmierzałem ku drzwiom domu. Ojciec szedł za mną. Trzymał mnie delikatnie za ramię, tłumaczył mi że jeśli  nie zakończy  zaplanowanego wykładu na czas  to odbierze mnie ze szkoły  nasza sąsiadka panna Stevenson. A jeśli wszystko zakończy się  zgodnie z planem  to obiecuję zabrać mnie potem na łyżwy.     Nic nie poszło zgodnie z planem. Otworzyłem drzwi i o mało co  nie zderzyłem się w nich  z ponurym, wysokim  i dość postawnym jegomościem  w szarym, długim, dwurzędowym płaszczu  o prostym kroju. Jego fason nie był typowym dla wyspiarza a raczej obywatela zbuntowanej kolonii. Dziwny gość otarł mnie ledwie wzrokiem  zza przyciemnianych, wąskich szkieł i zwrócił się do mojego ojca. Bardzo przepraszam za tak nagłe najście  ale na uniwersytecie powiedziano mi, że jest Pan jeszcze w domu panie Fodden a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który z pewnością pana zainteresuję.     Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko i wręczył je ojcu. Nazywam się Peter Noyes  i jestem zastępcą profesora Clarka  na uniwersytecie Miscatonic w Arkham. Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia. Profesor liczy na Pana pomoc w tej sprawie. Jeśli tak w istocie będzie  czekam na Pana  w dniu jutrzejszym w południe  na nabrzeżu numer dwa, celem odbycia podróży najpierw do Bostonu  a potem do Arkham. Proszę pamiętać,  że nie ma czasu do stracenia. Gwiazda czy też planeta, powoli pojawia się  w naszych snach nieprawdaż? Nie czekając na odpowiedź, odwrócił się na pięcie i szybko znikł za zakrętem skrzyżowania. Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson i nakazał jej  by zajęła się mną przez jakiś czas  bo czeka go długi i pilny wyjazd do Bostonu.     Zostałem u niej długie lata. A ojciec wrócił podobno kilka lat temu. Nikt nie wiedział skąd ani po co. Uważano go za zmarłego. Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii  razem z tym całym Noyesem i Clarkiem. Nadal gdzieś w szufladzie biurka  mam jego nekrolog z jednej z gazet z Arkham. Żył ale przypłacił to szaleństwem. Nie widziałem go już nigdy później. A teraz zaginął po raz wtóry. Podobno planeta  znów nawiedzała go w snach.     Odebrałem telefon z policji  i obiecałem przybyć na miejsce  by jakkolwiek pomóc śledczym. Bo sami nie rozumieli  w środek jak wielkiego szaleństwa  przyszło im wpaść i brnąć dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom. Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne. Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth? To miasteczko, osada czy może  jakaś kodowa nazwa  jakiejś świątyni czy wykopalisk? Znaleźli pamiętnik ojca, gdzie ta nazwa pojawia się ciągle. Ten krótki wpis ołówkiem  sprzed wielu tygodni. Wreszcie odezwali się do mnie Ci z Yuggoth. Będą czekać w oktawę święta  ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach. Zabiorą mnie znowu… Brzmiało to jak żart. Lecz jedno było pewne. Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.    
    • @vioara stelelor Spalić pamiątki, zniszczyć wspomnienia te nie po drodze nam.Jest tylko Kosmos i nasza Ziemia to teraz nasz ludzki czas..,
    • @hollow man   :) tak! Na przedmieściach, masz w oczach czerwień, neonu :)))  @KOBIETA hollow man:)))) uśmiechnij się:)))        
    • @KOBIETA Z każdej perspektywy.
    • @hollow man   od tyłu ;)))
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...