Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
nadzieja i tęsknota - siostry dwie
podążają krętymi ścieżkami

światłość i mrok śledzą nas
nawet we śnie

niewolnicy własnego losu
chwytamy korzyści
jakie z nim się łączą

obdarzeni równowagą ducha
znajdziemy wyjście



2.

światłość i mrok są w nas
prowadzą krętymi ścieżkami
nawet we śnie

życie jest niewolą
chwytajmy korzyści
jakie z nim się łączą

żadna sytuacja niebędzie straszna
gdy obdarzeni równowagą ducha
znajdziemy wyjście
Opublikowano

Dobrze że ta puenta ...rodzi nadzieje ...bo cosik smutnawo się porobiło ,czyżby świetna poetka miała ...nastój przyziemny .....bardzo!
Chyba Stasieńko chcesz abym pobleczała?Bo wiele mi nie brakuje?!
Całuski!

Opublikowano

W moim odczuciu druga, ale zrezygnowałabym
z "jedno z nich" ( są też sny nie pozbawione jasności).
A gdyby zamiast "niewoli" - "labirynt" i potem zostawić "znajdziemy wyjście"?
Tak sobie tylko próbuję...
Sama nie wiem, pomyśl Saszeńko!
Buziaki
- baba

Opublikowano

Stasiu, dla mnie bardzo sloganowo, skąd tyle pewnych stwierdzeń ?
Pozdrawiam :

P.S. Chyba nie pojęłam koncepcji, bo widzę (dopiero teraz), że slogany celowe w tytule. Z deszczu biorą się cienie pod oczami, myszy i niezrozumienie tekstu...;)

Opublikowano

fakt, kochane panie, jakoś przyziemnie się czuję i wiersze odzwierciedlają stan ducha,
to jednak prawda, same to odczytałyście :)
aluno,Babo z Izby, Fran.
bardzo dziękuję za miłe słowa:))))
Babozlasu:))), w drugiej dokonałam poprawek,. dzięki za pomoc :))

buziaki pa

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...