Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jeśli włączą Cohena będziemy śpiewać
a jeśli piłeś przyniesiemy wódkę
wódkę i kwiaty
jeśli włączą Cohena

śpieszmy się kochać ludzi


poniżej linii przypływu
musimy przejść w kondukcie
przez miasto w którym dojrzałyśmy
przedwcześnie
zbyt równocześnie

(byłyśmy trujące jak dziewczyny które wciągają w krzaki
tulą drewniane nogi a na nich zadrapania)

pozostaje dziura w powietrzu do której nie dociera głos
ciało puste jak po wyjściu z dyskoteki

po śmierci Michała
w twoich oczach pływają rybki
dziś wolno im przeżyć
należy dać sobie więcej światła

zatrzymał nas kolejny rok
nie wiem co będzie później
nie napisałaś
jeszcze nie zadzwoniłaś
sparaliżowano arterie
lotniska

za oknem ciała startują do słów
w najwyższych rejonach znikam

Opublikowano

przeczytałam i.. takie pomieszanie trochę
albo źle widzę ( a możliwe), hmm..
no mocne momenty są, ale troche i z twarowskiego ks.
i nie wiem jakieś piosenki cohena? no i te rybki w oczach
można sobie podumać nad tym co się zdarzyło(...),
ciekawie w każdym razie wprawnie,a puenta genialna; J.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie wiem, jak mam rozumieć.

Wiersz przeczytałem z przyjemnością i małymi dąsami ale to tytuł zatrzymał mnie najdłużej - kazał " przejść " własny Tomaszów...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



coś zmieniłam, może wyprostowalam. sama nie wiem.

hmm, podoba mi się to przechodzenie i podróż( śmierć zdaje się i motyw lotniska),
choć trudne,
pozostaje dziura w powietrzu do której nie dociera głos- a skąd to wiadomo?
tego w nawiasie nie pojmuję, ale chyba młodości dodaj mi skrzydła(?)

blisko ten Tomaszów( Mazowiecki?), a taka niby zwykła miejscowość
i tyle stóp w tym wierszu się odczuwa, to chyba dobrze, że są (...)
tak sobie porozważałam ciut

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...