Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To podziw, prawda? Nie zauroczenie?
Nie chcę popadać znów w chore marzenie.
Przecież świat kocham a nie jego
Rysowniku-historyku Dantego...

Zbyt wiele ludzi, zbyt wiele znaczeń,
Za dużo pytań, za mało przeznaczeń,
Za ciasne serce i czasu za mało-
Żeby po prostu tak kochać się dało.

We mnie za mało poezji w nim za dużo teatru
I nigdy nie zagramy w jednym spektaklu.
We mnie mało talentu on jest niemal nim samym
A przecież od Boga po równo jest nam dany...

Proszę, nie patrz, ja spuszczę głowę
Byś nie poczuł tego co ja czuje
Cicho, graj dalej
Nie widzisz że się nie-zakochać próbuje?





Witam wszystkich :) Nie mogłam się zdecydować który wiersz tu wstawić najpierw... więc na początek coś takiego. Dopiero się uczę tej pięknej sztuki manipulowania słowem. Proszę o ostrą krytykę.

Opublikowano

Zrezygnuj z rymów , gdyż na tym forum nie mają szans i szkoda Twojego pisania. Nie jestem zwolennikiem, aby nie było rymów, gdyż napisać wiersz z rymami i celny jest wielką sztuką. Tutaj jednak wielu przerasta swoimi ideałami nawet Szymborską czy Miłosza, więc albo się przystosujesz i będziesz pisał białym wierszem , albo nie otrzymasz aplauzów. To napisałem, aby Cię jakoś wprowadzić. Życzę powodzenia i sławy


pozdrawiam

bestia

Opublikowano

Droga meg tj. Tutaj na tym forum też jest masę gniotów, ale można się wiele nauczyć, bo jest od kogo. Bestia ma rację. Znam sporo Twoich wierszy, próbuj je skracać nie ujmując treści. Nie naśladuj trzymaj się własnej drogi. Nie zgadzam się co do rymów, też są fajne. Poza tym Tobie chodzi o wskazówki i sugestie a nie aplauz. Nie czekaj tutaj na niego- tylko zyskasz. Tak jak ja. Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...