Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 41
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przecież pani/pan ma takie szlachetne inspiracje, a takie byki sadzi...
Dwa - nie za bardzo podoba mi się podstawianie się jako świeży, zagubiony "poeta", który oczekuje pomocy ze strony "fachowców" (istnieje taki esej Thomasa Eliota - "O krytyku krytycznie", warto to sobie poczytać) Wiersz jest na tyle sztuczny, że ciężko wierzyć w autentyczność autora (jeżeli się mylę, to serdecznie przepraszam)
Już 1 wers jest echem, np.:
"otwieram bramę marzeń" (cyt. 1)
"Ja otwieram bramy wyobrażeń,. myśli, snów i pięknych marzeń." (cyt 2)

""Być jak światło, które wędruje przez noc i po drodze zapala ..." (cyt3)
Wędruję przez noc. Powiedz mi coś, gdyż muszę wiedzieć . (cyt 4)

i tak jeszcze jeden:
"Jest to dar łaski wielki i niepojęty, Który nam dusze przeobraża. ... I daje
duszy moc na każdy moment, I strzeże mnie od złego. ... Który wlewasz w me serce
balsam ufności," (cyt 5)

Dlatego ta kompilacja mnie nie przekonuje.
Nie przekonuje mnie namolne powtarzanie "miłości" (piękne, banalne, podwojone, aż krzyczy, żeby to zauważyć, oczywiście dokładając do tego tytuł, co już potraja liczbę), potem też "duszy", która występuje dwukrotnie.
Jedyna archaizacja, jaka tutaj występuje, to ornamentyka [patrz:cyt.5] (i maniera, proste rymy, obrazowanie) godna kilkudziesięciu lat wstecz. I jeżeli tutaj postawić pytanie, co się dzisiaj dzieje z poezją współczesną, to już ochoczo odpowiadam - albo jest to kopia jakiegoś tekstu, albo bezwartościowy śmieć.
Pytanie o epokę muszę zostawić bez odpowiedzi, bo też z trudnością przychodzi mi ją zrozumieć. Podobnie jak podobne występy, które już same w sobie są śmiertelną pułapką, bo zadane pytania są raczej bez odpowiedzi. Romantyzm jako epoka historyczna przeminął, piękno - to zależy jakie kategorie ma pani/pan na myśli, a najbardziej komercyjny jest chyba tekst w stylu powyższego, gdzie wielkie słowa zagłuszają sens treści, a treść opiera się na abstrakcyjnej pogoni za hasłami, czyli takiej "prostej prostości" (ten cytat to już z pani/pana wiersza), jak "dotykanie duszy" czy wlewanie do niej "inszych" płynów. Ja pomijam kwestie metaforyki, bo uparty czytacz znajdzie podobne kwiatki w literaturze tych wielkich i uznanych, ale podpowiem,że nawet czerpanie z gotowych wzorów nie sprawdza się - choćby przez to, że język się zmienia, a to, co było nowością 150 lat temu, po tychże latach blednie i traci na wartości. Dlatego "dopasowanie się do epoki współczesnej" jest tanim chwytem, bo nie ma w poezji niczego, co się starzeje. Poeci tworzą do tej pory metafory, piszą ballady, ba, rymują nawet (szok, prawda?), a nie zajmują się kontrolą jakości portali w taki sposób.
Tyle na dzisiaj.
Opublikowano

Jaka kontrola portalu i jakie tanie chwyty?Czlowieku co ty bredzisz?
Najpierw pisze pan ze utwory po jakims czasie bledna, a potem ze poezja sie nigdy nie starzeje.???
Nie nasladuje nikogo i nie mam takiego zamiaru i co najwazniejsze, nie mam zamiaru sie pod nikogo podszywac, to smieszne.A to ze milosc jest trescia mojego wiersza, nie znaczy ze jest niczym.
"Dziekuje" za to ze swiat jest taki zepsuty, ze kazdego podejrzewa sie o swinstwa.To mnie przekonalo do tego ze nie bede zmieniac swojego stylu, i jak sie nie podoba to sie nie czyta i juz.
Nie uwazam pana za super inteligenta, tylko za podejrzliwego faceta, ktory nie wie o czym mowi.
Pana komentarze wrecz emanuja zjadliwoscia, i sa patetyczne.
Z mojego postu wylonil pan tylko same negatywy,warto byloby przeczytac dokladniej a nie zaraz sie zacietrzewiac jak pierwszoklasista.
Z pewnoscia moge powiedziec ze jednak nie wszyscy sa tacy zgorzkniali jak pan.Bogu dzieki.

Opublikowano

Proszę, oto dowód na emanujący złośliwością, patetyczny komentarz o niczym:

"Witam, chciałabym sie z tobą podzielic swoimi refleksjami, jezeli chodzi o poezję wspołczesną.Co to jest?Jestem przerazona,po wielu latach zaczęłam powoli wchodzic we wspołczesny swiat tworczy, poetow, czy moze ludzi ktorzy się za takich uwazają,i jakby ktos nagle zmienił swiat, swiat poezji, cudownych melodii ktore dają cos więcej jak tylko łamanie sobie głowy , i przemysliwan jak podły jest ten swiat i jak okrutny a moze nawet bezwartosciowy.Oczywiscie mozna tez tu znalezc utwory mniej więcej trochę przypominające , czym powinna byc poezja.
Melodią, językiem ktory mozna zrozumiec,ktory MOWI, a nie bełkocze.
Czy naprawde swiat się tak zmienił?
Moze nie mam racji, nie chcę nikogo obrazac,ale wiem jedno, ze poezja to mowa wnętrza, mowa piękna, a nie mowa przypodobania się innym.
Niestety w wielu utworach widzę tylko jedno:im bardziej skomplikowany czy „odwazny“ wiersz tym „lepszy“.Hej ludzie, co jest z romantyzmem, z miłoscią i pięknem swiata?Nie swiat się zmienia ale ludzie, ktorzy coraz bardziej sie komercjalizują?
Proszę o odpowiedzi, chcę uwierzyc ze się mylę, ze piękno umarło…"

To chyba dla dobra interlokutora uznałem, że to żart, dlatego powinna być pani zadowolona, że ten powyższy wpis biorę za jakąś zewnętrzną akcję.
A jeżeli tak jest naprawdę, to serdecznie współczuję.

Opublikowano

To mi sprawia fizyczny ból.
Pomijam fakt, że jesteś spamerką i na wstępie należał Ci się ban za wklejanie milion razy tego samego komentarza pod różnymi wierszami - jak do wszystkich chciałaś napisać to na forum trzeba, a nie burdel robić, ledwo się wlezie.
A to "coś" co tu wkleiłaś jest idealnym przykładem do tematu "Jak nie pisać wierszy".
I kłamiesz ordynarnie, bo nawet w sygnaturce masz polskie znaki.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


widziałam parę postów Pana Krzywaka i zgorzkniały był raz, albo dwa. albo trzy, góra cztery :D
(wybaczcie, ale bawi mnie to. jeśli nie jest Pani, Pani Chmara, trollem - tym lepiej posłuchać dobrych rad, które pojawiły się pod wierszem. i się cieszyć, że tyle ich naraz)
Opublikowano

Posluchac dobrych rad, czyli zarzutow ze plagiatuje, sciagam i pisze o bzdurach.Oszczerstwa ze klamie, o Boze moj wiersz sie rymuje, milosc powtarza sie pare razy,jak ja moge pisac na tak banalny temat, przeciez to niedopuszczalne.
Pan Krzywak poczul sie poprostu urazony ze zamiescilam post pod jego wierszem, no coz jego"tworczosc"na poziomie "rymowanki" z przedszkola , ach przeciez tam nie ma rymow...Cos sklecone o niczym i jest niczym, belkot.
Rozrywa moj wiersz na kawalki, zmiela go, rozciaga i tacza w gnoju klamstwa.
Bardzo konstruktywnie.Nie mam zamiaru sie wiecej wypowiadac,i po raz kolejny sie tlumaczyc ze nie mam polskiej trzcionki, Panie "Toster"(sama poezja),w jednym z moich komentarzy pisze dlaczego niektore litery sa polskie(kopiowanie z polskiego tekstu).Ale to juz dla mnie nie wazne, myslcie sobie co chcecie.
Zycze milego dnia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



W sumie popieram Chmarę. Jak można w tak paskudny sposób napisać, że kupa jest kupą? To jest prawdziwa poezja. Czy Wy tego rozumiecie?! Miłość jest tak piękna, że autorka ma prawo pisać o niej wtórnie i banalnie.

ONA DO CIĘŻKIEJ CHOLERY MA PRAWO!
Opublikowano

wiecie, co?
jakby ktoś zupełnie z boku i obiektywnie lookając to przeczytał, wydałby większości pojawiających się pod tym tekstem diagnozę - mania prześladowcza. powód - niemal wszędzie węszymy prowokację albo nie tyle prowokację, ile zamierzoną złośliwość. i w ten sposób pani Chmara ma ponad 30 komentarzy.

Opublikowano

Zasadniczo zamiast skupić się na wierszu, aczkolwiek moim zdaniem napisany w innym i przesłodzonym stylu (do klasyki mu dalece) i tu zgadzam się z Michałem, to zaczytuję się w komentarzach i mam ubaw po pachy z nutą przeświadczenia że to wszystko jest do .... Wnisokuję o komentarze na temat i to tematy ziązany z wierszem a nie z umiejętnościami bądź możliwościami autora, ponieważ portal nie ogranicza dostępu tym co chcą ani tym co lubią pisać w taki czy inny sposób. Może aby rozwiązać raz na zawsze problem należy stworzyć regulamin komentarzy i jak jeden trzymać się określonych zasad.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To fakt, ale to już taka tradycja. Hania też miała po 180 komentarzy. Jak oni to robią?
to prawda,a może to Hania pod nowym pseudo? skoro się nie ma polskich znaków na klawiaturze to po co się męczyć z wklejaniem liter z polskich tekstów,albo pisać z polskimi znakami albo bez nich a nie wprowadzać zamieszanie,dlatego w tej kwestii też nie jestem przekonana i sądzę że to prowokacja,pozdrawiam:)
Opublikowano

Kto to jest ta Hania?Podszywam sie pod kogos innego znowu?Coraz to ciekawiej sie robi.Przestancie histeryzowac,a wogole to gdzie ja trafilam, co to za forum, dla chorych na manie przesladowcza(trafne sformulowanie przez pania Rachel Grass)?
Jezeli kogos to obchodzi mam na imie Izabela, i czepiacie sie bez powodu.Przestancie juz i skoncentrujcie sie na poezji.
Pozdrawiam bardzo goraco

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...