Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

bez słowa
ponieważ tak wiele jest do przemyślenia
niosą wieloletni swoje obrazy
skomplikowane kartoteki zdarzeń
skarbczyki minionego
są to wciąż dane do sprawdzenia
więc się je przewraca pergaminowym palcem
bladą poplamioną dłonią

konsekwentnie sortowane stosy spraw
w osiedlowych szafach
stare kaszmiry o lawendowym oddechu
czasem przy uchu
niemodna komórka na kartę
z ryzykiem na kolejny dzień

Opublikowano

Ujęło mnie poza wspaniałym tematem -przemyślenie:

" które leżą w szafach
jak stare kaszmiry o lawendowym oddechu
z wielkim ryzykiem na następny dzień"

-poetycki kunszt!
Uściski!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wrażliwa bestia z Ciebie, Bestyjo i wcale nie bee. Dziękuje :))


Już pisałam, że starsi ludzie mnie rozczulają, zawsze ich zauważam, są tacy bezbronni, a za każdym najczęściej ciężki kawałek życia. Buziaczki, Beatko :))
Opublikowano

Dobry wiersz, moim zdaniem dobrze by było jednak go przewietrzyć,
pozbyć się może zbędnych słów? Coś w rodzaju:

"wieloletni
bez słowa niosą
obrazy i przemyślenia
swoje skomplikowane kartoteki czasu
skarbczyki minionego dane do sprawdzenia
przewracane pergaminowym palcem
bladą poplamioną dłonią

ostrożnie sortowane stosy spraw
leżące w szafach
jak stare kaszmiry o lawendowym oddechu
z wielkim ryzykiem na następny dzień

czasem przy uchu niezręcznie
niemodna komórka na kartę
któż by planował abonament"

To tylko przykład o co mi chodzi, przepraszam, jeśli nie powinnam.
Serdeczności
- baba

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...