Oxyvia Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. a ja proszkiem do pieczenia potraktowałam, zgroza O! A ja je hodowałam przez kilka lat u siebie w doniczce z kwiatkami! Łaziły po biurku, podłodze, komputerze... Bardzo mi było raźno z tymi małymi zwierzątkami. Są szalenie ciekawymi istotami. Zaprzyjaźniliśmy się. Dużo mi opowiedziały o sobie. Niestety któregoś roku odeszły. Nie wiem, dokąd - może w jakieś sfery transcendencji? Sokratex powiedział, że pewnie zamieszkały w eterze Internetu, bo w końcu tam mają idealne warunki. Pewnie tak: nikt ich nie niepokoi i mogą czytać wszystkie nasze wiersze, listy, pamiętniki, opowiadania i reklamy. Ale kilka tygodni temu, kiedy na dworze były wielkie mrozy (niespotykana w Polsce temperatura minus dwadzieścia stopni i pełne zaskoczenie nagłą zimą), zobaczyłam na podłodze dużego pokoju mrówkę. Była wyraźna i realna, spacerowała sobie tu i tam, jakby wróciła w dobrze znane miejsce i czyniła obchód, sprawdzając, co się zmieniło pod jej nieobecność. Powiedziałam jej radośnie: "Dzień dobry!" Skinęła głową w skupieniu. Może więc wrócą tu wszyscy - moi przyjaciele mrówkowie? Brakuje mi ich.
Oxyvia Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. zapukaj! natychmiast otwieram, wieko jeszcze klekocze! :))) Magdo, ale czy będziemy się jeszcze pamiętać? lub raczej: CZYM będziemy się wtedy pamiętać? skoro nasze mózgi ulegną rozkładowi? ech... dlaczego to nikomu nie przyjdzie do głowy za życia! ;) Jak to nie? Chyba mnie nie doceniasz, jak zwykle: [url]www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=86420#dol[/url]
Lena Achmatowicz Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. wiersz nie jest pisany w celu "się podobania", ale siłą rzeczy podoba się, lub nie. więc i w tym rzecz. co do marzeń, to jestem jak ten pański eskomos. tyle, że zamiast sikać pod one drzewo, wolę spać. kiedyś taki film był, dawno, pewnie mało kto pamięta "Ewa chce spać". Ewa to ja. skojarzenie z "Ewa chce spać"też potrafię, jak to geniusz wytłumaczyć :) wspomniałem o Eskimosie, itp. a mróz jak wiadomo, zamyka oczy. zabrzmiało proroczo;) widzę, że lubisz mnie pan, panie Wstrętny i dobrze życzysz:) zejścia nie planuję, ale niezbadane są wyroki;) jak pan taki mądry, to lepiej niech mi pan powie, gdzie moja biedna duszyczka trafi, ksiądz po kolędzie powiedzieć nie chciał.
HAYQ Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. myślisz, że podobnie do tej pani wszystko można wymarzyć, czy też wyobrazić sobie? że istnieje jakaś skończoność w tym co nieskończenie możliwe? albo przynajmniej pół na pół - zawsze jest tyle samo tego co jeszcze niewiadome, ile już wiadomo ;) co do Eskimosa... co to za świat, w którym nie ma drzew? wraca człowiek z pubu i nie masz gdzie przystanąć :) również pozdrawiam. Faktycznie ;)) ale kto im broni postawić sobie lodową latarnię ? No tak, nie zaszeleści :) Związek tej pani z mrówką (wygadana... wygadała) jest podobny do związku z wyczytaniem mrówki w taki sposób, że stała się ciałem ;))
Lena Achmatowicz Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. myślisz, że podobnie do tej pani wszystko można wymarzyć, czy też wyobrazić sobie? że istnieje jakaś skończoność w tym co nieskończenie możliwe? albo przynajmniej pół na pół - zawsze jest tyle samo tego co jeszcze niewiadome, ile już wiadomo ;) co do Eskimosa... co to za świat, w którym nie ma drzew? wraca człowiek z pubu i nie masz gdzie przystanąć :) również pozdrawiam. Faktycznie ;)) ale kto im broni postawić sobie lodową latarnię ? No tak, nie zaszeleści :) Związek tej pani z mrówką (wygadana... wygadała) jest podobny do związku z wyczytaniem mrówki w taki sposób, że stała się ciałem ;)) bo może sobie mrówka wymarzyć albo też wyobrazić takie ciało? czy pół na pół. czółko mam jedno (dalej wyliczać nie będę, chyba, że wstrętny napisze erotyk, wtedy pogadamy inaczej) pozostaje marzyć.
Wstrentny Opublikowano 25 Stycznia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Magdo, ale czy będziemy się jeszcze pamiętać? lub raczej: CZYM będziemy się wtedy pamiętać? skoro nasze mózgi ulegną rozkładowi? ech... dlaczego to nikomu nie przyjdzie do głowy za życia! ;) Jak to nie? Chyba mnie nie doceniasz, jak zwykle: [url]www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=86420#dol[/url] ależ to jest właśnie dowodem, że tu myślimy... czymś, czego nie będzie tam: Wszystko, co dobre i co złe było - trzeba zapomnieć Inaczej czeka mnie wieczne piekło po tamtej stronie. to jak martwić się na zapas, czy na dysku który spłonął razem z domem nie zostały czasem nasze maile ;)
Magda_Tara Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 sorry, że się wtrącam... :)) ale na podobnie zadane pytanie, KTOŚ mi odpowiedział: nie martw się, przecież mam jeszcze papier! zapisałem, zadzwonię! :))))))))
Wstrentny Opublikowano 25 Stycznia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. masz rację i nawet teoretycznie jest to możliwe: każdy kabel telefoniczny ma jakąś tam skończoność rozmów, zanim łącza nie zaśniedzieją i nie odmówią posłuszeństwa. albo, co nawet bardziej prawdopodobne - w słuchawce nie zatka się membrana od mikrokropelek śliny rozmawiającego. słowotok tej pani (milion słow na minutę) mógł spowodować szybsze skorodowanie łączy przewidzianych na jakieś 100 słów na minutę o kto wie, czy nawet nie awarię satelity na orbicie? :)
Wstrentny Opublikowano 25 Stycznia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. ale to już byłaby mowa o tak zwanej pamięci zewnętrznej :)
Lena Achmatowicz Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. masz rację i nawet teoretycznie jest to możliwe: każdy kabel telefoniczny ma jakąś tam skończoność rozmów, zanim łącza nie zaśniedzieją i nie odmówią posłuszeństwa. albo, co nawet bardziej prawdopodobne - w słuchawce nie zatka się membrana od mikrokropelek śliny rozmawiającego. słowotok tej pani (milion słow na minutę) mógł spowodować szybsze skorodowanie łączy przewidzianych na jakieś 100 słów na minutę o kto wie, czy nawet nie awarię satelity na orbicie? :) i zamarznięcie piekła. dziękuję. postoję. ps. słowotok tej pani się nie powtórzy, spokojna pańska głowa.
HAYQ Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. masz rację i nawet teoretycznie jest to możliwe: każdy kabel telefoniczny ma jakąś tam skończoność rozmów, zanim łącza nie zaśniedzieją i nie odmówią posłuszeństwa. albo, co nawet bardziej prawdopodobne - w słuchawce nie zatka się membrana od mikrokropelek śliny rozmawiającego. słowotok tej pani (milion słow na minutę) mógł spowodować szybsze skorodowanie łączy przewidzianych na jakieś 100 słów na minutę o kto wie, czy nawet nie awarię satelity na orbicie? :) Ty wiesz... chyba masz rację. Przypomniałem sobie, że kobitka rozmawiając gryzła jakiegoś rogala. Wszystkie dziurki były potem zapchane... błeee. Może się łącza po prostu zadławiły. Tylko pytanie - tą bułą, czy rozmową ;)) ? www.youtube.com/watch?v=otqKhjkct1M&NR=1
Wstrentny Opublikowano 25 Stycznia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. nie umiem pisać erotyków, więc może tylko napiszę co sobie o nich myślę? Bóg jest jeden, jedyny dlatego mój nie może być twoim. Dziesięć przykazań napisał dla mnie, jakże miałbym dociekać, czy wszystkich przestrzegasz? Może twój pomylił się lub przerwał w połowie i dlatego cudzołożysz, pożądasz rzeczy bliźniego - grzeszysz myślą ale już nie uczynkiem. Tymczasem stolika Wróżbity przechodził ogromny kapelusz. Sombrero sięgające kilku meksyków z doczepionym u dołu drobnym chłopiną, rzadkim jak złudzenie Srebrnosiwe wąsy zwisały do ziemi malując dwa wyjątkowo mokre rowki w błocie. Całość wyglądała jak owa nierozsądna kolej wąskotorowa, która wyłania się niekiedy z jednego brokułu mgły by natychmiast przepaść w bemolu drugiej moja żona lubiła amigo rżnęła w karty i przegrywała zrozpaczona piła borygo ziała poniosło się asfaltem wieczornego nieba, poniosło się ku znów tej samej pierwszej gwiazdce aby dokładnie pośrodku bezsensu minąć echo mój mężulek piku piku chorował zaskórniaczka miał serce w skarpecie choć do śmierci ani mru ani słowa umarł przecie Echo, chłopina, wąsy, oraz to wszystko co napisane powyżej zniknęło równie szybko jak się pojawiło dając pole do popisu rozbudzonej wyobraźni - Idiotyczne zagaił Wróżbita - Ale ustawia nas realnie w świecie zaoponował Wstrentny - To dzięki takim chwilom, beznadziejnie głupim i absolutnie nieoczywistym istniejemy bardziej, wydając się normalni. - A te piosenki? - Są jak dno szklanki z herbatą, bez którego nie wiedzielibyśmy ile łyżeczek cukru wsypać. Poza tym - łyżeczka wpadałaby do szklanki raz na zawsze. Ów chłopina (ja wiem, wiem, że nierealny i głupi) potrzebny jest całemu światu, aby mógł istnieć w swoim wyobrażeniu oczywistości a Ziemia kręciła się w jedyną słuszną str onę dookoła Księżyca, czy jak to teraz mówią podług aktualnego stanu wiedzy? - Zostawmy chłopinę w sombrero, lepiej zobaczę co tymczasem urosło w Kartach żachnął się Wróżbita Nie tak, nie tak, nie nie, nie nie tak - w pustym kościółku szepcze echo. To licho w ciszy sieje zły mak i piołun wlewa w gardła uśmiechów. Nie tak, nie tak, nie nie, nie nie tak - gwiazdy cekinów w welonie młodej szponami szarpie cienisty ptak, zgaszone rzuca na podłogę. Gdzieś tam, nad ranem śnią wesele i w tańcu suknię przytulił frak, a echo lata po kościele: nie tak, nie tak, nie nie, nie tak... - Zupełnie bez sensu i nie na temat zaproponował Wstrenty - A poza tym, to takie oczywiste morałki. Wróżbita wyciągnął telefon komórkowy i spojrzał przeciągle w pocerową snami nadciągająca noc. - Telefon też jest oczywisty. Nawet małpa w ZOO wiedząc, że to nie banan - pieprznie nim o ziemię i poszuka czegoś jadalnego dla siebie oczywiście zapalamy światło wjeżdżamy samochodem do automatycznej myjni wybierając stosowny, jesienny program w międzyczasie oglądamy zdjęcia z Marsa oczywiście oczy wiście nic nie rozumiejąc Tu Wróżbita pieprznął telefonem o chodnik i wyciągnął z torby banana : Wróżbita: w pożal się boże małym miasteczku w nudnej godzinie, gdzieś bez adresu potrafi przecież wykluć się coś zgoła nieoczekiwanie innego banan: a trawy wtenczas rosną, zielenią całkiem zwyczajnie starzeją się Wróżbita: więc zrozpaczona, bez szans na jutro spotkała gościa i stało się z brzuchem chodziła, tak stało się, że pomyliła kalendarzyk z numerem jego jedynego kołnierzyka banan: a drzewa wówczas po prostu szumiały tak jakby szumiały bez tego całego wszystkiego Wróżbita: ten gość to aparat był, bo aż dotąd przez życie bez butów szedł choć nie pił tęgo, nie klął jak szewc jakby z galery złudzeń zbiegł banan: a jesień akurat pryskała sady, i deszcze jak dreszcze ciągnęły skądś jesienne chmury kaszlały wciąż Wróżbita: ci pokochali się, psioczyły baby nawet za mocno jej nie tłucze? ten inny człowiek ten dobry mąż banan: ziąb jak próchnica wykruszał liście latarnie wcześniej kiwały się (jeśli oczywiście posiadały aktualne żarówki) Wróżbita: lecz wyobraźcie sobie: tamtych dwoje raz tam nie dokręciło gazu ona umarła od tego w łóżku on trochę dalej (i nie od razu) banan: czterdzieści dni listopad wył w tym pożal się boże nudnym miasteczku w pustym pokoju skrzypiały drzwi Kiedy Wróżbita przełknął ostatni kęs banana, Wstrentny zakrzyknął: - A to mi się podoba! Przygnębiające i nie ma sensu więc ma sens, zatem dobrze oddaje Istotę Miłości. Można by powiedzieć: jest do dupy! Ta, jak wiadomo, to pięta achillesowa każdej Miłości, wystarczy tedy celnie trafić, aby zabić nawet te pozornie nieśmiertelne jesteś północą a ja północą srebrzystą konewką gaszę minionych facetów przemijam jak przemijali gasząc srebrzystą konewką minionych facetów cipuszko, a co byś powiedziała gdybym pozostał do rana? od dębu wypłakał się raz do brzozy zobaczyć, czemuż to jesteś północą a ja muszę gasić srebrzystą konewką minionych facetów przemijać jak przeminęli gasząc srebrzystą konewką minionych facetów cipuszko cip uszko! cip cip uszko? w twoich oko licach jest mnóstwo dymu zwęglone ślady cygar minionych facetów podejdź szepnę ci, że i tak cię kocham zanim przeminę zgaszony srebrzystą konewką Blaknąc powoli, słowa srebrzystej konewki odsłaniały kolejne polany wilgotnej nocy, kosmiczne tratataj wozy wyjeżdżały na czarne plaże ciągnąc za sobą kłęby słonecznych spalin. Na dole ludzie jak zwykle mordowali ludzi, umierali ze starości albo po prostu ginęli wysadzani w locie przez terrorystów z porwanych samolotów. Na szczęście dla degradacji środowiska naturalnego większość ludzi w tym samym czasie produkowała nowych ludzi z krótkotrwałą gwarancją przyszłości a Pewien poeta napisał wiersz. Wiersz piękny, piękniejszy od niego. Temu poecie, nie wiem czy wiesz? - skrzydła urosły z tego. Potem, rzecz nie do wiary?? - poeta wyleciał kominem! Psuł na ratuszach zegary, miał przy tym wesołą minę. I całe szczęście, powiem szczerze że nie wydali tego wiersza. Zaś ów poeta?... w taniej operze gra zielonego świerszcza.
HAYQ Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Faktycznie ;)) ale kto im broni postawić sobie lodową latarnię ? No tak, nie zaszeleści :) Związek tej pani z mrówką (wygadana... wygadała) jest podobny do związku z wyczytaniem mrówki w taki sposób, że stała się ciałem ;)) bo może sobie mrówka wymarzyć albo też wyobrazić takie ciało? czy pół na pół. czółko mam jedno (dalej wyliczać nie będę, chyba, że wstrętny napisze erotyk, wtedy pogadamy inaczej) pozostaje marzyć. no właśnie, a mrówa ma dwa czułki, ale czy wyobraźnię większą? Jakość jest ważna, nie ilość ;) Wstrentny...? napisze, na pewno. :)
Magda_Tara Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 " Pewien poeta napisał wiersz. wiersz piękny, piękniejszy od niego." i był szczęśliwy zielony świerszcz.... dlaczego? :))
HAYQ Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. ' .'.,' Magda zaczęła pisać?! \_/ Szampanskoje... ? I
Magda_Tara Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 a proszę mi tu niczego nie imputować! :))))) to przypadek.... :*
Lena Achmatowicz Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. nie umiem pisać erotyków, więc może tylko napiszę co sobie o nich myślę? Bóg jest jeden, jedyny dlatego mój nie może być twoim. Dziesięć przykazań napisał dla mnie, jakże miałbym dociekać, czy wszystkich przestrzegasz? Może twój pomylił się lub przerwał w połowie i dlatego cudzołożysz, pożądasz rzeczy bliźniego - grzeszysz myślą ale już nie uczynkiem. Tymczasem stolika Wróżbity przechodził ogromny kapelusz. Sombrero sięgające kilku meksyków z doczepionym u dołu drobnym chłopiną, rzadkim jak złudzenie Srebrnosiwe wąsy zwisały do ziemi malując dwa wyjątkowo mokre rowki w błocie. Całość wyglądała jak owa nierozsądna kolej wąskotorowa, która wyłania się niekiedy z jednego brokułu mgły by natychmiast przepaść w bemolu drugiej moja żona lubiła amigo rżnęła w karty i przegrywała zrozpaczona piła borygo ziała poniosło się asfaltem wieczornego nieba, poniosło się ku znów tej samej pierwszej gwiazdce aby dokładnie pośrodku bezsensu minąć echo mój mężulek piku piku chorował zaskórniaczka miał serce w skarpecie choć do śmierci ani mru ani słowa umarł przecie Echo, chłopina, wąsy, oraz to wszystko co napisane powyżej zniknęło równie szybko jak się pojawiło dając pole do popisu rozbudzonej wyobraźni - Idiotyczne zagaił Wróżbita - Ale ustawia nas realnie w świecie zaoponował Wstrentny - To dzięki takim chwilom, beznadziejnie głupim i absolutnie nieoczywistym istniejemy bardziej, wydając się normalni. - A te piosenki? - Są jak dno szklanki z herbatą, bez którego nie wiedzielibyśmy ile łyżeczek cukru wsypać. Poza tym - łyżeczka wpadałaby do szklanki raz na zawsze. Ów chłopina (ja wiem, wiem, że nierealny i głupi) potrzebny jest całemu światu, aby mógł istnieć w swoim wyobrażeniu oczywistości a Ziemia kręciła się w jedyną słuszną str onę dookoła Księżyca, czy jak to teraz mówią podług aktualnego stanu wiedzy? - Zostawmy chłopinę w sombrero, lepiej zobaczę co tymczasem urosło w Kartach żachnął się Wróżbita Nie tak, nie tak, nie nie, nie nie tak - w pustym kościółku szepcze echo. To licho w ciszy sieje zły mak i piołun wlewa w gardła uśmiechów. Nie tak, nie tak, nie nie, nie nie tak - gwiazdy cekinów w welonie młodej szponami szarpie cienisty ptak, zgaszone rzuca na podłogę. Gdzieś tam, nad ranem śnią wesele i w tańcu suknię przytulił frak, a echo lata po kościele: nie tak, nie tak, nie nie, nie tak... - Zupełnie bez sensu i nie na temat zaproponował Wstrenty - A poza tym, to takie oczywiste morałki. Wróżbita wyciągnął telefon komórkowy i spojrzał przeciągle w pocerową snami nadciągająca noc. - Telefon też jest oczywisty. Nawet małpa w ZOO wiedząc, że to nie banan - pieprznie nim o ziemię i poszuka czegoś jadalnego dla siebie oczywiście zapalamy światło wjeżdżamy samochodem do automatycznej myjni wybierając stosowny, jesienny program w międzyczasie oglądamy zdjęcia z Marsa oczywiście oczy wiście nic nie rozumiejąc Tu Wróżbita pieprznął telefonem o chodnik i wyciągnął z torby banana : Wróżbita: w pożal się boże małym miasteczku w nudnej godzinie, gdzieś bez adresu potrafi przecież wykluć się coś zgoła nieoczekiwanie innego banan: a trawy wtenczas rosną, zielenią całkiem zwyczajnie starzeją się Wróżbita: więc zrozpaczona, bez szans na jutro spotkała gościa i stało się z brzuchem chodziła, tak stało się, że pomyliła kalendarzyk z numerem jego jedynego kołnierzyka banan: a drzewa wówczas po prostu szumiały tak jakby szumiały bez tego całego wszystkiego Wróżbita: ten gość to aparat był, bo aż dotąd przez życie bez butów szedł choć nie pił tęgo, nie klął jak szewc jakby z galery złudzeń zbiegł banan: a jesień akurat pryskała sady, i deszcze jak dreszcze ciągnęły skądś jesienne chmury kaszlały wciąż Wróżbita: ci pokochali się, psioczyły baby nawet za mocno jej nie tłucze? ten inny człowiek ten dobry mąż banan: ziąb jak próchnica wykruszał liście latarnie wcześniej kiwały się (jeśli oczywiście posiadały aktualne żarówki) Wróżbita: lecz wyobraźcie sobie: tamtych dwoje raz tam nie dokręciło gazu ona umarła od tego w łóżku on trochę dalej (i nie od razu) banan: czterdzieści dni listopad wył w tym pożal się boże nudnym miasteczku w pustym pokoju skrzypiały drzwi Kiedy Wróżbita przełknął ostatni kęs banana, Wstrentny zakrzyknął: - A to mi się podoba! Przygnębiające i nie ma sensu więc ma sens, zatem dobrze oddaje Istotę Miłości. Można by powiedzieć: jest do dupy! Ta, jak wiadomo, to pięta achillesowa każdej Miłości, wystarczy tedy celnie trafić, aby zabić nawet te pozornie nieśmiertelne jesteś północą a ja północą srebrzystą konewką gaszę minionych facetów przemijam jak przemijali gasząc srebrzystą konewką minionych facetów cipuszko, a co byś powiedziała gdybym pozostał do rana? od dębu wypłakał się raz do brzozy zobaczyć, czemuż to jesteś północą a ja muszę gasić srebrzystą konewką minionych facetów przemijać jak przeminęli gasząc srebrzystą konewką minionych facetów cipuszko cip uszko! cip cip uszko? w twoich oko licach jest mnóstwo dymu zwęglone ślady cygar minionych facetów podejdź szepnę ci, że i tak cię kocham zanim przeminę zgaszony srebrzystą konewką Blaknąc powoli, słowa srebrzystej konewki odsłaniały kolejne polany wilgotnej nocy, kosmiczne tratataj wozy wyjeżdżały na czarne plaże ciągnąc za sobą kłęby słonecznych spalin. Na dole ludzie jak zwykle mordowali ludzi, umierali ze starości albo po prostu ginęli wysadzani w locie przez terrorystów z porwanych samolotów. Na szczęście dla degradacji środowiska naturalnego większość ludzi w tym samym czasie produkowała nowych ludzi z krótkotrwałą gwarancją przyszłości a Pewien poeta napisał wiersz. Wiersz piękny, piękniejszy od niego. Temu poecie, nie wiem czy wiesz? - skrzydła urosły z tego. Potem, rzecz nie do wiary?? - poeta wyleciał kominem! Psuł na ratuszach zegary, miał przy tym wesołą minę. I całe szczęście, powiem szczerze że nie wydali tego wiersza. Zaś ów poeta?... w taniej operze gra zielonego świerszcza. piękny morał. dziękuję. www.youtube.com/watch?v=zCzJgiY7ESc
Oxyvia Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. No dokładnie o to chodzi. A nawet o to, że jeśli dom spłonie, a maile zostaną jak niechciana pamiątka - to staną się piekłem!
Wstrentny Opublikowano 26 Stycznia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 26 Stycznia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. a to jest bardzo ciekawy temat :) mianowicie - niektóre źródła podają, że w optymalnych dla siebie warunkach samce mrówki żyją cztery miesiące, a samice, jak to one, dłużej nawet o 2 miesiące. optymalnym miejscem dla mrówek na pewno nie są pomieszczenia mieszkalne, w których umierają szybciej. czyżby więc "dobrze znane mrówce miejsce" to takie sprzed tygodnia? ;)
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się