Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Być, albo nie być?
Oto jest pytanie,
Lecz decydować
O tym któż jest w stanie

Myśli przeróżnych
Mętlik dziś mam w głowie
Czy ktoś usłużny
Co mam robić powie?

Co bym nie zrobił,
Źle wyjść zawsze może
Opadam już z sił,
Pomóż dobry Boże!

I chodźbym przegrał,
To warto próbować.
Bo lepiej cierpieć,
Niż potem żałować!!!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przyznam, że jest to jakieś rozwiązanie, ale utraciłbym wtedy możliwość czytania pańskich trafnych komentarzy. :-)))
Może lepiej będzie jak popracuje nad tym co piszę???

pozdrawiam
xysiu
Opublikowano

Pisać nie pisać?
Mam wielki dylemat.
Lecz od czego zacząć?
jaki wybrać temat?

Byle mi tylko
nie wyszła szmira.
Och wiem już!Walnę
cytatem z Szekspira!

No niestety - zamiar się nie powiódł

Panie xyxiu - z całą twórczością, ktorą nas Pan zaszczycił - życzliwie doradzam przenieść się do działu Dla Początkujących.

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ ja jestem w dziale dla początkujących!!!!
A właściwie to byłem, jak był....bo go nie ma :(
Pozdrawiam
xysiu
[sub]Tekst był edytowany przez Krzysiek Kubica dnia 24-07-2004 01:54.[/sub]
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Próbowałem... jak widać bez powodzenia. :(
ale spróbować ponownie nie zaszkodzi... tyle że obiecałem tu dziś że będe cicho przez jakiś czas, dla dobra ogółu oczywiście. Coś mi się widzi że nie będzie to zbyt długo ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...