Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pytanie jedyne słyszne tutaj. Robić z tym coś dalej? Krytyka niesamowicie mile widziana.


„Niemożliwe zawsze takie jest”. Klaszczesz w dłonie, układasz kawałki domina, tak by pozbyć się wszystkich, otwierasz parasol na deszczu, który wyrywa Ci wiatr , czy oglądasz stare budynki przechadzając się po mieście. A to wszystko... „Niemożliwe zawsze takie jest”. I nie wiem czy do was to trafiło, tak samo jak nie wiem czy wy również potykając się na nierównym chodniku zastanawialiście się nad tym. Bo ja tak. Wielokrotnie, podczas swoich wędrówek, przystawałam przy wielu ścianach. Wydłubywałam z nich kawałki cementu, a potem starałam się wsadzić je z powrotem. Zawsze pasowały. Zawsze ściana wyglądała już inaczej. Niemożliwe jest by włożyć ten kawałek w idealny sposób.
A Tomek zawsze pyta. Nie wiem po co mu te pytania. „Pytania z rana”, bo i rano telefon odzywa się najczęściej. A godzina ósma zawsze zarezerwowana jest dla Tomka. I bardzo mnie to denerwuje, bo to żadna wiedza mieć pytania. On zna pytania, ale brakuje mu odpowiedzi.
- Ale mi o godne odpowiedzi chodzi. O odpowiedzi godne moich pytań. – tak, tak mi mówi. I drugie tak- świetnie trafił. Przecież ja godność mam pod skórę wszytą. Moją godność ja niemalże personifikuje, dla celów niewątpliwie wyższych. I co to znaczy? „Odpowiedzi godne moich pytań?”. Pytania każdy może zadać. Godne, godniejsze, najgodniejsze. Głaszczemy swoją próżność.
I jak to zazwyczaj bywa, gdy my zadajemy sobie pytania, ktoś zaczyna nas pytać o to samo. I wtedy na mojej twarzy pojawia się zdziwienie bo: „ktoś tu niebezpiecznie czyta w moich myślach”. Powrócenie do normalności trwa dosłownie sekundę. Potem już jestem spokojna, bo nawet bym chciała tego czytania myśli. Moich myśli. A Tomek pyta i ja się dziwię, że po tylu latach i odpowiedziach jak zawsze niegodnych, on dalej nie traci nadziei. Godna głupota. Pożałowania godna.
- Czy niemożliwe zawsze takie jest?- O! Pomyślałam, że może raz ustawienie budzika na 7:55 nie było ostatecznie zbędnym wciskaniem guzików.
- Możliwości jest wiele- tak. Zabawa z Tomkiem, a raczej Tomkiem.
- Marta, ale ja oczekuje...
- Tak, oczekujesz godnych odpowiedzi, które nie będą w żaden, nawet najbardziej minimalny sposób, uwłaczały twoim godnym pytaniom. Znam to na pamięć, wiesz? Zastanawiam się czasami jak wiele osób musiało się tego nauczyć na pamięć, a jak wiele z nich ruszało wargami, gdy ty wypowiadałeś te słowa.
- Pieprzeni naśladowcy. Wszyscy są tacy sami. Mam czasami wrażenie, że ich oczy wędrują dalej za mną. No, wiesz. To tak jakby oni chcieli wyrwać z moich rąk moje malutkie odpowiedzi.
- No! To jednak jakieś posiadasz. Swoją drogą. Gdzie teraz jesteś?
- Największe miasto świata. – zapomniałam powiedzieć, że Tomek podróżuje w poszukiwaniu swoich godnych pytań. Parę lat temu zainwestował kilka tysięcy złoty w akcje, wtedy jeszcze, mało znanej sieci telefonów komórkowych. Dzisiaj średnio co czwarty Polak posiada telefon tej firmy, a Tomek średnio co 4 tygodnie przemieszcza się z jednego miasta do drugiego. Chyba z tej zazdrości ja nie mam komórki. Za to mam kartki. Średnio co cztery tygodnie.
- Wrócisz?
- Na razie nie planuję.
- Wiesz, że to było moje godne pytanie?
- Marto, a co z tym niemożliwym?- tutaj zastanowiłam się chwilę, bo ja ciągle w swoich pieszych wędrówkach, zastanawiałam się czy niemożliwie zawsze takie jest. Rozpatrywałam wiele przykładów, odwoływałam się do psychologii, okultyzmu, czy wydarzeń, o których słyszymy na co dzień. Ale przez ten cały czas, nawet przez chwilę, nie zastanowiłam się jak ja bym odpowiedziała na to pytanie. Teraz doszłam do wniosku, że bardzo potrzebuję odpowiedzi.
- Tak, wydaje mi się, że zawsze takie właśnie jest. – i zrobiło mi się nagle gorąco. Bo jeśli ja tak myślę, to dziecka wie mnie już ani krzty. Nawet dorosłego mało. Ja już stara jestem.- A tak w ogóle, ja bardzo nie lubię tych twoich pytań. Ja tak bardzo ich nie lubię, bo często próbuję wykrzesać z siebie cuda, po to tylko by ci zaimponować wiedzą, o której nie mam pojęcia. To podobnie jak z szyciem na drutach. Tylko, że u ciebie oczka spadają mi o wiele szybciej.
- Najgodniejsze odpowiedzi zawsze otrzymywałem od Ciebie. Tylko ty potrzebujesz czasu. Powtórzę się jeszcze. – i odłożył słuchawkę. Cholerny znak zapytania.

Chciałabym żeby on kiedyś przestał to robić. Jest moim najlepszym przyjacielem, a zadaje pytania, które nie są ani trochę fajnie. Bo ja nic nie wiem. Już dawno doszłam do wniosku, że bardzo mało wiem. I tej wiedzy, o której ja mówię nie da się rozszerzyć. Bo tak naprawdę pięknie mówić można tylko od czasu do czasu. Mieliście kiedyś wrażenie, że macie tyle do powiedzenia, a pewne osoby wam to utrudniają? No może źle się wyraziłam. Zwyczajnie was hamują.

*****
- Żebym chociaż w połowie wiedziała, co to wszystko znaczy, żebym wiedziała chociaż w mniej niż połowie, czym będę jutro i czy ja się zmieniam, czy to może otoczenie robi sobie ze mnie żarty. Może, ktoś, gdzieś, tam ciągnie za moje sznurki! No wyobraź to sobie: „teraz pociągnę Cię za sznurek o nazwie ‘płacz’ i będę ciągnął tak długo, dopóki plamy na policzkach nie zostaną Ci przynajmniej na tydzień”. Zobacz, to takie łatwe do wytłumaczenia, a tak bardzo nierealne. Wszystko dzisiaj jest jakieś zamazane. Ale wiesz co? Mam nadzieję, że to jedynie dzisiaj, a jutro kontury się wyostrzą.
- Marta, wariujesz.
*****

Opublikowano

Zgadzam się z przedmówczynią.

Swoim dobrym, starym sposobem wyłuskuję fragmenty, w których widzę błędy i wpisuję propozycje poprawy. Nie traktuj tego, jako atak (bo już często się spotykałam z taką właśnie reakcją), raczej jako chęć pomocy w doskonaleniu warsztatu. :)

domina, tak by pozbyć - Nie tu przecinek. Powinno być "domina tak, by pozbyć".
otwierasz parasol na deszczu, który wyrywa Ci wiatr - "Otwierasz" już bym napisała w nowym zdaniu. Poza tym błąd logiczny, często popełniany. Wiatr wyrywa nie deszcz, a parasol. Powinno być "otwierasz na deszczu parasol, który wyrywa ci wiatr". Poza tym niepotrzebna spacja przed przecinkiem na końcu tego zdania składowego. I zamiast tego przecinka dałabym średnik - to już nowa myśl, narrator mówi o czymś innym, niż te parasole i deszcze. :)
budynki przechadzając - przecinek między tymi słowami.
wiem czy - przecinek
samo jak - jak wyżej
wiem czy - tu też
chodniku zastanawialiście - i tu
Wielokrotnie, podczas swoich wędrówek, przystawałam przy wielu ścianach. - tu z kolei pokasowałabym przecinki.
Zawsze pasowały. Zawsze ściana wyglądała już inaczej - w ten sposób wygląda, jakby to, że ściana wygląda inaczej, wynikało z tego, że kawałki dokładnie pasowały. Więc dałabym tu jakiś przyimek, na przykład "i" albo "jednak".
jest by - przecinek
wiem po - i tu
bo i rano - skasowałabym to "i". Bo i rano, i kiedy? Tak się mówi tylko w mowie potocznej. W mowie pisanej lepiej byłoby bez "i".
A godzina - tu z kolei skasowałabym "A". Lepiej brzmi bez "A". Nie? :)
żadna wiedza mieć pytania - myślnik między "wiedza" i "mieć".
Moją godność ja - szyk przestawny. "Ja moją godność"
personifikuje - "ę" na końcu
I jak to zazwyczaj bywa, gdy my zadajemy sobie pytania, ktoś zaczyna nas pytać - myślnik przed "jak" i po "pytania" - to jest wtrącenie.
zdziwienie bo: „ktoś tu niebezpiecznie czyta w moich myślach” - przecinek przed "bo" i bez dwukropka.
Powrócenie do normalności - lepiej "powrót".
odpowiedziach jak zawsze niegodnych, on - wtrącenie. Albo przecinek przed "jak", albo myślniki po "odpowiedziach" i "niegodnych". Poza tym - odpowiedziach niegodnych czego?
W dialogu nie jest jasno określone, co kto mówi. Trzeba się wczytyać kilka razy. Możesz nie określać tego jasno, ale w takim razie myśli jednej osoby nie mogą być w tym samym wierszu, co wypowiedzi drugiej, bo to błąd. Często zresztą popełniany. To samo dotyczy dalszych fragmentów. Powinno być mniej więcej tak:
- Czy niemożliwe zawsze takie jest?
O! - pomyślałam - może raz ustawienie budzika na 7:55 nie było ostatecznie zbędnym wciskaniem guzików.
- Możliwości jest wiele
Tak. Zabawa z Tomkiem, a raczej Tomkiem.
- Marta, ale ja oczekuje...

Tu jeszcze nie rozumiem tego zdania "zabawa z Tomkiem, a raczej Tomkiem". Poza tym na końcu oczekiwania powinno być "ę".
czasami jak - przecinek
Znam to na pamięć, wiesz? Zastanawiam się czasami jak wiele osób musiało się tego nauczyć na pamięć - powtórzenie.
kilka tysięcy złoty - złotych. Jak "złotych monet". :)
jeszcze, mało - bez przecinka. Opisujesz, jaka jest ta firma, to nie jest oddzielna myśl.
Dzisiaj średnio co czwarty Polak posiada telefon tej firmy, a Tomek średnio co 4 tygodnie przemieszcza się z jednego miasta do drugiego - powtórzenie.
wędrówkach, zastanawiałam się czy - przesuń ten przecinek przed "czy".
okultyzmu, czy - niepotrzebny przecinek.
Ale przez ten cały czas, nawet przez chwilę, nie zastanowiłam się - niepotrzebne przecinki. Z kolei powinien być po "się".
tylko by - przecinek.
podobnie jak - przecinek. A przy okazji - na drutach się robi, nie szyje. :)
Chciałabym żeby - przecinek
nie są ani trochę fajnie. - "ani trochę fajne"...? To "i" Ci tam wskoczyło. :)
Bo ja nic nie wiem. Już dawno doszłam do wniosku, że bardzo mało wiem. - powtórzenie
mówię nie - przecinek
znaczy, żebym - Tu bym kropkę postawiła zamiast przecinka. Takie wyliczanie lepiej wygląda, jak jest w oddzielnych zdaniach. :)
chociaż w mniej niż połowie - "chociaż mniej, niż w połowie"
czym będę jutro i{/i] - to "i" już bym dała w nowym zdaniu.
Może, ktoś, gdzieś, tam - niepotrzebne przecinki.
„teraz pociągnę Cię - wcześniej "wy" i podobne zwroty pisałaś z małej litery. Więc niekonsekwencja. I wcześniej było dobrze - w tekstach literackich takie rzeczy pisze się z małej litery chyba, że cytujesz czyjś list. Ale nie wypowiedź. W wypowiedziach mała litera.
wiesz co - przecinek

Generalnie widzę potencjał: umiesz doprowadzić myśl od początku do końca. Tylko nie umiesz jeszcze jasno jej wyrazić. Jak powiedziała Wanda - dla Ciebie wszystko jest jasne, natomiast dla czytelnika niekoniecznie.
Moja rada (o ile się przyda, bo wcale mnie słuchać nie musisz): pisząc zawsze staraj się postawić w sytuacji zielonego czytającego. Wyobraź sobie, że kompletnie nie wiesz, o co chodzi i czytasz ten tekst pierwszy raz.
Inna rada - zawsze czytaj swoje teksty co najmniej trzy razy (ja czytam pięć i zawsze coś poprawiam. Dopiero za jakimś piątym - szóstym, kiedy nic nie mam do poprawienia i tekst pozostaje taki, jaki był przed otworzeniem pliku, decyduję się go komukolwiek pokazać).

Pozdrawiam i życzę sukcesów! :)

V.

Opublikowano

z przecinkami- faktycznie mam problem. to jest prawda znana od dawna.

jesli chodzi o powtorzenia- były one specjalne.

nie wiem, czy chciałabym wytlumaczyć wszystko czytelnikowi. wolność interpretacji. chyba to, to.

dzięki wielkie.

Opublikowano

Przy tych "średnio" tak myślałam, że chodzi o specjalne powtórzenia. Więc z tym jeszcze się zgodzę. :) Ale reszta nawet, jeśli jest specjalnie, to nie wygląda. To w takim razie mogłabyś spróbować przerobić to tak, żeby było od razu, bez zastanawiania się nawet, że to specjalnie.

Nie ma za co, do usług. :)

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

Pani Marto. Przepraszam. Dostaje widocznie internetowego kręćka, bo zapominam, co robiłam miesiąc temu. My się przecież znamy. Nie napiszę nic więcej na temat tego opowiadania, bo poprzednia uwaga wydaje mi się w miarę słuszna. To dobrze, że Pani z opowiadania na opowiadanie uspokaja swój styl. Czekam na następne.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...