Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

dzień zasmarkany płaczący
za szybą spoconą się czai
zagwiżdże wrzątek w imbryku
do kubka sypnę żurawin

zatonę w fałdach kanapy
szał intymności dzień cały
rumieńcem do szkła popłynie
nalewką z sierpniowych malin

roztańczą się szlafrok i kapcie
zachrypię fałszywym dyszkantem
kocham tę jesienną chlapę
i żonkę bo co rok w tym czasie

baba do wód – ja topię żal
w szklance

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ostatno mi nie najlepiej się pisze, wychodzą raczej takie wprawki,
ale może, może kiedyś wreszcie błyśnie coś w myślach?
Dziekuję, jak to miło, gdy ktoś zagląda,
za słowa - również
serdeczności
- baba
Opublikowano

Podoba mi się, ale (wybaczysz?) muszę po swojemu ;)
Pozdrawiam.

dzień zasmarkany płaczący
za szybą spoconą się czai
naleję spod gwizdka waru
do kubka podsypię żurawin

zatonę w fałdach kanapy
szał intymności dzień cały
rumieńcem do szkła popłynie
nalewką z sierpniowych malin

roztańczą się szlafrok i kapcie
zachrypię fałszywym dyszkantem
jesienną się chlapą zachłysnę

żonkę do wód bym mógł jak zwykle
znów żale topić
w szklance

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Na szczęście:
"człowiek zawsze musi - inaczej się udusi"

heej HAYQ! Nie mam co wybaczać, nisko się kłaniam
i raczę się raczej, smakuję, delektuję, a jak ochłonę
i jeśli pozwolisz, to uszczknę od Ciebie to i owo i zabiorę do wód?
Miło, że miałeś chwilkę'
dziękuję jakniewiemco
- baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję Ci Magdusiu za przeczytanie i opinię (niezmiernie miło
pieści moją pychę), jednak wersja HAYQ jest bardziej (moim zdaniem)
wysublinowana, wyrafinowanie przyprawiona, na pewno choć w części
skorzystam z Jego podpowiedzi.
Bardzo dziękuję za obecność u mnie
serdecznie pozdrawiam
- baba
Opublikowano

krytykować, to ty umiesz i to bardzo dobrze!
1żurawina -nie ma liczby mnogiej (żurawin) skąd to pochodzi?
2 ,,kocham jesienną (tę) chlapę" bez sensu (tę )w wersie, gdyż każda słota jest taka sama.
3 ,,szał intymności dzień cały" cały wers bez sensu szał namietności, seksu- owszem ale intymność nieeeeeeeeeeee Zdanie urwane brak np: w, przez ,,dzień cały"
4,,rumieńcem do szkła popłynie"- kto? dzień. W pierwszym wersie piszesz o osobie, jak i w pierwszej zwrotce, a od 2 wersu 2 zwrotki stosujesz zapewne metaforę ok ,tylko 4 wers tej zwrotki nie wiaże się z 3 wersem a wiesz czemu? Gdyż go pozostawiłaś skoro,,płynie" to do czegoś lub kogoś.Nie ma połączenia tej 2 zwrotki w jedną całość.
5 I znów piszesz o rzeczach,, roztańczą się szlafrok i kapcie" , aby przejść do osoby,,zachrypię fałszywym dyszkantem"i tak na przemian rzeczy martwe pomieszane z żywymi, wiec skoro piszesz to zastanów sie najpierw o czym piszesz. Skoro łączysz naturę martwą z żywą to zrób tak, aby całość miała sens. Jednak może Ci nie przeszkadza groch z kapustą.
6 tu sie muszę spytać,,baba do wód" może dowód, że topi żal w szklance
Teraz jak masz zamiar kogoś krytykowac, to uzasadnij swoją wypowiedz, gdyż
Jeżeli nie potrafisz,
to nie pchaj się na afisz!
Z poważaniem
jeszcze jest w tym wierszu wiele?????????????? pytajników.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sprawiłeś mi wielką radość, cieszę się, że wiersz mój wyzwolił w Tobie jakiekolwiek emocje.
Co do wskazanych mi błędów w wierszu - zastanowię się na spokojnie i przemyślę wszystkie uwagi, choć już teraz jestem przekonana, że nie we wszystkim masz rację.
Wyjaśnienie do p-ktu 6:wyjazd do wód - tak kiedyś nazywano wyjazd do uzdrowiska.
Współcześnie, to określenie jest również w użyciu.
Wyjaśnienie do p-ktu 1:Nie masz racji, żurawina ma liczbę mnogą. Podstawa:"Słownik
poprawnej polszczyzny" PWN - hasło; żurawina- str. 1046:"Wyrwał z ziemi jedną żurawinę.
Zwykle w liczbie mn. "owoce tej rośliny":kupiła pół kilograma żurawin, kisiel z żurawin".
Zakończenie Twojego komentarza świadczy, że nie rozumiesz, po co istnieje "warsztat".
Rzecz w tym, że jest to miejsce w którym uczymy się , między innymi wskazując sobie
nawzajem błędy. Możemy się czasem mylić, ale nigdy nie powinniśmy tego robić złośliwie. Krytykujemy wiersz, a nie autora.
Nic tak nie szkodzi poezji, jak bezpodstawne pochwały. Dlatego nie mam Ci za złe wykazania, że wiersz mój nie podoba Ci się, jedynie mam zastrzeżenia co do formy wypowiedzi, która nie powinna mieć miejsca w rzeczowej dyskusji, miedzy ludźmi kulturalnymi.
Rozbroiłeś mnie tym; "z poważaniem": zapraszam w przyszłości,
dziękuję za przeczytanie
- baba
Opublikowano

verte

Tak jest sok z żurawin, ale ty w wierszu piszesz że sypnę,wiec nie żurawin, a sokiem się nie sypie zapewne.
Następna rzecz ,,fałdy kanapy" fraza zaporzyczona nie Twoja, więc wez to w cudzysłów.
Następna, jak będziesz pisała bajki dla dzieci używaj sobie Baba-Jaga, jak o Wielkanocy owszem może być baba, ale w twoim wierszu kim jest ta baba twoim nikiem skoro tak wez go w cudzysłów. Jak w poezji używasz baba na określenie kobiety czy niewiasty to wybacz, gdyż polszczyzna jest pięknym językiem ,a skoro już używasz wyrazu o wielu znaczeniach, to nie wyciągaj go z rękawa i nie wstawiaj na końcu wiersza, gdyż zapewne nikt nie będzie wiedział o co chodzi.
Z poważaniem

Opublikowano

A tak na marginesie to nie chciałem Cię rozbroić i nie mam takiego zamiaru Ci szkodzić, ale widzisz jestem jaki jestem i się nie zmienię. Zawsze mówię to co myślę i czuję.
Ale, jak mówią nie ma tego złego..... itd lub kto sie lubi................Miłego dnia
Szanowna Pani!!!!!!!!!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie zaparzałeś nigdy - widać - suszonych żurawin. Są takie.
"Fałdy kanapy" - jeśli możesz, uściślij, nie wiedziałam, że zaporzyczyłam (od kogo?).
Ja jestem Baba Izba i jednocześnie baba. Baba Jaga - też ładnie. Mężczyźni, czasem b.ciepło wypowiadają się o swojej żonie; "moja baba". Tak, zgadzam się z Tobą, że język polski - jest pięknym językiem, ma piękne i mądre przysłowia, między innymi o babie. Przeczytaj, proszę.
I nie pieklij się już, nie chciałam Cię urazić w komentarzach pod Twoimi wierszami; przyznaję, że powinnam szczególowiej uzasadnić moje o nich zdanie. Jednak czegoś uczymy się tu nawzajem.
Na temat meritum , czyli wierszy - chętnie z Tobą podyskutuję, natomiast
w polemikę typu "pyskówki" (przepraszam za określenie, lepsze nie przychodzi mi na myśl),
nie dam się wciągnąć, nie jest to w moim charakterze.
Miłego dnia
- baba
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bez marginesu: czasem się nie chce a jednak! Wierz mi, nie szkodzisz, ani nie możesz zaszkodzić - krytykując mój wiersz. Każde zdanie krytyczne jest dla mnie ważne i biorę je
pod uwagę. Nie o to chodzi, by nie mówić tego co się myśli i czuje, ale czynić to w sposób taktowny, nie raniący uczuć drugiej osoby.
Zgadzam się z Tobą w tym: " jak mówią nie ma tego złego" i "kto się czubi - ten się lubi".
Na koniec Ci powiem: wiesz, co jest najgorsze ujrzeć pod swoim wierszem? Nic, brak
komentarzy, pustkę, bo to może znaczyć wiele.
Dziękuję za życzenie miłego dnia, nawzajem życzę
- baba

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...