Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dla mnie cały świat jest poezją
stukający o szyby jesienny zimny deszcz
zagubiony pod krzakiem samotny siwy jeż
tułające się mokre liście z wyszukaną finezją.

Promienie słońca wbijające
się w pożółkłe meszki,
dym z komina,który opada na ziemie
leniwy i ciężki.

W domu pachnąca świeżo upieczona szarlotka
śpiąca w prześmiesznej pozie na fotelu kotka.
Stare fotografie stojące na komodzie
obrazy rodziców,które już nie w modzie.

Bajki o królewnie i smoku
z mojego dzieciństwa
i ta miła starsza Pani
kochająca przeciwieństwa.

Poszarpany plecak w kącie kryjący tajemnice
i ta niemodna w kratę spódnica.
Wyliczać wyliczać nie mało.
Życia poezji by się więcej zdało!

Opublikowano

hmm wykazujesz pewien potencjal ale psuja to beznadziejne, zenujace i widocznie nieprzemyslane wersy jak chociazby ten o kotce... dopracuj styl i nie wypisuj takich bzdur, a wszystko zacznie grac ;) No i jezeli uparlas sie na pisanie wierszow rymowanych zwroc wiecej uwagi na rytmike, jakosc, przekaz i ogolna estetyke rymow.

pzdr i powodzenia ;)

Opublikowano

ta miła starsza Pani
kochająca przeciwieństwa.

Jedyne co urzeka. Reszta jakaś wtórna i jakby na siłę pisana. Choć i tak lepiej się ten tekst czyta niż ostatni, pod którym byłem. Przynajmniej jest w miarę płynny i przemyślany. Ale patos bijący z tego tekstu po prostu bije po oczach. Zwłaszcza w pierwszej i ostatniej strofie.

Opublikowano

Owszem, poezję trzeba czuć, chłonąć ją, smakować jak najlepsze wino. Ale to nie oznacza, że można też traktować ją jak szmatę. Podchodzić do niej byle jak, z byle powodu. Jej się trzeba przede wszystkim nauczyć. Zrozumieć na czym ona polega. Co nią kieruje, jak kierować własną ręką, gdy się po niej poruszasz. Takie ujmowanie poezji od kuchni, po macoszemu nigdy nie zyska aprobaty. Z prostej przyczyny. Prawie w każdą dziedzinę sztuki wkradła się tandeta i zwykła amatorskość. A najgorsze jest to, że ludzie takie coś chłoną. Kochają Dodę, Feel, Tolę Szlagowską, którzy nazywają siebie artystami. A do artystów jest im niezwykle daleko, a na to miano po prostu muszą sobie zasłużyć. Szkoda, aby taki sam los spotkał poezję. Aby tanie proste słownictwo zastąpiło te bardziej wyszukane, potrafiące określić w naprawdę liryczny sposób pewne aspekty życia czy przemyśleń i obserwacji.

Do tego jak w każdej dziedzinie sztuki, zanim na dobre zacznie się uważać za artystę, poetę, wokalistę, wpierw trzeba po prostu się pewnych rzeczy o tej dziedzinie nauczyć. Choćby zwykłych podstaw, których widać jeszcze po prostu nie znasz. Wiersz mi, nie krytykuję Twoich tekstów z jakiejś tam złośliwości, tylko dlatego, że są po prostu totalną amatorką i widać po nich, że osoba pisząca tak naprawdę nie wie jak się za to zabrać.

Nakazywać też nie mam zamiaru nic nikomu. A konstruktywną opinię już Ci raz przedstawiłem w tych kilku punktach. Tam najzwyczajniej w świecie napisałem o Twoich brakach warsztatowych. A te są, a szkoda je dalej mieć, skoro można z tym pójść do przodu. Ale jak już wcześniej pisałem, to zależy tylko od Ciebie.

Opublikowano

kotka mi się podoba i obrazy rodziców tez, ponieważ wymieniasz w sposób lekki i zabawny to co na codzien czujesz wokół siebie...wydaje mi się , że chodzi tu bardziej o długość wersów w tej zwrotce:) starsza Pani chyba nie pasuje:)

Opublikowano

W/g mnie rytm wiersza powinien być narzucony przez autora a nie przez ilość sylab w wierszach.
Nie podzielam tu opinii Pana/Pani nAzGuL22 który porównuje ten utwór do pseudo-utworów Dody czy Feel'a, którzy sobie raczej na swobodę nie pozwalają w utworach swych wybitnie skromnych, którymi rządzą ścisłe i najłatwiejsze prawa muzyki (tempo 4/4, kilka akordów molowych i durowych gdzie nie można liczyć na błąd gdyż tak biedna harmonia w takim utworze musi się zgadzać, choćby ze względu na swą prostotę).
Prędzej porównał bym ten utwór do Jazz'u.Samowolka, brak ściśle ustalonych reguł, których można nauczyć się już w podstawówce.
Gratuluję wiersza!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...