Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Twoje oczy porywają groźniej niż tornado
nie wyrządzając przy tym poważniejszych szkód

poza świstem Twojego oddalenia
nieprzewidywalność rozbełtana siąknie brud
nawet ślina rdzewieje wystawiona do wiatru
na moment kiedy nie stoisz obok

nieporuszona zwykłaś nie poruszać
trzęsień ziemi na cudzych dłoniach
nie ryzykujesz bliższego starcia
na proch co zostaje często
wyrzucony jako niebezpieczny balast

nam z kolei jest przeważnie lżej
na dziobie jachtu walczymy skwapliwie z dziobami sępów

Twoje ciało stoi jeszcze spokojnie
wewnątrz zblazowanych emocji
opada równo w ciepły bezwietrzny przesmyk
miejsce nieprzewiane cudzym chłodem

miejsce moich ramion uśpiło Ciebie
zmęczoną chwilowo

Opublikowano

Tomku!
Zaskakujesz co krok. Przeczytałam na razie pobieżnie z braku czasu, ale już teraz wiem, że powrócę wiele razy. Wzruszył mnie peel, który pragnie kontaktu z kimś, kto... może zapomniał? odszedł? a może dał za wygraną, gdy nie było odzewu? Nie wiem... to tylko takie moje... Jednak wiersz jest bardzo emocjonalny i osobisty. Oczywiście w Twoim stylu, co bardzo cenię.
I bardzo mi się podoba.
:))))
Najcieplej, jak potrafię, pozdrawiam Cię Tomku
-Krystyna

Opublikowano

Witaj
moja uwaga raczej kosmetyczna -
"Twoje oczy" zamieniłbym na Twoje spojrzenie,
natomiast
"Twoje ciało stoi jeszcze spokojnie " - widziałbym jako
- Stoisz jeszcze spokojnie

Poza tym pierwsza strofa mogłaby być bardziej "konsekwentna"
bo niby - "oczy porywają groźniej niż tornado "
potem że - "nie wyrządzając przy tym poważniejszych szkód"
ale dalej dowiadujemy się, że oddalenie sprawia,
iż wszystko staje się toksyczne.
Dlatego może by np. tak:

Twoje spojrzenie groźniejsze niż tornado
wyrządza sporo szkód
najdotkliwsze Twoje oddalenie
wszystko staje się toksyczne zarasta brudem
nawet ślina rdzewieje wystawiona do wiatru
na moment kiedy nie stoisz obok


przepraszam, że się wtrącam, ale tak mnie naszło.
Niezależnie od powyższego - podoba się.
Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




przemyślę uwagi / aczkolwiek pierwsza strofa ma być w kontekście absurdu / porywa jak tornado ale spokojnie mnie traktuje /. w sumie byłaby taka możliwość nawet i w rzeczywistym tornadzie chociaż kto wie. / szkody jak już wyżej napisałem są celowo blisko siebie / a ciało i oczy tez wyodrębniłem jako dwa bardzo ważne elementy/ zobaczymy może coś się zmieni
niemniej dziękuję

uszanowanie ./

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
    • @.KOBIETA.     dziękuję wszystkim

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      tak …spokój wewnętrzny bez czynników zewnętrznych ! Buziaczki
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...