Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dlaczego Szanowny Kolego będziesz klął ? Brakuje Koledze kulturalnych słów w języku ojczystym aby wyrazić złość , niechęć ,zdenerwowanie ? A może język Kolegi jest tak ubogi ,że nie potrafi oddać tych uczuć ? Polecam przejrzeć słownik języka polskiego tam można znaleźć " parę mocnych określeń "!

  • Odpowiedzi 72
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Ne denerwuję się , bliższe jest mi uczucie żalu nad kaleczeniem języka nad miernymi "poetami",którzy to robią, a najbardziej szkoda mi czytelników stykających się z wierszoklectwem a raczej WIERSZOKALECTWEM tych osobników. Słusznie kolega zauważył , że dzisiaj Niedziela dzień , w którym warto się zastanowić nad swoim postępowaniem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czyli, reasumując, użala się pani teraz nad sobą, ponieważ to pani najczęściej styka się z "WIERSZOKALECTWEM". A co gorsze - jako główna twórczyni tego gatunku naraża się pani na epilepsja, szczególnie wtedy, gdy idzie pani, powiedzmy, pomyśleć do parku nad nowym kupoutworem, a tam przewraca się mężczyzna i mówi "o k...". Wtedy udar gotowy.
Mam dla pani ciekawsze hobby, niż męka tutaj - można np. chodzić po mieście i zmywać te wulgaryzmy ze ścian, z toalet (szczególnie męskich!), ba, nawet z chodników. I to korzystne rozwiązanie uwolni panią od biadania nad tą niemiłosiernie kaleczoną mową. I co ważniejsze - przestanie pani wreszcie pisać.
Opublikowano

Dziwi mnie nagłe wzburzenie kolegi , dopiero co pisał pan aby się nie denerwować ! Czyżbym dotknęła drażliwego dla kolegi tematu ? Łatwo osądzać kogoś niech pan się bliżej przyjrzy najpierw własnej TWÓRCZOŚCI(?), po murach rozumiem też kolega wypisuje takie słowa , gratuluję pomysłowości , w męskich toaletach nie bywam ,pan penie tak a może lubi pan damskie ? denerwuje pana że tam jest czyściej? NIE BĘDĘ PO PANU SPRZĄTAŁA !

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A Szanowna Pani co? O)biad, obiad, ani książki, ani telewizji, bo przeklinają, ani wyjść z domu, ani wejść do windy, bo kabina też popisana, tylko te kartofle i kartofle. Ja dziwię się, że Szanowna pani odważyła się włączyć internet , który, jak pani doskonale wie, jest dziełem Szatana i Belzebuba.
Proponuje wrócić do paninych zajęć przed robieniem kariery tutaj, nie twierdze, że jest to sprzątanie toalet, bo pewnie w pani języku nie ma takiego słowa jak fizjologia. Żyje pani rosą anielską i podmuchem zefiru archanielskiego, jest pani nie z tej ziemi i nie korzysta z wygódki.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ale dzieci to ma, jak każdy uległa pokusie. Ja tam bym się oparł najprzystojniejszemu mężczyźnie, a fe! :)

Pewnie zostały zesłane, albo znalezione w kapuście :)))
Ale znalezione powinno oddać się do Biura Rzeczy znalezionych.
Grzech tak rozejrzeć się czy nikt nie widzi i zabrać do domu.
Zesłane? Tym gorzej - tak bez oclenia, z pominięciem akcyzy?
Coraz bardziej zaczyna mi to wszystko wanieć siarą.
Opublikowano

Aha ! Nie dość ,że wulgarny to jeszcze męski szowinista , wypominanie obowiązków rodzinnych które lubię nie sprawi mi przykrości , rodzina o którą dbam jest moją ostoją , nie zamierzam jej zaniedbywać tylko dlatego aby zaspokajać swoje ego ? Pan pewnie swoją żonę czy przyszłą żonę będzie traktował w podobny sposób jak niżej podpisaną , tylko dlatego ,że jest kobietą... gratuluję! A co do robienia kariery na Tyn Serwisie to chyba u pana widać , zacięcie w tą stronę, niech się kolega nie łudzi Słowackim nie zostanie . Niech pan zweryfikuje lepiej swój słownik nie mój , bo to pan musi podkreślać swoje frustracje przez wszystkie k... , p.... ,ch.... gratuluję i jeszcze raz zachęcam do lektury słownika . Jeśli nie posiada kolega takowego w domu radzę zapisać się do biblioteki tam pomogą !

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wcale nie pomogą. Zapiszesz się Krzywak i powiedzą Ci, że masz sobie sam szukać. Mówię Ci, ja raz byłem w bibliotece.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Może dla relaksu trochę o samym wierszu, który w zawoalowany sposób zachęca
do popełniania - tak, nie bójmy się tego w ten sposób skojarzyć - przekleństw.
Dlaczego tak uważam?

Język Polski jest zbyt piękny

zostało zestawione z:

Kto przeklina, jego wina

Jak wiemy, jest to często stosowany chwyt dla podkreślenia czegoś.
Bodaj nawet u Sienkiewicza stoi o tym, jak to hrabia Radziwiłł, podrywacz
i ruchacz jakich mało, otaczał się wyjątkowo szpetną i mizernej postury
służbą płci męskiej, aby tym urodziwszym wydać się kobietom na których cześć dybał.
Podobnie jest w polityce: eskaluje się rzeczy najgorsze, żeby odwrócić uwagę od własnych
matactw i chęci wybicia się, zrobienia kariery.

W tym wierszu mamy podobnie: poprzez wskazanie na przekleństwa
występujące w naszym ojczystym języku, mówi się tym samym, że jest on piękny.
Tym piękniejszy można powiedzieć, im bardziej czasem ktoś zaklnie.
Poza tyn, choć Hania nie wypowiada tego wprost w wierszu,
można doszukać się tu zachęty do odwiedzania tanich spelun,
aby po nasłuchaniu się słów od których więdną uszy, zrozumieć już nad ranem w domu,
jak blisko własnej żonie do zrealizowania naszych najskrytszych marzeń:


- czy mógłbyś zdradzić kochanie, gdzie byłeś?
- w burd... w niezwykłym miejscu, o którym twoje szlachetne zmysły nie mają pojęcia
- ależ ja wszystko potrafię zrozumieć, ponieważ kocham cię: bez-gra-ni-cznie
- w takim razie wyobraź sobie pomieszczenie, w którym wszystko jest na literę "k":
kotary, koledzy, koniak, kelnerki, a przede wszystkim... kurwy! - bo jak je inaczej nazwać:
zdarły ze mnie 500 zł!

"Cha, cha, cha, cha, cha, cha...
Co to się działo, co się działo!
Uzdrowiska pół ze śmiechu się skręcało!
I skręciłoby do końca biednych ludzi,
Gdyby wreszcie się basista nie obudził..."

- leci akurat w "Zapomniane Przeboje", a żona słucha i... milczy.
Zapominam, ile mnie to wszystko kosztowało, bo to właśnie
jedna z tych chwil, kiedy myślę, że jest Aniołem.
Opublikowano

Widzę ,że kolejny Pan wyczytuje między wierszami to co sam chce usłyszeć . Na pewno nie zachęcam Kolegi do tego o czym nieustannie marzy w domowym zaciszu a czego nie otrzyma od własnej żony... współczuję.

Opublikowano

"Porządny facet" ? Niech kolega spyta żonę co oznacza ten frazes. Proponuję się też zastanowić dlaczego "te żony" spędzaja czas na internecie , gawędząc z Tulipanami , może konwersacja z Wami Mężami je nudzi ...może nie zaspakajacie ....Ich potrzeb intelektualnych i nie tylko . Ciężko to przełknąć i zrozumieć .

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tu jako osoba religijna, poszukałbym odpowiedzi w Biblii.
Na przykład: czemu kiedyś ludzie żyli kilkaset lat? Aż wreszcie Bóg postanowił
skrócić nam życia do około stu. Myślę, że w przypadku tak monotonnych
i nudnych żon jaką próbujesz nam tu kreować to i tak za dużo :)
O nie, sam obiad nie wystarcza - piciu i żarciu potrafi przy odpowiednim statusie
dać kelnerka i to przynosząc o wiele wykwintniejsze potrawy.
Phi... obiad za "Złote Wesele"?


zdjęcie nad łóżkiem -
księżyc i ćma w welonie
w rocznicę ślubu

Opublikowano

cóż trzeba było sobie lepiej dobrać partnerkę a nie zrzucać teraz wszystko na niesprawiedliwość dziejową , Kolega chciałby mieć w domu kelnerkę , kucharkę ,praczkę,sprzątaczkę,spowiednika,kochankę w zamian oferując ....SIEBIE... naprawdę propozycja przyprawiająca o gęsia skórkę .

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zaraz, panie Haniu... kto tu od początku próbuje grać rolę kury domowej?
"Kucharkę ,praczkę,sprzątaczkę,spowiednika,kochankę"?
To są Twoje własne argumenty, choćby z wczorajszego dnia. Przykład:

Tyle, bo akurat mam wolną sobotę i robię mężowi pyszny obiad, co pewnie w twoim mniemaniu jest staroświeckie i absurdalne i niegodziwe i pruderyjne, jak wszytsko nazywasz to, co jest Dobre.


Dnia: Wczoraj 17:36:16, napisał(a): Hania K.

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=81214

Wieczór, a tu żona nagle sobie przypomina, że mąż nie jadł jeszcze obiadu.
Poza tym wykłada swoją troskliwość jak kartę atutową, jakby to było najważniejsze
w małżeństwie, czy zrobi mu obiad, czy nie.
Ale rozumiem: masz tu obiadek a teraz znów wracam włożyć nos w monitor.
Pańszczyzna odwalona.
Opublikowano

Ja nie gram ,żadnej roli , robię to co lubię i mąż też robi to co lubi ...razem to robimy.Dbanie o rodzinę o ognisko domowe , nie uwłacza mi , potrafię zadbać o męża w każdy sposób....nie tylko obiadem.O odwalaniu pańszczyzny pewnie pisze Kolega z własnego przykładu...Lepiej niech Pan odda już klawiaturę żonie niech się kobieta nie męczy i przynajmniej wirtualnie spędzi czas z kimś kto zaspakaja jej potrzeby. Litości ...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...