Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

SONET 1

Granica między być a nie być przebiega
w łożysku jakiejś rzeki lub skalpel ją znaczy.
Niby kwestia wyboru – ciąć, nie ciąć, uciekać,
dla harmonii można – utonąć w rozpaczy.
Jest w końcu jakiś wybór – choćby rzędu w kinie,
lecz ekran zawsze z przodu i inne ma kształty
niż postać rozwodnika, co śni o dziewczynie
z plakatu lub z okładki – wyborem rozdarty
między twarzą aktorki płaską i bezkrwawą
a łezką eks-żony zapiętą w mankiecie –
rozwód zwykł się kończyć rozwodową sprawą,
lecz bez niej wyboru nie byłoby przecież.
Granica między być a nie być płynna jest i mokra.
Happy end spływa po niej jak łza albo krwi kropla.

Opublikowano

za brak orientacji w zakresie pewnych rudymentów, należy się autorce 10 batów na goły tyłek. jednak kolegium profesorów postanowiło odstąpić od wykonania kary, nie dostrzegając żadnej wyraźnej intencji w winie pacholęcia.

"skalpel ją znaczy" - skąd ty wykopujesz takie kartofle? na którym z kartoflisk?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To akurat jest bardzo dobre. Przykre (tu operacyjne, świadczące o poważnej chorobie) doświadczenia "cechują ludzi". Są jak naznaczone piętnem krowy.
Widzą więcej, czują głębiej, przeżuwają (jak krowy) darowany im czas.
Natomiast np. "granica między być a nie być płynna jest i mokra"
w kontekście wcześniejszej rzeki (jako klamry) brzmi okropnie.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



płynna i mokra - odnosi się raczej do krwi i łzy a nie do rzeki
Nie, bo jest klamrą nawiązującą do tego co wcześniej (rzeki). Chyba... że to nie sonet? ;)
Ale jeśli to sonet nie tylko powinno to korelować z jego początkiem,
ale także z tym co pośrodku, czyli w tym przypadku kinem.
Inaczej byłby to tylko nachalny wtręt, na siłę ustawiający czytelnika
i oderwany od całości (rzeki, rozstaniu z Nią, łzom i krwi - symbolizującej tragedię).
Powiedzmy coś w rodzaju:


Granica między być tu z nią, sucha jest i mokra:
The End łzami spływa po mnie, żeby nie spaść - z okna.

Opublikowano

Państwo komentujący,
sonety a zapis stroficzny i stychiczny - sonet szekspirowski ma zapis stychiczny z wydzieloną pointą, która nie zawsze jest klamrą, a bywa nawet powtórzeniem. Sonet jest formą ewoluująca. Dlatego oboczności rytmiczne i stosowanie przerzutni nie jest niczym nowym, podobnie jak stosowanie pozornej arytmii, która traktuje pauzę jako ekwiwalet zgłoski. Aby sie o tym przekonać wystarczy czytać tego typu utwory "na głos".

Nie skomentuję wysiłków interpretacyjnych ponieważ wykracza to poza kompetencje autorskie.

Komentarze obraźliwe i wulgarne traktuję jako konsekwencję nieodpowiedzialnego dyskursu, który umożliwia korespondencja by net.

Pozdrowienia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tłumaczenie wydaje się trochę takie... na siłę. Powiedziałbym,
że skoro szekspirowski, to tym bardziej bliższy szlachetnej formie niż arytmii.
Powiedzmy coś w tym rodzaju:


Więc niedaleko od ciebie będzie:

na dotyk dłoni, uśmiechu iskrę -
tak jednak będąc daleko wszędzie,
jak promień słońca od słońca w zimie.
(Obserwuj ptaki, jak cieszą wówczas
się takim krótkim, jaśniejszym światłem -
tak jakby wkrótce świat miałby ustać
przeszyty w serce przez ostry rapier.)
Choć niedaleko od niego będziesz:
na ciepły oddech i dotyk dłoni -
im bliżej jednak, tym dalej siebie,
gdzie jeszcze echo śmierć ptaka goni,
a w jego gnieździe już nowy siada.

Samotność bowiem, to - atom stada.


Czyli, jeśli średniówkę zapiszemy jako "O" - sylaby akcentowane
z nieakcentowanymi tworzyłyby taki układ:


_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _

_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _

_ ^ _ ^ _ O _ ^ _ ^ _
Opublikowano

Droga Pani,
ale wciąż zakłada Pani, że sonet ma być wierszem sylabotonicznym, definicja tego gatunku dotyczy zaledwie budowy strofy. Ta szlachetność formy, którą Pani przedstawia wydaje się nieco szkolarska. Proszę zauważyć jak akcenuje się happy end w języku angielskim, a gdzie przypada akcent w inkriminowanym sonecie. Chyba tylko przekonanie o kompletnym braku słuchu, lub ignoracji autora może skłaniać ją do wniosku, że przypadkowo przesuwa akcent w zapożyczeniu...
Obcowanie z językiem żywym, fakt obecności w potocznym języku polskim mnóstwa zapożyczeń oraz językowa anarchia modnej współczesnej prozy polskiej skłania do uległości, a nie puryzmu.
Poza tym równie dobrze można zaytułować inaczej i cała dyskusja nie miałaby sensu ponieważ Czytelnik przeczytałby kolejny wiersz i tyle.
Rozumiem, że komentatorzy chcą się wykazać swoją wiedzą, ale dyskusja o błędnych, nieudanych sonetach wobec faktu, że mało który poeta współczesny zastanawia się nad budową strofy - jest wg. mnie nieporozumieniem, podobnym do tego jak pisaniem kolejnego tomu o tym, czy przywoływany Szekspir pisał sonety, bo jak wiadomo nie wszyscy są, co do tego zgodni.
Poezja to mimo wszystko twórczość - jej analizy są wtórne i mogą inspirować nieliczne grono pasjonatów. Autor sonetu nie bardzo lubi taką wymianę zdań, gdyż ma wrażenie powrotu do koszmarnej szkoły, w której naburmuszony belfer udowadania, że "...wielkim poetą był", ale niekoniecznie wie dlaczego, i najczęściej rozumie tylko swój język ojczysty.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




To po co szanowny autor zamieszcza wiersz na portalu, którego głównym zadaniem jest krytyka tekstów i czepianie się szczegółów. Wiersz szanownego Pana jakoś nie bardzo przypadł do gustu czytelnikom. Nie każdy kto napisze uwagę krytyczną musi mieć rację, ale autor tę rację powinien przyjąć do wiadomości, a nie opowiadać jak to wszystko wie lepiej. Odnoszę wrażenie, że to autor właśnie próbuje się popisywać wiedzą, którą zdobył pewnie na Marsie, skoro szkołę ma w takim poważaniu. Czytelnikowi autor zostawił łaskawie zachwyt i podziw nad swoim dziełem. Serdeczne dzięki.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No właśnie. Przypomniała mi się nie tylko szkoła, ale i kroniki filmowe
z roboczymi przemówieniami towarzysza Gomułki :) Nie jestem też kobietą,
przynajmniej nie pod tym nickiem, a jeśli chodzi o zapożyczenia, czyżby byly nimi
te dwa ostatnie wersy? (bo sam temat raczej utarty).
Przecież są właściwie innym, oddzielnym wierszem. powiedzmy:


kinomaniak

Granica między być z nią a filmem - sucha jest i mokra:
The End łzami po nim spływa, żeby nie spaść - z okna.


Przede wszystko odcinam się od masła maślanego: "płynna i mokra".
Nie muszę używać słowa "rzeka" - łzy, mokra i sucha wystarczająco na nią wskazują.
A skoro rzeka to, patrząc z jej strony - widać suchy ląd.
Patrząc od strony lądu - widać wodę (przypomnę, że jest mokra :))
To jest: prawdziwa granica (która dalej ewoluuje: być w kinie albo.... mokrą plamą)

Właściwie nie potrzeba do tych dwóch wersów już niczego dodawać. Wiadomo,
że chodzi o kino i porównanie kończącego się filmu z życiem Peela.
Można odczytać sytuację w jakiej się znalazł i poczuć rozpacz, która znajduje
ujście w łzach aby raz na zawsze nie zakończył gwałtownie własnego filmu.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szkoda, że niepotrzebnie się Pani tylko napracowała.
Myślę, że sonet w Pani wykonaniu to nie tylko ciekawe spojrzenie na ten sam temat,
jak i jego realizację, a na pewno pouczający - nie tylko dla Autora.
Szkoda mi Pani... ech, szkoda Cię, Joanno :)))

Pozdrawiam porannie.
Opublikowano

Pani Joanno,
celem tego portali jest możliwość publikowania i czytania wierszy, a nie możliwość ich krytykowania podobnie jak celem portali informacyjnych jest przekazywanie informacji, a nie ich komentowanie, a to że ludzie o naturze krytyków wykorzystują je do zaspokojenia swoich potrzeb to inna rzecz. Potrzeb dodajmy niezbyt przyjaznych bliźnim, na co wskazuje Pani irracjonalna opinia o moich intencjach.
Ponadto - poeta Brodski nie ukończył szkoły podstawowej - proszę o tym pamiętać. Wiedza nie jest zamknięta w budynkach, a nauczyciele nie prowadzą jej reglamentowanego rozdawnictwa.
Pan,
Boskie Kalosze - przeprosiny za pomyłkę, nie była celowa. Pana zabiegi interpretacyjne są pełne oddania sprawie. Proszę zwrócić uwagę na taki oto paradoks - krew ludzka, szczególnie własna nie musi być odczuwana jako mokra, ale ciepła. Mokry i płynny określają pozycję podmiotu - mokry jest odczuwany, płynny jest obserwowany. Nie wszystko, co płynne jest mokre. Olej jest płynny, ale raczej śliski a nie mokry. Rzeki bywają suche - te sezonowe i wówczas widac dobrze ich łożysko, rzeki bywają podziemne /jak Styks/ i wówczas ich nie widać. Rzeki wreszcie bywają tak szerokie, że nie widać ich drugiego brzegu. I tak dalej.
A tak naprawdę dla wielu ludzi granica między być a nie być przega tu, dla innych jej nie ma bo wierzą w życie wieczne. A zatem jest to granica między tu i tam, anie być i nie być. Dla pierwszych sklapel ją może znaczyć, dla drugich nie. A co powiedzieć o Hinduistach, którzy wierzą w metapsychozę, odbywają rytuwalne ablucje w Świętej Rzece, a potem idą do kina pod chmurką na kolejną produkcję Z Bollywood. Poezja to jednak cos więcej niż łamigłówka oparat na zgrabnym koncepcie.
Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ale cały czas mowa o tym w kontekście rzeki. Nawet teraz. Skalpel wmieszany
jest na siłę, niemal scholastycznie ma ukierunkować czytelnika jednostronnie.
Powyższe wyjaśnienie bardziej pasuje do takiego początku:

Granica między być a nie być przebiega
w łożysku naszych matek - to skalpel ją znaczy

Łożysko nawiązuje teraz do rzeki, ale i do życia, które rozpoczyna się
od zaznajomienia się z ostrym narzędziem i pierwszą kroplą własnej krwi.
Mówię także o tym:
[quote]
A tak naprawdę dla wielu ludzi granica między być a nie być przega tu, dla innych jej nie ma bo wierzą w życie wieczne. A zatem jest to granica między tu i tam, anie być i nie być. Dla pierwszych sklapel ją może znaczyć, dla drugich nie. A co powiedzieć o Hinduistach, którzy wierzą w metapsychozę, odbywają rytuwalne ablucje w Świętej Rzece, a potem idą do kina pod chmurką na kolejną produkcję Z Bollywood. Poezja to jednak cos więcej niż łamigłówka oparat na zgrabnym koncepcie.
Dlatego dość oklepane jest potem porównanie tego z kinem. A przynajmniej mało oryginalne.
Skalpel a rozwód, to jednak zupełnie inna hierarchia wartości. Podobnie kropla krwi a łezka aktorki. Dochodzą do tego takie perełki jak: rozwodem rozdarty (rozdarty nie wystarczy?)
ekran zawsze z przodu (w kontekście kina gdzie ma być?), utonąć w rozpaczy -
straaasznie oklepany zwrot (także jako wariant: tonąć w łzach).
Naciągane, podobnie scholastycznie: "między twarzą aktorki płaską i bezkrwawą a łezką eks-żony" - a co, jeśli to film oparty na faktach? Aktorka nie umiera (choć i to zdarza się na planie) ale przecież nie można tego tak, od sobie, mylić z postacią, którą odgrywa.

Jednak ogólnie jest całkiem dobrze i jeśli to pierwszy sonet, można tylko pogratulować
i... czekać na następne :)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie ma Pan racji kolego. Na tym portalu ma Pan nie tylko możliwość publikacji, ale także wysłuchania opinii innych użytkowników. Możliwość kontaktu z czytelnikiem jest cechą i zaletą takich portali. Chociaż opinie mogą być różne i nie wszystkie są równie wartościowe, to jednak sporo się można z nich dowiedzieć i nauczyć. O takich portalach zwykło się mówić, że to portale warsztatowe. Zamieszczenie tu tekstu, to wyjątkowe doświadczenie, bo czytelnikami są osoby, które same piszą. Nie wątpię w pana wiarę w swoją wiedzę i własne możliwości, ale jeśli Pan chce w internecie tylko pokazać to co Pan pisze, może Pan założyć bloga, bez możliwości pisania komentarzy.
Są też pisma internetowe gdzie można zamieszczać teksty, ale tam zazwyczaj podlegają weryfikacji już na wstępie. Obawiam się, że Pana wiersz by przez sito redakcyjne nie przeszedł.
Może Pan sobie mówić co chce, ale wiersz, jeśli już go Pan tu umieścił, czytający maja prawo oceniać i krytykować. Czasem nawet pochwalą.
Nie przekonał mnie Pan, że takie braki w rytmice, weryfikacji, a nawet logice tekstu, to efekt zamierzony. Dla mnie ten wiersz nie błyszczy oryginalnością, ani w temacie, ani wykonaniu.

Ps.
Swoją wersję wiersza skasowałam. Może rzeczywiście jej napisanie to przesada
Ale nie było moim zamiarem "zaspokojenia swoich potrzeb niezbyt przyjaznych bliźnim"- jak Pan to niezbyt elegancko ujął. To raczej Pana odpowiedzi mają takie cechy.
Proszę dzielić się wiedzą, skoro uważa Pan, że ma jej więcej niż inni, ale proszę nie zarzucać nikomu złej woli. Zwłaszcza, że nie ma obowiązku pisania komentarzy, ani zamieszczania tekstów na portalu,
Opublikowano

Droga Pani,
jesli wierzy Pani w wymianę pożytecznych informacji via internet to Pani sprawa. A dyskusje o sztuce są zwykle jałowe i mało inspirujące. Przyznam, że wole czytać niz dyskutować, a jeśli jakiś utwór mi nie odpowiada to po prostu go pomijam, a nie zbawiam się pseudodialog z osobą, która jest anonimowa. Jest on utrudniony tym bardziej, że aby rozmowa była konstruktywna najpierw trzeba ustalić definicje pojęć. Logika wiersza - to
Pani wymysł - większość zdań w języku naturalnym wymyka się analizie logicznej.
"Słowa wierszy nie są zwykłymi znakami pojęć; zawierają bogactwo skojarzeń uczuciowych i duchowych. Poeta nie używa słów jedynie do składania deklaracji, bądź stwierdzania faktów. Zazwyczaj jest to ostatnia rzecz, o która by się troszczył. Przede wszystkim usiłuje on tak dobrać słowa, by współpracowały we wzajemnym, tajemniczym oddziaływaniu…” /Merton/
Jeśli wiersz Pani nie przkonuje to jest sprawa Pani gustu i Pani wybór. Ot i wszystko.
A ferowanie wyroków to już nadużycie, które wywołuje u mnie pobłażliwy uśmiech.
Niech będą dla Pani przestrogą losy poezji Emily Dickinson, które jak zapewne Pani wie - były poprawiane przez rzekomych specjalistów i tylko przypadek sprawił, ze ocalały w autorskiej formie. A jak wspomni Pani film Formana i dialog o ilości nut w działach Mozarta to może uzmysłowi sobie Pani czym kończą się takie spory: śmiechem widzów.
Pozdrawiam

Opublikowano

Panie Boskie Kalosze,
wobec Pana zabiegów jestem po prosty bezradny - zapomina Pan o ironii. Przecież te potoczne zwroty na nią wskazują. Po to właśnie zostały użyte. Panu podobnie jak Pani Joannie dedykuję wyimek z Mertona i pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Błysnę talentem wróżbiarskim i zaryzykuję stwierdzenie, że wyimek z Mertona będzie regułą?
Właściwie był już, zanim sam Merton przyszedł na świat i nim padło pierwsze słowo na tym świecie.
Przypomnę: "zawierało bogactwo skojarzeń uczuciowych i duchowych."

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Błysnę talentem wróżbiarskim i zaryzykuję stwierdzenie, że wyimek z Mertona będzie regułą?
Właściwie był już, zanim sam Merton przyszedł na świat i nim padło pierwsze słowo na tym świecie.
Przypomnę: "zawierało bogactwo skojarzeń uczuciowych i duchowych."

Pozdrawiam.
Rzeczywiście pozazdrościć wiedzy i perspektywy- skoro wie Pan, co było zanim padło pierwsze słowo na świecie to wszystko jasne. A bogactwo skojarzeń wywoływanych przez utwory literackie niech pan zostawi każdemu czytelnikowi z osobna. Niech pan po prsotu da ludziom żyć i pisać jak potrafią i nie ocenia zbyt łatwo, innymi słowy niech Pan nie zbawia, tych którzy tego nie chcą i odpowiada na pytania, których nie zdano. "Poeta dąży do ciszy" /Paz/.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od czarownic. Paracelsus
    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...   @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha    
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
    • @Annna2 Przeczytałem z przyjemnością, pozdrawiam. 
    • @Anna_Sendor Po prostu - Przednio  !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...