Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Do jej uszu dotarły delikatne dźwięki „Over the rainbow” w wykonaniu nieznanego wokalisty.
Nie jest to najlepsza aranżacja- pomyślała. Wolała inne. Zlokalizowała już źródło dźwięków, ale była za leniwa, żeby wyłączyć radio. Poza tym ten utwór zawsze wprowadzał ją w melancholijny nastrój. Czasem sama miała ochotę sięgnąć tęczy, znaleźć się po drugiej stronie. Chciała przejść w stan niebytu.
Uniosła się. Poczuła niesmak w ustach i tępy ból głowy. No tak, wypiła sporo! Rozejrzała się wokół. Pod lustrem toaletki paliła się mała lampka. Wokół porozrzucane ubrania, a na podłodze butelka z niedopitym szampanem. Do jej świadomości zaczęły dochodzić zdarzenia z ostatniego wieczoru. Była naga, obok niej leżał pochrapując Krzysztof.
- Dochodzi druga. Pożegnam się z państwem, życząc spokojnej nocy…- dotarł do niej znany głos prezentera.
No tak, January ma dzisiaj dyżur, stąd ta muzyka. Wychyliła się w kierunku nocnego stolika i usiłowała znaleźć odpowiednią gałkę, aby wyłączyć radioodbiornik. W końcu ją znalazła. W hotelowym pokoju zapanowała kompletna cisza. Wstała. Zgasiła lampkę i usiadła na łóżku. Coraz więcej z wczorajszych zdarzeń zaczęło docierać do jej świadomości. Ciało pod kołdrą poruszyło się.
- Witaj, ulubienico Marsa!- przyciągnął ją silnym ramieniem w swoim kierunku. Pogładził po udzie.- Boska!
Rzuciła wzrok w kierunku okna. Rozchylona firanka odkrywała czyste gwiaździste niebo. Żadnych oznak deszczu- pomyślała.
- Niebo gwiaździste nade mną…- nie skończyła.
- Błagam, nie filozofuj!- przerwał jej.- Tutaj masz być milusia, nie koniecznie mądra. Na taką rolę zgodziłaś się wychodząc za Janka i dlatego zostałaś sama. Zdominował cię kompletnie.
Miała ochotę krzyknąć, uderzyć go, ale zamarła. Jeszcze bardziej zaczynała nim gardzić.
- Bez urazy, Martyno, ale ty cały czas o nim myślisz! Jesteś wielką kupą nieszczęścia!
- Chcesz powiedzieć, że z litości spotkałeś się ze mną?- zapytała zaczepnie.
- Nie, wciąż jesteś atrakcyjną kobietą. Tylko, cholera, przyznam ci się do czegoś- zawiesił na chwilę głos, jakby zastanawiał się nad doborem słów.
- Przed czterema laty, kiedy płonęłaś szczęściem u boku Janka, marzyłem o tym, żeby zbliżyć się do ciebie. A ty, po moim odejściu od Marii, zaczęłaś traktować mnie z pogardą. Solidarność jajników, cholera jasna! – wyjął papierosa z pudełka leżącego na stoliku nocnym i podpalił.- Też masz ochotę?
Usiadła skulona na łóżku i w milczeniu słuchała jego wywodu. Wyjęła mu z rąk papierosa i zaciągnęła się.
- Gardziłaś mną, a tak naprawdę ja byłem uczciwszy od Janka. W chwili, kiedy zauważyłem, że jej nie kocham, że bardziej interesują mnie inne kobiety, uczciwie przyznałem się do tego i odszedłem.- Wstał i sięgnął po stojącą na podłodze butelkę.
- Wiem, że wtedy byłaś blisko z Marią i solidaryzowałaś się z nią. Napijesz się?- pociągnął sporego łyka i podał jej butelkę.
- Nawet to rozumiem, ale to były moje sprawy i Marii, a ty ostentacyjnie okazywałaś mi odrazę. Tolerowałaś mnie w waszym domu tylko z uwagi na to, że byłaś głupio posłuszna Jaśkowi. Czy wiesz, że już wtedy on utrzymywał tę kobietę? Regularnie płacił za jej mieszkanie, zachcianki. Kupił jej auto, wprawdzie używanego golfa, ale utrzymywał jego eksploatację. Wiesz, prowadził potrójne życie. Ją też zdradzał. Obie byłyście ślepe, bo tak wam było wygodniej.
Martyna czuła, że coraz bardziej się kurczy. Usłyszała to, czego nigdy nie chciała przyjąć do swojej świadomości. W tej chwili z całych sił nienawidziła Krzysztofa, chociaż była świadoma tego, że on ma rację.
- Właśnie patrząc na was, na ciebie i Janka, teraz z perspektywy czasu, stwierdzam, że małżeństwo, to zalegalizowana forma prostytucji. Wy, żony, milczycie przymykając oczy na niewierność mężów. Nie przyjmujecie tego do swojej świadomości, żeby broń boże nie zawalił się wasz bezpieczny światek. Przecież on niemalże oddychał za ciebie!
- Dlaczego mi o tym mówisz?!- krzyknęła i czuła, że zaraz złość sprawi, że zacznie cała drżeć.- Po co ta farsa? Po co ściągnąłeś mnie tutaj?
- Martyno, wszystko, ale po kolei! – zabrał jej papierosa, podając butelkę- Pij!
- Po co ta farsa? Bo kiedyś gardziłaś mną. A teraz mam ciebie jak na dłoni, skuloną, bezbronną. Dalej piękną, kuszącą, cholera, nawet świetną w łóżku, ale…- oderwał od pudełka z papierosami wieczko i na nim zgasił peta.- Teraz ta zdobycz już nie cieszy. Chciałem zobaczyć, jak to jest, kiedy wreszcie sięgamy tego, co było zawsze dla nas niedostępne.
- I?
- I nic. Żal mi ciebie.
Naciągnęła na siebie kołdrę, nie była w stanie z siebie wydobyć żadnego dźwięku. Czuła złość, żal i upokorzenie.
- Wiesz czemu odszedł od ciebie? – pociągnął ostatniego łyka z butelki.- Bo dusiłaś go. Wy, kobiety jesteście jak modliszki. Zabijacie swoich mężczyzn, tyle, że nie podczas ekstazy miłosnej. Wy zabijacie nijakością. Dusicie swoim uzależnieniem i przewidywalnością. Poddałaś mu się bezwzględnie, przez co zrobiłaś się dla niego nudną partnerką. Co ja mówię, nie partnerką, a podopieczną. Nic sama bez niego nie potrafiłaś zrobić. Nie potrafiłaś podjąć żadnej decyzji. Byłaś przez to nudna, jak przeczytana po raz setny książka.
Cieszyła się, że ciemność zakryła jej twarz. Myśli kłębiły się w jej głowie.
- Myślę, że poszłaś ze mną do łóżka wyłącznie z zemsty. Nawet nie odwzajemniałaś mi swojego zainteresowania. Bardziej fascynowały cię dwie lesbijki, niż ja, skoncentrowany na tobie. Mam rację?
Miał rację, ale nie odpowiedziała mu nic. Milczała. Jego słowa bardzo bolały ją, chociaż zaczynało do niej docierać to, że nadal nic nie zrobiła ze sobą, nie poczyniła żadnych zmian. Przybrała rolę męczennicy, bezradnej męczennicy wywołując we wszystkich mężczyznach poczucie winy. To była jej osobista zemsta- wywołać poczucie winy. Tyle, że ofiarą tej zemsty nadal była ona.
- Krzychu, ja go kochałam!
- W to wierzę. Ha! Ty pewnie nadal go kochasz, tyle, że już mniej bezkrytycznie. I właśnie dlatego ci to mówię. Zacznij żyć własnym życiem! A tyłeczek masz niesamowity!
Uderzyła go w twarz. Zaraz po tym skuliła się w kłębek. Zaczęła kwilić jak małe dziecko.
- Ja go nie dusiłam, robił co chciał!- skamlała. Nie ograniczałam go, był wolny!
- Właśnie, i wybrał wolność! Posłuchaj, on był już nawet odpowiedzialny za to, jak oddychasz. Prawdziwego faceta, nie podnieca kobieta, która jest mu uległa, która nie ma własnego zdania, która nie ma odwagi samodzielnie oddychać.
- Umawiając się z tobą, usiłowałem sobie wyobrazić sytuację, kiedy znajdziemy się w hotelu i będę trzymał w ramionach kobietę, która emanuje kobiecością, dumą, niedostępnością. Kobietę, która jest nagrodą. Tymczasem mam kobietę... żałosną!
Zerwała się z łóżka. Zapaliła lampkę i odszukała swoje ubrania. Chwyciła je w garść i pobiegła w kierunku łazienki.
- Gdzie uciekasz, Martyno!- wychylił się z łóżka w jej kierunku.
- Czas chyba na mnie. Wszystko już zostało powiedziane!- wykrzyknęła wchodząc do łazienki.
- Ależ, Martyno, zostań! Jutro, po śniadaniu, jeśli nie zechcesz dłużej zostać, odwiozę cię do domu. Teraz tego nie zrobię, bo za dużo wypiłem.
- Chcesz zatrzymać w łóżku żałosną kobietę?- krzyknęła z łazienki spoglądając w lustro. Faktycznie, wyglądała teraz żałośnie: potargane włosy, rozmazany makijaż.
- Nie jesteś żałosna, ale zachowujesz się tak! Zostań, proszę. Wybacz, jeśli cię uraziłem, ale uznałem, że ktoś musi ci otworzyć oczy.
- Dzięki za szczerość, ale na taką szczerość stać tylko drania!
Zamknęła za sobą kabinę prysznica. Odkręciła strugę zimnej wody, chciała jak najszybciej wytrzeźwieć. Woda była zbyt zimna. Uregulowała temperaturę wody i starała się z siebie zmyć cały brud dzisiejszego spotkania. Zaczęła namydlać się hotelowym żelem. Nagle zmiana decyzji- muszę stad jak najszybciej wyjść! Pośpiesznie spłukała z siebie mydło. Wytarła ręcznikiem ciało, pozostawiając na nim resztki niedomytego makijażu. Ubrała się.
Weszła do pokoju. Krzysztof zasnął. Rozejrzała się. Zobaczyła jego jasne spodnie od letniego garnituru. Szybko chwyciła je. Przejrzała kieszenie. Upewniwszy się, że są puste, zwinęła je w rulon. Włożyła pod pachę. Odnalazła jeszcze swoją bransoletę. Była zbyt cenna dla niej, żeby ją stracić. Już miała wyjść, kiedy jej wzrok padł na stolik nocny po stronie jego części łóżka. Leżała tam podwiędła róża. Na palcach podeszła do stolika i zabrała kwiat. Z drugiego stolika zabrała swoje papierosy.
To już chyba wszystko- pomyślała i bezszelestnie opuściła hotelowy pokój. Przechodząc obok recepcji schyliła głowę. Dziewczyna siedząca za kontuarem podniosła wzrok. Obrzuciła ją badawczym spojrzeniem. Pewnie przyzwyczajona jest do takich obrazków, kiedy w nocy kobiety ukradkiem opuszczają pokoje hotelowych gości- pomyślała, żałując, że nie ma przy sobie ciemnych okularów. Z pewnością było widać, że jest w opłakanym stanie. Opuściła hotel.

cdn

Opublikowano

No i wyjaśniła się nareszcie – jakże przewrotnie – nazwa „Modliszka”

Sama prawda bije z ust Krzysztofa – tak samo bezwolnie zakochany facet jak i bezwolnie zakochana kobieta są - NUUUUUDNI, i nie do wytrzymania!

Oczywiście to urąga wszelkim „romansidłom” – gdzie miłość po grób jest Imperatywem Absolutnym ... dla kucharek.

Czekam niecierpliwie, jak dalej potocza sie losy bohaterki i ...nie jej! _ spodni.

Pa!

M.

Opublikowano

Patrz "Małgorzata" Ani Ostrowskiej- nikt nie chciał znać prawdy:))
Heh... ponoć Wielka Naiwna jestem! Ty chociaż jesteś oświecony, a ja nadal..."oj naiwna, naiwna, naiwna!".
Ale są dwa dna. Czasem lepiej nie dociekać.

Opublikowano

Masz także swoją rację - "Dobre zdrowie i zła pamięć" - to klucz do szczęścia .. uważaj śpiąc bez (wyrzuconej) koszulki - bo noce już chłodne - tam na Waszej Północy!

Dobrejnocki - Pa!

M.

PS
Główna zasada - Jak jesteś w dołku - to przestań kopać.

Opublikowano

Dzisiaj było znacznie lepiej, chociaż finansowo gorzej. Kupę kasy zgarnął mechanik( 400zł) a to jeszcze nie jestr koniec, bo w innym warsztacie robię jutro tłumik.
Drugi dzień negocjacji z projektantem zakończony pozytywnie i nawet ze zniżką ceny za moją kuchnię (oczywiście zgarnął zaliczkę), poza tym zostałam szczęśliwą posiadaczką czegoś o nazwie zlewozmywak ale za to z kompletem noży w promocji(też diabelnie drogo- 4 klamki do citroena za to można), syfon i jakieś inne rurki. A pod wieczór miłe babskie spotkanko na Starówce i dwa piwa ścięły mnie kompletnie z nóg.
Podlic zyłam budżet i stwierdzam, że mam wszystkiego dosyć i chyba śmignę z dzieckiem nad jakieś morze. Choćby na jeden dzien, ale muszę zmienic klimat.

Opublikowano

Spoko, jeszcze stać mnie na spontaniczność. A co do kasy...za wszystko płaci karta Master card- aczkolwiek też ma ograniczone możliwości kredytowe, a ja nie cierpię kredytów. Wolę płacić za remonty z bieżących pieniędzy(czytaj uciułanych).A pieniądz rzecz nabyta. Zacznie się sezon, zwłaszcza październik , znowu będę miała kupę zamówień. Już powinnam przysiąść.
Na igrzyska dmucham. Śledzę jedynie w prasie, gdzie nasi zd..pili, a gdzie jest medal.

Opublikowano

No i mamy pierwsze medale!
Wybacz, że teraz rzadziej piszę - ale remontuję z kolegami - oni pomagają mi za to w RRRRemoncie - taki stary samochód - klasyk.
Dla faceta to jednak fajny odpoczynek.
Potem mamy jeszcze cos do łyknięcia - dom i IGRZYSKA
Marnie za to z CHLEBEM - trochę schudłem, bo pojadam tylko tu i tam.
Nie licz więc na razie na jakieś nowe utwory - chyba że mnie "najdzie":))

Cześć - o pogodę nie pytam - bo wszędzie nieciekawie - możesz za to kontynuować Modliszkę.

Czekam więc na rozwiązanie sprawy spodni, itd - Pa!

Marek

Opublikowano

Motto:
"Spodnie są ważniejsze od żony. Istnieje wiele miejsc, do których
można iść bez żony i niewiele, dokąd można iść bez spodni... "

Hej!
To Motto - dla Krzysia z Twojej "Modliszki":))

A u mnie - pytasz dlaczego nie pojechałem do Czech - Po pierwsze popatrz za okno - u mnie jest tak samo, a w górach jeszcze gorzej. Ale głównym powodem jest to, ze zachorował 6-cio letni Kacperek tych znajomych, do których domku mieliśmy jechać. Chcieli mi dać klucze - ale tu przeważyła własnie pogoda.

A remontujemy piękny (będzie, będzie!) busik VW z 1966 roku. Ten ulubiony pojazd hipisów. Toteż mamy zamiar pomalować go w kwiatki:))
Ale w środku jest duzo pracy np. tapicerskiej. Poza tym chcemy włożyć do niego silnik z motocykla - żeby miał kopyto!

No właśnie - takie nudne, zabawy chłopców. Moi koledzy maja gadatliwe żony - toteż sie im nie dziwię (patrz mój Poradnik), a ja może robię to z ... braku literackiej weny?

A tak przy okazji, to owe "gadatliwe zony", same o tym nie wiedząc - walnie przyczyniają sie do rozwoju wędkarstwa.. Bo juz lepiej uciec o 4 rano nad wode, niz spedzić cały dzię wysłuchujac tej (niegdyś) ukochanej szczebiotki!
Polski Zwiazek Wędkarski powinien ufundować tym żonom jakiś medal ... Milczącej Ryby:))

Muszę kończyć, Pa! - Marek

Opublikowano

Hej!
Co do vw rocznik 66, to uważam, że nie ma lepszego rocznika:). W końcu jestem dokładnie spod tej samej daty co Wasz busik. Zatem rocznik idealny.
Co do gadatliwych żon...hm. Sama jestem gadułą, tyle, że nie z każdym i nie zawsze. Czasem wolę dialog na zasadzie: jedno milczy, drugie słucha. A wędkowanie akurat uważam za rewelację i super okazję to dialogu z samym sobą lub z ewentualną rybką. Sama parę razy wędkowałam i nie uważam tego za nuudę, chociaż głównie mam same brania. Za to oko cieszą foty, ktore mi kumpel, zapalony wędkarz, podsyła z Kanady, gdzie mieszka. Tam to jest ryba! Jedną rybką 10 osób nakarmisz!
Motto przecudnej urody i niezwykle trafne ułożyłeś. Dokładnie o to właśnie chodzi!:))
Szkoda, że nie wypalił Ci urlop. Mnie też wena jakby opuściła. Jedynie kilka nędzniutkich limeryczków na RE umieszczonych. A poza tym toczę dialog (milczący) z samą sobą. Sporo mam do rozważenia, przemyślenia i ... Chwilowo udało mji sie tylko porozwalać i też mało umiejętnie. Pogoda nie nastraja zbyt optymistycznie. Dobrze, że chociaż wypad nad morze nam się udał i że pogoda dopisała.

Opublikowano

Motto:
"Nie jestem leniwy. Mam zawyżone wymagania motywacyjne."

Witaj.
To i poprzednie Motto dostałem od kogoś w necie - taki mądrala to już nie jestem.
A to dzisiejsze pasuje chyba ... nam obojgu :))
Ale zwalmy to wszystko na pogodę!

Wszyscy z rocznika 66 - mają u nas ( in spe) darmowe przejazdy, muszą tylko umieć grać w "66".

A co do dialogów rodzinnych - to taki, że jeden mówi a drugi słucha ... pachnie mi pruskim drylem. Ja wiem, Wy tam na północy ... ale mam nadzieję, że dziecko juz Ci sę odszczekuje. Bo co to będzie za mąż, który od czasu do czasu nie walnie pięścią w stół i ... wyjdzie z psem na spacer?

Z tymi życiowymi rozważaniem i przemyśleniami, to kobiety są w tym dobre - i nie mówię tu (złośliwie) o zakupach!
Niestety rezultaty sa zwykle żałosno-nijakie. Tak sie kiedys zastanawiałem, dlaczego?
Mam w pracy wiekszość kobiet mniej lub bardziej nieszczęsliwych, które wciąż konsultują wszystkie aspekty swojego życia z koleżankami - i nic... pustka. Żadnej odważniejszej decyzji.
Doszedłem do wniosku, ze to jednak wina mężczyzn - są zwykle beznadziejnie impregnowani na ich potrzeby., wiec one w długich rozmowach same tworzą kolejne, nakładajace sie iluzje na temat wspólnych związków.
Potem to wszystko pryska - i ... ale przynudzam. Boję sie jednak, ze ta pogoda i Ciebie pogrąży w Czarnej Melancholiji .
Na szczęscie osoby z ADHD - szybko znajduja sobie coś "zamiast"
A wiesz, "Zamiast" - to moja ulubiona piosenka Edyty Geppert, choć taka dołująca.
Kończę, bo zamiast coś napisać - to bawię sie w pedagoga - a to Twoja działka:))

No to Dobranoc Agutko - poczytaj przed snem coś wesołego - (Boya?) - Pa!

Marek

Opublikowano

W ostatniej chwili coś mnie tknęło, żeby najpierw tu zajrzeć, zobaczyć co napisaleś. I dobrze sie stało, bo "Twoje" motto o spodniach chcialam umieścić przed ostatnią częścią Modliszki i podpisać Twoim pseudo :))
A jeśli chodzi o Twoje dzisiejsze wywody, to kompletnie jestem gruboskórna. Nic dzisiaj do mnie nie trafia, i nawet moje ADHD nie zachęca mnie do walki na ringu. A jeśli codzi o babskie zwierzenia i kącik porad- to akurat beze mnie. Wolę pogawędkę face to face z facetami- tu zdecydowanie cenię zupelnie inny punkt widzenia. Jesteście bardziej rzeczowi. A dołek mam nadal ale ten portal to chyba nie jest odpowiednie miejsce na ten temat.

Opublikowano

A ja czekam z wypiekami na twarzy na Twoj komentarz. A na poprawę nastroju pożarłam całą tabliczkę czekolady. Oj, zebym jutro nie umierała!
A pruskiego drylu nie uznaję. Chyba rozpuszczam swoją latorośl, jestem też niekonsekwentna i zbyt liberalna. Kiepska ze mnie matka. Ale najważniejsze dla mnie jest to, że mój dzieciak jest wrażliwym facetem i potrafi odróżnić dobro od zła. A że pyskacz...heh- wcale nie byłam lepsza. Trzeba przeczekać i tyle!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Piękny obraz i piękny wiersz. Teledysku nie oglądałem. Pozdrawiam.
    • @Poet Ka Ciekawostka. W 1909 roku w kasynie w Monte Carlo Jaroszyński wygrał gigantyczną sumę (równowartość 774 kg złota). Przekuł to w imperium finansowe w Rosji (posiadał banki, kopalnie i cukrownie). Jego majątek wyceniano na dzisiejsze 50 miliardów dolarów. No i gdyby nie rewolucja kto wie. No ale w końcu jego miliony wspomogły sprawę polską.
    • 1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.   Bogini   Idziesz do mnie całkiem goła, jak wyrwana z sennych marzeń, jak z obrazu Salvadora, kształt wyłania się z miraży.   Już się zbliżasz całkiem naga, rozebrana aż do pragnień, jak ta druga Goi Maja, rozłożona na obrazie.   Ty rozkładasz się doszczętnie, na kawałki i pierwiastki, tłum wyznawców zaraz klęknie, przecież ci nie robi łaski.   Wieloręka, wielousta, wielonoga, wielocipa, celem twoim jest rozpusta i w tej celi się zamykasz.   Z niej wychodzi z tobą zgoła prawda twoja, również naga: W każdym palcu złoty dolar, a opornych biczem smagasz.   Klub obleśnych hedonistów ciągle bije ci pokłony, pośród innych bożków jesteś wciąż ich bóstwem ulubionym.       2. Nie będziesz wzywał imienia Pana Boga twego nadaremno.   Imię   Pseudonimy, anonimy, imion brzmienia i wibracje, gdy się z nimi oswoimy, to się stają naszym światem.   Tym prawdziwym lub fałszywym, upragnionym lub niechcianym, jednak tylko dla nas żywych, przez nas samych nazywanym.   Chociaż byłeś Bezimienny, dla tych, którzy żyć nie mogą bez nazwania spraw codziennych, nas nazwałeś Swoją Drogą.   Pozwoliłeś też nam wołać odtąd Ciebie po Imieniu, przykazałeś przy tym jednak, by nie wzywać na daremno.   Buntownicze tłumy rosną, co nikogo nie chcą słuchać, na językach mają wolność, zniewalacze noszą w uszach.   Odrzucają Twoje ścieżki, własne rąbią sobie sami. Zbyt daleko już odeszli, chociaż błądzą, idą dalej.   Twoje Imię deformują na sposobów bardzo wiele Choć je często przywołują, częściej w łóżku niż w kościele.   Czasem w żarcie lub w zawiści, bez szacunku, przez przypadek, bardzo często z błahych przyczyn albo też bez przyczyn żadnych.     3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.   Święto   Różne rodzaje są świętowania. Takie, po którym chce się do pracy, ale też takie, po którym rana dnia następnego boli i drażni.   Ten, kto wybiera swojego pana, nie zawsze panu swojemu służy, różne bywają więc świętowania wśród bardzo różnie błądzących ludzi.   Ze światłocieni mgieł się wyłania wniosek najpewniej zupełnie słuszny, każdy ma takie świąt świętowania, jakiego pana i jak mu służy.     4. Czcij ojca swego i matkę swoją.   Byłem kochany, wiem to na pewno, bez słów podniosłych, gorących wyznań. Gdy pochłaniała zwykła codzienność, uczucia proste kryły się w czynach.   To nie był wcale świat doskonały, tkwiła skórzana w nim dyscyplina. Gdy sprawy kiepski obrót przybrały,  o pasie sobie ktoś przypominał.   Byłem kochany, więc było łatwiej znosić cierpienia i niedostatki,  okazać miłość ojcu i matce. Szacunek był czymś zupełnie jasnym.   Dziś patrzę na świat słabnącym wzrokiem, rzadki włos jeży mi się na głowie, gdy wokół rosną zabójcze matki, nie chcący dzieci przyszli ojcowie.       5. Nie zabijaj.   Zbrodnia   Nie powiedziałeś: Nie zabijaj brata, rodziców swoich, ani dziecka swego. Nie powiedziałeś: Nie zabijaj starca, schorzałego, nad grobem stojącego.   Nie powiedziałeś: Nie zabijaj siebie, bo to tak bardzo było oczywiste, gdy powiedziałeś: Nie zabijaj, przecież napiętnowałeś morderstwa już wszystkie.   Z własnych wyborów nie Twoje anioły świat urządzają, gotują nam przyszłość. By go przestawić w śmierciolubne tory, zamordowano naszą oczywistość.     6. Nie cudzołóż.   Kałuża nieczystości   Twoje oczy są takie błękitne,  niczym wody najczystsze pod niebem.  Twoje usta czerwienią wciąż kwitną, przyciągają spojrzenie do siebie.   Jego oczy są czarne jak noce, rozgwieżdżone i pełne tajemnic, lecz gdy wasze spojrzenia los plącze, to marzeniom już blisko do pełni.   Zapragnęłaś tych ramion i dłoni, ich szorstkiego dotyku na ciele, twoje piersi oddechem już gonią, za uściskiem, spełnionym marzeniem.   On ma żonę i dzieci dorosłe, ale nie jest do końca szczęśliwy. Tobie ufa, to przecież jest proste, choć jest tutaj, to ciągle jest z nimi.   Modre oczy z rozkoszy już mrużysz,  twoje ciało dreszczami zadrżało, w przyjemności nieczystej kałuży właśnie rodzi się zamęt i chaos.      7. Nie kradnij   O własności   Pojęcie własności w przewrotnym świecie wciąż się rozmywa w przeróżne formy. Co jest już czyjeś, może być przecież tego, co władzę ma tworzyć umowy.   Biednieją ubodzy, bogaci się mniejszość,  zmieniają się tylko tryby systemu, sprawniejsze co roku w tym, by nie uszło fiskalne przestępstwo komuś biednemu.   Bogatych nie wzrusza, tak bardzo prawo, choć wisi nad nimi również siekiera, zazwyczaj przychodzi im raczej łatwo swoje pomnażać, cudze odbierać.   Pojęcie własności bywa też złudne, bywają w dzierżawie dobra przechodnie, niestety, czasami bywa też trudne, ponieważ obciążać może i pognieść.    Choć kradną biedni, kradną bogaci, to wszystkim wybije jedna godzina, ten tylko w niej wygra i nic nie straci, kto dobra zostawił albo ich nie miał.   Gdy wokół hołdują tłumnie zyskowi jak echo powraca znów prawda stara, że mogą jedynie dusze uzdrowić uczciwe ciężarki i równa miara.     8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.   Słowo   Słowo ciągle ma swój ciężar, choć przytłacza je dziś obraz, co rozbiera się do zera dla popędu myśli dobra.   To nie zawsze jednak działa, chociaż mózgi obraz chłoną. Słowo może krzepić ciała i umysłów być ochroną.   Prawda czasem jednak boli. Rani niczym podłe kłamstwo. Trzeba zawsze dobrej woli, by opisać coś, co zaszło.   Słowo może być pomyłką, drzazgą wbitą w żywą tkankę. Może być igraszką zwykłą, lub być może zagmatwane.   Może jeszcze lecieć lekko lub uderzać twardym młotem. Lepiej zważyć je więc przeto, niż zatrzymać w locie potem.    Czasem lepiej nic nie mówić, niż się dzielić gorzką prawdą. Lepiej się ku Słowu zwrócić, niż powielać każde kłamstwo.     9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.   Między spojrzeniem a pieszczotą   Odległość była zbyt bliska... więc może to był zbieg zdarzeń,  że pełnia pani stanika o moje wsparła się ramię.   Chociaż nie jestem już młody, to w takie przypadki nie wierzę, jednak przelotny ten dotyk. zatrzymam sobie w sekrecie.   Bo choć nie jestem już młody a może właśnie dlatego, są jeszcze we mnie tęsknoty i głodne szarpie się ego.   Być może głupie, po prostu, drążą mi głowę rozterki, ale nie szukam kłopotów i wiem, że zawsze ktoś cierpi.   Gdy widzę panią z oddali to muszę szczerze tu przyznać, wcale nie żebym się chwalił, budzi się we mnie mężczyzna.   I chciałbym móc rzec, że TYLKO podziwiam pani urodę, będąc wzbudzonym mężczyzną, szczerze rzec tego nie mogę.   Jeszcze na koniec, ukradkiem patrzę na panią z daleka, kaganiec myślom zakładam, bo wiem, że w domu ON czeka.     10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.   Rzeczy   Nie mam dużo, mówiąc szczerze, raczej biednym niż bogatym, jednak ciągle mam za wiele, wrzeszczą z kątów zbędne graty.   Tym, co więcej im potrzeba, ani trochę nie zazdroszczę. mi wystarczy kromka chleba i codzienny życia pośpiech.   Otoczony przez bogaczy, którzy patrzą na mnie krzywo i wytykać chętnie raczą, że się możniej żyć powinno,   czuję czasem się ciut gorzej, ale nigdy, z żadnej biedy, nie zakwita w mojej głowie chwast zazdrości niepotrzebny.   Żyjcie sobie w swych pałacach i się woźcie powozami, mi wystarcza prosta praca, kiedyś wszyscy się zrównamy.   I choćbyście się wynieśli ponad szczyty, ponad życie, szkoda dla was jednej chwili mej zazdrości nie wzbudzicie.
    • @MIROSŁAW C. Dziękuję :)
    • @Marek.zak1 To prawda, Marku, miłość bywa ślepa i zupełnie nie liczy się z logiką. Czasem rzuca wyzwanie wszelkim kryteriom, stąd potem biorą się takie 'romanse' wozu z limuzyną. Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam serdecznie :) @LessLoveDziękuję :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...