Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano


Monika, Katarzyna, Anna czy Ludmiła, były dla mnie tylko ujęciem
tego samego pejzażu fragmentem południa, północy, wschodu lub zachodu.

Od dziecka podchodziłem do kobiet nadzwyczaj systematycznie,
toteż moją pierwszą miłością obdarowana została przedszkolanka Al(f)a,
w pierwszej klasie szkoły podstawowej gospodarz klasy ruda Be(a)ta,
w drugiej, kiedy zaczynała narastać we mie muzyka, Gam(m)a
z oczami w zielonkawym c-dur, a w trzeciej dELtA,
bo wszystkie moje ówczesne myśli i marzenia kończyły się na niej.

Mógłbym pisać o swoich miłościach bez końca, może właśnie dlatego,
że trwały tak krótko? O chwilach, jak interwały wieczności,
kiedy z Lamb(a)dą tańczyliśmy o świcie na plaży wtuleni w siebie
niczym te białe chmury nad nami w błękitniejące przestrzenie. Nasz dom -
stary, wiklinowy kosz - dawno spłonął w słońcu, a przecież ciągle
znajduję w nim schronienie i teraz, kiedy nie można iść już dalej
przed siebie, ani tym bardziej zawrócić.

Kiedy nastała Pi -
egowata, ruda dziewczyna, natychmiast obdarła ze mnie wstyd jak skórkę
kubańskiej, łykowatej pomarańczy z której przez wiele wiosennych nocy
wysypywaliśmy potem pestki. Wspominam Pi, gdy wschodzą na nocnym niebie
i rosną innym atmosfery naszych minionych, słodkich uniesień.

Ale kochając się w tych po-literowanych kobietkach, a potem kobietach,
przygotowywałem się tylko. Ćwiczyłem zmysły na poznanie tej ostatecznej,
czekałem na swoją Omegę przy której zapomina się wszystkie miłości przed nią
i patrząc w rozgwieżdżoną noc, widzi się po prostu noc,
podpowiadając uchu muszlę, słyszy się szum a nie dalekie wołanie
rozpalonego w zachodzącym słońcu wiklinowego kosza.

Toteż kiedy poznałem Zofię, pomyślałem w pierwszej chwili,
że jest to ostania kobieta w moim alfabecie miłości,
Omega wszelkich namiętności, kres uczuć i odchodzenia od zmysłów.
Tymczasem z biegiem lat Zofia zaczęła oddalać się,
bywały wieczory podczas których nieobecniała nagle między słowami
i coraz bardziej niedorzeczniała we mnie a ja nie robiłem nic,
żeby zawrócić ją ku sobie. Niekiedy chwytałem w takich chwilach
za pióro i oddawałem resztki – mojej Zofii - kartkom, aż wreszcie
pogrążyła się w myślach nie o mnie zupełnie i znikła,
jak znika w ustach słodka mandarynka pozostawiając
po sobie jeszcze przez chwilę intensywny zapach w powietrzu.


Wdycham jego resztki czekając na swoją prawdziwą Omegę
i coraz niecierpliwiej i z niepokojem spoglądam na zegarek.
Niekiedy, tak jak dzisiaj, w przeczuciu straszliwej omyłki otwieram terminarz
i kartka po kartce sprawdzam, czy czasem na którejś jej nie przegapiłem:


Zofia chmurzy się
milczy

nosi na sobie
coraz wyraźniejsze ślady
włamania



Opublikowano

Nie jestem na tyle kompetentna, by Ci radzić, czy tutaj...
ale
o poemacie chcę rzec
słowo więźnie w gardle
i coś drapie
tak jakoś wilgotnieje
pod rzęsami piasek
nie wiem

Wdycham jego resztki czekając na swoją prawdziwą Omegę
i coraz niecierpliwiej i z niepokojem spoglądam na zegarek.
Niekiedy, tak jak dzisiaj, w przeczuciu straszliwej omyłki otwieram terminarz
i kartka po kartce sprawdzam, czy czasem na którejś jej nie przegapiłem:


Zofia chmurzy się
milczy

nosi na sobie
coraz wyraźniejsze ślady
włamania


na razie zamilknę...zbyt bliskie, by coś mówić...
dziękuję za wzruszenie
:)
serdecznie pozdrawiam
-teresa

Opublikowano

Wczytałam się jeszcze raz i wyłowiłam sobie poniższe fragmenty:

Nasz dom -
stary, wiklinowy kosz - dawno spłonął w słońcu, a przecież ciągle
znajduję w nim schronienie i teraz, kiedy nie można iść już dalej
przed siebie, ani tym bardziej zawrócić.


Refleksja (narratora) - osoby samotnej (z liczbą lat większą niż mniejszą), ktora po śmierci partnera/ki czuje pustkę we wspólnym niegdyś domu.

Ale kochając się w tych po-literowanych kobietkach, a potem kobietach,
przygotowywałem się tylko. Ćwiczyłem zmysły na poznanie tej ostatecznej,
czekałem na swoją Omegę przy której zapomina się wszystkie miłości przed nią
i patrząc w rozgwieżdżoną noc, widzi się po prostu noc,
podpowiadając uchu muszlę, słyszy się szum a nie dalekie wołanie
rozpalonego w zachodzącym słońcu wiklinowego kosza.


Przyznaje, że wszystkie poprzednie miłości były tylko przygotowaniem do tej jedynej, najważniejszej i najpiękniejszej.

Toteż kiedy poznałem Zofię, pomyślałem w pierwszej chwili,
że jest to ostania kobieta w moim alfabecie miłości,
Omega wszelkich namiętności, kres uczuć i odchodzenia od zmysłów.
Tymczasem z biegiem lat Zofia zaczęła oddalać się,


Ostatnią kobietą (milóścią) Peela byla Zofia, ale i ona odeszła z biegiem lat.

Wdycham jego resztki czekając na swoją prawdziwą Omegę
i coraz niecierpliwiej i z niepokojem spoglądam na zegarek.
Niekiedy, tak jak dzisiaj, w przeczuciu straszliwej omyłki otwieram terminarz
i kartka po kartce sprawdzam, czy czasem na którejś jej nie przegapiłem:


Dalej czeka na prawdziwą Omegę, a czas ucieka, lecz terminu spotkania oczekiwanej nie ma w kalendarzu.


Zofia chmurzy się
milczy

nosi na sobie
coraz wyraźniejsze ślady
włamania


Zofia wciąż powraca w pamięci.

Są to notatki na marginesie moich przemyśleń.
Dopatruję się tu głębokiego przesłania o życiu i przemijaniu (Alfa i Omega jakby od A do Z), o miłości ziemskiej i tej ostatecznej pozaziemskiej, kiedy przyjdzie pora...
Gratuluję. Piękny i refleksyjny poemat.
Dziękuję za stworzenie okazji do glębszych przemyśleń.
:)
Serdecznie pozdrawiam
-teresa

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo się cieszę, że tak zaintrygowały Cię te skromne słowa. Nie znałem nigdy żadnej Zofii,
to znaczy nie na tyle blisko, żeby to w jakiś szczególny sposób wspominać i masz rację:
chodzi raczej o zapięcie czegoś na ostatni guzik, od A do Zet jak to się mówi.
A może od Zet do A? Sam nie wiem:


będziesz nią nie będąc nią

byłem nie byłaś i dzisiaj jesteśmy
drzewem czereśni dla pestki czereśni
dalecy siebie aż przedalecy
z dala rośniemy w naszej niewiedzy
jak drzewo kwitnie owoc dojrzewa
dla ust mu obcych a nie dla drzewa
pestka wypluta rośnie daleko
za siódmą górą za siódmą rzeką
siódmą pieczęcią i w siódmym niebie
zagubię siebie nie spotkam ciebie
byłaś nie byłem i znów gdzieś jesteśmy
pestką czereśni dla nowej czereśni

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo się cieszę, że tak zaintrygowały Cię te skromne słowa. Nie znałem nigdy żadnej Zofii,
to znaczy nie na tyle blisko, żeby to w jakiś szczególny sposób wspominać i masz rację:
chodzi raczej o zapięcie czegoś na ostatni guzik, od A do Zet jak to się mówi.
A może od Zet do A? Sam nie wiem:


będziesz nią nie będąc nią

byłem nie byłaś i dzisiaj jesteśmy
drzewem czereśni dla pestki czereśni
dalecy siebie aż przedalecy
z dala rośniemy w naszej niewiedzy
jak drzewo kwitnie owoc dojrzewa
dla ust mu obcych a nie dla drzewa
pestka wypluta rośnie daleko
za siódmą górą za siódmą rzeką
siódmą pieczęcią i w siódmym niebie
zagubię siebie nie spotkam ciebie
byłaś nie byłem i znów gdzieś jesteśmy
pestką czereśni dla nowej czereśni


Boski!
Jestem od dawna pod urokiem Twojej poezji! Na poczekaniu umiesz wyczarować w całej prostocie słowa o życiu, które wcale nie jest banałem. I zawsze w każdym Twoim wierszu jest kopalnia złota! Czy Ty na codzień też prawisz wierszem? To taka babska ciekawość...hihi...
Tak. Masz rację. Właściwie można i odwrotnie, od Z do A, wszak życiowy alfabet zatacza koła: drzewo rodzi owoce dla pestki, w której jest zalążek nowego...drzewa.
:))
Moc serdeczności
-teresa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na co dzień mówię normalnie, a nawet unikam rymów i poezji :)
Takie jak powyższy wierszyki nazwałem "rozkołysankami", coś jak przedsionek słodkich snów,
i raczej już ich nie piszę:


jak zapewnić nam nieśmiertelność

Wszystko przemija, zwłaszcza przemijanie.
Kochanie moje - przeminie kochanie!
Nie kochaj mnie tak, bo miłość przeminie.
I wiń mnie, ach wiń - wina się przewinie!
Świat się przekręci bo dzisiaj się kręci.
A skoro jest Śmierć, nie będzie już Śmierci!
Skoro nie będzie, to będzie wciąż będzie.
Z nas nie łabędzi - dwa białe łabędzie.
Nie było nas Tu, więc Gdzieś czeka bycie!
Spłyniemy zmierzchem - to znaczy o świcie
Twoją łzą.
Opublikowano

Taki odruch aż się uśmiechnęłam...bo w odpowiedzi na Twój wpis przyszły mi na myśl słowa

"mów, do mnie jeszcze, mów
tak tu cicho, usłyszę twoje słowa
nawet bez zbędnych słów,
zrozumiem, bo serca mowa
tylko pozornie nieżyciowa..."


Dziękuję za te wszystkie Twoje wiersze.
:))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Również dziękuję za Twoje słowa i
może odpowiem na te powyżej jeszcze jedną rozkołysanką.
W końcu powstały po to, żeby takie chwile "poza słowami" wyrazić:


co tam słychać w naszych sercach?

szepce świerszcz nocy spokojna dobra
kocham cię bardzo bardzo cię kocham
senne marzenia wierzbom się marzą
bardzo cię kocham kocham cię bardzo
księżyc ze stawu do nieba szlocha
kocham cię bardzo bardzo cię kocham
ćmy przyglądają się swoim twarzom
bardzo cię kocham kocham cię bardzo
przystanął zegar i w wieczność cmoka
kocham cię bardzo bardzo cię kocham
kocham cię bardzo bardzo cię kocham
kocham cię bardzo bardzo cię kocham

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Również dziękuję za Twoje słowa i
może odpowiem na te powyżej jeszcze jedną rozkołysanką.
W końcu powstały po to, żeby takie chwile "poza słowami" wyrazić:


co tam słychać w naszych sercach?

szepce świerszcz nocy spokojna dobra
kocham cię bardzo bardzo cię kocham
senne marzenia wierzbom się marzą
bardzo cię kocham kocham cię bardzo
księżyc ze stawu do nieba szlocha
kocham cię bardzo bardzo cię kocham
ćmy przyglądają się swoim twarzom
bardzo cię kocham kocham cię bardzo
przystanął zegar i w wieczność cmoka
kocham cię bardzo bardzo cię kocham
kocham cię bardzo bardzo cię kocham
kocham cię bardzo bardzo cię kocham


któż to widział w samo południe
rozkolysanką mnie rozkołysać
gdy czas obiad gotować

a zresztą co tam, raz oszaleję
i niech przypali się zupa
lubię takiej poezji słuchać


:)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Narozrabiałem. Nigdy nie wiadomo, co z takiego pitraszenia może wyjść
... i walnąć mnie zdrowo po głowie :))


Szalony bigos

Czy to Dante z Beatrycze?
Czy Krasiński z swą Delfiną?
Może Krupska, może Lenin
lub Marszałek z Kasztaniną?

O północy cicho, cicho
mknie pod sufit dziwna para,
tajemnicze szepty, głosy
rodzą się w kuchennych garach.

Czy Jadwiga to, Jagiełło?
Adam szepcze coś Maryli?
Może Balzac z panią Hańską,
Staś i Nel lub inne draństwo?

Nie kochani! To Teresa
czary mary... czary mary...
- miesza chochlą całe noce
i kojarzy swoje pary:

Śpi Romeo pod sufitem
ale razem z Agrypiną.
Śpi Walewska, ale obok
doktor Watson z głupią miną.

Sherlock paląc którąś fajkę
szepce do uszka Estery:
- Dedukuję, że ten bigos
ona robi dla... Chimery!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Trzecie powtórzenie (nie do pary)przypomniało mi właśnie starą piosenkę Lennona i Yoko Ono.
Może kogoś zainteresuje:


"Reszta płyty została nagrana na magnetofon kasetowy w szpitalu Queen Charlotte's w Londynie, gdzie John i Yoko wspólnie przeżywali śmierć ich pierwszego nienarodzonego dziecka. Utwory nagrane w szpitalu zawierają, m.in. bicie serca poronionego dziecka pary (Byby's Heartbeat)"


h ttp://pl.wikipedia.org/wiki/Unfinished_Music_No.2:_Life_with_the_Lions

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena fajne te przemyślenia, czytam i odkrywam że życie nie może zniknąć
    • @Maciej Szwengielski Panie Macieju, to nie tak: 1. Pisze mi Pan, że KK mordował milionami po to, by przeżyć i zachować podstawowe nauki Mesjasza. A przecież podstawową ideą Jezusa było niezabijanie. No to jak to tak? ;) Przecież sam Pan sobie przeczy. A poza tym, to nie prawda. Ekspansja KK nie wynikała ani z obrony czegokolwiek, ani z woli przeżycia.  2. Nie ludy "barbarzyńskie" i "pogańskie", bo to są określenia pejoratywne i wręcz niestosowne, tylko ludy żyjące przed chrześcijaństwem, które chrześcijanie wymordowali. Razem z ich świątyniami, kulturą, wierzeniami, tradycjami, pomnikami etc.  To taka formalna uwaga. 3. Nic tu nie mają do rzeczy Kaligula łącznie ze Stalinem, Hitlerem i współczesnym poetą. Pan mnie  nie zagada, nie zarzuci historycznymi nazwiskami, bo nie rozmawiamy  relatywistycznie, tylko bezwzględnie. Jeśli na ścianie wisi czarny obraz, to bez względu na to, jaki kolor ma ściana, ten obraz jest czarny.  4. KK jest organizacją stricte polityczną. Czy tego chce, czy nie chce. Taki ma profil swojej działalności. Oczywiście jest jednocześnie organizacją religijną. Kiedyś na ten temat przegadałem pewnie dobrą godzinę ze śp. red. Turowiczem. I mimo, że hasaliśmy po wielu aspektach dot. KK, we wszystkim zgadzaliśmy się do do joty.  5. Dziś w obronie swojej ciemnej zaszłości KK stosuje retorykę, która sprawdzała się w średniowieczu, a nawet później. Niestety, podobne metody jedynie ten Kościół ośmieszają. 
    • Cierpienie   Dlaczego cierpienie wpisane jest w człowieczą egzystencję? Niektórzy, dawni miłośnicy mądrości mówili, że brak cierpienia (bólu) jest już pełnią szczęścia. Współcześni poeci śpiewają: „Po to by radość móc docenić; po to cierpienie; po to by dostrzec piękno Ziemi; po to cierpienie; po to by siebie w sobie zmienić; po to cierpienie; po to by w jasność wstąpić z cienia; po to cierpienie; po to by pojąć i docenić; po to cierpienie; po to by krzyż mógł świat odmienić; po to cierpienie”.   Pewien myśliciel powiedział: „Zło składa się na różnorodność, a więc i bogactwo świata; ponadto pozwala nam docenić wartość dobra; cierpienie jest niezbędne, żeby zaznać pełnego smaku radości.”. Inny filozof mówił: „Opatrzność Boża ma całościowy obraz naszego dobra i właśnie w imię naszego dobra całościowego dopuszcza na nas cierpienie”. Jeszcze inny filozof rzekł: „Źródłem większości cierpień jest nasze oddalenie się od natury.”. Był też i taki myśliciel, który postawił tezę: „Nawet głęboki ból (…) owiany jest specyficzną słodyczą.”. Dzięki cierpieniu można się czegoś nauczyć. Kto raz się sparzy ten na zimne dmucha. Kto doznał cierpienia w relacjach interpersonalnych, w uczuciach, ten będzie wiedział czego w przyszłości unikać.   Wielki poeta niemiecki pisał w swoim opowiadaniu o cierpieniach młodego człowieka (patrz. „Cierpienia młodego Wertera”) spowodowanych konwenansami i układami towarzyskimi. Nie mógł zrealizować w całej pełni swoich szlachetnych uczuć względem wybranki swego serca, ponieważ był niskiego stanu urodzenia, w przeciwieństwie do obiektu swoich uczuć. Czy i w dzisiejszych czasach takie cierpienie nie ma racji bytu? „Nie wyjdziesz za mąż za tego człowieka, ponieważ on jest pozbawiony jakiegokolwiek majątku...” - mawiają zatroskani rodzice panny na wydaniu. „Ale ja go kocham!” - protestuje córka. „A z czego będziecie żyli?” - pada riposta - „Gdzie będziecie mieszkać?”.   Cierpienie „niewinnych” dzieci często bywa argumentem w dialogu tzw. „ateizmu cierpiącego” z chrześcijanami. Skoro Bóg jest dobry, to dlaczego dopuszcza cierpienie „Bogu ducha winnych” dzieciaków? Argumentacja, że to odziedziczona konsekwencja „grzechu pierworodnego” (a więc szatana) jakoś nie trafia do przekonania. Ale cierpienie nienarodzonych dzieci podczas „zabiegu aborcji”, jak go eufemistycznie nazywają współcześni bojownicy złej sprawy, nie stanowi żadnego problemu.   Inną formą cierpienia było cierpienie ludzi w obozach koncentracyjnych, w czasie drugiej wojny światowej. „Po Auschwitz nie ma już Boga!” - krzyczą oponenci. A tymczasem Bóg cierpiał wraz z więźniami tych obozów zagłady. Ten Bóg miał niejedno imię i nazwisko! Na przykład ojciec Maksymilian Maria Kolbe. Zginął w bunkrze skazany na śmierć głodową. Ponieważ przeżył, dobito go zastrzykiem trucizny. Oddał życie za Franciszka Gajowniczka, głowy wielodzietnej rodziny. Dobrowolnie zgłosił się za niego na apelu obozowym.   W najważniejszej księdze ludzkości zwanej Biblią, jedną z sztandarowych postaci cierpiętniczych jest Hiob. To człowiek „prawy”, pobożny i taki, któremu dobrze się w życiu wiedzie. Miał żonę, dzieci, przyjaciół, liczne stada bydła. Jak mówi natchniony pisarz, Szatan nie mógł znieść Hioba i postanowił go zniszczyć. Zasugerował Bogu, że na pewno nie będzie czcił Stwórcy, jeśli ten pozbawi go rodziny, majątku, a wtedy ten będzie złorzeczył Omnipotentowi. Nie wiadomo dlaczego Bóg dopuścił cierpienie względem Hioba. Zginęła jego rodzina (dzieci), zginęło stado bydła. Hiob jednak przyjął cierpienie z pokorą i nie złorzeczył Absolutowi tak, jak spodziewał się tego Szatan. Wtedy diabeł zwrócił się do Boga i zaproponował dopuszczenie dalszego doświadczenia względem Hioba. Tym razem ciężką chorobą. Tą chorobą był trąd. I tak się stało, Hiob został dotknięty trądem. Żona Hioba była bliska obłędu: „Składałeś ofiary swemu Bogu, wielbiłeś go, a ten dobry Bóg doprowadził ciebie do takiego stanu”. Nawet wtedy biblijny bohater nie złorzeczył Bogu. Przeklinał jedynie dzień swoich narodzin. Jego cierpienie stało się cierpieniem ponad ludzką miarę, a wtedy człowiek ma prawo do takiego przekleństwa. Gdy jego przyjaciele dowiedzieli się o tym co spotkało Hioba, przybyli do miejsca jego odosobnienia i … zapłakali z bezsilności.   Najbardziej gorzką kartą literatury sakralnej przedstawiającą cierpienie, moim zdaniem, jest mord sądowy, jakiego dopuścili się ludzie na Jezusie z Nazaretu, zwanego Mesjaszem. Całe swoje dojrzałe życie głosił ludziom doskonałe nauki etyczne poprzez przypowieści, proste (ale niełatwe) analogie. Głosił miłość, pokój, braterstwo, szczęście możliwe do osiągnięcia jeszcze na tym świecie. Wskazywał na drogę, jaką musi przejść każdy mieszkaniec tej ziemi aby dojść do „niebieskiej ojczyzny”. Dokonywał cudów (rozmnażał chleby, wskrzeszał umarłych, uzdrawiał chromych). Okrzyknięto go nawet królem! I nagle nastąpiła zmiana nastrojów społecznych. Tego spokojnego i niewinnego człowieka pojmano, jak pospolitego przestępcę. Nauczyciela, mistrza, króla... . Jak bardzo musiał cierpieć z powodu utraty dobrego imienia? Został fałszywie oskarżony o niesubordynacje względem rzymskiego cesarza i bluźnierstwo. Uznano go za wichrzyciela społecznego, naruszającego ład społeczny. Zmanipulowane nastroje społeczne doprowadzono do zenitu. Toteż kara za rzekome zbrodnie Chrystusa była niewspółmierna do rzeczywistych czynów. Rzymski namiestnik, prokurator, Poncjusz Piłat nakazał wychłostać „samozwańczego” króla i chciał go puścić wolno, jako nieszkodliwego szaleńca. Chłostano jego wedle rzymskiej tradycji katowskiej specjalnymi biczami zwanymi „flagellum”. Wyrok wykonano tak skrupulatnie, że skazany ledwie uszedł z życiem. I było tak, że cierpienie niewinnego Boga-Człowieka sprawiało tłumowi ogromną przyjemność. Kiedy Poncjusz Piłat, zgodnie z niepisanym prawem, chciał uwolnić jednego ze skazańców, ludzie wybrali Barabasza, znanego wszem i wobec złoczyńcę, dobrego Człowieka posłali na okrutną śmierć krzyżową. Piłat umył ręce z krwi tego niewinnego, jak sam go określił. Rozochocony tłum zawył: „Krew jego na nas i na syny nasze!”. Ubrano skazanego na śmierć krzyżową w odpowiednią do tej tortury szatę. Włożono poprzeczną belkę krzyża na jego ramiona i rozpoczęto kaźń drogą wiodącą przez miasto, aż na wzgórze położone opodal zwane Golgotą. Pośród szyderstw i złorzeczenia szedł ten, który sam był Miłością, który tak ukochał ludzi, iż z rozkoszą podjął się nieść „krzyż”, dając tym samym miłości naukę. Upadał pod ciężarem „krzyża” aż trzykrotnie, zanim dotarł na miejsce męczeńskiej śmierci. Tam przybito jego do krzyża, a krzyż postawiono do pionu, aby konał w męczarniach. Szyderstwom i kpinom nie było końca, gdy umierał: „Jeśli jesteś Synem Bożym zejdź z krzyża, a uwierzymy w ciebie!”. Gdy wreszcie skonał, żołnierz rzymski przebił jego bok, z którego natychmiast wypłynęła krew i woda, wymowny znak śmierci „skazańca”.    
    • @andrewDziękuję Ci, od razu się uśmiechnęłam, a potem to skrobnęłam:   dziekuję za kawkę i deserek założe odświętny sweterk i wyjdę na spacerek   niech wiersze same się pisza ukołysane ciszą
    • @Alicja_Wysocka przeglądaj, ranking, cały czas, popularne
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...