Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano



Gdzie jest moja ławka z sercem dla Moniki?
Czy ją też zjadły lata jak korniki?
Może pękła w niej ostatnia noga,
stoi teraz w kancelarii p. Boga?

Spojrzy kiedyś na serce, co kochało szczerze
i zobaczy mnie, jak w Niego nie wierzę,
bo nie ma Moniki, ach... nie ma Moniki
- Monikę razem z sercem schrupały korniki!

(Boże Wszechmogący, wiem że nie istniejesz...
ale tak, na wypadek wszelki -
pamiętaj mnie, gdy do Ciebie przyjdę:
będę miał na sobie wciąż dziecięce szelki

te, w których widziałeś mnie ostatni raz
na Świętej Komunii. I koszulę białą
założę na siebie, w zegarku chrzestnego
szkiełko będzie do Ciebie zajączki puszczało...)

W Kancelarii p. Boga, na ławce
zabije serce i krew z niego tryśnie:
Monika - sekretarka Pana
tak jak kiedyś przyniesie mi wiśnie.

Opublikowano

Podoba mi się pomysł. Wspomnienia, dziewczyna, wyryte serce i Bóg, który wszystko może. Trochę zabawnie, trochę smutno :)
Nie wiem na ile zamierzony jest efekt przesunięcia zwrotek. Nie bardzo wiem po co taki zabieg. Nierówne wersy też może usprawiedliwia melodia (jeśli taka istnieje), ale chyba lepiej byłoby pozbyć się tych nierówności. Mam nadzieję, że się Boskie Kalosze nie obrażą jeśli wpiszę wersję z wyrównanym rytmem wiersza. Może jeszcze tytuł bym zmieniła, na Ławeczka, albo Sok z wiśni, czy np. Wiśniowe wspomnienie, ale nie koniecznie.

Gdzie jest moja ławka z sercem dla Moniki?
Pewnie ją już zjadły lata - jak korniki?
Może popękała jej ostatnia noga,
albo może stoi gdzieś u Pana Boga?

Bóg spojrzy na serce, co kochało szczerze.
Zobaczy mnie, chociaż ja w Niego nie wierzę.
Nie ma już Moniki, ach... nie ma Moniki.
Monikę wraz z sercem schrupały korniki!

Boże Wszechmogący, chociaż nie istniejesz,
przypomnę się Tobie - na wypadek wszelki:
- Proszę Cię pamiętaj, gdy do Nieba przyjdę,
będę miał na sobie te dziecięce szelki.

W nich przecież mnie po raz ostatni widziałeś
na Komunii Świętej. I koszulę białą
założę na siebie. A w zegarku szkiełko,
do Ciebie zajączki wciąż będzie puszczało.

W kancelarii Boga, usiądę na ławce,
zabiją dwa serca, sok jak krew wytryśnie.
Monika, już teraz sekretarka Pana,
tak jak kiedyś, słodkie przyniesie mi wiśnie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ładnie, ale po co ta katarynka? Przecież chodzi o oddanie nierówno bijącego serca -
raz dla siebie, raz dla Moniki, raz dla Boga. Ja naprawdę potrafię pisać sestyny, sonety,
villanelle, a także białe wiersze, więc skoro decyduję się na taki zabieg, to widocznie
najbardziej pasuje mi do przekazu :) Poza tym proszę zobaczyć, ile słów się z tego zrobiło?
ile niepotrzebnych, tzw. placebo:

- Pewnie ją
- chociaż ja w Niego
- "już" a "też" to kolosalna różnica,
- popękała jej ostatnia noga
- "gdzieś" przy "kancelarii", czyli tam gdzie załatwia się (pozytywnie bądź nie) sprawy bardzo słabe
- tylko tyle, ale dalej jest jeszcze gorzej: "Proszę Cię pamiętaj, gdy do Nieba przyjdę",
"W nich przecież mnie po raz ostatni widziałeś" - brzmi to jak tłumaczeniu komuś, no wiesz stary, nie bądź taki :)

Jednym słowem - nie podoba mi się, całe lata ćwiczyłem żeby takich zabiegów unikać.
Ja wiem, że mimo stron podpowiadających rymy dla niektórych to cały czas sztuka
i jeśli uda się im tylko coś zrymować, rączki składają i klaskają :)
Znałem faceta, co nawet kodeks drogowy kiedyś zrymował ale poezji w tym nie było za grosz.

Dziękuję za wysiłek i pozdrawiam :)
Opublikowano

Dziękować nie ma za co skoro się nie podobało.
Nawiasem mówiąc nie wiedziałam, że Boskie Kalosze mają monopol na pisanie pod cudzymi wierszami swoich kolejnych wersji (pod moimi sporo takich Boskie Kalosze nawpisywały).
Teraz rozumiem, że nierówne wersy tych wierszy, wyglądające na szybko i nieporadnie sklecone rymowanki, to przemyślany efekt wytężonej pracy twórczej.
Pozdrawiam uprzejmie. Więcej Mistrzowi nie będę się naprzykrzać.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Więc nazywasz to co spłodziłaś sztuką?

"zabiją dwa serca, sok jak krew wytryśnie."

A la Marianna :)))
Poza tym, dlaczego dwa? Od początku jest mowa o jednym, stwardniałym
albo te gęste tłumaczenia:

Monika, już teraz sekretarka Pana

- przecież to oczywiste bez "już teraz"?

Albo tu:

tak jak kiedyś, znowu przyniesie mi wiśnie

Skoro tak jak kiedyś to po co dodawać: znowu? Albo napisać znowu ale bez: "tak jak kiedyś".
Doskonały przykład, jak nie powinno się pisać.

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nawpisywały, ale jak! :)) Chcesz się odegrać, zmierz się z wierszem Fabula Rasy
tam jest dopiero pole do popisu (przerzutnie nadające innego sensu w zalezności od tego,
jak je czytać, gry słów). Tu słabo wyszło jako wiersz, niestety. Rymowany komentarz, moim zdaniem.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Boskie Kalosze, ja tylko przypomnę, że to jest Twój wiersz, wymyślony przez Ciebie. To Twoje wspomnienie, Twoje serce wyryte na ławce, sok, wiśnie i boża sekretarka. Cały pomysł Twój własny. Jeśli go krytykujesz , krytykujesz siebie.
A "Doskonały przykład, jak nie powinno się pisać." to Twoje nieporadne, koślawe wykonanie.
Ale masz rację, nie powinnam poprawiać Twojego wiersza, przecież tylko Ty masz na to monopol.
A gdzie ten wiersz z przerzutniami? Może zajrzę.

Opublikowano

I jeszcze jedno. Nigdy na nikim się nie odgrywałam, ani nie zamierzam tego robić. W ogóle nie spodziewałam się takiej reakcji z Twojej strony. To przecież rozmowa o wierszu nawet jeśli pisze się rymowany komentarz.

Napisałeś: Skoro tak jak kiedyś to po co dodawać: znowu? Albo napisać znowu ale bez: "tak jak kiedyś".
Niech będzie - słodkie :))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przepraszam, ale ostatnio tyle mi się zarzuca, że odebrałem to jak kolejny atak.
Wiesz przecież, jak lubię Twoje wiersze i poczucie humoru a tu... wydało mi się,
że zarzucasz mi bezmyślność takiej akurat formy wyrazu. Jesteś Poetką, więc najlepiej
powinnaś wiedzieć, że często kieruje nami intuicja, że nie bardzo wiemy czemu akurat w taką
a nie inną szatę ubieramy jakiś wiersz? Ten miał być nierówny, a jeśli już miałbym go ubrać
i w formę i tak postawiłbym na pewne, zamierzone roztargnienie. Mniej więcej tak:


Gdzie jest moja ławka z sercem dla Moniki?
Czy ją też, jak korniki schrupały lata?
- Gdzie jest tamta ławka, mebel sprzed logiki

na której leżały dziecięce zeszyty
pełne wyznań, całe pośród słońca w kwiatach
najpiękniejszych słów - tych, jeszcze bez logiki.

Może pękła w niej noga - ostatni wytrych
do serca p.(e) Boga? Tak jak tamte lata,
gdy wierzyłem w Niego bez zbędnej logiki.

Choć wiem, że go nie ma, czasem mi się przyśni
taki - sprzed Komunii - jeszcze bez zegarka
na ręku, czy raczej... dla oczu Moniki?

Może wspomni na mnie: w biel koszuli skryty
biegnę do Kościoła, zadyszany wracam,
a maj gra mi w głowie bez nut, bez logiki

i Monika, Jego sekretarka, drzwi mi
otworzy na oścież i na naszych ławkach,
jak kiedyś zabije serce dla Moniki
wyryte przed laty - bez zasad logiki.





Jednak cały czas uważam, że emocjonalnie bliższy temu co chciałem wyrazić jest pierwowzór.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Znaczeniowo mówi o tym samym: o meblu sprzed logiki - szkolnej ławce.
Ale, choć nazywam ją meblem, jest czymś bardzo ważnym bo wyryte na niej zostało
prawdziwe, pełne najszczerszej miłości serce dziecka.
Później, jak w pierwowzorze dowiadujemy się o powolnym zamienianiu się serca w drewno,
co jest porównywane do próchniejącej coraz bardziej równolegle ławki.
Ławka - mebel, zegarek na rękę - z okazji Komunii Święte,j tak naprawdę już dla oczu Moniki,
nie dla Boga... wszystko właściwie jest podobne do siebie w tych dwóch wersjach.
Nawet finał, to że wyryte serce sprzed lat przemówi kiedyś, zabije na nowo pomimo
spróchniałej dawno temu ławki i zdrewniałego teraz, nieczułego po latach serca Peela.
A jednak też wolę wersję pierwszą, ponieważ... brzmi szczerze.
Wiarygodnie jak słowa Peela z wiersza.

Pozdrawiam.
Opublikowano

- liryczne wspomnienie z ambiwalentnym stosunkiem do boga. i miłość, pewnie pierwsza...warta takiego wiersza :) podoba się wszystko, temat, postacie liryczne i wykonanie. miałem zastrzeżenia do drugiej zwrotki, ale minęły po drugim czytaniu .


ciach

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Cieszę się... choć zaczęła mi się podobać wersja villanellowa :)
Właściwie przez te swoje nawroty taka forma pasuje do... wspomnień.
Przemyślę ją sobie, póki co pisałem to na kolanie, więc może to i owo jeszcze zmienię
i kiedyś podejmę decyzję.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Cieszę się... choć zaczęła mi się podobać wersja villanellowa :)
Właściwie przez te swoje nawroty taka forma pasuje do... wspomnień.
Przemyślę ją sobie, póki co pisałem to na kolanie, więc może to i owo jeszcze zmienię
i kiedyś podejmę decyzję.

Pozdrawiam.

-jak w J.Kofty i W. Szekspira wierszu o fali i brzegu, i nieustannym spotykaniu. powtórzenia dobrze poprowadzone (jak powyżej w drugiej zwrotce) wzmacniają przekaz emocjonalny.
Opublikowano

podoba mi się wiersz, forma z lotu ptaka przypomina połamaną ławkę w parku.

nie krzycz na mnie, a powiem Ci szczerze: ;P pierwsze dwa wersy trochę zbiły mnie z tropu.
potem jest już bosko.

tęskny ten wiersz i tym nostalgicznym akcentem kończę dziś przygodę z poezją.
to są wiersze, które przynoszą zarazem i słońce i deszcz.

zdrówko!
angelika

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pierwszy miał wprowadzać. W drugim chciałem odwrócić kota ogonem :)
To znaczy nie: Czy ją też zjadły korniki jak (mnie) lata?
ale na odwrót: Czy ją też zjadły lata jak korniki?
Taki (połączenie rzeczy z cechą ludzką) zabieg miał sugerować, że ławkę nie tyle zjadły korniki,
co lata (jak korniki drążące w Peelu zmarszczki i myśli).
Może to rzeczywiście niejasne, zastanowię się jeszcze?

Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Villanella ma taki już taki, lekko kołyszący rytm (czy wiesz, że mistrzynią tej formy jest Joanna?)
stąd pomyślałem sobie, że pasuje do przekazu. Choćby zakończenie, które
zgodnie z zasadami villanelli "wraca" (niczym wspomnienia) do tego,
co było w niej na początku (do pierwszych wersów).

Pozdrawiam.
Opublikowano

Czytałam kilka razy wiersz. To sobie wyłowiłam:

W Kancelarii p. Boga, na ławce
zabije serce i krew z niego tryśnie:
Monika - sekretarka Pana
tak jak kiedyś przyniesie mi wiśnie.


ponieważ budzi we mnie przesłanie czegoś głębszego z tych wspomnień,
a mianowicie ogromną nadzieję, że choćby korniki pożarły i tak kiedyś
z powrotem powróci (odrodzi się) to, co było dobre i piękne.
Czy Autor to zamierzył, czy nie, stało się; moje refleksje poszybowały
wysoko.
Dziękuję.

Serdecznie pozdrawiam
-teresa

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo trafnie odgadłaś mój zamiar. Tak, w pewnym momencie przychodzi czas,
kiedy człowiek ogląda się do tyłu i ogromnie żałuje, że tak stwardniał idąc przez życie.
Ja wiem, taki podły świat i nie można inaczej, ale jednak żałuje się, tego co stracone.
Może jest to jedna z tych chwil, kiedy nagle nawracają się zatwardziali ateiści?

Dziękuję i pozdrawiam.
Opublikowano

Obiecałam, że coś jeszcze napiszę, ale nie mogę napisać nic co by Cię zadowoliło. Mogę tylko potwierdzić to co napisałam wcześniej o pierwszej wersji wiersza. Villanella natomiast jest fatalna. Temat, który jest walorem wiersza, gubi się w naciąganej, niedopracowanej formie.
Przykro mi.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wzięli kiedyś na tapetę takiego małomożliwościowego. I chcieli go uczynić ja cię kręcę dużo mogę. Ba, mogę najwięcej i najlepiej i najpełniej, ba, najdalej. I chcieli tak zrobić niewiele, bardzo niewiele mu pomagając, a wspierając tylko troszeńkę i broń cię panie boże finansowo, co notabene zakrawa na błąd logiczny. Ważną rolę miały odgrywać przeróżne bodźce motywacyjne i demotywacyjne jak najbardziej również. I była w tym zabawa, owszem była, ale to ogólnie jest wiadome, że zabawa w branży rozrywkowej figuruje jak najbardziej. Mieli w planach figuranta przerobić w figurę, z czego roześmiało się i być może nawet serdecznie chyba pół miasta, a już z całą pewnością cała okolica. Zamieszanie spowodowało kilka książek o bardzo interesującym podłożu intencyjnym, które co warto dodać w założeniu miały wcale i nigdy nie powstać. Te oto przynajmniej książki zostały napisane przez zewnętrzne okoliczności i jest w tym coś z faktu niezbitego. Książki dawały, dawały ubaw w odbiorze.     Warszawa – Stegny, 11.06.2026r.  
    • @Marek.zak1 Oj tak i zastanawia mnie czasem czy i ja nie walczę w takiej właśnie kategorii :) Pozdrawiam.
    • Jest takie miejsce, gdzie nie ma nadziei. Jeśli w nim mieszkasz to planów też nie ma. Zamknięty w bunkrze własnej przestrzeni odrzucasz piękno na oścież nieba. Jak przebić beton, jak się otworzyć? Jak spojrzeć słońcu twarzą w twarz - dumnie. Jak zacząć ufać, jak się nie korzyć, gdy klucz do wyjścia złamał się we mnie.    
    • @Leszek Piotr Laskowski Napisz coś w formie wiersza, może będzie łatwiej. Dzięki za wpis. Pozdrawiam. @Waldemar_Talar_Talar Zobaczymy, albo nie, jak piszesz. Pozdrawiam. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Aleksandria (Akurat w Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza, Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tę sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowałeś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie – Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie „tak, ale”, Co „dlaczego” i „więc” zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o „jak” i „bo”. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż – Zażegnać już teraz nie możesz nic, więc – Przeżegnaj się, bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki – Στυξ ------------------------------ ## Ich atme Gesang Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam – Śpiewam tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam - Alleluja, mój jedyny hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dzięki tobie śpiewam – Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat – Życie to śpiew, i śpiewam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł – Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty – dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang – Für Dich. ------------------------------ ## Canto I (Alleluja) Słyszałem, że był taki sekretny akord, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol, uniesienie w dur Zagubiony król komponuje swoje „Alleluja”... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Może miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki wszystkie swe Jego piękno i księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci A z Twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet przecież nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje? W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewano w ten czarny czas Nie Przeczyste, ale pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Robiłem, co mogłem, lecz nie ukończyła mi się żadna rzecz Nie czułem nic, więc chciałem dotknąć jądra treść Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokój znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To zimne, zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w ciemnym gąszczu spraw, Lecz teraz mi już nic nie pokazujesz... Czy pamiętasz – kiedy jak klacz dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość tylko jednej rzeczy nauczyła mnie – Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask – To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיliion נרות dólują אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ ## Niegrzeczny żołnierzyk Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, wisi już na włosku cienkim jak drut „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl nieco staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego ócz (ucz się, ucz...) „Nigdy nie zobaczę twarzy jak twój nos, przez świetlne lata gości, co tu nie zagościli wciąż. I nigdy więcej, jak, o taki, gnat w zapasy siłuje się albo w miłość zieloną gra”. I wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi jednym haustem wypił czas. Teraz, Pan tego krajobrazu, stał tak, żeby widok mieć Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał pieć (bez względu na wróbla płeć). Skinęła na strażnika, co na straży stał jego pobożnej inklinacji. I Powiedziała: „Zrobię ci rozkrok tam, gdzie akurat mam krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować jej orgię w holu, gdzie lustra ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc Zorientowała się na jego orientalizujący umysłu stan I alibi, co ma kształt jądr orgiastycznych pomroków, co kryją jego styl ponad stan (choć on nie ma tajemnic dlań) Przeprojektowała plan na jego Madonnę (brudny blond) i zbiory vintage'owo niewinnych win (nie dla pań!) „Ten monumentalnie mentalny Neverland jest zajmowany i przeze mnie cum mnie i mój klan”. Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie przystanek kończy bieg, Powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nigdy nie wróci”. Nie Zabrała jego tawerniany parlament, czapkę, zarozumiały taniec (nie zrozumiesz mnie) Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk (bierze głodem mój sen). Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się (twardego gościa) grać twardo o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Podaje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wcielenie (Ino po kolana). No! Więc wielka sprawa (na lewo) doczłapała (ledwo) do (niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że pozostawi nas wszystkich tak pustymi i pustynnie niewzruszonymi, i lecz To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę (mlecz na miecz). Chyba jedziesz za pół darmo, jeśli naprawdę chcesz tak daleko (tak uprzejmie) posunąć się. To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo na innej z gwiazd byle gdzie, Chyba, że lecisz za darmochę, jeżeli chociaż trochę tak daleko mnie odsunąć chcesz, Jak bez wizy wizyta na którymś z Księżyców Księżyca, albo na jakiejś innej z rozgwiazd gwiazd, Chyba, że idziesz za darmo, lecz wtedy idziesz na marno, Trochę, a daleko (tylko dzięki lekom) Mnie posunąć, wsunąć chcesz w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi sunąć w deszcz. Jak z Księżyców, Albo Rozgwiazd, Chyba, lecz, Daleko, Deszcz. ------------------------------ Dobry piesek Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, Wisiał już na włosku cienkim jak drut... „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego stóp. „Nigdy nie zobaczę twarzy takiej, jak wizerunek twój, Przez świetlne lata gości, co nie zagościli tu wciąż. I nigdy więcej, jak robi w zapasy albo w miłość gra”. Lecz wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust... Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi wypił czas. A, Pan tego krajobrazu stał tak, żeby widok mieć... Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał piać, a ty Skinęłaś na strażnika, co na straży stał jego inklinacji. I Powiedziałaś: „Zrobię ci rozkrok w krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować orgię w holu, gdzie lustr ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon... Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc, Zorientowała się na jego orientalny umysłu stan, I alibi, co ma kształt jądr mroku, co kryją jego styl ponad stan... Przeprojektowała plan na jego Madonnę koloru blond I vintage'owe wins (nie dla pań!) „Ten mentalny Neverland jest zajmowany przeze mnie i mój klan”... Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie życie kończy bieg, A ona powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nie wróci”. O, nie... Zabrała jego z tawerny parlament, czapkę, zarozumiały taniec (Nie pytaj mnie), Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk... Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się twardo grać o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Wynajmuje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wniebowstąpienie. No! Więc cała wielka sprawa doczłapała do (Niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że Zostawi w nas tak pustkę i niewzruszenie, lecz... To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę, chyba, że Lecisz za darmo, jeśli naprawdę chcesz Tak daleko posunąć się.... To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo w innym byle gdzie, Trochę, a daleko (a Kosmos wiernie czeka) Tak sunąć, wsunąć w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi tak sunąć w deszcz. Zajść (W: tak daleko) W hotelu tym ściany cienkie są jak drut, Wczoraj w nocy słyszałam, jak mu dyszysz jak z nut, Walka z usta do ust, członek w członków wpust Jęk wcielenia ciał, gdy doszedł do nieba wrót... Stoję tam, w ścianę ucho wlepione mam Zazdrość opuściła mnie, jestem sam, Wręcz przeciwnie, ciężar mi z duszy zsiadł, Karawana jedzie sama tam, Gdzie miłość spod kontroli się wymknęła nam... Brzemię spędziłem z mej duszy, brzemiennej w ból, Miłość w tym filmie klasy X nie gra żadnej z ról, Słucham waszych pocałunków, biorę je na hol, Nigdy wcześniej świat nie zostawił tylu pustych pól.. Odkręcasz kran i wpadasz w śpiew jak w dym, Czuję się tak dobrze, że nie czuję nic I słucham tak z uchem przy wartkim przepierzeniu... To nasz hymn .. I tak ci chcę powiedzieć, rym nie rym... Ciągle czekam, aż zagrasz rolę, którą pisze Sartre, Jesteś Nagim Aniołem mych tarota kart Uda twe rozpostarte, jak z Mozarta Requiem żart A na ścianach tej rudery napisano tak: Do nieba pójdziesz, gdy przemierzysz piekła szlak Ciężarny głaz z serca z hukiem spadł Mówią, że miłości sterowności brak W hotelu tym ściany cienkie są jak dym... W hotelu tym ściany wątłe są jak rytm w sercu twym... W burdelu tym ściany są wąskie jak dziura w sercu mym... W burdelu tym ściany są przepastne jak pustka w sercu twym. Jak tango massacre [Wstęp] [Zwrotka 1] Widziałem ludzi, których trawił głód, Wdycham mordy, gwałty, i śmierć Ich wioski wieczny ogień zmógł, Chcieli uciekać, lecz uciekać nie było gdzie. Nie mogłem nawet spojrzeć im w twarz W ziemię słoną tylko wlepiłem wzrok To było jakby solny kwas prosto w twarz ci rzucił ktoś, Prawie jak słodki bluesa takt, Jak gorzki chandry smak. [Zwrotka 2] Muszę wsypać śmierci krztę, Tam, gdzie kluje się mordercza myśl, A kiedy myśleć nie będę chciał chcieć, Będę umierać w myśli rytm, ten siódmy zmysł Widzę tortury, dotykam porwań, słyszę śmierć, Czytam recenzje - wszystkie złe Bomby, zaginionych dzieci drobna dłoń, Boże, to prawie jak bluesa cień Prawie jak smutków woń. [Zwrotka 3] Więc zimie pozwalam serca ściąć mróz By lejce tej gangrenie spiąć, Mój ojciec mówi, żem wybrany lud, A matka, że ależ skąd, Słuchałem opowieści ich, o tym, jak dobry Bóg..., Był hojny Cygan i skąpy Żyd, Były całkiem dobre, nie umierałem z nud, Był prawie jak dymny blues, Prawie jak chandry chłód. [Zwrotka 4] W niebie nie istnieje dobry Bóg, I piekła pod nami nie ma też, Tako rzecze Profesor, wzór wszystkich cnót, Co dosiadł jądra wszystkich tez. Ale oficjalnie zaproszono mnie, A grzesznik nie może mu zadać kłam, To prawie jak zbawienie wcielone we śnie, Prawie jak bluesa ciemny sen, Jak smutków biedny kram Prawie blues... (Jak Toulouse). [Outro] Obława (W Wietnamie)  [Zwrotka 1] Wojna bogatych z biednymi w najlepsze trwa, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót jest Wojna między tymi, co mówią, że dobrze się ma, A tymi, którzy piszą, że wcale nie... [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w nią... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Zwrotka 2] No cóż, mam kobietę i dziecko mam, Nieco mnie denerwuje ten gest Wyrywam się z jej ramion, a ona do mnie tak: „Choćbyś tę różę miłością zwał, To po prostu służba ideałom jest” [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Nie bądź pasażerem na gapę, Czemu nie idziesz na wojnę? To nie spacer, Czemu nie na wojnę? W domu dziecko płacze... [Zwrotka 3] Nie możesz znieść tego, kim uczynił mnie los, Wolisz dżentelmena, który odszedł bez słów, Bo łatwo było go wziąć na smycz, zadać mu cios, Nawet nie wiedziałem, że jest wojna znów... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? To żaden wstyd, Czemu nie na wojnę? Wciąż możesz dać obrączkę mi... [Zwrotka 4] Wojna bogatych z biednymi jest jak nachalny wtręt, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót, sam nie wiem, kto z kim... Trwa wojna: w lewo, czy w prawo skręt? Wojna w czarno-biały film, W: nierówno pod sufitem i do równości (wstęp..) [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w to... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Weź swoje lekkie jarzmo, Czemu nie wracasz na wojnę? Hart ducha tu wykażmy, Czemu nie na wojnę? Przecież mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na wojnę? Nieś swoje jarzmo, Czemu nie na wojnie? Hart wykażmy, Czemu nie? Mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na? Nieś, Czemu nie? Hart, Czemu? Wyraźnie. Wojna bogatych - nachalny wtręt, Mężczyzny, nie wiem, kto z kim... Trwa wojna, w prawo skręt Wojna w czarny film, W: nierówno pod sufitem (wstęp..) Wojna - wtręt, Mężczyzny, kto z kim... Trwa skręt Wojna w film, W: nierówność (wstęp..) (wstęp..) film wkręt mężczyzny... Wstręt.   @Michał Pawica5Oto propozycja literackiego wstępu napisanego w stylu Jean Paula (Jean Paula Friedricha Richtera) – wybitnego niemieckiego pisarza epoki przełomu klasyzmu i romantyzmu, mistrza ironii, groteski, humoru melancholijnego oraz kosmicznych wizji sennych (to on stworzył słynną poezję nihilizmu, m.in. mowę umarłego Chrystusa o tym, że Boga nie ma). Ten wstęp idealnie łączy Twoje motywy: podglądanie przez ścianę w hotelu, upadek wielkich planów, cyniczną wojnę i ucieczkę w nieskończoność kosmosu. ------------------------------ ## Przedmowa i Proroctwo Szalonego Kantora autorstwa Jean Paula Mój łaskawy, ziemski Czytelniku! Kto choć raz nie przyłożył ucha do wątłego przepierzenia tego wielkiego, kosmicznego burdelu, który dla niepoznaki nazywamy Światem, ten nie wie nic o muzyce sfer. Przez dziurkę od klucza podglądamy tam wieczność, a przez cienkie jak drut ściany naszych śmiertelnych hoteli słuchamy, jak miłość – ta wieczna, święta klacz – galopuje prosto w objęcia nicości, dysząc nam prosto w twarz ponurym rytmem klas X. Oto kronika naszych kapitańskich planów, które od dawna pisane były na dno, nim jeszcze jakikolwiek Titanic zdołał w ogóle podnieść kotwicę. Jesteśmy tylko zbiegami z tonących liniowców, ukrytymi w mrocznych gąszczach naszych własnych neuroz, uciekającymi przed potężnym prawem kobiety, która z dumnym uśmiechem i metalową szpatułką w dłoni urządza nam lekcję tęsknoty. Każdy z nas, twardych żołnierzyków, prędzej czy później klęka w cieniu jej stóp, patrząc, jak dymiący odbyt historii połyka nasze cnoty i ordery. Nie bój się tego śpiewu, choćby świat miał się zaraz skończyć! Nawet jeśli Profesorowie dosiedli już wszystkich tez, a z jądra prawdy pozostał tylko bluesowy kram, my wciąż wznosimy nasz głos pełen łat na najniższe piętra Wieży Pieśni. Wojna bogatych z biednymi, wojna mężczyzny z kobietą – to tylko nachalny wtręt w ten czarno-biały film, z którego na końcu, po wielkim i strzaskanym Alleluja, pozostanie jedynie minimalistyczna kropla. Wejdź więc z butami w to tango, zrzuć z duszy brzemienny ból i leć za darmochę na któryś z Księżyców Księżyca. Kosmos wiernie czeka. Płacz, śmiej się i sunij... prosto w deszcz. ------------------------------    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...