Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To był ciężki, pracowity dzień. Pośpiesznie zaparkowała na podjeździe, nie zważając na to, że znowu wpakowała się na rabatkę z cyniami. Cholera, pomyślała, po co je tutaj nasadziłam! Powinny wyżej rosnąć, nie mam czasu na precyzyjne zabawy w parkowanie. Wysiadając z auta poczuła ulgę. Duszno jak diabli, a w samochodzie jest jak w piekarniku. Nie lubiła włączać klimatyzacji. Wyjęła z tylnego siedzenia wiolonczelę. Spojrzała w niebo. Z obawy przed zbliżającą się burzą zasunęła szyby i wybiegła na schody prowadzące do jej domu. Otworzyła drzwi. Wchodząc do wnętrza powitał ją przyjemny chłód oraz dwa wilgotne nosy plus pełen wyrzutów miauk wygłodniałego persa.
- Czekajcie, tylko zbiorę myśli!- zagaiła do swych pupilów. Wiolonczelę postawiła w salonie i już mogła zająć się podopiecznymi.
W kuchni napełniła dwie emaliowane miski suchą psia karmą. Do trzeciej nalała zimnej wody. Nie musiała już wołać nosów, same rozdzieliły pomiędzy siebie zastawę. Jeszcze należało zająć się łaszącym i ocierającym o jej nogi czarnym futrem. On już nie płakał, on żądał natychmiastowego zajęcia się jego pustym brzuszkiem.
- Jonatan, już, moment! Jakaś kolejność musi być!- otworzyła lodówkę.
- Cholera, pusta!- zaniepokoiła się- nawet ludzkiego żarcia nie ma! Jutro muszę zrobić zakupy, bo zginiemy z głodu, albo ja was będę musiała zjeść- zaśmiała się, zwracając do kota.
Ten jednakże nie zrozumiał powagi sytuacji, był głodny. Na szafce znalazła jeszcze jedną puszkę karmy, której kocur nie lubił. Niepewnie sięgnęła po nią i otworzyła. Brązową papkę włożyła widelcem do płaskiej miski persa.
- Trudno, albo zadowolisz się tym, albo przerzucasz się na psią karmę. Wybieraj! Na otarcie łez mogę zaproponować ci deep z wytrawnego wina, może lepiej ci pójdzie.
Postawiła miskę na parapecie. Kot niewiadomo kiedy, już tam się teleportował. Zanurzył pyszczek w misce i ze wstrętem potrząsnął nim. Potem z wielkim wyrzutem spojrzał na swoją panią. Natychmiast wyprostował się, a z jego ryjka wydobyło się pełne pretensji miauczenie. Mrauuu!
- Szybko jedz! Musisz jeszcze zaliczyć ogródek, ja nie mam dzisiaj czasu. Twoich skarg i wniosków wysłucham innym razem!
Kot nadal patrzył się na nią wzrokiem pełnym żalu, jakby mówił „Przecież wiesz, że jeśli czegoś nie lubię, to nie jem!” Ona jednak zignorowała to wymowne spojrzenie.
Wyżły właśnie skończyły swój posiłek. Wypuściła je do ogrodu, który znajdował się na tyłach domu. Rzuciła okiem na ogród. Rosnące w nim rośliny za bardzo się rozproszyły tworząc chaos. Było ich zdecydowanie za dużo. Nikt ich w tym roku nie pilnował i porozrastały się walcząc wzajemnie o przestrzeń. Trawnik zdecydowanie wymagał już strzyżenia. Jutro poproszę chłopaka z sąsiedztwa- pomyślała, zdejmując sporych rozmiarów ślimaka z krzewu róż. Krzew kusił czerwienią swych kwiatów. Pochyliła się nad jednym i delikatnie zanurzyła w nim twarz. Nie pachniał. Był tylko piękny.
Zostawiając otwarte na taras drzwi pobiegła na górę. Odkręciła kurek z ciepłą wodą, zatkała korkiem wannę. Po chwili zmiana decyzji. Nie ma czasu, tylko szybki prysznic- pomyślała. Spuściła wodę w sedesie i po całym domu rozległy się głuche dźwięki wydobywające się z rur.
- A niech to! Coś z tym trzeba zrobić. Chyba rury nie powinny tak grać. Trzeba będzie poszukać jakiegoś hydraulika, albo innego magika od rur.
Wiedziała, że te sprawy wciąż ją przerastają. Konserwacja, naprawa wszelakich urządzeń w domu, to była jej pięta achillesowa. Nie miała zielonego pojęcia jak szuka się hydraulika, albo czy po kominiarza się dzwoni, czy też sam przychodzi. Podobnie było z wszelkimi sprawami finansowymi. Na parapecie w sieni piętrzył się stos pism urzędowych: banki- jakieś oferty lokat, kart kredytowych, pisma z firm ubezpieczeniowych. Raz na jakiś czas dawała ten stosik Joannie. Ta, jako agent ubezpieczeniowy, przeprowadzała selekcję. Wskazywała, co wyrzucić do kosza, czym i jak należy się bezwzględnie zająć. W swej bezradności kompletnie poddała się. Nie czyniła żadnego wysiłku, aby jakoś samodzielnie to okiełznać. Liczyła na pomoc innych.
Spojrzała pośpiesznie na zegarek. Osiemnasta. Mam jeszcze godzinę czasu- pomyślała.
Zrzuciła z siebie ubranie i wepchnęła do pojemnika na brudną bieliznę. Teraz szybki skok pod prysznic. Początkowo jej głowę zaprzątała niezliczona ilość myśli. Jednak przyjemne strugi gorącej wody sprawiły, że odprężyła się i zatraciła w stanie niemyślenia. Nie czuła upływu czasu. W pewnej chwili ocknęła się.
Ojej- pomyślała- przecież muszę jeszcze wysuszyć włosy, ułożyć je, umalować się!
Wyskoczyła spod prysznica i zabrała za czynności pielęgnacyjne, których nie lubiła, bo w jej poczuciu pochłaniały za dużo czasu. Nie lubiła operacji, które wymagają precyzji. Wszystko robiła szybko.

Po wyjściu z łazienki, podrasowana, pobiegła do sypialni. Bez namysłu wybrała obcisłą, podkreślającą jej szczupłą sylwetkę, krótką, lśniącą grafitową sukienkę, w której czuła się bardzo kobieco. Jeszcze tylko wybór odpowiedniej bielizny. Otworzyła szufladę komody i bez namysłu sięgnęła po grafitowe pończochy. Zmiana decyzji- za gorąco- pomyślała. W końcu na dworze jest duszno, a nogi ma wystarczająco opalone. Pogładziła się po łydce, sprawdzając, czy dobrze jest wydepilowana. Zamknęła oczy. Dotyk… Usiłowała sobie przypomnieć dotyk Jego dłoni muskających delikatnie jej uda i łydki. Szybko otrząsnęła się z tego snu na jawie. Teraz nie, nie ma czasu. Jeszcze tylko rzuciła wzrokiem w kierunku wiklinowego kufra, stojącego w rogu sypialni.
Sięgnęła po naszyjnik z czerwonych korali. Z trudem zapięła go lekko nadłamując paznokieć. Małe zapięcie sprawiało, że zawsze potrzebowała Jego pomocy. „Zawsze będziesz potrzebowała mnie”- przypomniała sobie Jego słowa, które ze śmiechem wypowiadał, kiedy prosiła go o pomoc przy nałożeniu naszyjnika.
- Cholera!- powiedziała głośno i z wyrzutem- Ja ciągle potrzebuję Twojej pomocy! Czas się odpępowić. Jestem kompletnie bezradna, słyszysz?!
Przyjrzała się swoim dłoniom, paznokciom. Jest dobrze- pomyślała, sięgając po pilnik i wyrównując lekko nadłamane obrzeże zawsze wypielęgnowanych paznokci. Spojrzała w lustro. Naszyjnik za bardzo kusił swą głęboką czerwienią. Uznając go za zbyt wyzywający pośpiesznie rozpięła go. Pośpiech sprawił, że przyszło jej to z wielkim trudem. Tym razem paznokieć był cały. Otworzyła szkatułkę z biżuterią. Nie było tego zbyt wiele. Nie lubiła tandety, tanich błyskotek. Zawsze długo zastanawiała się, zanim coś nowego, odpowiedniego dla siebie znalazła. Wtedy cena nie grała roli. Wybór padł na naszyjnik z oksydowanego srebra z misternym drobnym wzorkiem, ozdobionym maleńkimi cyrkoniami. Piękne wzornictwo, rozpoznawalny przez jubilerów producent. Do tego w komplecie miała bransoletę. Uznała to za najodpowiedniejszą biżuterię. Klasyczna, skromna elegancja. To lubiła najbardziej. Umieściła bransoletę na przegubie dłoni i przypomniała sobie o perfumach. Chanel nr 5. Piątkę lubiła najbardziej. Znowu klasyka!
Spojrzała w lustro. W dołku ściskał ją głód. No tak, nic jeszcze nie jadła. Teraz była zbyt zdenerwowana, żeby cokolwiek przełknąć, poza tym i tak lodówka była pusta. Przypomniała sobie o kocie. Zbiegła na dół, do kuchni. Kot siedział na oknie tyłem odwrócony do miski. Na jej widok rozległo się głośne mrauuu! Miska była pełna.
- Czemu jesteś taki uparty?! – na jej pytanie kot odpowiedział wymownym mrauuu i rzucił w jej kierunku pełne pretensji spojrzenie, po czym odwrócił się do niej tyłem machając z niezadowoleniem swym wiewiórczym ogonem. Zerknęła na zegarek. Zostało jej niewiele czasu.
- Postawiłeś na swoim! Poczekaj chwilkę, szybko skoczę do sklepu.
Chwytając kartę płatniczą wybiegła z domu do pobliskiego sklepiku. Przy wejściu powitał ją duszny zapach nie wietrzonego pomieszczenia bez klimatyzacji. Zapragnęła jak najszybciej opuścić ten lokal. Podbiegła do kącika z produktami dla zwierząt. Ulubionej kociej karmy nie było. Leżały na półkach tylko puszki z karmą, którą Jonatan pogardził. Na dziale garmażeryjnym zaczęła patrzeć na wędliny. Rzut okiem na kaszankę. Nie! Za to byś mnie zlinczował, znam cię draniu!- pomyślała. Wybrała pasztet drobiowy, polędwicę i pieczeń. Coś mu z pewnością przypasuje- zdecydowała pośpiesznie. W kasie podała kartę.
- Gotówką!- odezwała się opryskliwym tonem otyła kasjerka. Na jej twarz spływały przetłuszczone pasma włosów.
- Nie mam! Przecież można u was kartą!- odparła błagalnym tonem, czując upływający czas.
- Tak, ale dopiero od dwudziesztu złoty. Pani za mało kupiła!- poczuła na sobie władczy wzrok kasjerki. - Pani zakupy są warte dwanaszcie złoty- odpowiedziała pośpiesznie postukując grubymi palcami o obudowę kasy fiskalnej. Z jej paznokci emanowała ostra czerwień.
- To poproszę jeszcze te mentolowe papierosy i zapalniczkę- Odparła, wskazując na cienkie damskie papierosy. Nie miała czasu wracać do domu po gotówkę. Na dodatek drażniła ją niepoprawna wymowa kasjerki.
- Dwadzieszcia jeden pięćdziesiąt!- odrzekł ton władcy- Teraz może być kartom.
Ciekawe, jak ona mówi trzydzieści- pomyślała uśmiechając się do siebie i uciekła ze swą zdobyczą do domu.

Wrzuciła zakupiony misz- masz do kociej miski i poszła z papierosami do ogrodu. Dłonią sprawdziła czy fotel jest czysty, siadła na nim i zapaliła papierosa. Zaciągnęła się dymem i na chwilę odpłynęła w rozmyślaniach. Na dworze było coraz bardziej duszno. A z sąsiedniego ogrodu dochodził zapach potraw pieczonych na grillu.
- Fiona, bon apetit!- dobiegł piskliwy głos sąsiadki, która w Polsce spędzała tylko lato.
Psa karmi żarciem z grilla?- pomyślała. Podeślę jej kota, może też się załapie.
Podbiegły do niej psy łasząc się do jej nóg. Oba sprawiedliwie obdzieliła czułościami: poklepała po grzbiecie, podrapała za uchem. Spojrzała na stopy.
- Boże, mam na nogach klapki! Buty, muszę włożyć odpowiednie buty! Zagoniła psy do domu i podeszła do szafki z butami. Z trudem otworzyła ją.
- Cholera, coś w środku blokuje! Pewnie za dużo butów tam napchałam!
Wybrała delikatne, czarne, na niewielkiej szpice. W sam raz na upał- pomyślała patrząc na delikatne paseczki ozdobione małymi szkiełkami udającymi cyrkonie. Siadła na schodach prowadzących na górę i zaczęła zapinać pantofelki.
- Nie idź tam! Po co ci to? Zostań!
Spojrzała w kierunku nadchodzącego głosu. Na wprost niej siadł kot oblizując płaski pyszczek swym czerwonym szorstkim języczkiem.
- Nie wymądrzaj się, tylko zmiataj do ogrodu, bo chyba na ciebie pora!- chwyciła ciężkie futro za kark, wyrzuciła na taras zamykając pośpiesznie drzwi. Spojrzała przez szybę na kota. Ten otrząsnął się i rzucił w jej kierunku pogardliwe spojrzenie. Następnie zabrał się za dalszą część toalety.
Prześladował ją zapach i niesmak nikotyny. Pognała do łazienki. W pośpiechu umyła zęby. Ostatni rzut okiem w lustro. No tak, usta!- powiedziała głośno do siebie. Konturówką zaznaczyła kształt swoich ust. „Masz piękne usta, lubię, kiedy pokrywasz je karminem”- przypomniała sobie Jego słowa. Podkładem pokryła wargi, poczym sięgnęła po karminową pomadkę. To jest to!- pomyślała. Jeszcze tyko delikatnie korektorem zatuszowała niewielką wypukłość na skroni, poprawiła kosmyk loków opadających na czoło. Uśmiechnęła się do swego odbicia w lustrze. Była gotowa do wyjścia. Spojrzała na zegarek. Dzięwiętnasta! A niech to, musze jechać autem, inaczej będę jeszcze bardziej spóźniona!- krzyknęła sama do siebie.

Do wieczorowej, małej czarnej torebki przerzuciła dokumenty, portfel i kilka niezbędnych drobiazgów. Za dużo brać nie mogła. Ograniczały ją małe rozmiary torebki. Wychodząc chwyciła świeżo nabyte papierosy i zapalniczkę.
- Pilnujcie domu! Nie dokuczajcie kotu!- krzyknęła w kierunku wyżłów i wybiegła zatrzaskując za sobą drzwi. Zapalając silnik uprzytomniła sobie, że kot został zamknięty w ogrodzie, a w każdej chwili może spaść deszcz. Da sobie radę, lufcik do piwnicy jest otwarty- pomyślała i szybko zaczęła wycofywać auto spod podjazdu, uważając jedynie, by nie najechać ponownie na nieszczęsną rabatkę z cyniami.

Opublikowano

brrrrr. straszne - w tym tekście jest przerażający brak treści. założę się: butelka wódki przeciwko szklance mleka, że nie miałaś o czym pisać, gdy zaczęłaś pisać ten tekst.

formalnie: ok.

Opublikowano

Agnieszko, powiem szczerze; ten początek nie rzucił mnie na kolana, ale batów ode mnie na razie nie dostaniesz, :))) Poczekam cierpliwie na ciąg dalszy.
Różnie bywa z długimi tekstami, jedne wciągają już od drugiego zdania, inne rozkręcają się powoli. Mam jednak nieodparte wrażenie, że "Modliszka" powinna jeszcze trochę odleżeć, tak, żebyś sama czytając przed wklejeniem na forum, mogła wyłapać w tekście np. powtórzenia, szereg niezręczności językowych, tudzież fragmenty, które można nieco skrócić bez żadnej szkody dla budowanej sylwetki bohaterki. Celowo niczego konkretnie Ci nie sugeruję, bo z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo się jest na początku emocjonalnie związanym z pierwszą, własną wersją - ale naprawdę z serca Ci radzę - poczekaj trochę z następną częścią. Buziaki - Ania

Opublikowano

Noo ...

Ponieważ poprzedni recenzenci już Ci swoje dowalili, to powieszę - na razie - swoją nahajkę na kołku - bo mnie sie podobało!
Teraz wszyscy sie spieszą, juz chcą mieć akcję i zadymę w trzecim zdaniu opowieści - mogłaś, na przykład, zacząć od Rumunki - żebraczki, którą kopią skini gdzieś pod dworcem - a ona chroni swoim ciałem jedyną córeczkę, która potem się na nich mści - już jako Piękna Modliszka.
Chuck Norris w spódnicy.

A u Ciebie jest nastrój - po prostu zagubiona, wiecznie spóźniona kobieta - ledwo daje sobie radę sama z otaczającą ją rzeczywistością. Proza życia.
Tylko jak ty z tej (psychicznie) wiecznej ofiary - zrobisz potem Modliszkę - to będzie sztuka!
Ale ostrzegałaś - że utwór będzie dłuuugi - wiec mamy czas.

M.

Opublikowano

Heh...jesteś dla mnie niezwykle łaskawy! Żeby nas nie posądzono o to, że prawem kolesi tworzymy Towarzystwo Wzajemnej Adoracji :))
Mam ADHD, i uwierz, walczyłam ze sobą, żeby akcji zbyt nie popychać do przodu. A zakonczenie jest zaskakujące, to obiecuję. W końcu kobiety to istoty wielopłaszczyznowe :))Nawet z dupy wołowej można zrobić kobietę wampa.

Ale Ania ma rację..chyba za bardzo się pospieszyłam, przecież ja ten tekst, ku uldze zwierzyńca i dziecka ,ukończyłam w minionym tygodniu zaledwie. Jeszcze dzisiaj dom odgruzowywałam po tym kilkudniowym zapuszczeniu.

Opublikowano

... z wołowej d. - to można zrobić stek - a za Wampa to można ją tylko przebrać.

Myślę, że "syndrom ofiary" tak łatwo z kobiety nie ucieka - no chyba, że musi bronić swoje dzieci.
Tutaj z Kici zmienia sie w Tygrysicę - i jest wtedy piękna!

No dobra - pora już spać - Pa!

M.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Marek, siostry pojechały na zasłużone wakacje - w bardzo dalekie kraje, więc szybko z powrotem spodziewać się ich nie należy :) Rękawy zakasuję, ale na razie bez sukcesów, niestety. Pozdrawiam - Ania
Opublikowano

Rozbiorę Cię na części ;)

Koszmarki językowe :
"Powinny wyżej rosnąć" - szyk zdania
"Wchodząc do wnętrza powitał ją przyjemny chłód.." - chłód wchodził do wnętrza i ją witał ?
"zaśmiała się, zwracając do kota." - co zwracając do kota ?
" Zanurzył pyszczek w misce i ze wstrętem potrząsnął nim." - szyk zdania
 "  Zostawiając otwarte na taras drzwi pobiegła na górę" - szyk zdania
"W swej bezradności kompletnie poddała się." - szyk zdania - rusycyzm.
" Pogładziła się po łydce, sprawdzając, czy dobrze jest wydepilowana." - szyk zdania
"Uznając go za zbyt wyzywający pośpiesznie rozpięła go." - szyk zdania
"Na dziale garmażeryjnym zaczęła patrzeć na wędliny. Rzut okiem na kaszankę" koszmarek ;)
"Z trudem otworzyła ją.
- Cholera, coś w środku blokuje! Pewnie za dużo butów tam napchałam!" - szyk, brak logiki, skoro otworzyła, to później nic już nie mogło blokować.

Nie mam już siły brnąć dalej przez te ugory :) Cały tekst jest niespójny logicznie. Bohaterka to zajmuje się zwierzętami, to się "podrasowuje ". Niby się spieszy, ale ma czas na papierosa i znów zwierzaki. Generalnie mnustwo słów o niczym.
Stać Cię na więcej !!!

Opublikowano

Samuelu, rozstroiłeś mnie okrutnie. A że mam na siebie zły wpływ, zatem chyba powinnam ograniczyć przebywanmie we własnym towarzystwie. Inaczej skończy się to tragicznie. Zabolało moje ego :((.

Co do rusycyzmów...nie będę dyskutować. Faktycznie, deczko zgrzyta.
Jako mężczyzna , chyba nie wiesz jak działa szafka na buty- otwierasz i rozkaladają się półeczki. Wystarczy, że napchasz o jedną parę bucików za wiele (dotyczy to zwłaszcza męskich kajaków), już są kłopoty z domknięciem.

Czy znasz wystarczająco dobrze psychikę kobiet? Potrafią na raz robić wiele rzeczy, zawieszać się niczym stary komputer, a po drobnym restarcie ponownie gdzieś pędzą. Moja bohaterka ma drobne problemy ze sobą, więc nie dopatruj sie logiki w każdym jej postępowaniu. Taką postać zbudowałam.

Skąd wiesz, że stać mnie na więcej??? A może "z talentem tośmy się minęlli" (he he).
Jako blondynka, rozwijam się powolniej niż papier toaletowy.

Reasumując:
Składnię niektórych zdań, faktycznie muszę dopracować. Aczkowleik związki frazeologiczne użyte w mowie potocznej ( są to słowa bohaterki) dopuszczają większą swobodę wypowiedzi. Patrz: "powinny wyżej rosnąć".
Dalej :
"Wchodząc do wnętrza powitał ją przyjemny chłód.." - użyta tutaj metafora sugeruje, że chłód już był we wnętrzu, bohaterka zastała go. Zastosowana tu została PERSONIFIKACJA.
"zaśmiała się, zwracając do kota."- ok, tu brak "się"
" Zanurzył pyszczek w misce i ze wstrętem potrząsnął nim." -czepiasz się.

Nie wiem skąd u Ciebie aż taka zawziętość w łapaniu moich błędów.
Pozdrawiam. Agnieszka
PS
Popełniłeś błąd ortograficzny- mnóstwo piszemy przez o z kreską. Ale to drobiazg. Pisać każdy może..trochę lepiej, lub trochę gorzej.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Z talentem to się Lajza Minelli :) A Ciebie stać na więcej... tylko zamiast walczyć z faktami dokonanymi lepiej zawczasu posłuchać przyjaciół... tych prawdziwych, co ocenią surowo, ale szczerze... pochlebcy zazwyczaj skrycie będą kibicować Twym niepowodzeniom, publicznie klepiąc Cię po plecach. Mnustwo prowokacji...:)
Opublikowano

"Krytyka krytyczna jest z gatunku zwierząt przeżuwających".- Autor: Karol Marks

Samuelu, nie mam ochoty wchodzić w rolę Twego adwersarza. Nie warto. Rozwijaj się w roli krytyka. Wchodząc na ten portal przyjęłam panujące tu zasady- przyzwolenie na krytykę. "Volenti non fit iniuria", zatem nie jesteś w stanie mnie urazić.
A moją jędrną , zadnią część ciała zostaw w spokoju.
Dziękując za życzliwość życzę miłego dnia:)) W końcu to tylko zabawa.
A.
PS
Czekam na dalsze komentarze, bo Modliszka jeszcze będzie straszyć.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. I to zmienia w sposób daleki od pragnień a bliski emocjom, od których chciałoby się uciec. Wcześniej człowiek nie mógł wracać do wspomnień zaklętych w obrazie, teraz tak. Wraz ze wszystkimi szczegółami uwiecznionymi w zapisie. Nostalgia potem przygnębia. Ważny wiersz.
    • @Achilles_Rasti Dyskretny, ale pełen napięcia i życiowej mądrości. 
    • @Proszalny Wydaje mi się, że arbitralne stwierdzenie 'nie ma ja' i wysnuwanie z tego dalszych wniosków upraszcza problematykę, ale niewiele wyjaśnia. Możnaby zapytać: Biochemia mózgu napisała Twojego posta? Jony potasu krążą w neuronach i nucą: nie ma ja nie ma ja nie ma ja? Kto właściwie mówi?
    • Zło   Gdyby tak można zdefiniować zło, zaznaczyć jego granice, ściśle określić linię zła, granicę zbioru, można by wtedy opublikować te kryteria klasyfikacyjne i poczuć się wolnym od uciążliwej, stałej penetracji, analizy. Można by komfortowo spędzać czas nie troszcząc się o wiedzę czy to co było dotychczas, jest już złe, a może nie było nigdy dobre? Można powiedzieć, że z grubsza, dzięki Objawieniu ludzie wiedzą co jest złe. Można pokusić się tu o takie piktograficzne porównanie wiedzy o złu do zbioru liter, które na pierwszym planie są wyraźne ale na dalszym rozmywają się w szarej mgle. Powszechnie wiadomo, że złem jest zabicie drugiego człowieka, swego bliźniego, ale z drugiej strony powszechnie wiadomo, że nie wszyscy mogą przetrwać. Niejeden „nawiedzony” mówił, że „to jest jedyna, słuszna droga, a wszelkie odstępstwa są błędem i będą karane z całą surowością prawa”. Po czym historia, czyli sędzia czasu, a może czas sądzenia pociągały takich osobników do odpowiedzialności za dokonane zło, pojmowane przeważnie jako ruina kultury materialnej. Mówiąc językiem tłumów „nie ma co do gęby włożyć”. Z tych ruin i zgliszczy, niczym przysłowiowy feniks z popiołów, pojawia się „nowy” i „jedynie słuszny”, trwa „odbudowa” i chwile „powszechnej szczęśliwości”, określane jako dobro. Mizantropia na którą można tu zapaść, też zapewne można określić jako przejaw zła. Miotanie się od hossy do bessy, to też jakieś zło. Zło niewiedzy o złu, które wydaje się przerastać człowiecze możliwości i nie wiadomo dlaczego ten świat jeszcze trwa. Wszędzie ktoś narusza czyjeś „dobro”, czyni „zło” i spustoszenie. Dzięki pisanym kodeksom etycznym i tzw. „prawu” wiemy z grubsza jak postępować nie należy aby nie zostać posądzonym o złą wolę. Choć gdyby zapytać nagle kogoś czy to co uważa za „złą wolę” jest nią rzeczywiście, odesłałby nas z pewnością „do diabła” albo do poradni zdrowia psychicznego. Wielu filozofów zauważyło, że zło to pochodna „złej woli”, „złego charakteru”, „złego zaczynu”, „skażenia bytu ludzkiego”. Ich mniemania niejednokrotnie znajdowały swoje potwierdzenie w historii ludzkości. Zwycięstwa wielkich tyranów, despotów oparte o krwawą drogę do władzy na zawsze zapadną w ludzką pamięć jako totalitarne zło. Niektórzy upatrują zła we władzy, w dążeniu człowieka do panowania nad innymi. Ale z pewnością nikt nie powie, że władza rozumu nad namiętnościami to zło. Ktoś powie, że „czysty rozum” to zło, ale z pewnością nie władza rozumu nad namiętnościami. Można dodać z pewnością, że władza „zdrowego rozsądku” nad namiętnościami to jedyne dobro człowieka. To ów „zdrowy rozsądek” pomaga rozpoznać, które z objawień są dobre, a które złe. Z pewnością Łaska Boża oraz tzw. „sumienie” mogą stać się również pomocą dla tego dobra. Lecz znamy z historii przykłady ludzi bez sumienia. Dzięki „zdrowemu rozsądkowi” i Łasce Bożej oraz objawieniu człowiek może określić zło dość precyzyjnie poprzez swoje sumienie. Sumienie i „krnąbrna wola”, sumienie zaniedbane to z pewnością zło. Uniemożliwia ono trafne rozpoznanie i zdefiniowanie na czym polega w danej kwestii zło. Taki człowiek o nieprawym sumieniu lubuje się w sobie, nie potrafi pokonać własnego egoizmu, dla jakiejś tam „metafizycznej moralności”, jakiejś abstrakcji. Utarło się pojęcie „zło konieczne”. To tak jakby leczenie trucizną. Zło niedoskonałości nakazuje nierzadko korzystanie z takich połączeń pojęć: zła i konieczności, mimo, że większość wie o konieczności dobra (dobro konieczne). Czasem w świecie komedii spotykamy postacie o chwiejnym charakterze, skłonnych do egzaltacji, gwałtownych porywów czy omdleń, których w żaden inny sposób uleczyć się nie daje, jak tylko przemocą. Człowiek poszukując ideału natrafia na bariery nie do przebrnięcia, czy to przez formę bytu swego, czy przez powolność skojarzeń i nie może sprostać w rzeczywistości ideałowi moralnemu, etycznemu aby znaleźć owo konieczne dobro w postępowaniu. Mówi się „co nagle to po diable” i z pewnością coś w tym jest. Gdyby tak nagle upowszechnić klonowanie ludzi z dążeniem do eliminacji jednostek słabych i chorowitych. Czy to byłoby złe aby na świecie żyli tylko zdrowi, inteligentni i silni? Świat stałby się zdrowy, inteligentny i silny! To chyba logiczne. Świat nadludzi. Jakie to byłoby wspaniałe! Legendarne zło pierwszych rodziców ludzkości stanowi zagadkową zagadkę i tajemnicę tajemnic. Trudno nam uwierzyć w historię o wypędzeniu z Raju, choć z drugiej strony na każdym kroku widać konsekwencje tego błędu, tego zła, powielanego w każdej parze, mimo nowoczesnego, pozytywistycznego sztafażu. Legendarne zło Pandory, która uwolniła ze swego naczynia wszelkie nieszczęścia tego świata… . Legendarne zło Erosa, który nie posiada ani Dobra, ani Piękna i kombinuje, jak tu się przypodobać aby udało mu się nabrać kogoś, że ma jedno i drugie. Również legendarne zło jednego z dwóch braci: Kaina, jak bardzo dziś, w nowych czasach bije w oczy, w wielu regionach tego świata. Zło braci Józefa (Stary Testament), tak znakomicie przekazane przez dramaturgię współczesną i współczesną literaturę, to wciąż ta sama historia, powielana przez posiew diabła, szatana. A zło Sodomitów i Gomorian, tak pieczołowicie wynoszone na piedestał masowej kultury przez współczesnych ultra libertynów? Czy lepiej można oddać postać zła od takich mistrzów „pióra”, jak Sofokles, Eurypides, Ajschylos, J. Racine, P. Corneille, W. Shakespeare, F. Dostojewski, F. Durrenmatt, G. Greene? Ale i ich pewność o złu wynika z dość niejasnych przesłanek, których sami się obawiali i obawiają. Nie stawiają w swoich dziełach kropki nad i. Nie definiują zła ale znakomicie opisują i prezentują, a robią to z duszą na ramieniu, ponieważ zło jest ogromnie zaraźliwe. Gdy dobro jest tak trudne do osiągnięcia, tzn. wymaga pewnego wysiłku, zło zawsze jest łatwiejsze do osiągnięcia, łatwiej „lgnie do ręki”. Człowiek nieświadomy zbytnio zła, gdy sięgnie do dzieła przedstawiające zło, niejako automatycznie, a podświadomie zaraża się ideą zła, opisywaną przez autora dzieła. Co gorsza, idea ta puszczona w niepamięć odrazy i odrzucenia, znikając z horyzontu czytelnika nie obumiera lecz kiełkuje w ciemnościach na podobieństwo bladego ukwiału, na dnie Rowu Mariańskiego. Tak więc człowiek staje po raz kolejny pod krzyżem paradoksu: nie znać zła to znaczy je popełnić, znać zło to znaczy je popełnić. Jeśli nie wiadomo jak coś trzeba zrobić można to zrobić źle. Jeśli wiadomo jak robić nie należy, bo będzie to oznaczało taki to a taki skutek, ktoś może mieć złą wolę osiągnięcia takiego skutku. Jedną z najgorszych postaci zła jest niemoc jasnego rozumienia rzeczy, pogorszona percepcja, niedostateczna uwaga pod jakimś wpływem, pod wpływem jakiegoś czynnika. Brak ostrożności u alpinisty zabija go lub okalecza w oka mgnieniu. Podobnie u sapera, chwila zapomnienia, nieuwagi i… eksplozja zardzewiałego ładunku gotowa. Gdy zawodzi człowieka tak ulotny atrybut jak intuicja, może nie tylko atrybut, lecz także niejasne zjawisko, momentalnie popada on w jakiś konflikt, w jakieś uwikłanie, jakąś matnię. Może to być uwikłanie z szczęśliwym zakończeniem (happy endem), ale nie koniecznie. Zbytnia ostrożność, lękliwość, zdwojona czujność często prowadzi człowieka do obłędu, do utraty zdrowego rozsądku. Rzekomo wiadomo jak postępować nie należy, jak postępować należy, wiadomo o zachowaniu czujnej intuicji, jasnego umysłu, a zło i tak dopada człowieka w momencie, którego najmniej się spodziewa. W chrześcijaństwie, a zwłaszcza w Kościele Katolickim wyszczególniono zło i nadano mu nazwę „grzechu głównego”. Liczbę, ilość grzechów określono na siedem, ale tzw. „grzechów ciężkich” jest w tymże Kościele więcej. Ogólnie można przyjąć, że grzechów dopatrzono się na znaczną liczbę, wynikających z dziesięciorga przykazań, grzechów głównych, dwóch najważniejszych przykazań ewangelicznych, przykazań kościelnych, grzechów przeciwko Duchowi Świętemu. Z pewnością inaczej przedstawia się sprawa, problem zła w kościele protestanckim, z którym od wielu już lat toczy się bogaty dialog ekumeniczny w duchu jedności chrześcijan. Dialog ten owocuje wspólnym dobrem. Protestanci w swoich doniosłych rozważaniach teologicznych usiłują jakoś uporać się ze złem tego świata, choćby w zakresie definicji grzechu, definicji zła. Sokratyczna definicja grzechu uzmysławia nam kondycję umysłową człowieka względem zła, występku i grzechu. Głupotę określa jako grzech. Grzech powoduje utratę wiedzy o nim samym. Człowiek, który grzeszy, traci wiedzę o tym, że źle postępuje, ponieważ gdyby o tym wiedział nie czyniłby tego co złe ale to co dobre. Człowiek sprawia wrażenie, że pojmuje grzech, wie jak postępować powinien, a jednak postępuje tak, jakby tej wiedzy zupełnie nie posiadał, a to co mówił o swej wiedzy nie miało nic wspólnego z jego postępowaniem. W dawnym Kościele Katolickim, myśliciel religijny i teolog Pseudo Dionizy myślał podobnie, choć dla współczesnego człowieka śmiesznie i naiwnie bo widział ideę aniołów inteligencji. Dopiero w ostatnich latach swego wielkiego pontyfikatu, Papież Jan Paweł II napisał najbardziej znaczące dzieło dla całego Kościoła, mianowicie encyklikę „Fides et ratio”. Można powiedzieć, że świat ma jeszcze jakąś szansę ocalenia cywilizacji przed zagrożeniami i złem, określanym przez naukę jako „zagubiony paradygmat”. Że balansująca na krawędzi ateizmu cywilizacja pełna pychy (C.K. Norwid „Cywilizacja”), społeczności – robotów, zbiorowej patologii miejskich molochów, zdziczałych watach biedoty, otrzyma szansę nie tylko dalszej ale i jakościowo lepszej egzystencji, godnej człowieka. Że przeżyje jeszcze kilka pięknych chwil przed finałem, właśnie dzięki temu „zagubionemu paradygmatowi”, dzięki „Fides et ratio”. Współczesna, totalitarna cywilizacja, uzbrojona po zęby dzięki złu konstruktorów bomb ABC, „złu koniecznemu”, śpi na „beczce prochu” nie wiadomo jak długo jeszcze. Może przecież dojść do serii prowokacji, fali wzajemnych urazów i pretensji, za którymi czai się pieczołowicie kultywowana i realizowana idea walki z wrogiem.  Byle pretekst da możliwość ujścia, zniszczy tamę i doprowadzi do otwartego konfliktu. Żyjemy w świecie, w którym dobrem jest to, że zło uniemożliwia zło innym. Można powiedzieć, że czasy, gdy „zło zwyciężało się dobrem” bezpowrotnie minęły. Dziś ktoś jest „dobry” dlatego, że fizycznie, przez zło większe nie może zrealizować zła mniejszego. Jest więc pozbawiony wolnej woli i wyboru, sprowadzony do roli zwierzęcia, które czeka na okazję, kiedy będzie mogło się odgryźć, odkuć, wyjść na swoje i zniszczyć konkurencję. Myślenie innego typu jest uznawane za infantylizm lub chorobę. Przymus ekonomiczny wielkiego kapitału i jego długich macek wysysa z ludzi energię i nakazuje się cieszyć tym, że za swój ciężki wysiłek może w ogóle przetrwać. Zło wyzysku ponad sprawiedliwość (zob. Jan Paweł II „Centesimus annus”) zabija w człowieku nadzieję na godziwy byt, nie wspominając o luksusie. Ktoś, kiedyś obliczał ile to można by zrobić, gdyby sumę pieniędzy miast na zbrojenia przeznaczyć na „postęp”, ile to istnień ludzkich, które co dnia umiera z głodu mogłoby przetrwać. Tyle zła jest na tym świecie, a mimo tego on trwa… to zdumiewające… nieprawdopodobne.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...