Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

czekam aż wybuchnie bomba
zrobiona z próżni i kłótni

głośnik ryczy:
cały dom już kurwa nie wie
co się dzieje.

dokąd uciec przed eksplozją
kiedy w każdym sklepie czyha diabeł
w ciałach uciekinierów
też się czai

wszystkie ulice tego miasta
są ślepe
w oknach duchy jak powietrze
które wszystkich tutaj dzieli

kto chce moje żyły

Opublikowano

dla mnie bez

też się czai


wydaje się niepotrzebnie wtrącone

ja to widzę w ten sposób mniej więcej


dokąd uciec przed eksplozją
kiedy w ciałach uciekinierów czyha diabeł w każdym sklepie

może teraz jest zupełnie nie w skład nie w ład

ale dla mnie bez tego co wymieniłem

poza tym skonsumowałem dobry kęs tego co chciałem/

uszanowanie /

Opublikowano

czekam aż wybuchnie bomba
zrobiona z próżni i kłótni

głośnik ryczy:
cały dom już kurwa nie wie
co się dzieje.

dokąd uciec przed eksplozją
w każdym sklepie czyha diabeł
w ciałach uciekinierów
czai się

wszystkie ulice tego miasta
są ślepe
w oknach duchy jak powietrze
wszystkich tutaj dzieli

kto chce moje żyły
-------------------------------------
Odrobinę zmieniłam.
Tak mi się lepiej czytało.
Podoba się i budzi refleksje.
:)
Serdecznie pozdrawiam
-teresa

Opublikowano

tylko koniec.

przyjecielu, przestan produkowac się nałogowo i czekając na koniec limitu. czas daje więcej niż intensywność tworzenia, bo w końcu zaczniesz się powtarzać.

a nie musisz. chociaż powody rozumiem i aż sam za tym tęsknie.

pozdrawiam
p.s liczę że spotkamy się na jakimś dorocznym festiwalu

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...