Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

A - dziękuję za rady z warsztatu i propozycję HAYQ :) która mi przypadła do gustu.
B - wklejam. Rzucam kości i wklejam :) Wiersz współczesny (można tak chyba o nim powiedzieć) krótki, więc nie mam się czym zasłonić: ani długością, ani archaizacją, czy nowatorstwem archaicznym (czyli adolfowym tkwieniu w romantyźmie)
-----------------------------------------------------------------------------------

Imię

To słowo nie mieściło się w słownikach
nie miało imienia - niewypowiedziane
biegało od Alfy do Omegi, czy ta
wyjątkowość nie jest wbrew jakiejś zasadzie?

nie mogły go widzieć żadne stare wiersze,
zamiast się wybijać wnikało w przeszkody,
malarz chcąc je związać powykręcał ręce,
bo nie mogło przybrać żadnej trwalej formy.

ptaki wyśpiewane, owijając w liściach,
stworzyły mu poetę, lecz z upływem dni
rosa z młodych roślin tusz porozcieńczała,
by dla słów niemówionych wchłonąć trochę sił

Potem się rozproszyło: słyszeli je... czy nie?
Podobno ciągnęło za sobą planety.
I wciąż je po-ciąga. Czy kiedyś przeminie?

Gdy nas zabraknie. (Gdy Słownik będzie pełny.)

Opublikowano

wiersz rodzaju zagadki, co to jest, po wodzie pływa i ...
zobacz Adolfie początek i koniec, nie zgrywają się,
może ja znów nie widzę puenty, albo moze czego
współćzesnego, ale mnie takie muskanie nie dziwi

czasem piszesz w formie przeszłej, czasem zaprzeszłej,
czasem w teraźniejszej, poplątałeś, zobacz o tych planetach
dla mnie to najgłupszy odcinek z tymi okręgami, wiadomo,
że planety jak są to krążą po elipsach, a te co nie to są
asteroidy, planetoidy, meteory, może nawet komety
(te ostatnie muszą spełnić jeszcze kilka wątków)

ogólnie na nie
MN

Opublikowano

początek i koniec, nie zgrywają się,

może ja znów nie widzę puenty,

==> Możliwe, że sie nie zgrywają :) bo to wynikać może z tej zagadkowej naturt,y przyznaję, trudno mi było pisac zagadkę dosyć wieloznaczną: chciałem nie lać wody i pisać w miarę zwięźle ale nie zdradzac cyz zby nie ukierunkowywac, stąd mogło wyjść szarawo ;)

czasem piszesz w formie przeszłej, czasem zaprzeszłej,

==> racja trcohe to trzebva by wyrównać

poplątałeś, zobacz o tych planetach

dla mnie to najgłupszy odcinek z tymi okręgami
==>wyszło durnie :) wiem, myślę, jakby to ładnie "zretuszowąć"

dzięki zawglad i koment ;)

Opublikowano

Przepraszam, że nie pokuszę się o pełną interpretację, ale by to uczynić, musiałbym wiersz zrozumieć w całości, a on jest dla mnie niejasny. Wspomnę tylko, że dla mnie on jest o jakimś "duchu poezji", o czyms takim, co niektórzy ludzie potrafią zakląć w słowach, że nabierają one dodatkowego znaczenia. To dla podmniotu lirycznego coś nieuchwytnego i niezbadanego. Gdy zostanie odkrywte - skończy się poezja. W skrócie tyle zrozumiałem.

Ten utwór nie jest już tak archaiczny jak poprzednie, tym niemniej trzyma Twój znajomy styl, mości Adolfie. Mimo niejasności całkiem mi się podoba. Nareszcie nie jest przegadany (chyba, bo mam wrażenie, że trzecia częśc wprowadza nowy wątek, którego nie rozumiem, ale mogę się mylić). Tak więc posuwasz się Wasmość naprzód ;)

Podoba mi się "bieganie od Alfy do Omegi". Natomiast to po-ciąganie planet (wprawianie ich w ruch) jest trochę oklepane. Nadto trąci ten zwrot patosem wpadającym w przesadę. Ale ogólnie na plus.

Pozdrawiam,
Drax

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...