Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

;p;p a co nie wolno :P ???


Otworzę przeklętą Sarmatów przyłbicę,
Która wzrok na wieki zaćmiła swym złotem,
Włożę w oczy gwiazdy, pioruny w źrenice
I pójdę - powstały - na ostatnią wojnę!

Będę śpiewać pieśni - pozbawione siły
Którą to wessały oddziały rycerzy
Pójdzie światła fala w ostałe pokrywy
By nieść duchom wiarę: że wygra, kto wierzy!

Rozedrą pierś Nieba czerwone pioruny
Jak szablami cieli Rejtana pierś nagą,
Lecz będą to teraz: naszej zemsty struny
Na których zagramy melodię ostatnią!

Spalimy stolice, miasta pójdą w gruzy
Marszcząc ziemi skórę tłocząc Boskie znamię,
A na naszych zbrojach, lekkich niczym chmury,
Krew wroga się zmieni: w wodę, święcąc armię.

Zapytacie: kiedy? Czy to jest możliwe?
Lecz nie zapomnijcie, że jam jest Misjonarz.
Wyciskam z kamieni krzyki przeraźliwe
Mienię wszystko w złoto, wskrzeszam to, co skona.

Choć obecne czasy tłumią serc nadzieję,
ja wciąż żyję - tle się - a siła ma rośnie
Wiem, że przyszłość naszą w zwycięstwa czas zmienię
Że gdy świat upadnie: powstaniemy w złocie!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zabrakło mi jakiejś zdecydowanie optymistycznej końcówki.
Powiedzmy tak:

Czekajcie cierpliwie. Gdy przyjdzie dam wam cynk
Bo wiersze Wybawcy w swojem sercu noszę.
Niedługo na świecie zapanuje dancing!
(A póki co sam czytam Boskie Kalosze)

O, teraz jest piknie! :)))
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




;)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
;))))))))))))))))))))))

jestem za tą końcówką, z drugiej strony, gdyby Hitler obiecał narodom wielki dancing na zakończenie wojny to raczej by wygrał :)) Może Misjonarz naprawi ten błąd ;))

(A póki co sam czytam Boskie Kalosze)

;)))


a tak szczerze, Boskie Kalosze, ot taki wiersz ;) a czemu wszyscy mają pisać wiersze o tym, że Polakom trzeba teraz pracować, taki peel hipokryta:

[quote]
Otworzę przeklętą Sarmatów przyłbicę,


co to niby chce naprawiać sam będąc owym Sarmatą ;)

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




;)))))))))))))))))))))))))))))))))))))
;))))))))))))))))))))))

jestem za tą końcówką, z drugiej strony, gdyby Hitler obiecał narodom wielki dancing na zakończenie wojny to raczej by wygrał :)) Może Misjonarz naprawi ten błąd ;))

(A póki co sam czytam Boskie Kalosze)

;)))


a tak szczerze, Boskie Kalosze, ot taki wiersz ;) a czemu wszyscy mają pisać wiersze o tym, że Polakom trzeba teraz pracować, taki peel hipokryta:

[quote]
Otworzę przeklętą Sarmatów przyłbicę,


co to niby chce naprawiać sam będąc owym Sarmatą ;)

pozdr.
Nie, no nie jest tak najgorzej :) Z tym, że może by sprecyzować jeszcze bardziej proroctwo?
Krótko mówiąc:

Korekta

Ufff... uf... nastąpiła w wróżeniu awaria!
Wszystko przez kibicie... to znaczy kibice
Bo zamiast Sarmatów miały być Kanalie
W "Otworzę przeklętą Sarmatów przyłbicę"

Tak poza tym, przyznam wam się szczerze teraz,
Że nie tylko zbawią nas Boskie Kalosze
Lecz i wiersze Messy, poezja Lectera,
Jacek Sojan wtrąci swoje cztery grosze.

Nad wszystkimi krążyć będzie Anioł Śmierci!
Duch Nieba i Ziemi a wierszy naszych Pan
I nim ta planeta przestanie się wiercić
Niejednemu powie: "żegnam, bye, bye..."
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



;) wiesz nie chcę być złośliwy, czy pretensjonalny, ale mimo, że w poezji mówi się o peelu to jednak chyba autor wiersza ma pierszeństwo, nie ładnie się wpychać, druga korekta: :)

Jeszcze raz

Tym razem to wersja będzie już ostania,
bo poprzednie - wszystkie! - zawierały błędy,
ów Wielki Misjonarz i kraju Wybawca:
to będzie najpierwszy ze wszystkich rycerzy!

Ksywka jego będzie: Ten-co-ma-pieniądze ;)
i nimi potrafi masy przekonywać,
Będzie także prezes, który (a daj Boże!)
w mediach nam pokaże, kogo trza się słuchać ;)

Finansjera szara siłą zastraszona
będzie finansować, broń i te bajery,
które są potrzebne, by nastała wojna
w której zdobędziemy nade światem stery.

A tak.. a no racja, jak się ów nazywa
imię jego wielkie, prawdziwsze niż prawda,
Ma on wielkie siły- bo w nim wielka siła,
a imę jego brzmi: prosta PROPAGANDA

;))))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki za wgląd końcówkę zmienię, póki czas aktualna jest końcówka Boskich Kaloszy ;)).
A jednak! Zresztą, jako drugi po mnie Prorok wiesz to dobrze :)

Jam jest przed innymi największym Prorokiem!
Ci fałszywi winni mi mówić - K o r e k t a
(Na znak powiadam wam, że równo przed rokiem
Był dzień dwudziestego szóstego... też czerwca)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki za wgląd końcówkę zmienię, póki czas aktualna jest końcówka Boskich Kaloszy ;)).
A jednak! Zresztą, jako drugi po mnie Prorok wiesz to dobrze :)

Jam jest przed innymi największym Prorokiem!
Ci fałszywi winni mi mówić - K o r e k t a
(Na znak powiadam wam, że równo przed rokiem
Był dzień dwudziestego szóstego... też czerwca)

DRUGI ?? ;P ;P ;P

1) WIERSZ A ;p

Jeszcze raz

Tym razem to wersja będzie już ostania,
bo poprzednie - wszystkie! - zawierały błędy,
ów Wielki Misjonarz i kraju Wybawca:
to będzie najpierwszy ze wszystkich rycerzy!

Ksywka jego będzie: Ten-co-ma-pieniądze ;)
i nimi potrafi masy przekonywać,
Będzie także prezes, który (a daj Boże!)
w mediach nam pokaże, kogo trza się słuchać ;)

Finansjera szara siłą zastraszona
będzie finansować, broń i te bajery,
które są potrzebne, by nastała wojna
w której zdobędziemy nade światem stery.

A tak.. a no racja, jak się ów nazywa
imię jego wielkie, prawdziwsze niż prawda,
Ma on wielkie siły- bo w nim wielka siła,
a imę jego brzmi: prosta PROPAGANDA


TO DAJĘ

Mówią że prorokiem drugim tuż po Boskich,
lecz ja odpowiadam: drugiej ja potęgi,
Chociż on obwieszcza: że przeminą troski,
ja zaś powiem tylko: dam więcej pieniędzy ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...