Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie ma nas już powyżej poniżej
schody

zgadzam się na zadośćuczynienie
w końcu jest jeden Bóg: Ojciec i Syn i Duch Święty
jak jedna racja

nie liczę do trzech
nie potrafię

zapanować nad nerwami od czasu pierwszej dużej wojny

Opublikowano

Tytuł niewątpliwie o podtekście religijnym, sugeruje także, iż podmiot liryczny wypowiadać się będzie na tematy oscylujące wokół wiary, Boga, przekonań, poglądów na płaszczyźnie wyznaniowej, egzystencjalnej

Peel przypomina mi bardziej filozofa, aniżeli teologa, chociaż przyjmuje on, że Bóg istnieje /o czym świadczyć może między innymi duża litera w tymże wyrazie/, a w każdym razie - istota odpowiedzialna za stworzenie świata Aczkolwiek z drugiej strony np strofa trzecia wydaje się być o zabarwieniu ironicznym, czyli w takim wypadku nie wierzyłby on w Boga, ani żadną inną substancję Jakkolwiek jest zdecydowanie inteligentny i doświadczony

W strofie pierwszej, moim zdaniem, podmiot liryczny mówi o tym, że hmm jego związek\małżeństwo\poczynania zmierza\ją w odpowiednim kierunku Nie wartościuje poszczególnych sytuacji, nie rozmyśla godzinami nad pojedynczymi, nawiasem mało istotnymi w kontekście całego przedsięwzięcia, zajściami Po prostu idzie swoją drogą Przytakuje Biblii, że zachowania należy nagradzać w zależności od ich skutków Tak czy inaczej, pomimo ogólnej pewności siebie, coś w peelu wygasło albo przycichło, straciło swoją początkową siłę Jest pewien kontrast pomiędzy pointą a pierwsza strofą, co może stanowić swego rodzaju dość specyficzną klamrę kompozycyjną 'Duża wojna' kojarzy mi się nie z wielkim konfliktem na skalę światową /choć i tak może być/, a raczej z poważną kłótnią, sporym nieporozumieniem z drugą osobą Od czasu tego starcia podmiot liryczny ma pewną traumę

Cóż, czy z czymkolwiek trafiłem ? Nieco inaczej napisany w porównaniu z poprzednimi Twoimi wierszami, ale w zasadzie bez różnicy /dla mnie :P/, bo tekst jest dobry i przekonywujący Ode mnie ocena jak najbardziej pozytywna :)

Pozdrawiam

Opublikowano

Jedyne co mogę wywnioskować tak na szybko z tego wiersza, to to, że podmiot neguje ogólnie pojęte dobro siły wyższej. Widać tu tez jakiś brak wiary w ludzkość, że niby osiągnęliśmy szczyt rozwoju moralnego, a teraz to już tylko stopniowo w dół. Uzasadnieniem tego wszystkiego jest wojna... Trochę mi to 'zagubionym pokoleniem' podchodzi ("pierwsza duża wojna" się z I wojną światową kojarzy bardzo nachalnie), wręcz emanuje - te nerwy tp jak się patrzy shellshock. Powiem tak: to już było -po 'Łejstlandzie' Elliota i 'Słońcu, co też wschodzi" Ernesta to już chyba nie zostało nic do powiedzenia w tej kwestii. Nieco zbyt kompaktowy utwór jak na ten temat, kompaktowość formy nie pozwala na rozwinięcie, dodanie czegoś nowego. Nie powiem, że źle, ale powiem, że mnie się po prostu nie podoba (bo ja to wybredny jestem).

Opublikowano

Mr.Suicide - jeżeli już musiałbym faktycznie pisać o swoim utworze, to rzeczywiście "wojna" w Twoim ujęciu jest mi bliższa (tzn. mojemu zamysłowi). Co do reszty, zwyczajowo już zostawiam odbiorcy, niech wyciąga, o ile ma ochotę (a Ty zawsze masz, podziwiam :)

Jasiu zły - może to będzie dziwne, ale jak przeczytałem: "Nie powiem, że źle, ale powiem..." to się ucieszyłem - znam wybredność (a ile razy poznałem ją na sobie :) na tyle, że nic więcej nie potrzebuje.

Dziękuje i pozdrawiam.

Opublikowano

wiersz ma zabarwienie filozoficzne fakt...nuta refleksji jest wyrazista , jak i motyw religijny...zadumałam się nad tym wierszem..i to jego najwiekszy plus:)...magia przyciągania uwagi...:)...lubie kiedy wiersze w ten sposób wpłyną na moją refleksyjną naturę:)....
pozdrawiam.....

Opublikowano

Jestem pełen uznania, bo zawsze podobała mi się dyskretna ironia w poezji, chociaż sam nie bardzo potrafię się nią posługiwać. A ironia w tym utworze jest wyraźna, choć nie narzucająca się. Przekonuje.

Zawiera się ona w czwartym i piątym wersie: "...jest jeden..." - mówi podmiot liryczny, a z drugiej strony wymienia trzy osoby Trójcy Św. I podkreśla to jezcze stwierdzeniem: "jak jednaracja" uniwersalna, absolutna (tak jak absolutny i uniwersalny jest Bóg). Trudno powiedzieć, czy PL w Niego wierzy. Wydaje się, że nie, bowiem neguje on wszelkie absoluty.

Na samym początku wiersza odrzuca hierarchię 'racji' ("nie ma nas już powyżej poniżej"). Dla wyjaśnienia obrazu dodaje: "schody". Synonim wyrazu "stopnie", które jednak mają i inne znaczenie: chodzi tu w moim przekonaniu o stopniowanie racji. Dla PLa 'racja' (w sensie światopoglądu, widzenia świata) nie podlega wartościowaniu ze względu na słuszność, 'wyższość racji'.

Ironicznie jednak zgadza się on na pokutę, czy karę za poglądy. Naprawdę neguje jej sensowność; nie dopuszcza karania za myśli, przekonania. Wyśmiewa wszystkich tych, którzy chcą go napiętnować za to, że myśli odmiennie od nich, chociaż ich pogląd jest 'jedynie słuszny'.

Dodaje, również ironicznie, że nie pojmuje idei absolutu ('nie liczę do trzech / nie potrafię'). Nie pojmuje, albo po prostu nie godzi się na nią, uznając każdy pogląd za równy innym. Na koniec wyznaje, że jest porywczy w sporach światopoglądowych. Pierwszy taki spór ("duża wojna") pozostawił w nim traumę; od tamtego czasu jest bardzo drażliwy na punkcie naruszeń wolności sumienia.

Nie znam bliżej Autora, więc dalsza część interpretacji zapewne okaże się nieuzasadniona. Jednak wszystko, o czym dotąd napisałem kojarzy mi się z minionymi (ale nie tak znów odległymi) czasami Polski Ludowej. W owym czasie raz po raz wybuchały w naszym kraju spory światopoglądowe na linii władza - społeczeństwo, które mogą być ową "pierwszą dużą wojną" w życiu PLa. Władza w owym czasie przypisywała sobie właśnie rację absolutną i konsekwentnie starała się tłumić wszelkie przejawy wolnomyślicielstwa.

Wydaje się, że PL odnosi się w utworze do czasów współczesnych, gdzie raz po raz różne grupy przypisują sobie jedynie słuszną rację i szykanują wszystkich inaczej myślących. Podmiot liryczny nie apeluje jednak o tolerancję. Nauczony doświadczeniem nie wierzy w skuteczność takich nawoływań. Dlatego pozwala sobie jedynie na gorzką ironię względem tych, którzy go opluwają i chcą zmusić do pokuty.

Zastrzeżeń technicznych większysch nie mam. Może tylko nieco niejasno brzmi dla mnie drugi wers. Nie jestem przekonany, czy dobrze zrozumiałem owe enigmatyczne "schody". Być może warto by dodać czytelnikowi jakąś wskazuówkę, ustawiając ten wyraz w innej formie gramatycznej, może z przyimkiem lub przymiotnikiem, który wskazywałby na funkcję tego wyrazu w tekście...

Jednakże za cały utwór wielki plus ode mnie. Przekonał mnie i podoba się, zwłaszcza, że jak się rzekło, cenię zręczną ironię w poezji. Zdaje się, że Autor sam wątpi w wartość tego utworu, skoro umieścił go w P. Ja osobiście nie wahałbym się przenieść go wyżej.

Pozdrawiam,
Drax

Opublikowano

Bernadetta1 - to ja bardzo dziękuje, o to właśnie chodzi, o zadumę. To duży plus - dla tekstu, rzecz jasna :)

Drax - przeczytałem z uwagą (i trochę z przerażeniem) Twoje (nie wiem, czy przechodziliśmy na Ty, ale to chyba najwyższa pora) celne uwagi. Oczywiście, że temat krąży obok dogmatu, a co za tym idzie, może bardziej w niego uderza, niż w samą postać Boga. Dogmat z racji swego znaczenia (czyli racja, w którą należy wierzyć bez żadnego zastanowienia) jest on pewnym paradoksem, o który zabijano się od wieków. Nie będę już tutaj interpretował samego siebie, ale jeszcze jedna uwaga - ostatni wers jak widzę jest różnie odbierany - a gdyby tak odnieść go tylko do samego podmiotu?
Enigmatyczne schody - można pomyśleć np. o schodzeniu w dół (to poniżej, czyli jakby degradacja, oddalenie,symboliczne też schodzenie do piekła itp...)
Co do autobiografii to jedyną represją ze strony komunizmu było to, że nie obejrzałem bajki 13 grudnia i podobno strasznie beczałem :)
A co do Z to moje, że tak powiem, życzenie się spełniło - zaczynają tam wydawać się Ci, którzy powinni, a Ci, którzy nie powinni zlatują z prędkością światła. Ja już tam swoje namieszałem, teraz sobie spokojnie kibicuje.
Dziękuje za wyczerpujący komentarz i pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Widzę tu obrazki jakby odległe od siebie. Czy tak się pisze poezję? Nie mnie sądzić nad papierem. W pierwszych dwóch wersach można umiejscowić wszystko. Niemniej "nie ma" i "schody" wskazują na problem, na kłopot, na nierówność, na podnoszenie lub upuszczanie egzystencjonalnego ciężaru, który tak samo boli. W drugiej peel ma problem, bo wstawia "i" między trójosobowym Bogiem: "Bóg i Syn i Duch Święty" - błędnie dzieli Go na części. Ostatecznie bredzi, że to jedna racja - przed którą chce zadość uczynić. "Nie liczy do trzech - nie potrafi" - znów wszystko i nic: można bezsilność peela rzecz jasna odnieść do wcześniejszych słów o Bogu, ale można również wyobrazić sobie, że tu ktoś nie potrafi grozić, rozkazywać: "liczę do trzech". Jeden. Dwa. Trzy. Strzelam. Wchodzę. Otwieram. Mówię... "Duża wojna" - jest tak samo wieloznaczna. Reasumując - rozlazły ten twór cholernie. Kiedyś Bogdan Zdanowicz skomentował objaśnienie mojego wiersza - "że podobnie można zinterpretować - z pomocą wyobraźni - instrukcję żelazka". Nie ma wątpliwości Autorze. Czegoś prześwity widać - lecz nie ma jednej myśli, nie ma spójności, myśli odpływają a słowa nie wskazują na coś/kogoś konkretnego, wszak wiemy, że chodzi o Boga i człowieka - ale co konkretnie, każdy sobie może wymyślić osobistą bajkę na osobistym szkielecie autora i każdy będzie szczęśliwy. Czy na tym ma polegać poezja? Mi to nie przeszkadza ale są znawcy, którym niestety.

Kłaniam się
Opublikowano

ot i anka - bo trza by się zabrać do roboty, ale jakiś fatalny dzień dzisiaj...

lubię latawce - oddech jest najważniejszy, zaprawdę :)

Rachel Grass - i nie trzeba nic wymyślać, dzięki za ślad.

Wojtek Bezdomny - "każdy sobie może wymyślić osobistą bajkę na osobistym szkielecie autora i każdy będzie szczęśliwy. Czy na tym ma polegać poezja?"
- odpowiadam - TAK.

"Bóg i Syn i Duch Święty" - błędnie dzieli Go na części.

- odpowiadam: czy krytyk przed tym spostrzeżeniem zapoznał się z "Błogosławieństwem"? Chyba nie, bo takich pierdół, że "podmiot błędnie dzieli" by nie pisał.



Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Błogosławieństwo wyraża Boga trochę w innym kontekście niż peel z wiersza. "W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego - amen", to coś innego niż: "w końcu jest jeden Bóg i Syn i Duch Święty" - to trochę niezręczne spłaszczenie i przerzucenie w potoczny język. Błogosławieństwo pokazuje, że Bóg jest JEDEN samo przez się - "w całości" (w całym błogosławieństwie). W końcu Błogosławieństwo wyraża Całe Imię Boga. Podobnie zresztą mówimy wskazując znak krzyża. W wierszu za sprawą: "jest jeden Bóg" dochodzi do zakłócenia monolitu Boga i można odnieść wrażenie, że jest jeden Bóg i (dopiero potem) Syn i Duch Święty - nie stanowiące z Nim całości.
Bóg i Ojciec - nie mogą być w tym wypadku i nie są w tym wypadku słowami o tym samym znaczeniu - nie są wymienne, bo to Bóg ma wymiar: Ojca i Syna i Ducha Świętego. Wyrażenie z wiersza zgodne byłoby z wiarą chrześcijańską dopiero w takiej postaci: "w końcu jest jeden Bóg: Ojciec i Syn i Duch Święty". Nie mam co do tego wątpliwości - proszę zapytać na parafii.

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Błogosławieństwo wyraża Boga trochę w innym kontekście niż peel z wiersza. "W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego - amen", to coś innego niż: "w końcu jest jeden Bóg i Syn i Duch Święty" - to trochę niezręczne spłaszczenie i przerzucenie w potoczny język. Błogosławieństwo pokazuje, że Bóg jest JEDEN samo przez się - "w całości" (w całym błogosławieństwie). W końcu Błogosławieństwo wyraża Całe Imię Boga. Podobnie zresztą mówimy wskazując znak krzyża. W wierszu za sprawą: "jest jeden Bóg" dochodzi do zakłócenia monolitu Boga i można odnieść wrażenie, że jest jeden Bóg i (dopiero potem) Syn i Duch Święty - nie stanowiące z Nim całości.
Bóg i Ojciec - nie mogą być w tym wypadku i nie są w tym wypadku słowami o tym samym znaczeniu - nie są wymienne, bo to Bóg ma wymiar: Ojca i Syna i Ducha Świętego. Wyrażenie z wiersza zgodne byłoby z wiarą chrześcijańską dopiero w takiej postaci: "w końcu jest jeden Bóg: Ojciec i Syn i Duch Święty". Nie mam co do tego wątpliwości - proszę zapytać na parafii.

Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Błogosławieństwo wyraża Boga trochę w innym kontekście niż peel z wiersza. "W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego - amen", to coś innego niż: "w końcu jest jeden Bóg i Syn i Duch Święty" - to trochę niezręczne spłaszczenie i przerzucenie w potoczny język. Błogosławieństwo pokazuje, że Bóg jest JEDEN samo przez się - "w całości" (w całym błogosławieństwie). W końcu Błogosławieństwo wyraża Całe Imię Boga. Podobnie zresztą mówimy wskazując znak krzyża. W wierszu za sprawą: "jest jeden Bóg" dochodzi do zakłócenia monolitu Boga i można odnieść wrażenie, że jest jeden Bóg i (dopiero potem) Syn i Duch Święty - nie stanowiące z Nim całości.
Bóg i Ojciec - nie mogą być w tym wypadku i nie są w tym wypadku słowami o tym samym znaczeniu - nie są wymienne, bo to Bóg ma wymiar: Ojca i Syna i Ducha Świętego. Wyrażenie z wiersza zgodne byłoby z wiarą chrześcijańską dopiero w takiej postaci: "w końcu jest jeden Bóg: Ojciec i Syn i Duch Święty". Nie mam co do tego wątpliwości - proszę zapytać na parafii.

Pozdrawiam

Peszy mnie dyskusja z osobami, którzy twierdzą, że wiedzą, kim jest Bóg. Jeżeli piszesz "Całe imię Boga" nie zapominaj o Sidra, Tathmahinta, Adramacie, Dagoul We Adom itd. Oczywiście jeżeli pójdziesz tym torem, zostaniesz człowiekiem pysznym, ponieważ wiesz, że Nadanie Imienia oznacza akt posiadania władzy, a władze ma tylko Bóg. Dalej - zapoznaj się DOKŁADNIE ze znaczeniem słowa "Dabar" (Słowo), to pomoże Ci trochę ogarnąć kontekst tekstu, a i powstrzyma od wypisywania kolejnych głupot.
Jeżeli piszesz: " bo to Bóg ma wymiar: Ojca i Syna i Ducha Świętego" to ja się pytam - co to dokładnie znaczy? Jaki Bóg ma wymiar? Substancji, materii, a może semantyki, o którą właśnie się potykasz. Jedyne, co możesz w tej materii odkryć (określenia kim jest Bóg"), to "Ego sum, qui sum". I wyżej nie podskoczysz. Możesz powtórzyć za Kartezjuszem, że Bóg jest stwórcą istnienia rzeczy i esencji, czyli tzw. "wiecznych prawd", możesz stanąć też po drugiej stronie takiego pojmowania, ale nie wmówisz mi, że TY wiesz kim jest Bóg.
I wreszcie, na koniec, zamiast łażenia na parafię,zagadka - kto to powiedział:
"prędzej ja przeleje może do tego dołka, niż ty zrozumiesz tajemnice Trójcy Świętej.
Dobra, żegnam pana bo może pan matury za kogoś pisze? Niech pan się uczy, dużo uczy, bo licho na razie.
Opublikowano

Spokojnie Panie Krzywak. Nie powiedziałem, że wiem Kim jest Bóg (proszę mi pokazać w którym miejscu) a raczej jak jest postrzegany w katolicyzmie. Konkretnie chodzi tylko o to, iż według prawd wiary kościoła katolickiego postać jednego Boga ma postać trzech osób będących jednością. Powtórzę jeszcze raz: Bóg według katolicyzmu to: Ojciec i Syn i Duch Święty, a nie jak w przypadku peela, który twierdzi, iż "w końcu jest jeden Bóg i Syn i Duch Święty" - gdzie Ojciec? W tym wypadku Ojciec nie jest zamienny z Bogiem, bo to Bóg jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym. A zresztą - cała sprawa jest śmieszna, bo ja nie powiedziałem, iż to Pan popełnił błąd a peel. Niestety Pańska reakcja wskazuje, że to niestety Pan. Proszę nie pałać taką agresją w stosunku do mnie, bo moja uwaga jest czyście przypadkowa - nie złośliwa. Jeśli Pan nie chce niech Pan jej nie przyjmuję - po prostu mam poczucie, iż w tym wypadku się nie mogę mylić - i tyle.

kłaniam się

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie przechodziliśmy na "ty". Ja osobiście uważam, że "waszmościowanie" jest zabawniejsze, bo takie niedzisiejsze, ale jeśli Ty uważasz to za stosowne, to dlaczego nie? ;p

A co do uwag - czy faktycznie tak przeraziły? To tylko moja interpretacja. Spodziewałem się, że doszukiwanie się w tym wątku osobistego, odnoszącego się do Twojej biografii będzie błędem, ale napisałem, jak mi się skojarzyło. Tak naprawdę nie jest to zupełnie istotne, bo na właściwą treść wiersza wpływa tylko w minimalnym stopniu.


O Bogu wspomniałem tylko mimochodem, bo i wiersz tak w moim przekonaniu o Nim traktuje. Paradoks Boga Jedynego w Trzech Osobach posłużył tu za podstawę ironicznego odniesienia się podmiotu lirycznego do dogmatu jako takiego.


Wtenczas, jak napisałem, 'duża wojna' jest dla mnie pewnym konfliktem z drugim człowiekiem, czy grupą. Konfliktem oscylującym wokół jakiegoś dogmatu, który PL odrzuca, a w który "tamci" święcie wierzyli. Musiał on być na tyle przykry, że PL od tamtego czasu źle reaguje na wszelką dogmatykę.


Schody dlatego są enigmatyczne, że linijkę wcześniej PL sam zaznacza, że "nie ma nas już powyżej poniżej". Wszystkie poglądy są równowartościowe, a więc na tym samym stopniu. Tylko taka interpretacja przychodzi mi do głowy. Schody -> stopnie -> stopniowanie wartości.

Ew. być może chodzi o przekonanie podmiotu lirycznego, że poleganie na dogmatach to staczanie się na coraz niższe stopnie wartości. Ale to już wydaje mi się trochę naciągane... ;) Dlatego, jak się rzekło, sądzę, że mógłbyś tu, Michale (tak Ci na imię, prawda?), dodać jakiś element, który jaśniej, klarowniej wskazywałby o co chodzi. Tym bardziej, że zdaje się, nikt jeszcze na to nie wpadł ;) Ale to oczywiście tylko moja sugestia. Nie twierdzę, że to jest zbyt mętne, może tylko ja tu czegoś niedowidzę ;)

pozdrawiam,
Drax
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Augustyn któregoś wieczoru zaszedł na brzeg morza. Ujrzał tam dziecko, które nabierało w dłonie morskiej wody i zanosiło ją do wykopanego na plaży dołka. – Co robisz? – zapytał. – Przelewam morze – usłyszał odpowiedź. – Przecież to niemożliwe! – zaśmiał się Augustyn. Chłopczyk spojrzał na niego przenikliwie i powiedział: „Prędzej przeleję morze do tego dołka, niż ty zrozumiesz tajemnicę Trójcy Świętej”. Opowieść powszechnie znana w kręgach chrześcijańskich - nie potrafię ustalić kto jest jej autorem. Oczywistym jest, że w prawdy wiary się wierzy a nie je tłumaczy.

kłaniam się
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Augustyn któregoś wieczoru zaszedł na brzeg morza. Ujrzał tam dziecko, które nabierało w dłonie morskiej wody i zanosiło ją do wykopanego na plaży dołka. – Co robisz? – zapytał. – Przelewam morze – usłyszał odpowiedź. – Przecież to niemożliwe! – zaśmiał się Augustyn. Chłopczyk spojrzał na niego przenikliwie i powiedział: „Prędzej przeleję morze do tego dołka, niż ty zrozumiesz tajemnicę Trójcy Świętej”. Opowieść powszechnie znana w kręgach chrześcijańskich - nie potrafię ustalić kto jest jej autorem. Oczywistym jest, że w prawdy wiary się wierzy a nie je tłumaczy.

kłaniam się

Doskonale!!!
(plus to, co odpisałem na pv ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszek Piotr Laskowski Napisz coś w formie wiersza, może będzie łatwiej. Dzięki za wpis. Pozdrawiam.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Aleksandria (Akurat w Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza, Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tę sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowałeś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie – Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie „tak, ale”, Co „dlaczego” i „więc” zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o „jak” i „bo”. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż – Zażegnać już teraz nie możesz nic, więc – Przeżegnaj się, bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki – Στυξ ------------------------------ ## Ich atme Gesang Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam – Śpiewam tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam - Alleluja, mój jedyny hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dzięki tobie śpiewam – Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat – Życie to śpiew, i śpiewam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł – Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty – dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang – Für Dich. ------------------------------ ## Canto I (Alleluja) Słyszałem, że był taki sekretny akord, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol, uniesienie w dur Zagubiony król komponuje swoje „Alleluja”... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Może miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki wszystkie swe Jego piękno i księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci A z Twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet przecież nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje? W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewano w ten czarny czas Nie Przeczyste, ale pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Robiłem, co mogłem, lecz nie ukończyła mi się żadna rzecz Nie czułem nic, więc chciałem dotknąć jądra treść Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokój znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To zimne, zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w ciemnym gąszczu spraw, Lecz teraz mi już nic nie pokazujesz... Czy pamiętasz – kiedy jak klacz dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość tylko jednej rzeczy nauczyła mnie – Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask – To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיliion נרות dólują אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ ## Niegrzeczny żołnierzyk Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, wisi już na włosku cienkim jak drut „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl nieco staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego ócz (ucz się, ucz...) „Nigdy nie zobaczę twarzy jak twój nos, przez świetlne lata gości, co tu nie zagościli wciąż. I nigdy więcej, jak, o taki, gnat w zapasy siłuje się albo w miłość zieloną gra”. I wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi jednym haustem wypił czas. Teraz, Pan tego krajobrazu, stał tak, żeby widok mieć Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał pieć (bez względu na wróbla płeć). Skinęła na strażnika, co na straży stał jego pobożnej inklinacji. I Powiedziała: „Zrobię ci rozkrok tam, gdzie akurat mam krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować jej orgię w holu, gdzie lustra ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc Zorientowała się na jego orientalizujący umysłu stan I alibi, co ma kształt jądr orgiastycznych pomroków, co kryją jego styl ponad stan (choć on nie ma tajemnic dlań) Przeprojektowała plan na jego Madonnę (brudny blond) i zbiory vintage'owo niewinnych win (nie dla pań!) „Ten monumentalnie mentalny Neverland jest zajmowany i przeze mnie cum mnie i mój klan”. Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie przystanek kończy bieg, Powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nigdy nie wróci”. Nie Zabrała jego tawerniany parlament, czapkę, zarozumiały taniec (nie zrozumiesz mnie) Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk (bierze głodem mój sen). Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się (twardego gościa) grać twardo o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Podaje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wcielenie (Ino po kolana). No! Więc wielka sprawa (na lewo) doczłapała (ledwo) do (niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że pozostawi nas wszystkich tak pustymi i pustynnie niewzruszonymi, i lecz To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę (mlecz na miecz). Chyba jedziesz za pół darmo, jeśli naprawdę chcesz tak daleko (tak uprzejmie) posunąć się. To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo na innej z gwiazd byle gdzie, Chyba, że lecisz za darmochę, jeżeli chociaż trochę tak daleko mnie odsunąć chcesz, Jak bez wizy wizyta na którymś z Księżyców Księżyca, albo na jakiejś innej z rozgwiazd gwiazd, Chyba, że idziesz za darmo, lecz wtedy idziesz na marno, Trochę, a daleko (tylko dzięki lekom) Mnie posunąć, wsunąć chcesz w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi sunąć w deszcz. Jak z Księżyców, Albo Rozgwiazd, Chyba, lecz, Daleko, Deszcz. ------------------------------ Dobry piesek Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, Wisiał już na włosku cienkim jak drut... „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego stóp. „Nigdy nie zobaczę twarzy takiej, jak wizerunek twój, Przez świetlne lata gości, co nie zagościli tu wciąż. I nigdy więcej, jak robi w zapasy albo w miłość gra”. Lecz wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust... Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi wypił czas. A, Pan tego krajobrazu stał tak, żeby widok mieć... Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał piać, a ty Skinęłaś na strażnika, co na straży stał jego inklinacji. I Powiedziałaś: „Zrobię ci rozkrok w krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować orgię w holu, gdzie lustr ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon... Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc, Zorientowała się na jego orientalny umysłu stan, I alibi, co ma kształt jądr mroku, co kryją jego styl ponad stan... Przeprojektowała plan na jego Madonnę koloru blond I vintage'owe wins (nie dla pań!) „Ten mentalny Neverland jest zajmowany przeze mnie i mój klan”... Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie życie kończy bieg, A ona powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nie wróci”. O, nie... Zabrała jego z tawerny parlament, czapkę, zarozumiały taniec (Nie pytaj mnie), Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk... Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się twardo grać o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Wynajmuje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wniebowstąpienie. No! Więc cała wielka sprawa doczłapała do (Niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że Zostawi w nas tak pustkę i niewzruszenie, lecz... To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę, chyba, że Lecisz za darmo, jeśli naprawdę chcesz Tak daleko posunąć się.... To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo w innym byle gdzie, Trochę, a daleko (a Kosmos wiernie czeka) Tak sunąć, wsunąć w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi tak sunąć w deszcz. Zajść (W: tak daleko) W hotelu tym ściany cienkie są jak drut, Wczoraj w nocy słyszałam, jak mu dyszysz jak z nut, Walka z usta do ust, członek w członków wpust Jęk wcielenia ciał, gdy doszedł do nieba wrót... Stoję tam, w ścianę ucho wlepione mam Zazdrość opuściła mnie, jestem sam, Wręcz przeciwnie, ciężar mi z duszy zsiadł, Karawana jedzie sama tam, Gdzie miłość spod kontroli się wymknęła nam... Brzemię spędziłem z mej duszy, brzemiennej w ból, Miłość w tym filmie klasy X nie gra żadnej z ról, Słucham waszych pocałunków, biorę je na hol, Nigdy wcześniej świat nie zostawił tylu pustych pól.. Odkręcasz kran i wpadasz w śpiew jak w dym, Czuję się tak dobrze, że nie czuję nic I słucham tak z uchem przy wartkim przepierzeniu... To nasz hymn .. I tak ci chcę powiedzieć, rym nie rym... Ciągle czekam, aż zagrasz rolę, którą pisze Sartre, Jesteś Nagim Aniołem mych tarota kart Uda twe rozpostarte, jak z Mozarta Requiem żart A na ścianach tej rudery napisano tak: Do nieba pójdziesz, gdy przemierzysz piekła szlak Ciężarny głaz z serca z hukiem spadł Mówią, że miłości sterowności brak W hotelu tym ściany cienkie są jak dym... W hotelu tym ściany wątłe są jak rytm w sercu twym... W burdelu tym ściany są wąskie jak dziura w sercu mym... W burdelu tym ściany są przepastne jak pustka w sercu twym. Jak tango massacre [Wstęp] [Zwrotka 1] Widziałem ludzi, których trawił głód, Wdycham mordy, gwałty, i śmierć Ich wioski wieczny ogień zmógł, Chcieli uciekać, lecz uciekać nie było gdzie. Nie mogłem nawet spojrzeć im w twarz W ziemię słoną tylko wlepiłem wzrok To było jakby solny kwas prosto w twarz ci rzucił ktoś, Prawie jak słodki bluesa takt, Jak gorzki chandry smak. [Zwrotka 2] Muszę wsypać śmierci krztę, Tam, gdzie kluje się mordercza myśl, A kiedy myśleć nie będę chciał chcieć, Będę umierać w myśli rytm, ten siódmy zmysł Widzę tortury, dotykam porwań, słyszę śmierć, Czytam recenzje - wszystkie złe Bomby, zaginionych dzieci drobna dłoń, Boże, to prawie jak bluesa cień Prawie jak smutków woń. [Zwrotka 3] Więc zimie pozwalam serca ściąć mróz By lejce tej gangrenie spiąć, Mój ojciec mówi, żem wybrany lud, A matka, że ależ skąd, Słuchałem opowieści ich, o tym, jak dobry Bóg..., Był hojny Cygan i skąpy Żyd, Były całkiem dobre, nie umierałem z nud, Był prawie jak dymny blues, Prawie jak chandry chłód. [Zwrotka 4] W niebie nie istnieje dobry Bóg, I piekła pod nami nie ma też, Tako rzecze Profesor, wzór wszystkich cnót, Co dosiadł jądra wszystkich tez. Ale oficjalnie zaproszono mnie, A grzesznik nie może mu zadać kłam, To prawie jak zbawienie wcielone we śnie, Prawie jak bluesa ciemny sen, Jak smutków biedny kram Prawie blues... (Jak Toulouse). [Outro] Obława (W Wietnamie)  [Zwrotka 1] Wojna bogatych z biednymi w najlepsze trwa, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót jest Wojna między tymi, co mówią, że dobrze się ma, A tymi, którzy piszą, że wcale nie... [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w nią... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Zwrotka 2] No cóż, mam kobietę i dziecko mam, Nieco mnie denerwuje ten gest Wyrywam się z jej ramion, a ona do mnie tak: „Choćbyś tę różę miłością zwał, To po prostu służba ideałom jest” [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Nie bądź pasażerem na gapę, Czemu nie idziesz na wojnę? To nie spacer, Czemu nie na wojnę? W domu dziecko płacze... [Zwrotka 3] Nie możesz znieść tego, kim uczynił mnie los, Wolisz dżentelmena, który odszedł bez słów, Bo łatwo było go wziąć na smycz, zadać mu cios, Nawet nie wiedziałem, że jest wojna znów... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? To żaden wstyd, Czemu nie na wojnę? Wciąż możesz dać obrączkę mi... [Zwrotka 4] Wojna bogatych z biednymi jest jak nachalny wtręt, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót, sam nie wiem, kto z kim... Trwa wojna: w lewo, czy w prawo skręt? Wojna w czarno-biały film, W: nierówno pod sufitem i do równości (wstęp..) [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w to... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Weź swoje lekkie jarzmo, Czemu nie wracasz na wojnę? Hart ducha tu wykażmy, Czemu nie na wojnę? Przecież mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na wojnę? Nieś swoje jarzmo, Czemu nie na wojnie? Hart wykażmy, Czemu nie? Mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na? Nieś, Czemu nie? Hart, Czemu? Wyraźnie. Wojna bogatych - nachalny wtręt, Mężczyzny, nie wiem, kto z kim... Trwa wojna, w prawo skręt Wojna w czarny film, W: nierówno pod sufitem (wstęp..) Wojna - wtręt, Mężczyzny, kto z kim... Trwa skręt Wojna w film, W: nierówność (wstęp..) (wstęp..) film wkręt mężczyzny... Wstręt.  
    • czemu się smucisz zapytał poeta malarza którego spotkał przekraczając próg bardzo  późnej jesieni spójrz na Łąki i pola i lasy - widzisz szarość zamazała ich wielobarwność więc jak mam namalować miły obraz skoro zniknęły motyle kwiaty i zieleń poeta uśmiechnął się i rzekł do niego nie martw się - ja taki obraz namalowałem słowami więc wystarczy byś go przeczytał a potem przeniósł pędzlem na swe płótno po jakimś czasie - na wystawie zwiedzających zachwycił piękny obraz pod którym jego autor dziękował poecie za wiersz który ożywił szare barwy późnej jesieni
    • @Berenika97 Dziekuję, dopisałaś piękne rozwiązanie. Niech tak się stanie! @LessLove To jest marzenie o... wolnej woli, która boli. Twoja pierwsza wersja bardzo mi się podoba. Dziekuję. A dlaczego męski sposób wyrażania? Ktoś pisał podobnie? @Nata_Kruk Dziekuję. 
    • Witaj -  Twój czuły pomruk, bliski szept, którym wypełniasz moją ciszę - pięknie to brzmi - czule i słodko -                                                                                                                     Pzdr.serdecznie.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...