Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Był kwiecień. Wczesne, słoneczne popołudnie. Czwartek. Zajechałem na hotelowy parking. Samochód pozostawiłem w cieniu rozłożystego kasztana. Po kilkugodzinnej podróży z przyjemnością wszedłem do jasnego holu recepcji. Odebrałem klucz i poszedłem do pokoju. Okno było otwarte. Zmęczony ciągłym napięciem z jazdy po miastach Śląska, wpatrzyłem się w zieleń pobliskiego parku, skąd płynęła do mnie muzyka świerszcza. Na chwilę przymknąłem oczy i powróciły obrazy – po horyzont wiodącej, zielonej, opolskiej doliny, gdy samochodem mknąłem autostradą. Potem były kręte uliczki Bytomia i Piekar, gdzie skręciłem z autostrady, jadąc na spotkanie w sąsiedztwo wiekowych fabryk i hut. Przejeżdżałem obok szybów kopalń węgla. Tkwiłem w korkach, przepychałem się przez skrzyżowania i ronda. Przed Oświęcimiem, na ciasnej, wiodącej przez las jezdni – światłami rozmawiałem z kierowcami ciężarówek – oni do mnie „oczko”: „możesz jechać”, a ja im figlarne mrugnięcia: „dziękuję”…

Otworzyłem oczy. Żołądek przypomniał jak dawno, raptem kilka godzin (!), nie jadłem. Zszedłem do restauracji. Usiadłem przy stoliku, tuż przy oszklonej ścianie, gdzie miałem widok na olbrzymie drzewo, rosnące pośrodku dziedzińca. Otoczony był dawną stajnią, wiatą na koński rynsztunek, studnią z drewnianą zabudową. Wszak zatrzymałem się w dawnej poczcie konnej. Tu, przed wiekami, doręczyciele wymieniali wierzchowce, zatrzymywali się na posiłek, nocleg, odbierali nową pocztę.
Nie wiem dlaczego, ale popijając piwo i myśląc o tych przedwiekowych doręczycielach, powróciłem myślami do kierowców, mijanych ciężarówek i wspomnienie pchnęło mnie do podobnej chwili z przed kilku lat, gdy też siedziałem przy hotelowej kolacji – współczesny posłaniec – komórkowy sms przekazał mi wieść o powołaniu przez Pana w swoje szeregi mojego, młodszego kolegi – znakomitego, nieznanego człowieka – kierowcę ciężarówek:

Wezwałeś – do siebie kierowcę…
Czy smutek miał uronić łzę żalu?
Ty zabrałeś doznanie rozpaczy,
O, Panie, to Ty mi wskazałeś,
Że doznał dumę ojcostwa,
Że nie poznał rodziców cierpień,
Że zaznał męskości podróżnika.
Teraz zabraknie go wśród nas.
Tak nagle – bez przygotowania…
Jednak w pełni szczęścia i bez bólu.
Zabrałeś go do Domu Ojca,
Cierpienie zostawiając osamotnionym,
Którzy nie zdążyli z miłością,
A może byli nią wypełnieni?

Wstałem od stołu. Wyszedłem na zewnątrz. Pomyślałem: ”skoro tu jestem, to odwiedzę niemiecki obóz koncentracyjny”. Zamówiłem taksówkę i pojechałem. Tego postanowienia nie żałowałem. Kierowca okazał się być nader rozmownym i zagorzałym kibicem hokeistów z Unii Oświęcim. Tośmy sobie powspominali występy bramkarza Andrzeja Tkacza (pamiętne mecze w reprezentacji Polski) i jego syna Wojciecha – przed laty był napastnikiem miejscowej drużyny. Zanim wysiadłem przed bramą obozu, usłyszałem wiele pochwał, ale i skarg pod adresem współczesnych, działaczy sportowych i kibiców. Może go pocieszając, opowiedziałem mu o podobnych wnioskach jego kolegów po fachu z innych miejscowości. Odjechał jednak niepocieszony.

A ja wszedłem na teren innego świata. Przechodziłem przez kolejne bloki, poświęcone poszczególnym narodowościom i … milczenie. Cóż tu można napisać? Wszystko okazało się tak nieistotne. Zacząłem się obawiać – jaki będę, gdy wyjdę poza mury, powracając do ludzi żywych. Tak, gdy patrzy się na tamte zakrzywione słupy betonowe, połączone kolczastym drutem, na fotografie więźniów ze wzrokiem otchłani, na pozostawione przez nich – buty, włosy, kule, protezy i na liczby, i…, gdy wczyta się w opisy bloku szpitalnego i… - jakie wówczas znaczenie, będzie miała, pościel w nieładzie na łóżku w ciepłej sypialni, albo spóźnienie na ważną rozmowę, czy też zdanie źle napisane w ofercie?...
Wyszedłem. Może raczej z wpojonego poczucia obowiązku? A może taż i z innego powodu – by podjąć trud kolejnego dnia, bo mam nadzieję, której oni nie mieli, chociaż byli dziećmi, dorosłymi i starcami.

Rankiem kolejnego dnia – powitałeś –
Śpiewem skowronka, gdy spacerowałem –
Oświęcimską aleją szemrających wiatrem brzóz.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        z wymaganiami? cóż to znaczy od tego słowa cierpnie skóra i nawet kiedy się rozeznasz to bywa też, że nic nie wskórasz   kobiety za to chcą niewiele w króciutkim zdaniu wszystko powiem, że resztę da się już załatwić byle miał tylko dobrze w głowie  :)
    • Bal jak za PRL-u... A gdzie zawieruszyła się krztyna wstydu? Czy może spadła pod stół, Podeptana podeszwami butów?   Czy może w koszu na śmieci, Przez wszystkich zapomniana czeka w samotności, Aż ktokolwiek ją doceni, Łaskawym wzrokiem na nią spojrzy…   Bal jak za PRL-u... Pośród radosnych zabaw i śmiechów, Potoków błahych niepotrzebnych słów, Hucznie wznoszonych toastów,   Zrekonstruowane ZOMO-wców mundury, Ubranych w nie statystów groźne miny, W blasku trzaskających fleszy, O zgrozo wielu cieszą dziś oczy…   Niegdyś ścieżki zdrowia, W mundurze ZOMO-wca okrutny kat, Zimna obskurna cela, Trwożnie z Nadzieją wyszeptywana modlitwa,   Dziś strumieniami leje się szampan, Wykwintne potrawy na suto zastawionych stołach, Wzajemne głośne przekomarzania, Głośne śmiechy do białego rana…   Niegdyś walka o Honor, Brutalnie podeptana ludzka godność, Tylu szczerym, oddanym patriotom, Przez władzę w samo serce zadany cios,   Dziś głupota z pogardą, Splecione z sobą więzią nierozerwalną, Wśród elit niepodzielnie królują, Najdrobniejszą krztyną wstydu pospołu gardząc…        
    • @Berenika97Bereniko, dobrze, że chociaż wierszem możemy się wygadać,  a ten rosół i tak będzie - ale co się namarudzimy - to nasze :)

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @tie-breakWłaśnie napisałaś WIERSZ, o tym, że nie będziesz pisać wierszy! I że budujesz dom, którego nie chcesz budować - idealnie : Już widzę dziewczynę latającą w kasku i z cegłami Śmieję się tak, że aż łyżeczki w szufladzie podskakują.  To jest wiersz o zamianie słów na czyn i o marzeniu, że ktoś urządzi Ci przestrzeń, zanim Ty zdążysz powiedzieć „poczekaj”.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Dekaos Dondi

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...