Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

w parku

pośród traw zroszonych
dotykiem
dmuchawiec na resztkach godności
pod łopianem namiętnie
kołysze uskrzydloną pszczołę

w oberwanych płatkach rumiankowego bukietu
młoda dziewczyna skrywa tajemnicę
- kocha lubi szanuje
nie chce nie dba żartuje

z włosów na wietrze
czytam spełnienie
splecionych w pocałunku

Opublikowano

nie wiem technicznie nie mam się czego uczepić, bo to skomplikowana forma nie jest:)

pierwszy wers odrzuca- taki czytelnik jak ja który się zaprze to da radę:) ale proponuję coś z tym zrobić, fakt temat wszystkim znany, ale jakoś słowo miłość we wierszach już raczej nie powinno się pokazywać,,, dalej jest miło, umiesz budować ładne zwroty:) Ale dla mnie stanowczo za mało..Pozdrawiam.

Opublikowano

no i proszę trzy głosy a każdy inny jak obrazy w wierszu:P

Rafale, dzięki za spostrzeżenia, to czego dla ciebie mało, dla mnie- przerasta możliwości:P

marlet end Sosen
dzięki ale nie uważam że pierwszy wers jest taki oczywisty, to alegoria:P

Lecter, też tak uważam ale i ciut J. Twardowskim, nie sądzisz?
dzięki za komenty, miłej niedzieli:):)

dmuchawiec z pół łysą głową
(resztki godności męskiej)

wiersz powstał po spacerze w parku:P

wersja 2
w parku

pośród traw zroszonych
dotykiem
dmuchawiec z resztkami godności
pod łopianem namiętnie
uskrzydla pszczołę

w skubanych płatkach rumianku
młoda dziewczyna skrywa wróżbę
- kocha lubi szanuje
nie chce nie dba żartuje

w powiewach wiatru
czytam spełnienie
splecionych w pocałunku


niewielkie zmiany
jak teraz wyglądają?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • „Niechaj serca mojego ustanie kołatanie,

      Bym w wiecznej ciszy znalazł swe schronienie.

      Drabiny do niebios nie szukam po omacku,

      Pragnąc jedynie, by godzina ta była ostatnią.

      W mgnieniu oka stracę pod nogami oparcie,

      Skazany na szafot za każde wyrzeczone słowo,

      W uścisku zimnej stali, skuty łańcuchami.”

      Domniemany heretyk już więcej nie przeszkodzi,

      Bo powiedział za dużo, a nic mu już nie szkodzi.

      Głowa na ramieniu blednie schludnie,

      W skąpanym słońca promieniu,

      Z cieniem obok siebie odchodzi wraz z nim człowiek,

      Który za buntownika uchodził.

      A przychodzi wtem sługa, który denata wywozi.

      — Cóż za strata! — woła zgoła z tłumu dziewoja.

      Za nią motłoch społeczeństwa podżega:

      — Jak to słusznie przypadło temu sprawcy, ino takiego czynu się dopuścił!

      — Nikczemnik!

      — Kanalia!

      Tłum, skończywszy wiwatowanie, usłyszał głos następnej kobiety:

      — Toż ten człowiek nie zawinił ani słowem, ani czynem! To wasz wyrok go zgubił! Niegodziwością jest dopuszczać do podobnego samosądu!

      — A Ty? Cóżeś ty za jedna? Jaką rolę tu pełnisz, kobieto? — wyrwał się głos z gęstwiny ludzkiej.

      — Przed wami stoi ta, co go ukochała – jedyny świadek jego niewinności w tym morzu kłamstwa. Jakież to dowody wyłuszczacie? Oznajmicie mi zatem!

      Gromada zastygła w bezruchu, gdy tymczasem wśród głów poczęły krążyć lękliwe, niedosłyszane szeptania. Wtem niebo, dotąd jasne, chmurą krwawą zaszło, jakby i słońce patrzeć na tę zbrodnię nie chciało. Woźnica, co milczał dotąd, batem o wóz trzasnął, a echo po placu jak skarga zatwardziała łkało.

      — Cóż po waszej prawdzie! — wychrypiał pachołek — Gdy on już nie słyszy, a łańcuch go dławi. Śmierć nie zna heretyka, zna tylko popiołek, co wiatr go po drogach jak liście rozbawi!

      Dziewoja padła na kolana, w pył czołem bijąc, jak Antygona przed królem, co serca nie posiada. A tłum począł rzednąć, w cieniu bram się kryjąc, gdyż strach to jest jedyna, co po kłamstwie rada.

      — Przeklęte niech będzie to słowo, co zabiło! — jęknęła ku niebu, skąd grom uderzył głuchy. — Bo krew niewinnego wsiąkła w tę ziemię z siłą, co zerwie raz jeszcze wasze kłamne łańcuchy!

      I odjechał wóz ciężki, trzeszcząc w głuchej toni, z ciałem, co kołysząc się, rytm wieczności biło. Została tylko cisza, co od prawdy broni, i strach, by się jutro to samo nie śniło.


      Autor: Versus Dramatis

      Edytowane przez Versus Dramatis (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...