Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kochamy ludzi którzy są różni od nas
Kochamy ich najmocniej z serca
Widzimy ich codziennie
Czekamy tylko na jakiś gest
To ukoi nasze serce
Pełne miłości i lęku
Wystarczyłby tak naprawdę uśmiech
Bo oznacza tak wiele
Wyraża on tyle uczuć
Że opisanie tego
Sprawiłoby mi wiele trudności
Rozmawiamy na co dzień o miłości
Czy w ogóle ktoś ją rozumie?
Czy ktoś ją kiedyś doznał?
Większość powie tak
Lecz nikt nie wie co to znaczy
To słowo miłość
Przecież to jest tylko stan emocjonalny
A daję nam tyle radości
Każdy chciałby przeżyć bajkę
Ale nikt się o nią nie stara
Niektórzy ją traktują jak zabawę
To jest przykre lecz prawdziwe
Jak róża gładząca nasze ciało
Tak miłość koi nasze serce
Myślimy tylko o tej osobie
I staramy się żeby nie odeszła
Miłość to jest coś pięknego
To jest widok na morze
A zarazem spoglądanie na księżyc
W nocne gwieździste sklepienie
Zapominamy wtedy o wszystkim
Zapominamy o wszelkich popełnionych błędach
Myślimy tylko o tym
By uczucie to nigdy się nie zakończyło
Jak motyl okazujący swą piękność
Tak my staramy się ją dostrzec
Najchętniej powiedzieć przytul mnie i pocałuj
Lecz tak naprawdę lęk zawsze wygra
I nigdy się nie dowiemy co tak naprawde by się stało
Będziemy wracać do tego i ciągle powtarzać
Że popełniliśmy błąd
Będziemy się udręczać jak i tak nic nie dało się zrobić
Miłość to nie tylko uczucie
Lecz drzewo dające nam życie
Każdy ją szuka
Lecz nigdy nie znajdzie
Bo ona sama przyjdzie
I Niespodziewanie zamieszka w naszym sercu…

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...