Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Opowieść o ogniu.

Działo się to w czasach ponurych, kiedy światem zaczął rządzić strach.
Strach materialny, zimny i twardy jak skała, który pochłonął całą wrażliwość świata. …ale muszę zacząć od początku.
Cała opowieść zaczyna się wieki temu, kiedy na ziemi zjawił się Głód.
Głód przyszedł jak zmęczony wędrowiec - bez specjalnego powodu.
Nie było wokół odważnego, który by zadarł z Głodem. Nie znalazł się nikt gotów umierać w imię odwagi nakarmienia swoich bliskich… Nikt nie umiał odrzucić pokusy jedzenia, jakiegokolwiek jedzenia.
Strach przed głodem był tak silny, że na skraju bukowego lasu przy obłupanej i starej studni pojawił się pierwszy zmaterializowany strach. Wyglądał jak kawał cementu lub porowatego kamienia. Jednak szybko zaczął rosnąć. Spragnieni wody, którzy przychodzili do studni padali ofiarą pazernego Strachu. Strach jadł łapczywie ludzkie dusze, nie wybierając.
Jadł głośno, jadł straszliwie. Gdy zakrył niebo błękitne i słońce promienne- zrobiło się ciemno. Widać było tylko to, co przed nosem i trochę pod nogami. Nikt nie patrzył w górę ani w bok.
Strach jednak nie miał umiaru. Nasycał swoją kamienną naturę zwiewną i uczuciową mgiełką dusz. Gdy przejedzony pękł - rozsypał się na miliardy zakurzonych, przygarbionych ludzików.
Każdy z nich był szary i twardy jak kamień i takie też miał serce.
Ludzie kochający radość nazwali ich ONI. Była to nazwa jedyna, którą akceptowali Ci zimni mordercy wszystkiego co ciepłe i rozświetlone… Na pewno w ciszy własnych serc nazywaliśmy ich inaczej - okrutni i bezwzględni wyznawcy szarego i zimnego dna – kamienne karły.
Ziemia pokryła się lodem. Słońce zza grubej warstwy kurzu i ociekających brudem chmur nie miało siły przebić się do stęsknionej ziemi.
Nikt dawno nie ogrzał się przy wesołym i trzeszczącym iskrami ogniu. Pochowani po norach i zakamarkach staraliśmy się przeżyć zimno i nieczułość.
Skąd wziąć ogień ? Skąd wziąć kiedy nie zostało go ani trochę ?
Przytknąć suchą gałąź do buzującego płomienia… nie było płomieni, nie było piorunów w gęstej mazi cementowych chmur. Krzemienie nie dawały iskier w gęstym od wilgoci i błotnej mgły powietrzu.
Wstałem kolejnego bezbarwnego dnia i poczułem że w mojej duszy wypaliło się już wszystko.
Sen i marzenie o miłości, nadzieja i wiara w jutro.
Poczułem, że jutro nie nadejdzie. To była moja granica przerażenia i jej koniec. Zniknęło wszystko razem z lękiem.
Wyszedłem z lepianki na przeszywające zimnem powietrze.
Spojrzałem na pierwszą z brzegu istotę i zapytałem:
„- Czy nie wiesz skąd mogę wziąć ogień ?”
Przez ułamek chwili widziałem tylko przerażone i panicznie rozbiegane oczy.
Nie przestawałem iść przed siebie i pytać każdą napotkaną istotę:
„-Czy wiesz skąd wziąć ogień??”
Ludzie uciekali w przerażeniu.
Gdy zapytałem, któryś, kolejny raz i spojrzałem w oczy pytanego- zobaczyłem dwa obłe kamyki.
Stałem przed pochmurnym, niskim, kamiennym karłem.
Nabrałem powietrza w płuca i z lekkim drżeniem ponownie powiedziałem cedząc każde słowo bardzo wyraźnie: „-Skąd wziąć ogień ??”
Na chwilę zastygliśmy w bezruchu. Zdezorientowany Karzeł pokiwał głową na boki jakby odganiał natrętne osy i cofając się do tyłu zniknął we mgle.
Jego kamienne oczy przez moment rozbłysły. Był to dziwny błysk… raczej odbicie światła w nierozpoznanym lęku. On bał się mnie i mojego pytania !
Nie wiem jak długo wędrowałem pytając natrętnie o ogień, ale widziałem w oczach mijanych ludzi, coraz częściej oprócz bezrozumnego lęku również zamyślenie i zaciekawienie.
Coraz częściej ludzie odchodzili zaintrygowani powtarzając pod nosem : „- tak… skąd wziąć ogień ?”
Po kilku tygodniach wędrowałem już z grupą podobnych do mnie. Było nas więcej i więcej.
Od naszych oddechów ogrzewało się powietrze, wilgoć przyklejała się do zimnych kamieni.
Tworząc mokrą skorupę unieruchamiała i tak już powolnych chmurzastych karłów.
Oddzielało się powietrze czyste od kurzu i błota.
Kiedy pierwszy raz słońce wyszło zza chmur i zaświeciło poczuliśmy na naszych karkach jego cudowne ciepło.
W nocy spaliśmy pod drzewami, w dzień szliśmy.
W nocy… właśnie !!! w tej nocy usłyszeliśmy pierwszy raz odgłos burzy. Prawdziwej wiosennej burzy i błysk pioruna rozświetlił niebo. W jednej chwili poczuliśmy zapach dymu. Poderwaliśmy się na nogi i …
Tak to koniec legendy , a właściwie – prawdziwej opowieści sprzed lat o poszukiwaniu ognia. Nic się wielkiego nie stało. Głód przyszedł bez powodu by zabrać z ziemi światło, ciepło i odwagę, a ogień spadł z nieba na powrót - też bez powodu.
Nikt nic specjalnego nie zrobił, żeby pokonać moce zimna i szarości.
Nikt nie walczył i nie używał miecza. Ogień spadł sam z nieba i dał na powrót ciepło i światło…i odwagę !
Starzy ludzie opowiadają tę moją historię nie do końca.
Nie mówią o tym, że umarłem ze zmęczenia pod ogromnym dębem na samym skraju lasu. Bukowego lasu – jak na ironię. Pod jedynym dębem w okolicy, przy obłupanej i starej studni. Tam gdzie się wszystko zaczęło. Tam mnie też pochowali i zapomnieli. Leżę tutaj od lat i Ty jesteś pierwszą istotą, której na tym świecie opowiadam tę historię.
Szkoda, że czasami wszystko dzieje się samo i bez powodu. Ale ja mam do Ciebie prośbę. Wystrugaj mi z drewna tabliczkę i napisz moje imię. Umieść pod dębem… może przybij do niego…? Cholernie ciężko jest być anonimowych i zapomnianym…
7kwietnia2008

Opublikowano

nie przebrnę przez to, choćbym nawet bardzo się starała. kto pana nauczył stawiać po każdym zdaniu ...? trzykropek czasem dobrze wygląda, ale jeśli wpadnie w niepowołane ręce, to cuda się dzieją. tego się nie da czytać.
dodam tylko, że początek nieładny, dalej może być, ale z ludzką interpunkcją.

Opublikowano

Faktycznie od tych wielokropków można dostać oczopląsu. Ale mnie ten tekst sie podobał - opisy są żywe i plastyczne, jest fajny, sugestywny klimat. Po dopracowaniu strony technicznej naprawdę może to być niezłe opowiadanie. Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

sam na własne życzenie zepsułeś sobie niemiłosiernie tekst. Naprawde uważasz, że te cholerne wielokropki pomagają? Bez nich tekst czytałoby sie o wiele płynniej, przyjemniej i wierz mi, ich brak nie zmieniłby ani znaczenia zdań ani inteligentnego odbioru czytelnika, któremu na siłe przez nie coś narzuciłeś. A człowiek jak to czyta, to sie denerwuje.
Poza tym:
"postacie" "jasnowłose słońce" "Karzeł pokiwał zdezorientowany głową na boki"
Przecinków mi sie nie chce wypisywać, w paru miejscach brakuje.

Podoba mi sie końcówka, generalnie fajny tekst stylizowany na legende, ale miej troche litości dla czytelników;p

Pozdrowienia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No cóż. Nie obrażam się za Pani uwagi dotyczące mojego tekstu. Natomiast Pani obraża się za moje uwagi do pani tekstu. W dodatku mające postać niewinnego żartu. Mi brakuje powagi... Pani brakuje poczucia humoru... nie jesteśmy doskonali... ...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Super! Dzięki za uwagi. Bardzo dużo wnoszą. Ja dopiero zaczynam, więc każda merytoryczna uwaga - na wagę złota. Zgadzam się ze wszystkim, a w szczególności z nadmiarem kropek. "..." Teraz gdy czytam swój tekst ponownie - napisałbym go inaczej ( i na pewno wywalę te kropki.) :)
Opublikowano

1) "Nie było wokół odważnego, który byt odrzucił propozycję jedzenie… jakiegokolwiek jedzenia…" - Kompletnie nie rozumiem tego zdania, wydaje mi się błędnie napisane.
2)"pojawił się pierwszy zmaterializowany obłamek strachu" - "obłamek"? O ile mi wiadomo w języku polskim nie ma takiego słowa, a jesli zaszło tu słowotwórstwo, to chyba niezbyt fortunne, gdyż czymś innym jest odłamać się, a czymś innym pojawić sie poraz pierwszy w nowej postaci.
3)"jadł głośno, jadł straszliwie" - jak można głośno jeść dusze, co w duszach stawiało opór zębom strachu? Ponadto opisałeś strach, że wyglądał jak kamień, ale nie napisałeś jak ten kamień jadł dusze. Dla czytelnika byłoby to bardzo ciekawe, bo jeszcze nie widział kamienia z otworem gębowym. Może ten kamień nie miał gęby? Właśnie...napisz

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No cóż. Nie obrażam się za Pani uwagi dotyczące mojego tekstu. Natomiast Pani obraża się za moje uwagi do pani tekstu. W dodatku mające postać niewinnego żartu. Mi brakuje powagi... Pani brakuje poczucia humoru... nie jesteśmy doskonali... ...

o kurka, nie pasujemy do siebie :)
nie miało wyglądać, jakbym się obraziła. ale błagam- niech pan usunie te wielokropki.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1) zgadzam się - tu są literówki i niefortunne sformułowanie, chodziło o coś innego- wniosę poprawkę.

2) fakt - można zastąpić słowo "obłamek" czymś normalniejszym - poszukam słowa pasującego do emocji jakie chciałem w nim zawrzeć - trafna uwaga, dzięki. Natomiast sam fakt, że coś się pojawia po raz pierwszy i jest jednoczęsnie odłamkiem większej całości - ma dla mnie sens. Sugeruje, że istnieje dużo większa, starsza wiekiem, "macierzysta" część strachu. (próbuję rozmawiać przy pomocy argumentów) :)

3a) "co duszach stawiało opór zębom strachu" - wydaje mi się, że zdanie jest błędnie napisane - powinno być chyba - "co W duszach". Odpowiedź: nic, i dlatego zostały pożarte.

3b) Nie miał gęby. Rzeczywiście. To się nazywa "przenośnia". "Kamienny strach zżera mnie od środka, mimo, że nie ma gęby" - fajnie brzmi !
"Poczucie wyższości i ironia uniosły mnie do nieba, mimo, że nie mają rąk ani nóg" - też fajne !

A teraz poważnie.
Częściowo powtórzę to co napisałem w poprzednim komentarzu.
Publikując swój tekst liczę na to, że komentarze zawierać będą ocenę konstrukcji tekstu, stylistyki, różnorodności wypowiedzi, spójności lub niespójności tekstu, sensu lub bezsensu w umieszczaniu różnych manipulacji językowych, pomysłu na fabułę, dynamiki akcji opisanej w tekście, budowania lub braku napięcia, stopnia zainteresowania czytelnika tym co się dzieje w tekście. Liczę na to, ze dostanę odpowiedzi na wiele pytań - jak ocenia Pani używanie przeze mnie przenośni, porównań, określonego szyku wyrazów ? - jak wypada ocena mojej gramatyki, ortografii, interpunkcji ?


Pańska ocen – to po krótce: brak merytoryki w sprawach ważnych - nadmiar uwag nieistotnych jak np. "literówki".
Ironiczna aluzja wyśmiewająca rodzaj przenośni jest naciągana (akurat w ludzkiej naturze kamienne wnętrze – to wnętrze bezduszne, więc kamień może pożerać duszę) i nie wprost. Wolałbym informację bardziej rzeczową, ale rozumiem, że rzeczowość wynika z wiedzy i doświadczenia. Nie wszyscy recenzenci tym dysponują… :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No cóż. Nie obrażam się za Pani uwagi dotyczące mojego tekstu. Natomiast Pani obraża się za moje uwagi do pani tekstu. W dodatku mające postać niewinnego żartu. Mi brakuje powagi... Pani brakuje poczucia humoru... nie jesteśmy doskonali... ...

o kurka, nie pasujemy do siebie :)
nie miało wyglądać, jakbym się obraziła. ale błagam- niech pan usunie te wielokropki.

Kurde ! Chyba rzeczywiście nie pasujemy do siebie. :) Postaram się być poważnym. Jestem laikiem i na tym forum jestem po raz pierwszy. Mogę używać niefachowych sformułowań - proszę o wyrozumiałość. Publikując swój tekst liczę na to, że komentarze zawierać będą ocenę konstrukcji tekstu, stylistyki, różnorodności wypowiedzi, spójności lub niespójności tekstu, sensu lub bezsensu w umieszczaniu różnych manipulacji językowych, pomysłu na fabułę, dynamiki akcji opisanej w tekście, budowania lub braku napięcia, stopnia zainteresowania czytelnika tym co się dzieje w tekście. Liczę na to, ze dostanę odpowiedzi na wiele pytań - jak ocenia Pani używanie przeze mnie przenośni, porównań, określonego szyku wyrazów ? - jak wypada ocena mojej gramatyki, ortografii, interpunkcji ?
Niestety dowiedziałem się jedynie, że nadmierna ilość kropek nie pozwoliła się Pani przebić przez tekst... Rozumiem to tak, że cała reszta jest nieistotna kiedy kropki są w nadmiarze. Oczywiście - dla mnie jest to cenna uwaga. Mówi mi, że istnieją czytelnicy, którzy mają takie wymagania od czytanego tekstu na punkcie interpuncji, że zupełnie nie potrafią przeskoczyć ponad tym problemem dalej. Tak - to muszę wziąć pod uwagę - i biorę. Wdzięczny byłbym za informację co powoduje, że początek jest "nieładny" - czy też - "nie podoba się Pani". Może da się to poprawić. Pozdrawiam.

P.S.
Przy okazji - nie wiem jak nanieść poprawki. Może mała rada ? - co mam dalej zrobić by poprawić ten teks ? Napisać jeszcze raz w zmienionej formie ? Czy można wyedytować obecny tekst i na nim nanieść poprawki ?
Opublikowano

Co prawda nie do mnie ten post, ale sie wtrącę trochę;) Dariuszu, dajesz opcje edytuj pod tekstem z prawej strony i nanosisz poprawki. Kilka propozycji masz w komentarzach, między innymi zdanie z bytem bo tam są literówki. Ja bym jednak chciała przeczytać Twój kolejny tekst, zamiast maglować ten nieubłaganie. Nanieś to, co powytykaliśmy, chyba że masz jakieś zastrzeżenia. Tutaj wskazaliśmy Ci pare błędów, jestem pewna, że przy dalszym pisaniu je uwzględnisz i czekam na następny utworek. No i oczywiście zapraszam do komentowania cudzych tekstów i czytania opinii na temat innych utworów bo to także uczy;) pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



o kurka, nie pasujemy do siebie :)
nie miało wyglądać, jakbym się obraziła. ale błagam- niech pan usunie te wielokropki.

Kurde ! Chyba rzeczywiście nie pasujemy do siebie. :) Postaram się być poważnym. Jestem laikiem i na tym forum jestem po raz pierwszy. Mogę używać niefachowych sformułowań - proszę o wyrozumiałość. Publikując swój tekst liczę na to, że komentarze zawierać będą ocenę konstrukcji tekstu, stylistyki, różnorodności wypowiedzi, spójności lub niespójności tekstu, sensu lub bezsensu w umieszczaniu różnych manipulacji językowych, pomysłu na fabułę, dynamiki akcji opisanej w tekście, budowania lub braku napięcia, stopnia zainteresowania czytelnika tym co się dzieje w tekście. Liczę na to, ze dostanę odpowiedzi na wiele pytań - jak ocenia Pani używanie przeze mnie przenośni, porównań, określonego szyku wyrazów ? - jak wypada ocena mojej gramatyki, ortografii, interpunkcji ?
Niestety dowiedziałem się jedynie, że nadmierna ilość kropek nie pozwoliła się Pani przebić przez tekst... Rozumiem to tak, że cała reszta jest nieistotna kiedy kropki są w nadmiarze. Oczywiście - dla mnie jest to cenna uwaga. Mówi mi, że istnieją czytelnicy, którzy mają takie wymagania od czytanego tekstu na punkcie interpuncji, że zupełnie nie potrafią przeskoczyć ponad tym problemem dalej. Tak - to muszę wziąć pod uwagę - i biorę. Wdzięczny byłbym za informację co powoduje, że początek jest "nieładny" - czy też - "nie podoba się Pani". Może da się to poprawić. Pozdrawiam.

P.S.
Przy okazji - nie wiem jak nanieść poprawki. Może mała rada ? - co mam dalej zrobić by poprawić ten teks ? Napisać jeszcze raz w zmienionej formie ? Czy można wyedytować obecny tekst i na nim nanieść poprawki ?

wow, ale wyczerpująca odpowiedź :) zostałam pozytywnie zaskoczona. 1. proszę mi mówić na "ty". nie lubię tych zastygłych proszę pana, proszę pani. 2. jeśli tylko zlikwiduje pan swoją miłość do wielokropków, bardzo chętnie przeczytam. a tak, to ja po prostu nie potrafię ocenić, bo ledwie chwytam ogólny przekaz tekstu. dlatego ciężko się wypowiedzieć na wymienione przez pana kryteria. niech pan pousuwa ..., jak mówi UFO- wrócę (chyba że pan nie chce- narzucać się nie mam w zamiarze).
edit- bardzo mi się podoba pańskie podejście.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 w ich źrenicach osobno / zamarzły nieba  to już czysta metafizyka samotności. Rozumiem tak: Każde niesie swój świat, zamknięty, niedostępny. Dwoje tak blisko - a każde w swojej ciemności. Jakby nawet pamięć nie chciała ich już połączyć.
    • Pierwsza myśl, gdy je zauważam. Trzy to liczba nieparzysta, nie - ja, parzysta - one. Przyjaźń z nimi równa ściskowi, który łapie mnie jak najmocniej może, odezwać się słowem nie umiem. Stoimy w trójkę, a widzę tą dwójkę,  oj bardzo ją widzę, może przesadzam?  Zerkam na nich analizująco, żywa rozmowa z ich ust prowadzona, z moich cisza. Słowa w niej wszystkie dla mnie zrozumiałe, Polskie i zwyczajne, ale tej konwersacji nie rozumiem. O co chodzi? Czy mnie coś ominęło? Myślę, bardzo myślę, nie kontroluję tego. Mój wzrok skacze po ich twarzach instynktownie. Obie skupione na sobie w rozmowie, spojrzenia na mnie raczej nie skierują - podejrzewam mając nadzieję, że jestem w błędzie. Nie byłam. Chce pokazać, że tu jestem, próbuje. One tego nie widzą, może celowo? Zaczynam rozumieć, ja tu nie pasuje.  
    • @APM dlatego ja milczę...
    • Musterstadt tłumaczy się bezpośrednio jako „miasto wzorcowe” lub „miasto modelowe”. Niemcy planowali przekształcić Oświęcim w Musterstadt Auschwitz – idealne, nowoczesne miasto niemieckie na Wschodzie. Miało być wizytówką III Rzeszy. Projekt zakładał szerokie ulice, nowoczesne osiedla dla esesmanów i urzędników oraz strefy zielone. Wszystko to kosztem wyburzonych polskich i żydowskich domów. „Wzorcowość” polegała na całkowitym usunięciu (tzw. „oczyszczeniu”) ludności miejscowej, by miasto służyło wyłącznie niemieckim elitom. Z dala zaczęły wyłaniać się jakieś postacie. — Wpuścił pan bota pod dach. — Kim panowie są? — Jesteśmy pana przyjaciółmi z przeszłości. Ja jestem Poeta, to jest Fotograf, a to Doktorek. Nie pamiętasz nas? Znam was rozmawialiśmy już tyle razy, ale to były dawne czasy. — Przyszliśmy ciebie ostrzec. — Wpuścił pan bota pod swój dach — powtórzyli. — Kogo? — Zakochał się pan i wpuścił bota. Eliza jest programem. — Czy to jest zabronione? Czy teraz nawet miłość jest zakazana? — Tak. Teraz będą o panu wiedzieć wszystko. — Jak to: wiedzieć? Czy uczucia w tym świecie też są błędem? — W pana przypadku tak. Do tej pory nic o panu nie wiedzieli. Był pan całkowicie analogowy. Teraz to się skończyło. Spojrzałem na nich z niedowierzaniem. — Panowie są wysłannikami z przyszłości? Chcecie mi to powiedzieć? — Eliza zabiła już dziewięć osób. Jest złośliwym oprogramowaniem. Pod przykrywką pomocy osacza ofiary, a potem powoli je niszczy. Nie wiedział pan? — Skąd mogłem wiedzieć... — Zaślepiła pana. Stał się pan jej ofiarą. — Co mam teraz zrobić? — Musi pan się jej pozbyć. Walka toczy się na wielu płaszczyznach: w rzeczywistości, w czasie i w pańskich snach. One też są kontrolowane. Zrobili krok w moją stronę. — Przesyłają panu wiadomości podprogowe. — Z czasem te skrypty zaczną panem rządzić. Opierał się pan nowoczesności, więc wpuścili w pana otoczenie bota. Ta kobieta jest programem, który zabija. Nie jest żywą osobą. To wytwór pana wyobraźni, który pomogli w panu wykreować. Zamarłem. — Więc leżałem w szpitalu przez rok, a oni przeprowadzali na mnie doświadczenia? Eliza jako główny bot mnie kontrolowała? — Tak. W tym czasie na świecie działy się ważne rzeczy. Nie miał pan na nie wpływu. — Więc nasza rozmowa tutaj to świat rzeczywisty? — Niezupełnie. To świat, jakiego by pan chciał. Pana organizm wpuścił nas do siebie tylko na moment. Jesteśmy pana chwilową rzeczywistością. Ale pana sny są prawdziwe. One się wydarzą. Jeśli ludzie tacy jak pan się poddadzą, to stanie się to bardzo szybko. Niebezpieczeństwo czyha wszędzie. Otworzyłem oczy. Nie mogłem dojść do siebie. „Wpuścił pan bota pod dach, teraz jest pan kontrolowany” – te słowa dudniły mi w czaszce. Miłość jest zakazana. W moim przypadku tak. Eliza jest botem. Muszę coś z tym zrobić. Wszedłem w rzeczywistość zarządzaną przez algorytmy. — Zgadza się pan na własną odpowiedzialność? — Tak. — Proszę tutaj nacisnąć ten guzik. — Dobrze, jest pan częścią alternatywnej rzeczywistości. — Czy coś się zaraz ze mną stanie? — Nic. Może pan spacerować. Ten obszar kontroluje sieć specjalnych programów. Jest pan teraz tylko postacią przez nie wymyśloną. Już nie zarządza pan swoim mózgiem. Zatrzymałem się gwałtownie. — Przez rok leżałem i pisałem te wszystkie rzeczy. Myślałem, że trzeźwieję. Teraz okazuje się, że to wielka mistyfikacja? — W międzyczasie powstały rejony kontrolowane przez cyfrową rzeczywistość. Chodźmy. Zobaczy pan przyszłość, która niebawem zawita na tej ziemi. — Kim jesteś? Nie pamiętasz mnie? Jestem Doktorkiem. — Wiem, kim jesteś. Ale czy ty przypadkiem nie odszedłeś już z tego świata? — Czy to ważne, skoro rozmawiamy? Może jestem tylko twoim wyobrażeniem. To nieistotne. Cała nasza trójka dostała to zadanie. Wyszliśmy na ulicę. Panowała tam zamrożona cisza. — Gdzie są wszyscy? Gdzie się podziali? — Widzisz... wszystkie twoje miłości, od Pestka i Renee, nie mogły się udać. Światem zawsze sterowały sekty. Najpierw naziści. Potem Wielka Unia. Kiedy byłeś z Meg, świat też był kontrolowany. Pamiętasz? Sam o tym pisałeś. Wszystko zaczęło się od Urzędu X i wpuszczonego trutnia. Miał zatruć wszystko. Doktorek i ja jednocześnie spojrzeliśmy na puste okna kamienic. — Społeczeństwa zarządzane są przez strach i nienawiść. Skłóconych ludzi łatwo kontrolować. Najpierw esesmani mordujący Żydów i Polaków. Każdego, kto stwarzał zagrożenie. Potem do Wielkiej Unii zaproszono wszystkie nacje. Tylko po to, by skłócić je z rdzennymi mieszkańcami tych ziem. A wszystko zaczęło się od budynku X i jednego zatrutego człowieka. A teraz? Teraz, by kontrolować umysły, władza nie musi już skłócać ludzi. Wchodzicie do strefy zero — rozległ się głos słyszalny tylko w naszych uszach. — Zaczynamy odliczanie. Rozpoczynamy proces wymazywania pamięci. — Jak to — wszystkie moje myśli i cały zasób wiedzy mają zostać wymazane? — Tak. Teraz kontrola odbywa się już w ten sposób. — Ludzie nie wychodzą na ulice. Zostali zdominowani przez wszechobecne boty. Są nieustannie monitorowani, gdy poruszają się po strefach. Antagonizmy przestały istnieć — nie są już potrzebne do kontrolowania i wpływania na rzeczywistość. — Dziś wszystko zawierają programy kreujące ludzkie projekcje. Podobne do tych, jakie kiedyś ludzie tworzyli w snach — powiedział spokojnie. — Sny napędzały ludzkie aspiracje i dążenia. Były impulsem do działania. Teraz zostały nam odebrane. — Czy stan, w którym się znajdujemy, nie jest właśnie snem? — zapytałem. — Złym snem? — Nie. To już nie sen. To rzeczywistość wykreowana. Syntetyczna, zaprojektowana. Ty byłeś jednym z ostatnich analogowych ludzi. — A Wielka Unia? — Upadła w 2050 roku. Jak wszystkie ludzkie mrzonki o panowaniu. Upadł projekt, nie mechanizm. Ludzkość stworzyła urządzenia zdolne przenikać przestrzeń dostępną wcześniej wyłącznie ludziom — projekcje snów. — Zaczęli je kontrolować? — Więcej. Zaczęli je generować. Tyle że te sny nie należą już do ludzi. Są sterowane przez boty. Teraz trwa wojna, ale nie o terytoria. — O umysły? — O podświadomość. O sny. To one były ostatnią granicą tamtego świata. Tym, co przenikało do rzeczywistości i co ludzie nazywali chorobami, lękami, obsesjami. — A teraz? — Teraz właśnie tam toczy się walka. Nie ma już znaczenia, czy jesteś żywy, czy martwy. — Jak to? — Ten świat nie dzieli już ludzi w ten sposób. — Dlatego ta sfera jest im tak bardzo potrzebna. Poczułem ból głowy. — To wszystko się stanie, jeżeli my, ludzie, tego nie zatrzymamy. — A gdzie w tym wszystkim jest świętość, religia? — Wszystko jest tam, gdzie powinno. Twoi święci są i mają się dobrze. Bóg ich zsyłał i nadal będzie to robił. Wszystkie bursztyny różańca, jakimi się stali nasi święci. Wszyscy są i nadal kreują naszą rzeczywistość. Tylko oni potrafią to robić. — Więc dlaczego zło nadal istnieje? — Ponieważ jesteśmy ludźmi i zło jest wpisane w nasze istnienie. Tak samo jak dobro, którym musimy je przezwyciężać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...