Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Śnieg narzucał się po chamsku,
łamiąc wszelkie konwenanse.
Termometr niczym impotent
z utęsknieniem oczekiwał szczytowań.
Szyby w cafe nieznośnie hamowały powietrze.

Złapałaś mnie za spojrzenie,
łapczywe, ciężkie, niepoprawne,
mimo to przyciągnęłaś uśmiechem.

- Preludium odegrane
pomyślałem
teraz czas na teatrum.

Ubrałaś się w wypudrowane rumieńce,
ochy, achy, spadające łyżeczki.
Ja założyłem lśniącą zbroje z mankietami,
wykułem miecz z podwyżki i trzeciego filaru,
podkułem sto rumaków zimową oponą,
żeby zabrać Cię w góry.

*

Po trzecim orgaźmie
nie potrzebowałem Boga,
nie obchodził mnie krach na giełdzie w New York,
ani tybetańska krew.

Byłem głodny.
Jadłem ciasto.

Śnieg padał – w końcu zima,
termometr ostrzegał turystów,
szyby chroniły nas przed wiatrem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pytania należy kierować do PL-a ;) ale podejrzewam że nie , to był przepyszny piernik.
Pozdrawiam.

Jestem bardziej za sernikiem (może być bez polewy).
Pozdrawiam
-teresa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pytania należy kierować do PL-a ;) ale podejrzewam że nie , to był przepyszny piernik.
Pozdrawiam.

Jestem bardziej za sernikiem (może być bez polewy).
Pozdrawiam
-teresa

Z rodzynkami ... mniam, moja babcia robiła zawsze taki - ah te dziecinne wspomnienia :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



znaczy się szyby nie przypadły ? czy jak, prosiłbym o rozwinięcie myśli :)
Pozdrawiam.

znaczy że szyby dobre były, oby się nie zbiły
czy ja rymuję? o nie!(:
niewyraźnie się zostawiłam łoj,
pozdra. ciepła
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



znaczy się szyby nie przypadły ? czy jak, prosiłbym o rozwinięcie myśli :)
Pozdrawiam.

znaczy że szyby dobre były, oby się nie zbiły
czy ja rymuję? o nie!(:
niewyraźnie się zostawiłam łoj,
pozdra. ciepła

Człowiek nie czuje jak mu się rymuje (:
za sprecyzowanie dziękuje,
Pozdrowuje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



znaczy że szyby dobre były, oby się nie zbiły
czy ja rymuję? o nie!(:
niewyraźnie się zostawiłam łoj,
pozdra. ciepła

Człowiek nie czuje jak mu się rymuje (:
za sprecyzowanie dziękuje,
Pozdrowuje.
ale kujee..(:
proszę bardzo ni ma za co
idę już bo jeszcze się zasiedze
i co?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Człowiek nie czuje jak mu się rymuje (:
za sprecyzowanie dziękuje,
Pozdrowuje.
ale kujee..(:
proszę bardzo ni ma za co
idę już bo jeszcze się zasiedze
i co?

siedzieć (i rymować) każdy może troche lepiej lub troche gorzej,
ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi (:
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ale kujee..(:
proszę bardzo ni ma za co
idę już bo jeszcze się zasiedze
i co?

siedzieć (i rymować) każdy może troche lepiej lub troche gorzej,
ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi (:

się pośpiewało i trochę pognało ooo:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



siedzieć (i rymować) każdy może troche lepiej lub troche gorzej,
ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi (:

się pośpiewało i trochę pognało ooo:)

"trochę" ? względnie powiedziane,
tak zwane wolne wariacje też czasami miło uskutecznić :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



się pośpiewało i trochę pognało ooo:)

"trochę" ? względnie powiedziane,
tak zwane wolne wariacje też czasami miło uskutecznić :)
to moja specjalność:))))
patrz-->61 i coś tam
poszła w bamboszach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...