Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

od kiedy szkoła podstawowa
stała się szkołą umierania

pytanie z pozoru retoryczne
wymaga pilnej odpowiedzi

jutro
moja córka twój syn
wyśle swoją córkę syna
do pierwszej klasy
ważne zatem by wiedzieć
czy będzie to klasa kamikadze
klasa żywego pancerza hartowanego latami
czy klasa robotów którejś generacji
do przyciskania guzików od głośnych fajerwerków
na cześć kuratora ministra generała

to od nich ta instrukcja

dziecko
masz cztery życia cztery lata
zabranie jednego oznacza
koniec świata
promocję do następnego
pierwsze - Guernica
drugie - Warszawa
trzecie - Nagasaki

straconą szansą gdzie wypadasz z gry
bez możliwości jej kontynuowania
to czwarte i ostatnie
- Biesłan

Opublikowano

teresa w 943 wcieleniu;
szkoła jest tu bardziej pretekstem...

lubię latawce;
jeśli nawet - parafraza jest także środkiem artystycznym, jak najbardziej uprawnionym;
pamięć lekturowa robi nam psikusy;
no i zasada intertekstualności - chcemy czy nie włączamy się w cudze głosy, cudze biorąc za własne; nie jesteśmy sami ani pierwsi, ani nie odcinamy się od wcześniejszych formuł, słów, sensów;
kroczymy wspólną drogą;

Stefan Rewiński.;
aż tak programowo odbierasz?
J.S

Opublikowano

kroczyć wspólną drogą nie znaczy używać tych samych sformułowań, moim zdaniem - banalnie przekształconych, zmodyfikowanych, a w gruncie rzeczy - będących plagiatem, znanym jako kradzież myśli. Jeśli czujesz taką potrzebę, lepiej wstawić cytat w cudzysłowie i zyskać w oczach czytelnika przywołaniem AUTORYTETU, niż 'przerabiać' to, co kiedyś zostało powiedziane z siłą i mocą. A intertekstualność to taka sprytna metoda, w której sugerujemy odwołanie do innych tekstów. Tyle ode mnie, lubię latawce

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



plagiat to plagiat;
parafraza to parafraza;
kradzież to kradzież;

sugestie tego komentarza są czytelne, ale naciągane, i ja tego nie pozostawię bez echa;
frazeologia jest dziedzictwem wspólnym i zdarza nam się zapożyczać całkiem nieświadomie;
dokonam ekspertyzy na UJ tego tekstu i pod tym wierszem ją umieszczę, i jeśli uzyskam korzystną dla siebie wypowiedź, zażądam przeprosin; jeśli Autorytet podzieli Twoje zdanie - zgodzę się z nim, a nawet skorzystam, bo bezpiecznie zmienię tekst zachowując jego funkcję w wierszu;
zatem - nie sądź przed uzyskaniem orzeczenia; zarzut "banalności", "plagiatu" i "kradzieży" jednocześnie stawia pod znakiem zapytania intencje i obiektywność wypowiedzi; no cóż - jak śpiewał Niemen - ludzi dobrej woli jest więcej...
J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tak dobrze się bawisz cudzym kosztem?
jesli się okaże, że zarzut kradzieży był na wyrost, zażądam u Admina dożywotniego bana dla ciebie; nie rzuca się słów tego rodzaju bez ponoszenia odpowiedzialności;
J.S
Opublikowano

po co mnie straszysz? przeczytaj dobrze moje słowa, i potraktuj je jako życzliwość. Wyraziłam swoje zdanie, tak Ci to przeszkadza? uważam to samo co Ty, że
"parafraza to parafraza, a plagiat to plagiat". I nie bądź mściwy pochopnie. To nie popłaca.
Nie zamierzam się tłumaczyć, ale jedno mnie boli - nie napisałam, że Twój wiersz jest banałem, tylko to nieszczęsne przekształcenie słów genialnego poety. A to przyznasz, chyba jest różnica. Przy wierszach banalnych nawet nie zostawiam swojego śladu. Ale nie chce, żeby to teraz zabrzmiało znowu jak komplement. Nie popadajmy w skrajności.

Opublikowano

i znowu na wyrost: "nie bądź mściwy"...
oczekiwanie konsekwencji za oskarżanie kogoś z grubej rury nie ma nic wspólnego z mściwością, ale z naturalnym poczuciem przyzwoitości i sprawiedliwości;
na tym portalu waży się słowa, a nie rzuca je pochopnie; i wszystko jedno: w wierszu czy w komentarzu;
to wymóg podstawowy bycia poetą;
sam mógłbym napisać dysertację filologiczną, dlaczego nie popełniłem plagiatu (kradzieży), ale nie będę sędzią we własnej sprawie; ufam kompetencji literaturoznawców i czekam ze spokojem;
proszę się więcej zastanawiać a mniej paplać;
J.S

Opublikowano

Zupełnie niepotrzebne, bezsensowne utarczki - właściciel słów, pytanie wymaga odpowiedzi, nieznany(?). Jest to pospolity zwrot, tak jak: szanuj zieleń, życie wymaga kompromisów, życie to nie bajka, a tych pełno w wierszach.

ech ta wrażliwość poetów ;)))

Opublikowano

Beenie M ma rację, a ty się Jaculku nie denerwuj,
bo to dość zabawne, że Herbert użył tak banalnego stwierdzenia w swoim wierszu :))
i dowiedziałam się, że moja babcia plagiatowała swoje mądrości życiowe po babci Beenie M
a to chyba poważniejszy zarzut ??? ;))

Opublikowano

zauważ Autorze, że w żadnym z moich komentarzy nie padło wyrażenie 'to jest plagiat'; na początku dałam Ci odniesienie, później stwierdziłam, że peryfraza to peryfraza. Dla mnie to już nie jest banalna kwestia, tylko kwestia honoru. Zdania nie zmieniam, i nie wierzę w zbiegi okoliczności ani inne tego typu cuda.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



widzisz Danusiu, padły niebanalne zarzuty być może w banalnej kwestii;
dla zasady trzeba rzecz wyjaśnić, choćby poglądowo;
uczymy się wszyscy;
J.S
Jacku, akta w naszych polskich sądach, aż pęcznieją od wyjaśniania banalnych kwestii, a szkoda, bo na te grubsze brakuje już czasu. A może to o to właśnie chodzi?

pozdrawiam serdecznie z wiosenno-zimowego Wrocławia :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie potrafię być obojętny, bo nieśmiesznie mi w czapce złodzieja w którą mnie ubrano;
oczywiście, rzecz jest absurdalna, ale tu - w Warsztacie - warta omówienia;
gdzieś kiedyś byłem napisałem - wszyscy plagiatują wszystkich, bo czerpią z tego samego zasobu języka i związków frazeologicznych, które kultura co dzień wrzuca do naszego leksykonu; korzystamy z tego nawet nie zdając sobie sprawy z ich pochodzenia, źródła; ale jest już dziedzictwem wszystkich posługujących się danym językiem i o wiele nowych powiedzeń literaci każdej epoki wzbogacają nasze słownictwo;
czy wszyscy zatem jesteśmy złodziejami? w tym znaczeniu Wszyscy; ale czy można mieć to nam za złe? Twoja babcia kazała by się wymownie popukać w czółko - myślątko;
J.S
Opublikowano

pozdrawiam serdecznie z wiosenno-zimowego Wrocławia :)))
--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Wczoraj 12:39:08, napisał(a): Beenie M

mamy piękną zimę tej wiosny w Krakowie!;
oby i z Twojego wielkanocnego jaja wykluło się wszystko, co cudowne, dobre i szczęśliwe!
:)) J.S

Opublikowano

pozdrawiam serdecznie znad morza :*
--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Wczoraj 12:44:15, napisał(a): myślątko

macham baziami zerwanymi nad Rabą i rzucam gałązkę z pozdrowieniami dla Ciebie w nurt rzeki; Alleluja!
:) J.S

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...