Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

pet za petem
na schodach na każdym piętrze
lampucera z parteru roznosi swój ogień
dym popiół i głos
przeziębionego drwala

jej dwie córki kłaniają się sąsiadom
starsza już pod rękę z chłopcem
wychodzi w długi wieczór

raz po raz pod klatkę zbiegają się kurwy
to siarczysty duet przekrzykuje miasto
a miasto całe w oknach adoruje sceny
pijanego Romea z kochanką Erynią

nocą
pod jej drzwiami dzwonią jak na sumie
półlitrówki ćwiartki ognistej aqua vitae
jej Pan kocur za odźwiernego ma
mnie kiedy rano razem na wycieraczce
pukam

i drzwi otwiera zmęczona dziewczynka
z tkliwością w ciemnych chabrach
do wszystkich czterołapnych

co człowieka zmienia –
co rano w szarych wąsach szukam odpowiedzi
w skupionym wzroku stopionego złota
w tanecznych figurach ogona
Panu kocurowi dziękując za ten portret

Opublikowano

Pisałem już w W, że mi się podoba, więc tylko powtórzę - świetny klimat. Niemal się widzi tę klatkę schodową, na któej "równo leją". I w ogóle ciekawa menażeria. Pamiętam takie klimaty... z warszawskiej Pragi ;))
Pozdrawiam.

Opublikowano

Stefanie Rewiński;
nie tylko poeci "balangują";
tak jest na wielu podwórkach, w Polsce, w Rosji, Meksyku, Ukrainie...Świat to Wielka Balanga!
:) J.S

kasiaballou;
tak już jest, że każdy czytelnik "bierze" tyle ile chce, ile może, ile umie odczytać;
dziękuję za obecność;
:) J.S

Marcin Gałkowski.;
byłbym wdzięczny o wskazanie miejsca, gdzie "zgrzytło";
pozdrawiam; J.S

HAYQ.;
pilnuję tej istotnej, a zaniedbywanej prawdy, że sztuka bierze się nie z głowy, a z życia;
dziękuję!
J.S

Opublikowano

lubię wędrować, zwiedzać, podglądać,
zwłaszcza - peryferie miast i miasteczek,
(może to tęsknota do dzieciństwa - tam się wychowałam),
dlatego czuję się upoważniona do wpisania mojego odczucia
- po przeczytaniu wiersza;
Autor niezwykle ciepło ale i trafnie namalował ( tak, to seria obrazów),
wycinek życia, pewnej małej społeczności. Małej? A może dużej -
z uwagi na powtarzalność zachowań? i Autor i peel - nie oceniają
tych zachowań - zostawiają to dla czytelnika, jego wrażliwości.
Całość obrazów spina i nadaje jeszcze więcej ciepła i realności :
" i drzwi otwiera zmęczona dziewczynka
z tkliwością w ciemnych chabrach
do wszystkich czterołapnych"
Do mnie ten wiersz przemawia, uważam, że jest piękny, poprzez swoja autentyczność,
pięknie namalowany, bije od niego prawda (myśli się: tak było, tak jest, żal tej dziewczynki,
żal tych ludzi, żal takiego życia, ale ono jest, jak i ci wszyscy ludzie są, istnieją, żyją).
Przepraszam, za dużo z mojej strony słów.
Pozdrawiam
serdecznie Pana Jacka
- baba

Opublikowano

miła Babo.;
ależ ten "Pan" Jacek urósł! nie macam głowy, bo boję się, co na niej znajdę, melonik czy koronę; a jedno i drugie kłopotliwe, bo z jednego i drugiego trzeba się i tłumaczyć i czuć się zobowiązanym czyli upoważnionym; :)
a ta "mała dziewczynka" to przenośnia, bo to inna postać "lampucery"...stąd tytuł; nie wiem czy to jest czytelne dostatecznie;
i co osądu opisującego; Herbert twierdzi, a ja mu wierzę, że poeta ma być wielkoduszny jak Bóg-Stworzyciel, bo się na nim wzoruje, tworząc...staram się Mistrza nie zawieść;
dziękuję za "głośne" czytanie; wiem po sobie - ile to wymaga odwagi i jakiego przekonania;
:))J.S

Opublikowano

właśnie to jest fajniaste, że można się odnaleźć w różnych postaciach
występujących w wierszu, w dziewczynce, w pijanym Romeo, w Panu kocurze,
w kocurze, a nawet obudzić się na słomiance obok kocura.
Środowisko powiela szablobny zachowań, przemiana trwa "na okrągło",
Ty Jacku - to doskonale ująłeś, a ja lubię takie klimaty.
Nic nie wyrosło, ponad to - co powinno, idzie wiosna:
czas chodzić z gołą!(?)
Zapowiada się ciepły rok - pozdrawiam
- baba

Opublikowano

pierwsza, reszta warsztat, pozd
--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: 2008-03-17 13:02:13, napisał(a): Pan poeta 2
Komentarzy: 626

było w Warsztacie, ale Pan poeta 2 nie zgłaszał uwag;
za późno!
J.S

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Molo było niewielkie. Pełne gnilnych glonów,  rozprutych desek  i wymytych przez fale kłód, mających utrzymywać konstrukcję w całości. Czuć było pod gołą stopą  każdą zmianę natężenia wody, każdy silniejszy podmuch wiatru, każdy ruch piasku na dnie. Było mi tu swojsko. Niestabilnie i wrogo. Nawet balustrada była cała we rdzy. Siedziała na niej grupka rybitw. Rozmawiały w ptasim języku, przekrzykując się nawzajem, niczym emerytki osiadłe przez cały dzień na parkowej ławce. Gdy tylko się zbliżyłem ucichły, obrzucając mnie nienawistnym spojrzeniem. Zerwały się do lotu skrzecząc dziko. Rozpostarły swe skrzydła  nad samym lustrem tafli. Dopiero w połowie toni, wzbiły się w nisko osadzone chmury. Zniknęły mi z oczu. Moim żywiołem nie jest woda ani powietrze. Jest nim ogień rozpalający pokłady nieskończonej samotności i odseparowania. Jest nim ziemia. Doskonale zimna i wilgotna. Pokryta mchem, koniczyną i robactwem. Mam nadzieję, że kiedyś mnie przyjmie. Moje zastygłe w śmierci ciało  i bladą, sosnową trumnę. Żaby wesoło rechotały  w przybrzeżnych szuwarach. Czasami ryba wzburzyła wodę, łaknąc w swe skrzela,  dawki ożywczego tlenu. To znów liść zniesiony tu  przez północne podmuchy  osunął się z gracją na falę. Był suchy i martwy a jednak mimo wszystko drwił sobie z tego. Nie zamierzał tonąć. Przeciwnie. Tańczył w tę i z powrotem, próbując się przystosować  do energii i klimatu nowego miejsca. Ważki obsiadły wodne pałki i lilie. Drzemały w cieple sierpniowego upału. Nawet drapieżnikom należał się wolny dzień. Urlop od instynktu zabójcy. Rodzina kaczek podpłynęła bezgłośnie. Zadzierały łepki ku mnie, czekając na porcję suchego chleba. Dla nich to trucizna. A ja nie jestem mordercą. Wyobraziłem sobie siebie w wodzie, patrzącego na Ciebie jak te kaczki. Prosiłbym o koło ratunkowe. Ale dla mnie ratunek to trucizna. Nie potrafię pływać w tej mętnej zupie, którą nazywa się życiem. Utonąłbym na Twoich oczach. Z korzyścią dla obojga. Na plaży opodal zebrał się już mały tłum. Byłaś tam i Ty. Leżałaś na niebieskim kocu, ubrana w piękny dwuczęściowy, biały kostium. Uwielbiasz lato, wodę i słońce. Kochasz życie. Opalanie swych doskonałych krągłości. Błogość zatrzymania chwili relaksu. Kochasz być dopieszczona naturą. Całowana promykami. Muskana letnią bryzą. A mnie dzień boli, nęka, zabija. Wygania mnie w cień, noc  w niespokojny, koszmarny sen. Słońce mnie rani.  Oślepia. Wiatr przynosi podszepty o rychłym końcu. Jak można nie lubić lata? Jak widać. Trupy wolą mgły listopadowe. Przenikliwe, wilgotne zimno. Zamiecie, zawieje i dobrotliwe,  szczere łzy deszczu. Dłonie i stopy kostnieją wtedy na dobre a serce zamiera w piersi. Obiecałem Ci  wieczorny spacer po promenadzie. Kolację, lody i kwiaty. Dla Ciebie te najpiękniejsze. Dla mnie te złe. Są moją obsesją i inspiracją. Piękno które gnije na moich oczach. Wszystko wokół wspaniale gnije, bo życie jest jedynie  skuteczną do bólu trucizną.  
    • Zabrali Ci parasol chociaż pada deszcz potykasz się o krople  które są jak kamienie.    Nie masz siły iść dalej wszystko jest przeciwko  nawet niebo nie pomaga.   Na prawo i lewo rozrzucasz myśli wszędzie ich pełno zaznaczasz nimi swój teren.   Nie będą Cię widzieć i nie usłyszą krzyczysz głośno Twój głos  znika gdzieś w zaroślach.   Tam gdzie kwitną kwiaty podsycasz rośliny swoimi łzami  jesteś jak lód który topnieje.   Czas zatacza koło idziesz razem z nim dlaczego tak daleko i dlaczego nie wracasz.   Krople rosy zamienione w deszcz ogromne jak głazy i twarde jak lód kiedyś stopnieją Ty razem z nimi.
    • co można jeszcze kupić gdy ma się już wszystko zapytał biedak bogatego który monetę mu rzucił ten bardzo zdziwiony niby prostym pytaniem rzekł a o co ci chodzi bo chciałbym ci drogo sprzedać swe marzenia a potem je za to odkupić coś wrzucił do kapelusza
    • gdy dopadnie nas chwila słabości wmawiająca nam wstręt do życia nie wchodźmy zbyt pochopnie na jej zdradliwe strome schody tylko zmrużając leciuteńko swe oczy spróbujmy wyżej wznieść się niż ptak a fantazyjny widok z takiej wysokości przekona nas raz na zawsze o tym że o życiu człowieka nie mogą decydować momenty zwątpienia ani jego słabości bo jakie by nie było to jednak zawsze warto o lepszych pomyśleć
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...