Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnie komentarze

    • -♡- Idziesz, przysiadasz i mówisz: „Mój Boże!”, Spoglądasz po bokach i czekasz, że może... Co może? Czy może? Czy coś dopomoże w czekaniu tej chwili o każdej porze? Że przyjdą te dni bez czekań bezsilnych, w spokoju, bez zrywów ponocnej gonitwy, bez obowiązków i bez tych spraw pilnych, bez pośpiechu już i na gardle brzytwy. Bez łez wylanych nad bolączką potomnych, bez stawianych kroków, swą myślą donikąd, zamglonym obrazem myśli jeszcze przytomnych, szarością nicości dążącej ku mrokom. I czekasz, i czekasz, że stanie się cud, że poukładany sam w sobie przyjdzie. To jakbyś osom kazała robić miód, wiedząc, że nic z tego nie wyjdzie! Bo cudów nie będzie i cud się nie stanie, by radość z jutra twój ranek budziła. Krok po kroku rób w mózgu to pranie, pozytywnie myśląc, żeby cię to żywiło. Piszę to, bo muszę, nie żebym chciała. Gdzieś wyrzucić mi trzeba z siebie niepokoje. Natchnieniem mi jesteś i już tak będę miała. Bez ciebie, kochanie, życia się już boję! Maria Beata
    • @Berenika97 dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Poet Ka   Bardzo dziękuję! 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gra-Budzi-ka Świetny! :)))     Słyszę tę ripostę w tym porannym chłodzie, Gdzie deszczu strugi tną świat bez litości. Człowiek i pies - obaj toną w wodzie, Choć jeden z nich nie traci radości.   Twój pies pewnie polubiłby tę piosenkę:   
    • @Berenika97  mowa oczywiście o pewnej formie zniewolenia, narzucania woli, nawet bez materialnego podtekstu    już w samej Twojej metaforze zegarów widzę genialną  interpretację obrazu    świetne!   @Berenika97    w wierszu łączą się Twoje możliwości genialnej poetessy   z olbrzymim potencjałem interpretatorskim   świetne!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...