Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

czuję się tu jak na san lorenzo
moje rojenie odnajduje bokonona
w głowie państwa

wiedz że na przystanku kosmos
czarny gorszy jest od białego
meczet prawdziwszy od kościoła

a na twym rodzinnym stole
leży naga świnia z rzeźni numer 5
dziękujmy więc panu za dary
dobrej matki ziemi

dalej wdycham śmierć w ciemnościach
ciemnej strony księżyca
i przyczyn upadku szukam w prawdzie
która miała nas wyzwolić

a to dziecko
to hybryda vonneguta i floydów
cynizm wyrasta tu z postępu
i przeraża mnie

Opublikowano

Patryk,ja się zaniepokoiłam,gdyż dawno Cię nie czytałam a tu nagle:

czwarta out, a to co wcześniej zbyt wyraźne i mimo trwogi jaka ogarnia peela - naiwne no:(
dla mnie tylko ostatnia
ale wiesz,ja zawsze z... high hopes
także co do Twoich wierszy

ciepło pozdrawiam
/martyna

ps.skoro tak szybko napisane to teraz wypada siadać i tyrać nad nim, no bo chyba warto,zawsze warto

Opublikowano

tytuł przyciąga. końcówka niezła, wg mnie może nawet bez 'mnie' byłoby bardziej gładko. reszta ( i tu zgadzam się z szacowną przedmówczynią;) ) do szlifu. cos w tym jest ale trzeba by to było dokładniej wyłonić.
pzdr:) aga

Opublikowano

Był tu już taki jeden co pisał teksty w 5 minut i był z tego
zajebiście dumny. nigdy tego nie pochwalałam i nic się w tej
kwestii nie zmieniło. tak naprawdę podobają mi się tylko
dwa wersy, reszta się nie wybija. na ogół Cię chwalę, więc
tym razem, jakoś mi przykro. a może tak ogólnie mi
przykro i podciągam to pod wszystko. w każdym razie
ja na Twoim miejscu zostawiłabym ten tekst w spokoju.

Pozdr. a

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...