Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie neguję istnienia Twa W niczym mi nie przeszkadza, ale argument o "zawiści", nie jest żadnym argumentem. Doceniam Pani czas włożony w odpowiedz,ale jedynie pan Krzywak odpowiedział na pytanie.
Pzdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


tak samo jak nie rozumie pan prawdopodobnie tekstów pani Rybak, nie pana wina..
czy się denerwuje - raczej był powiedział że to odruch obrzydzenia - gwałtowny - jak zawsze gdy się trafia na coś bardzo "obrzydliwego"
nazywanie pozytywnych komentarzy pod dobrymi autorami TWA to efekt li tylko zazdrości jakiegoś niedowartościowanego człowieczka.
prawdziwe TWA to jak się zbierze kółko gównianych autorów którzy słodzą sobie nawzajem pod gównianymi wierszami (moge dać link, byłem ostatnio z wizytą w takim szambie pod jednym z tekstów)
- i ide o zakład, że osoba kryjąca sie pod nazwą "bobFrut" jest co najmniej w kilku takich, pewnie nie tylko na orgu.. inaczej pisałaby to pod własnym nickiem - ale boi się negatywnych reakcji i niepochlebnych komentarzy..
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


tak samo jak nie rozumie pan prawdopodobnie tekstów pani Rybak, nie pana wina..
czy się denerwuje - raczej był powiedział że to odruch obrzydzenia - gwałtowny - jak zawsze gdy się trafia na coś bardzo "obrzydliwego"
nazywanie pozytywnych komentarzy pod dobrymi autorami TWA to efekt li tylko zazdrości jakiegoś niedowartościowanego człowieczka.
prawdziwe TWA to jak się zbierze kółko gównianych autorów którzy słodzą sobie nawzajem pod gównianymi wierszami (moge dać link, byłem ostatnio z wizytą w takim szambie pod jednym z tekstów)
- i ide o zakład, że osoba kryjąca sie pod nazwą "bobFrut" jest co najmniej w kilku takich, pewnie nie tylko na orgu.. inaczej pisałaby to pod własnym nickiem - ale boi się negatywnych reakcji i niepochlebnych komentarzy..
Nadal nie rozumiem o co pani/panu chodzi. jeśli pan/pani nie zrozumiał mojej odpowiedzi ( o czym świadczy ten komentarz) to znaczy,że do porozumienia nigdy nie dojdziemy. Dlatego proszę wybaczyć ale dalszej dyskusji za panem/panią nie mam zamiaru prowadzić.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie neguję istnienia Twa W niczym mi nie przeszkadza, ale argument o "zawiści", nie jest żadnym argumentem. Doceniam Pani czas włożony w odpowiedz,ale jedynie pan Krzywak odpowiedział na pytanie.
Pzdr.

No to jak Pan znalazł odpowiedź, to jest Pan chyba zadowolony. Na forach dyskusyjnych często rozmawia się o tzw sprawach obocznych. Nie sądzi Pan chyba, że uwierzę, iż chodziło Panu jedynie o ścisłą odpowiedź, a nie o wywołanie szerszej reakcji refleksyjno-słownej. Pozdr
Tak. Jeśli Pani nie zauważyła, nie było więcej moich komentarzy po poście pana M. Krzywaka.
Proszę uwierzyć. Pzdr
Opublikowano

Przecież jeśli autor nie zgadza się z czyimś komentarzem, a nie ma ochoty polemizować, bo uważa, ze to nie jego poziom, zawsze można taki komentarz zignorować. Jednak w tym przypadku włącza sie TWa (jak pod pierwszym wierszem Autorki), które proszę mi inaczej nie wmawiać, ale ma na celu jedynie wyśmianie komentującego.
Jeśli uczestnicy tego forum pozwolą na niezależne opinie pod wierszami, bez tego cynizmu, myślę, że problem TWa zniknie, a przynajmniej nie będzie zauważany. Nie będzie prowokował.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie wiem czy to do mnie, na wszelki wypadek odpowiem

jeśli Pan uznaje, że ktoś chce tylko Pana ośmieszyć w dyskusji, to proszę zrezygnowac z tej dyskusji - dla mnie to proste rozwiązanie i skuteczne

jeśli uzyskal Pan odpowiedź na swoje pytania, i jeśli jedynie o to Panu chodziło, to proszę już sobie wykasować ten wątek, bo od tej pory będzie bezużyteczny

pozdr
Pani Kalino Kowalska, jestem odporny na kpiny;) jeszcze raz powtarzam, że argument o "zawiści" nie jest żadnym argumentem. A jeśli jest, to znaczy, ze coś jest nie w porządku. Na pewno nie skasuję wątku.

Jeśli uczestnicy tego forum pozwolą na niezależne opinie pod wierszami, bez tego cynizmu, myślę, że problem TWa zniknie, a przynajmniej nie będzie zauważany. Nie będzie prowokował.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pani Kalino Kowalska, jestem odporny na kpiny;) jeszcze raz powtarzam, że argument o "zawiści" nie jest żadnym argumentem. A jeśli jest, to znaczy, ze coś jest nie w porządku. Na pewno nie skasuję wątku.

Jeśli uczestnicy tego forum pozwolą na niezależne opinie pod wierszami, bez tego cynizmu, myślę, że problem TWa zniknie, a przynajmniej nie będzie zauważany. Nie będzie prowokował.

Pan sam sobie przeczy, niedawno mówił Pan, że mu nie przeszkadza TWa, teraz zaś o problemie TWa. wiem że są ludzie mało odporni na cynizm i ironię, Pan widzę do takich należy, ale proszę mi wierzyć w rozmowie z Panem nie byłam cyniczna lecz logiczna.

Nie tylko TWa prowokuje, proszę Pana, Pan również, każdemu z nas się to zdarza.
Ja już się wyłączam z rozmowy.
Pozdrawiam serdecznie
Pani Kalino Kowalska. Twa jako takie mi nie przeszkadza, ale niech nie przekracza granicy swobody wypowiedzi innych uczestników. Teraz nie widzę sprzeczności.
Serdeczne Pozdrowienia.
Opublikowano

chłopczyku :) nikt ci tu nigdzie nie zabrania niezależnych opinii.. piszesz co chcesz - w tej chwili to ty sie czepiasz że ktoś się z tobą nie zgodził i cie przegadał pod tamtym wierszem (do ktorego link) i obrażony chłopczyk tupie nóżką że świat jest zły i ludzie jakieś spiski tworzą..
ale o dziwo - MOŻESZ to napisać - bo od tego jest forum - pogadamy i jest fajnie - kiedyś tu wycinali i banowali - więc nie bądź śmieszny i nie mów, że nie pasuje ci to że ktoś ci czegoś tu zabrania

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Panie/Pani Kazelot, proszę ale staje sie pan/pani śmieszny/na. Co to znaczy "przegadał", czym?
Proszę sobie odpuścić, bo mnie to nie rusza:)
Opublikowano

Jak by co to ja to ja ;)
Znaczy się, nie mam dwóch nicków. Możecie to sprawdzić. Spytać się admina, skąd się loguję itd. Mówię to, bo widzę, że zaszła taka potrzeba.

Pozdrawiam obie strony.

Opublikowano

skupmy się raczej na tym, że wolności wypowiedzi to ci nikt tu nie naruszył - chyba, że jednak - więc "pokaż no mnie to palcem"
ps. facetem jestem
ps2. amerrozzo - i tak będzie na Ciebie, chyba że się bobofrut ujawni - ale jak dla mnie to po prostu byłby zbyt fantastyczny zbieg okoliczności, gdybyście nie byli tym samym

Opublikowano

Kazelot, ładnie przekręciłeś mojego nicka, heh. W sumie gwiżdżę na to, co kto pomyśli.
Ale ja swoje wiem - nie jestem idiotą o dwóch nickach. Łatwo to sprawdzić, pytając się admina. Tyle ode mnie.

EDYCJA: Poza tym ja nie mam się, czego wstydzić. Wyraziłem pod tamtym wierszem jeno swoją opinię. A to, że ktoś się przyczepił, bo cośtam, to trudno. Zdarza się wszędzie ;-)

Nie zajmuję w tej dyskusji żadnego stanowiska.

Pozdrawiam obie strony.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


przepraszam już poprawiam :)
a co admin sypia z wami dwoma że wie takie rzeczy??
sory ale jestem po technikum elektr. - nie takie rzeczy się robiło :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


przepraszam już poprawiam :)
a co admin sypia z wami dwoma że wie takie rzeczy??
sory ale jestem po technikum elektr. - nie takie rzeczy się robiło :)
Heh, ja o komputerach nie wiem prawie nic. Myślałem, że da się to sprawdzić, skąd się loguję. Nie wiem, numer ip czy coś. W każdym razie daję swoje słowo, że jestem tu tylko pod tym nickiem. A jakbym się chciał kłócić o coś, to teraz bym wbijał pod kolejny wiersz P. Rybaka. I nie potrzebuję do tego zakładać drugiego konta.

Pozdrawiam.

EDYCJA: Tak w ogóle to spadam stąd. Powiedziałem, co miałem powiedzieć. Nie wiem, kim jest bobofrut; poza tym gdybym miał zakładać nick o jakimś napoju, to byłby to zapewne Lech, Żubr lub Tyskie ;-)

Dobranoc.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie rozumiem pana/pani. Nie przeszliśmy na ty:)
ja przeszłem - bo cie nie szanuje, gdybym cie szanował to bym przeszedł :), a gdybym cie lubił - bym się zapytał, ale jak chcesz mozesz mi pisac per Pan
Opublikowano

Sam Pana wątek na tym Forum jest chyba wystarczajacych dowodem, że owszem, każdy może tu wyrazić swoje zdanie. Nawet jeśli istnieje TWA, to może temu TWA to nie przeszkadza, a było ono tu zanim Pan się pojawił...

Pozdrawiam
Agnes

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Jest niedziela. Właśnie się skończyła msza święta. Jutro wychodzę na przepustkę. Teraz właśnie wyszłam z mojej celi na korytarz oddziału i słyszę, jak Agata rozmawia przez telefon:   - Tak, ciociu, straszne... - słyszę ironiczny głos Agaty. - Strasznie surowa ta moja kara. - A nawet jak za surowa, to co za problem? Mogę wtedy w modlitwie ofiarować ten nadmiar kary za różnorakich grzeszników. - No naprawdę straszne, że ja, młoda dziewucha, przez dziewięć miesięcy pożyję w nieco skromniejszych warunkach. A że mój tata, który mógłby być już dziadkiem, musi, jako oficer rezerwy, zapieprzać w każdą możliwą pogodę na poligonie, to jest w porządku??   Obok stał Marcin i się tej rozmowie przysłuchiwał. Kiedy Agata skończyła, pozwolił sobie na lekko uszczypliwy komentarz:   - Dla panny Agaty nie honor przyznać, że więzienie jest dla niej uciążliwością i że tęskni za wolnością...A ja pamiętam, że jeszcze na początku swojej kary to panna Agata tu płakała. - A ty co podsłuchujesz? Nie masz co robić? - fuknęła na niego Agata. - Nasze rozmowy i tak są kontrolowane. Więc twoja obecność nie jest tu wymagana... - Powiedzmy, że słucham, żeby zdać sprawę sądowi penitencjarnemu...-odparł Marcin z lekką nutą ironii. - Mi sąd penitencjarny nie jest potrzebny. - odparła Agata z nutą dumy. - Przedterminowego zwolnienia nie chcę, więc po co mi sąd penitencjarny? - Panna Agata honorowa jak szlachcianka... - odparł z udawaną nieśmiałością Marcin. - A idź ty... - odpowiedziała z rezygnacją Agata.   Marcin oddalił się. Ja się uśmiechnęłam porozumiewawczo do Agaty i zagadałam ją:   - Oj, podobasz się Marcinowi, podobasz... - Ja go też lubię. Ale trzeba mu jednak przypominać, że jako funkcjonariusz nie powinien mnie tak wyróżniać. - odparła Agata z lekkim zakłopotaniem. - Daj sobie spokój Agata, chodźmy lepiej do biblioteki poczytać.   I tak poszłyśmy oboje do naszej więziennej biblioteki. Agata wzięła sobie do czytania podręcznik „Prawo naturalne. Wprowadzenie”1 autorstwa profesora Javiera Hervady. Ja, chociaż jestem z wykształcenia socjolożką, a w bibliotece było dosyć literatury socjologicznej, to wzięłam „Historię prawa naturalnego”2tego samego autora. Życie więzienne ze wszystkimi jego szczegółami tak mnie wciągało, że czułam potrzebę zgłębienia tych tematów, szczególnie od strony naturalnoprawnej. Obie książki profesora Hervady ukazały się już za czasów III Rzeczypospolitej, natomiast wydania, które ja i Agata czytałyśmy wtedy ukazały się już w obecnej, wolnej i demokratycznej, Polsce. Wiele się nie naczytałyśmy, bo po mniej niż godzinie już wychodziłyśmy do ogrodu. Jakkolwiek niedziela to dzień święty, to jednak mogłyśmy w ogrodzie robić różne rzeczy i wszyscy nam mówili, że to nic złego. W końcu niedzielny odpoczynek nie powinien oznaczać nudy, czy też braku kontaktu z przyrodą. I tak w tę letnią, słoneczną i ciepłą, ale nie gorącą niedzielę pieliłyśmy, grabiłyśmy, potem także podlewałyśmy, no i odpoczywałyśmy.   Ja lubiłam popatrzyć sobie z perspektywy ogrodu na nasz przeuroczy zakład karny. Został on wzniesiony całkiem niedawno, a mimo to jest on w stylu...gotyckim. A właściwie w stylu neogotyckim, no bo styl gotycki to był w średniowieczu. A ponieważ styl neogotycki to był w XIX i na początku XX wieku, a wiek XIX i początek XX wieku też już dawno minęły, to właściwie chyba powinniśmy mówić o stylu neoneogotyckim, czy jakoś tak... W każdym razie jest on zbudowany z najnormalniejszej, tradycyjnej cegły, jak na gotyk przystało. Te wszystkie ostre łuki symbolizują niejako wznoszenie się człowieka do Boga i to tutaj bardzo pasuje: w końcu więzienie ma być jak klasztor. Zresztą podobną wymowę mają strzeliste wieżyczki, które ponadto powodują, że nasz zakład karny wygląda, jak twierdza. Twierdza, która z jednej strony uniemożliwia więźniarkom ucieczkę z niej, ale także chroni więźniarki przed złymi wpływami tego świata. Tak mniej więcej tłumaczył nam to zastępca naszej pani naczelnik.   Po pobycie w ogrodzie obiad, no a potem jesteśmy zamykane w celach. W celi każda z nas może mieć na raz co najwyżej trzy książki jednotomowe oraz trzy egzemplarze czasopism, a o telewizorach, czy komputerach to tam w ogóle nie ma mowy. Pani naczelnik tłumaczy, że to po to, żebyśmy się uczyły koncentrować na danych treściach i nie przeskakiwały ciągle od jednych treści do innych. Wiadomo, że dziewczyny raczej nie uwielbiają siedzenia w zamknięciu. Kiedyś, kiedy już się zbliżał czas zamknięcia cel, to jedna z osadzonych w wieku gdzieś tak dwudziestu paru lat zaczęła niezbyt głośno narzekać, że znowu te nudy... Pani naczelnik to przypadkowo usłyszała i zrobiła dziewczynie cały wykład o zaletach ascetycznej izolacji od świata i że tak w ogóle to by się przydało, żeby więźniarki godzinami siedziały w celach w milczeniu i skupieniu z zamkniętymi oczami. Wiadomo, że młode laski ciągnie do luzu i do zabawy i dlatego naczelniczka naszego więzienia nie ma łatwego zadania, kiedy próbuje je przekonać do życia na miarę zakonu kontemplacyjnego, ale jest bardzo ambitna i mimo wszystko nie ustaje w tych swoich dążeniach wychowawczych. Potem jeszcze kolacja i tak dobiegła końca niedziela.   Jest poniedziałek rano. Ponieważ już w południe wychodzę na przepustkę, to po apelu nie wychodzę z innymi dziewczynami do pracy, tylko jestem zamykana w celi. Na apelu wszystkie musimy stanąć w jednym szeregu tak, żeby czubki stóp były na narysowanej na podłodze linii. Jeżeli któraś z więźniarek przekroczy tę linię albo stanie zbyt daleko za tą linią, to za karę...musi przebiec korytarz oddziału tam i z powrotem. W drewniakach to nie takie proste...Tym razem padło na mnie i na Kasię z mojej celi. I tak się ścigałyśmy, a na końcu Marcin, który prowadził apel powiedział nam, że poszło nam całkiem nieźle. Marcin chyba lubuje się w wykonywaniu takich kar na więźniarkach. Lubi nam dać wycisk, żeby nam w ten sposób udowodnić, że jesteśmy bardzo dzielne. Coś czuję, że przyszła żona Marcina jest wśród więźniarek... Potem jeszcze śniadanie, po którym muszę spędzić jeszcze kilka godzin w mojej celi. Kwadrans po jedenastej zostaję zaprowadzona do przebieralni i dostaję moje własne ciuchy i buty, w które się przebieram. Zakładam spódnicę w kwiatki, w której się zgłosiłam do odbywania kary, oraz sandały, które mi Marek w sobotę dostarczył tutaj. W końcu wychowawczyni daje mi przepustkę i z tym papierem zmierzam do bramy więziennej.   ***   Jest poniedziałek. Jestem razem z moimi teściami przed zakładem karnym i czekam, aż Agnieszka wyjdzie na zewnątrz. W trakcie czekania podziwiam gotycką, a właściwie neogotycką architekturę więzienia. Na murze jest herb państwowy, a pod nim urzędowa, wypukła, czerwona tablica, na której jest napisana białymi literami nazwa instytucji, która się tu znajduje. I tu zauważam coś ciekawego, czego dotychczas jeszcze nie zauważyłem. Otóż tablica mówi, że jest tutaj „ZAKŁAD KARNY DUCHA ŚWIĘTEGO dla kobiet”. No też coś! A więc ta cała retoryka, że więzienie ma być jak klasztor ma aż tak daleko idące skutki, że więzienia dostają świętych patronów. Patrzę na zegarek, jest dwunasta i przez drzwi, które są obok więziennej bramy, wychodzi Agnieszka, a towarzyszy jej znana mi funkcjonariuszka Marzena, która już raz nadzorowała nasze widzenie i o której Agnieszka mi już raz pisała w liście. Wymieniam parę szybkich całusów z moją żoną.   - Część Marek, przyprowadzam Ci twoją żonę. - odzywa się do mnie radośnie Marzena.   - Cześć Marzena.- odpowiadam. - Widzę, że już nawet więzienia mają świętych patronów.   - No, dobrze to zauważyłeś. - odpowiada mi Marzena z namysłem. - Wiele więzień kobiecych w Polsce ma obecnie jako patronki święte kobiety. Ale ze świętymi obojga płci jest taki problem, że jako ludzie miewali także wady i to może rodzić kontrowersje. W wypadku Ducha Świętego ten problem oczywiście odpada, bo jako duch i osoba boska nie może mieć słabych stron. Z drugiej strony święte kobiety, dzięki swoim pozytywnym cechom charakteru mogą być wzorcami osobowymi także dla osób niewierzących w Boga i to jest zaleta, której nie ma Duch Święty jako patron. No jest to jakiś problem...   -Oczywiście można by sobie dać spokój z dawaniem zakładom karnym świętych patronów. - kontynuuje Marzena po chwili. - Tyle, że ja, ale chyba nie tylko ja, bym się obawiała takiej sytuacji, że więziennictwo jest pozbawione tego głębszego wymiaru duchowego, bo wtedy mogłoby stać się ono czystą przemocą...Tak, to trudne problemy. W każdym razie musimy działać zgodnie z prawem naturalnym i pozytywnym.   - Oj, ale was chyba tu za długo zagadałam.- powiedziała w końcu Marzena z rozmachem i się uśmiechnęła. - No, pewno chcecie się teraz sobą nacieszyć, a mnie też czeka robota...Pa, Agnieszka, do zobaczenia za tydzień...   -Pa, Marzena, całuski i do zobaczenia...-odpowiedziała moja żona.   Funkcjonariuszka odwróciła się na pięcie i zniknęła w głębi więziennego terenu. Teraz odezwała się moja teściowa:   - Moja córka wychodzi po trzech miesiącach z więzienia, a co robi jej mąż? Uskutecznia sobie pogaduszki ze strażniczką więzienną!   Odpowiedź mojej żony nie kazała długo na siebie czekać:   - Mamo! - fuknęłą Agnieszka. - To są bardzo ważne sprawy: relacja między sferą religijną i sferą państwową. To są sprawy, które mogą budzić kontrowersje i właśnie dlatego trzeba o tym rozmawiać. I mam nadzieję, że wszyscy słuchaliście, co mówiła Marzena.   -Ależ dziecko. -odezwał się stanowczym głosem ojciec Agnieszki.- Doskonale rozumiem wagę tych spraw i dlatego z uwagą tego słuchałem.   - Nie zapominaj mamo – kontynuowała Agnieszka – że jestem dziennikarką i właściwie powinnam takie dyskusje animować. A jeżeli chodzi o Marka, to co dziennie dziękuję Bogu w modlitwie, że mam takiego ciekawego świata męża.   Po zakończeniu tej krótkiej scysji moja żona westchnęła radośnie:   - Och, jak pięknie! Znowu na wolności! We własnych ciuchach i we własnych butach. Stopy mam takie lekkie... Trzeba się będzie wyszaleć!   Po tych słowach poczułem nagłą ochotę, żeby tę głupią kozę, która jest moją żoną, nieco zdyscyplinować. I dlatego ułożyłem sobie szybko małe przemówienie i odezwałem się do niej w ten sposób:   - Tylko sobie za dużo nie wyobrażaj z tym szaleństwem. Pamiętaj, że jesteś na przepustce z więzienia, a ja, jako twój mąż, w pewnym sensie za ciebie odpowiadam. I już ja dopilnuje, żeby ten twój pobyt poza murami zakładu karnego był nacechowany skromnością i cnotliwością.     - Oj, Marek! Zaczynasz jak nasza pani naczelnik. Ona by też chciała, żebyśmy żyły skromnie i cnotliwie, jak zakonnice i ciągle robiły coś pożytecznego i ciągle siedziały z nosami w książkach...   - No to chyba dobrze... - odparłem z udawaną naiwnością.   - No to wyobraź sobie, że młoda dziewucha, jak ja, musi się także zabawić, wyszumieć...   - Jeszcze się wyszumisz, Aga. Ale pamiętaj: odwleczona przyjemność staje się czasem...jeszcze większą przyjemnością. No i znowu mój jakże mądry mąż ma rację...- odpowiedziała Agnieszka z łagodnym uśmiechem.   Tak rozmawialiśmy idąc na autobus, potem podróż do naszego miasta, a tam na dworcu autobusowym rozstaliśmy się z moimi teściami i poszliśmy pieszo do siebie do domu. Kiedy już byliśmy w naszym mieszkaniu Agnieszka poszła do naszej sypialni, chyba po to, żeby przebrać się w jakieś domowe ciuchy, a ja sobie przypomniałem, że rano zapomniałem umyć zęby i dlatego poszedłem do łazienki, żeby to nadrobić. W trakcie szorowania zębów usłyszałem, że Aga otwiera drzwi od łazienki, wyjmuje klucz z dziurki, wkłada go po drugiej stronie, a potem...zamyka drzwi i klucz przekręca. Szybko podbiegłem do drzwi i zacząłem w nie walić:   - Zgłupiałaś?! Co ty robisz?! Otwieraj!   Zza drzwi dobiegł spokojny głos Agnieszki:   - A może by tak grzeczniej? Ja się tak nie wyrażam, kiedy mnie zamykają w celi. A tobie się należy kara za twoje zachowanie wobec pani Krysi. Posiedzisz tam godzinę, a ja w tym czasie przygotuję obiad.   Zrezygnowany usiadłem na zamkniętej muszli klozetowej. Trochę się pomodliłem w ciszy za Agnieszkę i za wiele innych spraw. Potem wziąłem szczotkę klozetową oraz ocet i szorowałem kibel. Po jakimś czasie drzwi się otworzyły, a w nich stała Agnieszka.   - To co? Zapraszam na obiad. - usłyszałem uśmiechnięty głos mojej żony.   Obiad zjedliśmy w miłej atmosferze bez większych rozmów, potem ja zmyłem i wytarłem naczynia i usiadłem przy kuchennym stole. Wtedy do kuchni weszła Agnieszka i z zalotnym uśmiechem na twarzy chwyciła mnie za rękę i zaczęła ciągnąć. Tak mnie zaciągnęła do naszej sypialni, gdzie żaluzje były spuszczone. Z tym zalotnym uśmiechem zaczęła mnie obmacywać w najróżniejszych miejscach...   - No co ? Nie miałbyś ochoty zrobić teraz TEGO?   Uśmiechając się delikatnie zacząłem ją także obmacywać w różnych miejscach, także poniżej pasa.   - Ależ oczywiście, że miałbym ochotę...- powiedziałem starając się przeciągać każde słowo.   Czułem jak żona zbliżała swoje ciało coraz bliżej do mojego.Kiedy już nasze krocza prawie się dotykały, chwyciłem ją mocno za biodra.   - I właśnie dlatego, że oboje tego chcemy, teraz tego nie zrobimy. - oznajmiłem krótko stanowczym głosem. Na twarzy Agnieszki rysowało się zdziwienie. Zrobimy to kiedy indziej, kiedy już będziesz znowu za kratami.- kontynuowałem z nutą zalotności. Jestem pewien, że dostaniesz intymne widzenie. To będzie taki seks penitencjarny, rozumiesz? Dobiorę się do ciebie, kiedy będziesz znowu w więziennej spódnicy, chustce na głowie i w drewniakach. A bieliznę to tam chyba nosisz szarą, prawda? Seks w więzieniu będzie miał za zadanie polepszyć twój stosunek do odbywanej kary...   Mówiąc to wszystko mój ton stawał się coraz bardziej namiętny. Na twarzy mojej małżonki widać było zdziwienie przechodzące w irytację.   - Ty chyba kompletnie zwariowałeś! Kompletnie ci się role pomyliły...   Agnieszka przerwała tak, jakby zaniemówiła ze zdziwienia.   - Każdy normalny facet, którego żona wyszłaby z pierdla, chciałby sobie porządnie z nią poużywać, a ty... Bawisz się w wychowawcę więziennego. - mówiła zdenerwowanym głosem.   Patrzyłem na nią niewzruszony.   - Widzisz, już od dłuższego czasu uważam, że powinni dla mnie stworzyć funkcję o nazwie „społeczny pomocnik Służby Więziennej”. - rzekłem lekko ironicznie.   Agnieszka popukała się w czoło.   - I wiesz co... Właśnie dlatego, że jesteś taki pierdolnięty, jeszcze bardziej cię kocham! - powiedziała zdenerwowanym głosem i zaczęła mnie namiętnie całować.   Dogadaliśmy się, że wieczorem pójdziemy potańczyć. Udało mi się ją namówić, żeby założyła buty na prawie płaskim obcasie, niezbyt krótką sukienkę i żeby zrezygnowała z wszelkiego makijażu i wszelkiej biżuterii. No i żeby włosy związała w kok. Jakkolwiek nie mieliśmy tego wieczoru nieskończonej ilości czasu, to z drugiej strony nie musieliśmy się za bardzo spieszyć, ponieważ mój dyżur bibliotekarski zaczynał się następnego dnia dopiero o godzinie 11.00. Kiedy z tej wieczornej eskapady wróciliśmy do domu około 23.00, ja wydałem zdecydowanym tonem zarządzenie:   - Ty do łóżka, ja śpię na materacu w śpiworze. Czeka mnie jeszcze nie jeden pobyt na poligonie, więc muszę się przyzwyczajać.   Daliśmy sobie całusy i poszliśmy spać.                   1Javier Hervada, Prawo naturalne: Wprowadzenie, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2011 2Javier Hervada, Historia prawa naturalnego, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2013                         1Javier Hervada, Prawo naturalne: Wprowadzenie, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2011 2Javier Hervada, Historia prawa naturalnego, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2013
    • @Ernest Guzik Beskid Wyspowy to piękna kraina - rodzinna Mojej Mamy.
    • @LessLove nie tworzę żadnej religii:) ja słucham od dziesięciu lat tajemnego planu:) wiedza z tamtąd:)
    • Tama bobra: bar Boba - mat.  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        wierzyłem morzu na jego dnie zwątpiłem nie widząc lśnienia   Śpiewaj Orfeuszu. Jest tylko morze. Przypomniała mi się planeta Solaris i jej myślący ocean. Ludzie nie potrafili go zrozumieć, dlatego zwątpili w niego i siebie. Jedno z nich musiało zginąć - oni lub myślące morze/ocean.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...