Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tu leży Korwin-Mikke Leży ale z klasą
Gentelmen Przypominał Platona nad kasą
Filozofia zysku znalazła w nim artystę
Lecz Janusz polityk gniótł kabarecistę

I byłby go z kretesem bezpowrotnie zdławił
Lecz mu Pan na drodze bałwanów postawił
Oświeć tę głupotę - rzekł - a ja ci w niebie
Zrobię miejsce dla muchy Twojej i dla ciebie

Nie oświecił głupoty bo ta bezmózgowa
Fakt przyjmuje tylko jej kość ogonowa
Bóg poczucie humoru Korwina docenił
Jego muchę w chorągiew swojej chwały zmienił


/Uwaga! w tytule jest błąd - nie odmieniamy członu herbowego, odmieniamy tylko człon nazwiskowy, dlatego poprawnie powinno być: Epitafium dla Janusza Korwin-Mikkego;
sam się poprawiam, aby nie utrwalać błędów/

Opublikowano

Potraktowany, nie powiem, po gentlemeńsku
I choć brzmi to jak dowcip, lecz jest po angielsku.

Don Kichot przynajmniej dobrego miał hombra
- z wiatrakiem, gdy walczył, był druh Sancho Pansa.
A Darvin (tfu) Korwin, ciut złych kumpli dobrał,
- to w smoki wierzyli, to kpili z szympansa.

I jak się skończyło? No cóż, dupa blada,
A mucha, jak mucha… (ekhmm... nie wypada).
;)

Opublikowano

szkoda, że mu się do tej pory to nie udało i, podejrzewam, że nie uda. niestety zbyt ciemna masa siedzi w parlamencie i przed telewizorami, żeby zrozumieć prawdziwą inteligencję, która ma na celu rzeczywistą poprawę stanu naszego państwa. mogę się przyznać, że jestem za tym człowiekiem całym sercem.

co zaś do wiersza - mnie się podoba. z chęcią czytam epitafia, jakie wychodzą spod pańskiej ręki. zawsze można liczyć, nawet w najgorszych momentach, na poprawę nastroju :) oczywiście i tym razem się nie zawiodłem.

pozdrawiam.

Opublikowano

HAYQ.;
jeśli donkichoreria daje powód do wyśmiania, to oznaczałoby triumf barbarzyństwa i cynizmu politycznego;
podkreślam - Korwin był zawsze legalistą, wbrew paskudnej tradycji bolszewicko-mafiozo-lewicowych, gdzie podstęp i obłuda były normą postępowania;

Mr.Suicide.;
pozostaję w duchowej łączności;
J.S

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...