Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Spójrzmy prawdzie w oczy: wobec pojawiającej się codziennie masy
nowych poetów nadchodzą czasy, kiedy nawet kilkuwyrazowe haiku
staje się niczym nie uzasadnioną rozrzutnością słów wynajmowanych od Słownika,
będącego przecież własnością także innych ludzi. Proszę rozejrzeć się dookoła:
zaczyna brakować nie tylko lasów, łąk, czystego nieba, węgla, ropy -
ale przede wszystkim nam, żyjących w tych przeludnionych czasach,
zaczyna brakować wyrazów, aby opisać to co nas spotkało! Oszczędzajmy je zatem
dla przyszłych pokoleń poetów, bo wypiszemy wszystkie i pozostanie
im tylko kiwać głową w milczeniu. Zdajmy sobie zarazem sprawę,
że tak jak ciężko zrezygnować człowiekowi z dobrodziejstwa posiadania samochodu,
bo podobno światowe zapasy ropy naftowej oblicza się zaledwie
na kilkadziesiąt lat, tak i nam - poetom, ciężko będzie ni stąd ni zowąd
przestać pisać, wiedząc, że wszystkie tematy zostały już praktycznie wypisane.
Co robić zatem? Jak pogodzić oszczędność słów z erupcją talentu?
Na dole przedstawiam jeden ze sposobów. Otóż starajmy się odtąd
tak pisać wiersze, aby używać na nie jak najmniej słów. Ale nie staroświecką
metodą eliminacji placebo, tylko pisząc je w taki sposób, by z jednego
wiersza wychodziły przynajmniej dwa. Przykład:

erotyk

knocą
sioło
Japonistek


osioł

spotkanie J
okryte
nocką


Proszę zauważyć, że do napisania drugiego wiersza (a może pierwszego?)
zostały użyte wszystkie literki z wyrazów pierwszego (a może drugiego).
Ileż słów, pisząc w ten sposób, zaoszczędzimy dla potomnych! Oczywiście,
drugi (a może pierwszy) z tych wierszy jest tylko przykładem, jak odtąd
będziemy je interpretować: bierzemy na przykład do ręki "Iliadę"
i próbujemy odczytać ze wszystkich użytych w niej liter jakąś inną, nową treść.
Niby po co Bóg stworzył naszymi rękami komputery? Abyśmy odtąd sami
mogli przy ich pomocy cofać się do prapoczątku, czyli do Pierwszego Słowa
(a może Drugiego).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dwa wiersze w jednym. taka innowacja. Za mną pójdą miljony, organizacje takie jak "Greenpeace Słowa" a nawet bojówki NSdAP ("Narodowe Słownictwo dla Aparatury Partyjnej").
pierwsze koty za płoty
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dwa wiersze w jednym. taka innowacja. Za mną pójdą miljony, organizacje takie jak "Greenpeace Słowa" a nawet bojówki NSdAP ("Narodowe Słownictwo dla Aparatury Partyjnej").
pierwsze koty za płoty
agituje Pan? "za mną póją miliony" (nie miljony) To już było:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dwa wiersze w jednym. taka innowacja. Za mną pójdą miljony, organizacje takie jak "Greenpeace Słowa" a nawet bojówki NSdAP ("Narodowe Słownictwo dla Aparatury Partyjnej").
pierwsze koty za płoty
agituje Pan? "za mną póją miliony" (nie miljony) To już było:)

ha ha... zajrzałem na profil! Pani pisuje haiku, wydawałoby się do tej pory najbardziej oszczędną w wypowiedzi formę i moje przekonania są dla Pani niebezpieczne! moją formę można by nazwać:
matrioszką, bo w jednym wierszu będzie można przeczytać dwa a nawet - w miarę rozwoju cywilizacyjnego - kilka wierszy. póki jeszcze czas, niech Pani napisze scenariusz filmu o inercyjnej cywilizacji której przedstawiciele powiedzieli już wszystko co można było powiedzieć i teraz milczą.
do wypowiedzenia 10 słów rocznie mają prawo jedynie Zarządcy Kontynentów, a do użycia trzech TAK lub NIE Posłowie Planety. okazuje się (odtąd), że nie tylko Słońca gasną, ciała niebieskie wytracają impet, ale i wyrazów użytych na jedną cywilizacje jest ściśle określona ilość.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


agituje Pan? "za mną póją miliony" (nie miljony) To już było:)

ha ha... zajrzałem na profil! Pani pisuje haiku, wydawałoby się do tej pory najbardziej oszczędną w wypowiedzi formę i moje przekonania są dla Pani niebezpieczne! moją formę można by nazwać:
matrioszką, bo w jednym wierszu będzie można przeczytać dwa a nawet - w miarę rozwoju cywilizacyjnego - kilka wierszy. póki jeszcze czas, niech Pani napisze scenariusz filmu o inercyjnej cywilizacji której przedstawiciele powiedzieli już wszystko co można było powiedzieć i teraz milczą.
do wypowiedzenia 10 słów rocznie mają prawo jedynie Zarządcy Kontynentów, a do użycia trzech TAK lub NIE Posłowie Planety. okazuje się (odtąd), że nie tylko Słońca gasną, ciała niebieskie wytracają impet, ale i wyrazów użytych na jedną cywilizacje jest ściśle określona ilość.
Ech!:) a.
Opublikowano

Idąc dalej takim greenpeace'owym rozumowaniem można by jeszcze bardziej zaoszczędzić ;)) Np. stworzyć wyrazy, które zastępowałyby (przy niezłej wprawie) nawet całe zdania.
Najprostszy przykład: bułka z masłem - małka
Wniosek? Z dwóch wyrazów o stosunku użytych środków (liter) 12:5 nie dość, że oszczędzamy, to jeszcze zyskujemy więcej niż zainwestowaliśmy. 7 dodatkowych liter!!!
Wystarczy teraz sobie wyobrazić, jak wyglądałyby opasłe dzieła, czy choćby nasze c.w.
- wcale by nie wyglądały. Bo przy ujemnym bilansie, choćby takim j.w. mogłoby ich w ogóle nie być.
Pozdrawiam :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



w takim razie to dla Twojego kota:


Zakochał się w sikorce
i wielkie oczy miał strach,
oczy zeza zbieżnego
takiego miały, że ach.

Zderzały się ze sobą
prawe mówiąc: "aaaau...sorry"
lewe: "yrros...uaaa"
a strach: "i tak nie boli!

Choć chciałbym oczy wielkie,
żeby mnie raz bolało -
ale sikorka jest szybsza*
poza tym, że ma ciało.

"Lecz przecież oczy twoje?"
"?ejowt yzco żeicezrp zceL"
krzywiło się prawe oko,
lewe na odwrót - nie.

"Strach to ma duże oczy..."
"Strach to ma duże oczy..."
śmiały się głośno dzieci,
a strach

po prostu miał zatwardzenie


* toteż powiada się: "nawet nie zdążył się przestraszyć!"


a to dla Ciebie: wstrentnie dziękuję
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wpadłeś na genialny trop i już z niego do końca życia nie zejdziesz!
tak, Twoje najprostsze przykłady pokazują istotę Natury, naturalne dążenie do skrótowych wypowiedzi. stąd choćby te wszystkie PZPR, PRL, PiS, PO
coś takiego jak woda: gdziekolwiek na świecie wyjmiemy korek z wanny - wirować będzie w jedną stronę. wszyscy to robią prawie codziennie ale nikt nie zwraca na to uwagi.
podobnie jest właśnie ze skrótami: dlaczego jest tylu Andrzejów, Marków? Tomaszów? co chwilę jakaś Anna, Zofia, Ewa? tysiące tysięcy Kowalskich, Smith`ów?
widać w tym podobną prawidłowość, co z wirującą w jedną stronę wodą - naturalne dążenie do oszczędności słów, w powyższym przykładzie nawet identycznych nazwisk i imion będących przecież jedyną niepodważalną własnością człowieka od chwili narodzin, aż po śmierć. a czasem, jeszcze długo po śmierci (Leonardo da Vinci, Pitagoras, Al Capone)
na Inercyjnej Planecie sznuruje się noworodkom usta, zanim zdążą powiedzieć: mama.
zostało co prawda jeszcze kilka milionów mam do wymówienia, ale te przydzielane są tylko tym rodzicom, którzy zasłużyli się czymś wyjątkowym dla Planety. owszem, zdarzają się czasem tu i ówdzie incydenty, kiedy ktoś wykrzyknie: "Matko Boska!" widząc rachunek za milczący telefon, ale tacy osobnicy są natychmiast eksterminowani a ich struny głosowe po wyrwaniu skazane na społeczne potępienie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



w takim razie to dla Twojego kota:


Zakochał się w sikorce
i wielkie oczy miał strach,
oczy zeza zbieżnego
takiego miały, że ach.

Zderzały się ze sobą
prawe mówiąc: "aaaau...sorry"
lewe: "yrros...uaaa"
a strach: "i tak nie boli!

Choć chciałbym oczy wielkie,
żeby mnie raz bolało -
ale sikorka jest szybsza*
poza tym, że ma ciało.

"Lecz przecież oczy twoje?"
"?ejowt yzco żeicezrp zceL"
krzywiło się prawe oko,
lewe na odwrót - nie.

"Strach to ma duże oczy..."
"Strach to ma duże oczy..."
śmiały się głośno dzieci,
a strach

po prostu miał zatwardzenie


* toteż powiada się: "nawet nie zdążył się przestraszyć!"


a to dla Ciebie: wstrentnie dziękuję

chyba zacznę oblizywać monitor, żebyś przerzucił obiekt z kota. ;) serwus wstrentny
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


He, he... może się zdziwisz, ale nie zaskoczyłeś mnie z tą wanną :) To znaczy zaskoczyłeś tym, że też zwróciłeś na to uwagę. Kiedyś próbowałem nawet zmienić kierunek wiru wciągającego wodę i wiesz co? Udało mi się :) ale da się to zrobić, tylko, kiedy wody jest mało. Przy pełnej wannie, nawet jeśli się uda, za chwilę wir i tak zacznie się kręcić w "swoją" tzn lewą stronę. :)
Opublikowano

wstrentny rozgadałeś się ponad miarę w tych swoich wierszykach, a tak w ciebie wierzyłem.
Moja propozycja brzmi następująco:

erotyk
1
2
3

osioł

4
5
6

mimo to nie tracę wiary w ciebie i pozdrowię cię świątecznie tak jak i innych dyskutantów. Oszczegam nie wiem jak długo wyczymam w swoim zauroczeniu. 1.1

Opublikowano

effffenndii, gurruu,miszczu!!!!
pomyślałem i ja,czasami się zdarzy,i napisałem wiersz trzema literami

INDYWIDUALISTA

a
b
c

dla tych, co na morzumocyniemożności wiersz napiszę wieloma literami

INDYWIDUALISTA

a
b
c
d-uśmiecha się
e
f
g

aż do m-moc jest z nami

wszystkim serdecznej mocy w Nowym Roku, wielu dobrych wierszy
A.

dzyń, dzyń, dzyń

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


He, he... może się zdziwisz, ale nie zaskoczyłeś mnie z tą wanną :) To znaczy zaskoczyłeś tym, że też zwróciłeś na to uwagę. Kiedyś próbowałem nawet zmienić kierunek wiru wciągającego wodę i wiesz co? Udało mi się :) ale da się to zrobić, tylko, kiedy wody jest mało. Przy pełnej wannie, nawet jeśli się uda, za chwilę wir i tak zacznie się kręcić w "swoją" tzn lewą stronę. :)
wiem, że to zauważyłeś. dlatego napisałem, że już nie zejdziesz z tej drogi.
cierpieć będziesz tam gdzie inni śmiać się będą. umierać za chienę bo ma raka "c",
wpadać w korkociąg kiedy wino otworzą ku uciesze, motylkowi pyszczek wycierać ze smoły.
i wcale mi Cię nie szkoda, Fauście.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



rozgadałem się bo korzystam póki można. póki kryzys nie zamknie ludziom gęby na kłódkę.
dlaczego wyginały dinozaury? bo były olbrzymie, toteż POROZUMIEWAŁY SIĘ ZE SOBĄ WIELKIMI LITERAMI aż wyczerpał się im zapas słownictwa.
ucieczka w cyfry niewiele pomoże, alfabet Morse`a również. Pismo klinowe bracie Reniferze, ot co. no to siup nasze zdro... znaczy się, milczenie!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ja również, bo nie wiem jak długo będe jeszcze w stanie nadawać.... halo? ziemia... słyszycie mnie?
halo, to Ty Reniferze? Almare? serwus Lena, to Ty?


Czekamy w domach - nie ma dróg
wyruszyć można tylko w siebie.
w Stajence zaraz zrodzi się Bóg
i pierwsza gwiazdka zalśni w niebie.

Dziś darujemy winnym winy,
serca na chwilę się otworzą -
w radość je Panie wystroimy
i nasza radość będzie Drogą

Dziś nie ma dróg, poza nami -
już pierwsza gwiazdka lśni na niebie:
serca przed Tobą otwieramy
i zapraszamy Cię do siebie
Opublikowano

-nadawaj, nadawaj jak najdłużej.nie pękaj, to trochę misja.warto, dla polszczyzny.


Takie proste przemyślenie
na Święta w głowę mi się wwierca
że Boże Narodzenie
to jest pytanie o stan serca

Gdy łączy nas stajenka cicha
czujemy jedną chwilą małą
że nasze serce jeszcze dycha
i nie do końca nam stwardniało

Że został jeden punkt szczelina
gdzie się maleńka iskra złoci
od której potem się zaczyna
płomień nadziei i dobroci

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • "Skoro sztuka mnie wyklęła, nie uznaję jej kanonu. Skoro sacrum mnie nie przyjęło, uczyniłam bluźnierstwo rytuałem."   Schowała świeżo wykonany rysunek  za pazuchę płaszcza. Palcami ubrudzonymi węglem, pogłaskała śliczne, malutkie łebki  białych, bezdomnych kociąt, którzy dzielnie służyli jej za modeli. Szybko wzięli się za wylizywanie sobie nawzajem, szarych pasemek, które im nieopatrznie stworzyła. Powoli zaczynało świtać a niebo grafitowo-niebieskie  iskrzyło głęboko ponad chmurami, jasnymi śladami, cichych jeszcze wyładowań. Burze trapiły ich w tym roku niczym rozległa i nader uciążliwa plaga. Jeśli dziś nadejdzie kolejna z nich, to rzeka płynąca przez miasteczko i dzielącą je praktycznie na pół, wystąpi z koryta  i wywoła nieprzewidziany w skutkach potop.     Bała się burzy i żywiołu wody. Nie umiała radzić sobie z nagłym lękiem, który ogarniał jej  wątłę, blade i piegowate ciało, gdy tylko do jej  wyczulonych na zmiany w środowisku uszu, spłynął szum fal rzęsistego deszczu, przecinany hukiem  śmiercionośnych, boskich błyskawic. Najgorszą torturą był dźwięk deszczu odbijającego się od klekoczących okiennic, ledwie wręcz umocowanych  w jej skromnej sypialni.     Strach zyskiwał wtedy moc cielesną. A rozum nie potrafił przeciwstawić się mu w sposób spokojny i racjonalny. Skulona i zlana, zimnym potem, przeklinała to co najbardziej kochała. Opowieści o duchach i potworach, senne, poranne spacery po zapuszczonych, wyłączonych z użytku już nekropoliach, seanse z tarotem  i czarnomagicznymi księgami, by przywołać demony i dżiny  i powierzyć im spełnienie  najdzikszych pragnień. W jej rysunki i szkice, rozwieszone wszędzie wokół łóżka, sam diabeł lub jego piekielni akolici, wpychali iskrę życia. Jej prace gdy je wykonywała, nie wzbudzały w niej  odstręczenia, wzgardy, lęku czy przerażenia. Przeciwnie. Kochała ich każdy detal i doskonałość formy.     Lecz gdy potwory, bestię i ghoule, wychodziły o północy z ram kartek i otaczały ją zewsząd, wyciągając szponiaste włochate łapy, śliniące się, krwistoczerwone jęzory. Naruszały brutalnie i wrogo jej niewinność. Każdy skrawek jej ciała. Nawet najdelikatniejszy, był pod władztwem  ich niepohamowanego amoku  i dzikiego pożądania gadzich ślepi. Koszmar kończył się gdy  burza odchodziła na wschód, gnana zwierzęcą potrzebą zniszczenia kolejnych niewieścich lub dziecięcych snów.     Budziła się z krzykiem. Powoli odzyskiwała rozum i oddech. Czuła się brudna. Zszargana i sprofanowana. Jej odkryte lubieżnie wdzięki, lśniły niczym najdroższe klejnoty  w bieli, krochmalonej pierzyny. Strach i gorycz mijały z każdą minutą. Zakrywała zasiniaczone lekko piersi  o różowych drobnych sutkach, Broniła wglądu w zaczerwienione, mokre łono o idealnie złożonych, różanych płatkach. A potem jak gdyby nigdy nic wstawała. Plotła byle jak, złociste pukle włosów i natychmiast brała do ręki węgiel lub ołówek. Musiała uwiecznić kolejny koszmar  na płótnie czy kartce. Już nie budziło to w niej grozy  a irracjonalne podniecenie. Wena była drogą ku spełnieniu.     Rysowała każdy szczegół. Dokładnie i długo. Każdą zmarszczkę, grymas czy fałdę. Znów była oddana pieszczotom. Tej, którą kochała nad życie. Sztuki. Jej zwinne, długie palce, kresliły linię  idealnych konturów i przestrzeni. Czasami muskała wręcz kącikiem brody  o powierzchnię rysunku, wystawiała końcówkę języka w skupieniu i dokładała każdy cień,  każdą warstwę. Czasami wiedziona zapomnieniem, zważała dopiero niewczas jak mocno na łechtanie zmysłów odpowiada jej ciało. Nogi wolno skupiały się ku sobie  a dorodne uda tarły, najdelikatniejszymi, wewnętrznymi powłokami skóry, prowokując jej policzki  do silnego zaczerwienienia  a usta do lubieżnych westchnień  a nawet cichych jęków. Mrowienie rozchodziło się z jej trzewi na cały organizm. Jak tembr dzwonu. Jak fale wzburzone wrzuconym w czystą, krystaliczną toń kamieniem.     Tonęła jak ten kamień. W imaginacjach, wspomnieniach, upadłych fantazjach. Czuła jak tężały z wolna jej napięte mięśnie. Nie tylko one. Piersi twardniały boleśnie  i znów jak w nocy domagały się demonicznych, srogich pieszczot. Jej druga dłoń bezwiednie, zaczynała grać rolę tego demona. Głaskała, mlecznobiałą szyję, Dusiła ją delikatnie lecz na tyle  by ślady palców  zostawały choć na moment i budziły wspomnienie nocnego zniewolenia. Czasami odkrywała piersi, nabrzmiałe chwytały  delikatną i chłodną rześkość poranka. Wsuwała palce do pełnych, gorących ust. Najpierw ledwie zwilżone,  błądziły wokół warg by nagle znaleźć się głęboko na tylnej ścianie języka. Pragnęła jeszcze więcej, wspominając ich zwierzęcy, nocny erotyzm. Brała pierś w dłoń. Ugniatała szybko i brutalnie  czując w sobie jeszcze  ślad rytmicznych pchnięć.     A gdy tego jeszcze było jej nie dość. Zsuwała się niżej i rozrzucała nogi na boki. Wilgoć jej najdelikatniejszego obszaru tylko potęgowała w niej żądze. Palce skupiała na jednym punkcie. Twardym i gorącym, który delikatnie ukrywał się nadal  jakby speszony i wstydliwy przed tym  co zaszło już znacznie za daleko. Tak płonęło jej ciało. W ogniu pożądania. Aż do spełnionego końca  który wieńczył dzieło.   Po wszystkim, roztrzęsiona a zarazem lekka jak piórko. Brała skończony rysunek  i na nadal objętych mrowieniem nogach podchodziła do łóżka.  Przyklejała nad nim dzieło na którym stadko ghouli  pieściło ją ze wszystkich stron  ku szaleństwu. Uśmiechnęła się  z niepokojąco zepsutym błyskiem w oku.     Wszyscy uważają ją za wiedźmę  i upadłą, rozwiązłą dziewczynę Diabła. Dlatego wyrzucono ją najpierw z klasztoru, potem z akademii sztuk pięknych  a teraz nawet przepędzano  z parku czy barów. Nikt nie chciał nawet oglądać jej dzieł. Tym bardziej kupić ich. Z jednej strony bała się nocnych burz. Z drugiej błagała czasem w myślach  by nadchodziły jedna za drugą. Lubiła być niewolnicą swojej upadłej sztuki. Kochała być niewolnicą demonów.     Ostatnio odwiedził ją  jeden z poetów wyklętych. Urzekła go. Naturą, charakterem, talentem i pięknem. Korzystał bez zahamowań  z uroków jej młodego ciała, sycąc jeszcze zmysły  rozwieszonymi wszędzie rysunkami. Czuła się przy nim, brudna, upadła i wyklęta. I było jej z tym błogo. Taka była. I taka miała pozostać.        
    • @Mitylene dziękuję za komentarz. Uwielbiam się wpatrywać w drzewa:) Pozdrawiam 
    • @Berenika97 nie sposób napisać tutaj coś więcej, bo @Migrena powiedział wszystko. Całkowicie podpisuję się pod jego komentarzem. Świetny wiersz! Nawet ścierką i octem potrafisz grać na emocjach;) Taka perfekcyjna Pani Domu z Ciebie;) Serdeczności. 
    • @huzarc   Gorzka diagnoza okrągłego stołu jako "targu" elit, gdzie "brzęk wódczanych toastów" łączy dawnych oprawców i ofiary. "Reglamentacja prawdy" - nawyk PRL-u przeniesiony w nową rzeczywistość. "Bezkrwawo, ale bez nas" - przełom wynegocjowany ponad głowami zwykłych ludzi.  Świetny wiersz polityczny!   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...