Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

tak, pamiętam tych dwoje
długo mieli osobne pokoje
jeszcze dłużej każde spało oddzielnie

troszkę słabo widziałem, więc pewny nie jestem
rozumiecie? - ja z Łeby, a to było w Mielnie


nawet żona mówiła: dziwne... tacy młodzi
a każde na kolację inaczej przychodzi?
w dodatku, nie zaśpią nigdy na śniadanie


nie, to nie żona - przecież ja nie mam żony?
w każdym razie, tak było panowie i panie!


aż któregoś dnia... ta dziewczyna wpada
widać - zakochana, bo taka jakaś blada?
(ja akurat ostrzyłem na słońcu żyletkę)

a on za nią! na jej cieniu pada!
i tak mówi, po rękach całując kobietkę:


przyjmij... proszę, nie bądź taka?
choćby jedną gałązkę gasnącego lata
z pąkami słonoczerwonych wieczorów

będziemy rozdeptywać zbyt rozlane fale
będziemy wędrować w bukietach kolorów...


czy kochałaś się już w koszu wiklinowym?
czy wiesz, jak się budzi w brzasku cytrynowym?
zamglonymi oczami patrzy w chłodny świt?

to wszystko ci pokażę, wszystkiego cię nauczę
na zawsze w muszlach uszu zamknę ptaków krzyk



a potem, to już razem zsunęli sypialnie
i nawet zasypiali ze sobą normalnie,
nie wstawali też więcej na żadne śniadanie

zresztą, ja z Kazimierza, to mało widziałem
może żona wie więcej, panowie i panie?


no i od czasu, kiedy wyjechali wreszcie
rude tramwaje fruwają w naszym mieście
choć nigdy ich nie było... pewien jestem tego!

ekolodzy w natchnieniu postawili tory
z optymizmem czyszczą zachmurzone niebo


w parku drzewa gwiżdżą romantyczne pieśni,
woda z morza nabrała posmaku czereśni
a nasz żebrak, w odświętnym uśmiechu

rozdaje zakochanym po parze grosików
zaś kosze z wikliny... aż skaczą od grzechów!


z tym, ze mogę się mylić? - bo jestem z Krakowa
i od Wież Mariackich wciąż boli mnie głowa,
więc popytam się żony raczej

ale ona aż z Gliwic? zresztą, ja kawaler
tak, że szybko się z nią nie zobaczę

Opublikowano

gdyby nie podpis, powiem szczerze nie uwierzyłbym, że to Twoje.
To, co najbardziej mnie zastanawia, to te znaki zapytania postawione w niepytających zdaniach...
"z tym, ze mogę się mylić? / ale ona aż z Gliwic? / przyjmij... proszę, nie bądź taka? / widać - zakochana, bo taka jakaś blada? / nie, to nie żona - przecież ja nie mam żony? / a każde na kolację inaczej przychodzi?"

Poza tym całość niezbyt "wstrętnie" jakoś wyszła tym razem :)
- moim zdaniem.
Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


pytajniki w niepytających zdaniach? ponieważ nikt się tak naprawdę nikogo nie pyta, a kwintesencją ,czy raczej szyldem jest podwójna negacja: "z tym, ze mogę się mylić?"
(proszę rozpatrzeć:"z tym, że mogę się mylić" a "z tym, że mogę się mylić?")
nie wstrentnie? ballada, ale inna od utartych. raz, że obraz widziany z boku (z tym, że mogę się mylić?) dwa, ten bok nie istnieje a przynajmniej jest ruchomy (Łeba?, Mielno?, Kraków?, żona?, nie żona?, itd) trzy: historia zwykła jak miliony innych, ale niezwykła bo to ICH historia.
oglądałeś może (leciała także wczoraj na "Polsacie)) "Plotkę"? jest tam podobny moment z kotkiem, który zginął i dwaj panowie zastanawiają się, nad ogłoszeniem. tylko... jak właściwie opisać kotka? że miał ogonek, cztery łapki, futerko wąsy i robił: miauuuu?
poza TYM - był taki jak wszystkie kotki na świecie

dziękuję za uwagi
Opublikowano

Ja rozumiem, co chciałeś wyrazić, ale w ten sposób postawiony znak zapytania (tak mi się... wydaje?) nie odzwierciedla tej podwójnej negacji. Brakuje małego niuansu, czyli jakiejś pauzy (niekoniecznie utworzonej trzykropkiem - j.w.) która wyrazi znaczenie takiego zdania.
Nie czepiam się, myślę jednak, że forma, w jakiej to zapisałeś jest przez to mało czytelna.
I nawet, jeśli ktoś rozumie o co chodzi - zapis w tym wypadku nie jest jednoznaczny. Przecież nawet przy wieloznaczeniowych formach konstrukcja powinna trzymać się pewnych zasad.

Stąd moje zdziwienie, bo wiem, że potrafisz pisać, dlatego nie upieram się - zrobisz, jak będziesz uważał. :)
Nie oglądałem "Plotki", ale widziałem dzieła Lilianny - stąd może moje durne skojarzenie ;)) (bez urazy)
Do miłego.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no tak, doszło do tego, że Lilianna (i Spółka) zacieśnia coraz bardziej horyzonty poetyckie. a przynajmniej staje się pewnym kryterium, kajdanem, że tak się wyrażę przechodząc na chwilę na stronę wroga.
wracając do wiersza chodziło mi o taki zabieg:
plaża? morze? ona? on? żona? ja?
jest niepewne miejsce gdzie toczy się historia, ani nawet biorące w niej udział osoby, czy świadkowie. wszystko jest zmienną pod którą podstaw siebie, znajomego, coś znajomego, albo przynajmniej zasłyszanego.

filmu "Plotka" nie musisz oglądać bo scenka z kotkiem jest w nim niezauważalna i krótka, trwa dosłownie tyle co o niej napisałem. plus to:
drugi z panów przynosi następnego dnia małego kotka
- gdzie go znalazłeś? - pyta przyjaciel
- błąkał się pod moimi drzwiami
- hm... przysiągłbym, że przed chwilą słyszałem go w zupełnie innym miejscu?...
w tej samej chwili spod firanki wychodzi ten "prawdziwy", zaginiony kotek.
jego właściciel bierze go na ręce i zaczyna porównywać z drugim, w końcu mówi:
- i tak już nie wiadomo byłoby, który jest który, więc mam teraz dwa

podobnie jest w wierszu - nie wiadomo kto jest kim? może sam narrator jest tym zakochanym chłopakiem, którego opisuje po latach patrząc na innego? nawet miejsca mu się plączą jedno z drugim a dziewczyna z żoną, której nie ma, czy raczej nie miał jeszcze.
takie tam wstrentne fanaberie, więc nie musisz ich brać poważnie. a to, owszem:
dziękuję raz jeszcze
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


może w takim razie naszkicuję jeszcze z grubsza, o co mi chodzi z tymi kotkami a moim wierszem.
wiem, że taki zapis jest mało czytelny, narysowany delikatną kreską aluzji.
dlatego chciałem pokazać podobny zabieg zastosowany np. w filmie "Plotka" - normalnie nikt nie zwraca uwagi na scenkę z kotkiem, a potem dwoma (dwa w JEDNYM). film pozornie jest o czymś innym i takie niuanse zazwyczaj uchodzą uwadze widza.
a jednak reżyser wstawia scenę z kotkiem bo liczy na to, że ktoś zrozumie jej znaczenie.
ja zrozumiałem i uważam ją za najwspanialszą w całym filmie, czystą poezję w zwykłej komedii.
Opublikowano

-wygraleś już główną nagrodę
mam pączka, chcesz weź

-wyszło przeWstrętnie, lekko , aluzyjnie , świetliście.....zajebiście!!!
-odpoczywam czytając,tę opowieść o miłości...i wspominam , przypominam , i liryka tyka, tyk,tyk....
-Niebieskooka! Gasimy światło!

P.S.
-HAYQ za wtrącenie,osób trzecich, wyzywam Cię na ubitą ziemię.Przecież koń jaki jest, każdy widzi.
-ostatecznie wybaczam, uznając , że padło Ci na oczy.Chwilowo.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


matko! alem narozrabiał... tylko dzieci za dużo nie naróbcie bo pójdę z torbami
(to wcale nie żart: kiedyś, bodaj w Szwecji jeden sztukmistrz wyginał wzrokiem w studio telewizyjnym metalowe łyżeczki, a potem jakaś oglądająca w telewizji te popisy dama oskarżyła go, że zaszła od tego w ciążę)
dziękuję pięknie
Opublikowano

Wstrentny - ja naprawdę rozumiem o co chodzi w wierszu. Ale dzięki, że poświęciłeś tyle czasu. Ucapiłem się tego zapisu, bo mi po prostu nie pasi. A, że teraz Almare na ubitej mnie usiecze - trudno, bo do lekarza od oczów nie pójdę ;))
Pozdrawiam
P.S.
Za osoby trzecie - przepraszam ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




rozciąga się ten wiersz, nie przeczytałem całego(czytuje tylko naprawdę warte uwagi poemy), mam ambiwalentne podejście do trzech pierwszych zwrotek, niby jest jakaś myśl, chociaż byćmoże lekko schyłkowa, "tak, pamiętam tych dwoje
długo mieli osobne pokoje
jeszcze dłużej każde spało oddzielnie"

al eto podoba mi sie w tej miniaturce bardzo, mojej miniaturce, pozdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wszystko, także wiersze mają podobną właściwość: nie podoba się ogółowi
to samo dotyczy pisarzy i poetów których lubię - nie wszystko co napisali cenię na równi, z kolei to co cenię, nie jest najlepsze dla kogoś innego
lista przebojów nie jest tu wyznacznikiem, a nawet zapytam:
podaj w takim razie przykład, jak ktoś inny ujął to samo?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


też nie czytałem całego komentarza, więc napiszę tylko: nie mam pojęcia, co jest wartego żeby doczytywać poemy do końca. krew? rower "Ukraina" w którejś zwrotce?
wszyscy mają swoje (stąd sam więcej czytam niż piszę) atrakcje, jak ulubione knajpki a w środku każdej po kilku gości na krzyż.
dziękuję
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



też nie czytałem całego komentarza, więc napiszę tylko: nie mam pojęcia, co jest wartego żeby doczytywać poemy do końca. krew? rower "Ukraina" w którejś zwrotce?
wszyscy mają swoje (stąd sam więcej czytam niż piszę) atrakcje, jak ulubione knajpki a w środku każdej po kilku gości na krzyż.
dziękuję


doskonała gra słowem.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zgoda i to normalne - najlepszym trafiają się gnioty, albo inaczej, to co jedni określają gniotem dla innych jest dziełem. Może być też tak, że niezrozumienie powoduje brak aprobaty. Albo jeszcze inaczej - uznany autor popełni gniota (np. po pijaku), a gawiedź mdleje z zachwytu dopatrując się nieśmiertelności dzieła ;)).
Nie dopatruj się przytyków - piszę o tzw. Wielkich Artystach, z każdej dziedziny. Nie wiem, czy znasz historię pewnego znanego malarza, który zakpił sobie z krytyków i wysłał na konkurs (nie chciał, ale organizator bardzo natrętnie o to go prosił) deskę, na której rozrabiał/mieszał farby.
Zdobył pierwszą nagrodę, a krytycy toczyli spory na temat mistrzostwa szlachetnych pociągnięć i wieloznaczności zawartych w obrazie.
I nawet, jak się przyznał, że wysłał wspomnianą dechę dla świętego spokoju, wiesz, co się stało?
Uznano to za doskonały żart i nikt mu w to nie uwierzył :)))

Czytam często Twoje wiersze, bo piszesz ciekawie, z pomysłem i trzymasz poziom.
Nie zawsze (głównie z braku czasu) zostawiam komentarz.
Ale w tym konkretnym wierszu coś mi nie gra z tymi znakami zapytania. Tekst jest ok. i rozumiem o co chodzi, ale te znaki powodują zamieszanie, które być może tylko u mnie powodują taką reakcję. Może dlatego, że nie jest to prawidłowa forma zdania pytającego.
To jak z drogą, którą codziennie jeździsz. Nagle ktoś stawia jakiś dziwny znak... i chciałoby się pojechać - jak zwykle, na pamięć, ale w tym momencie głupiejesz.
A najgorsze, że za tobą już trąbią, bo się rozkraczyłeś na środku i myślisz, mimo, że jest objazd.
W tej chwili nie podam Ci przykładu, bo nic takiego nie przychodzi mi do głowy, ale nie wiem, czy np. (jak pisałem wyżej) jakaś forma pauzy przed wyrazem ze znakiem zapytania nie poprawiłaby
płynności w czytaniu. Bo tak, jak jest teraz - jest niedobrze. Umiejscowienie ich w tej formie - na końcu zdania oznajmującego nic nie daje. Tzn. daje to, że czytacz się zatrzymuje w tym miejscu i zastanawia się po co? I w tym momencie zaczyna kumać o co chodzi autorowi, ale niestety forma zdania w osiągnięciu zamierzonego celu jest nie ta. I mimo, że dalej leci już sprawniej ( bo czytasz już rozumie) to jednak w każdym z tych miejsc następuje mimowolne zwolnienie tempa.

Ja po prostu z wielu tych pytajników bym zrezygnował. Bo powiedz np. tutaj:

nawet żona mówiła: dziwne... tacy młodzi
a każde na kolację inaczej przychodzi?


Czy ten znak zapytania wnosi coś tak bardzo istotnego, że nie można z niego zrezygnować?
Ok.,ok - rozumiem nie chcesz.
Dobra - powiedzmy, że "wnosi", to nie uważasz, że lepiej byłoby trzykropek, którego użyłeś wyżej zastosować właśnie tam, gdzie sugerowałem pauzę?

nawet żona mówiła: dziwne, tacy młodzi,
a każde na kolację inaczej... przychodzi?


Wyraz "przychodzi" czyta się wtedy wolniiej, a czytacz kuma: przychooodzi? nie przychooodzi?
No dobra, ja pierniczę 2:00, ale nastrugałem? :))
Branoc
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


w ten sposób Fleming odkrył penicylinę. też nie chciał wierzyć, że trywialny przypadek sfinalizował to, nad czym pracował od lat i uczynił nieśmiertelnym.
warto patrzeć na wszystko mniej schematycznie.
[quote]
Czytam często Twoje wiersze, bo piszesz ciekawie, z pomysłem i trzymasz poziom.
Nie zawsze (głównie z braku czasu) zostawiam komentarz.

powiem szczerze - gdybym miał dzielić kiedyś wiersze na tomiki, ten nie znalazłby się obok dwóch wcześniejszych. nie dlatego, że jest gorszy, tylko jest inny, nieprzystający do nich
[quote]
Ale w tym konkretnym wierszu coś mi nie gra z tymi znakami zapytania. Tekst jest ok. i rozumiem o co chodzi, ale te znaki powodują zamieszanie, które być może tylko u mnie powodują taką reakcję. Może dlatego, że nie jest to prawidłowa forma zdania pytającego.
To jak z drogą, którą codziennie jeździsz. Nagle ktoś stawia jakiś dziwny znak... i chciałoby się pojechać - jak zwykle, na pamięć, ale w tym momencie głupiejesz.
A najgorsze, że za tobą już trąbią, bo się rozkraczyłeś na środku i myślisz, mimo, że jest objazd.
W tej chwili nie podam Ci przykładu, bo nic takiego nie przychodzi mi do głowy, ale nie wiem, czy np. (jak pisałem wyżej) jakaś forma pauzy przed wyrazem ze znakiem zapytania nie poprawiłaby
płynności w czytaniu. Bo tak, jak jest teraz - jest niedobrze. Umiejscowienie ich w tej formie - na końcu zdania oznajmującego nic nie daje. Tzn. daje to, że czytacz się zatrzymuje w tym miejscu i zastanawia się po co? I w tym momencie zaczyna kumać o co chodzi autorowi, ale niestety forma zdania w osiągnięciu zamierzonego celu jest nie ta. I mimo, że dalej leci już sprawniej ( bo czytasz już rozumie) to jednak w każdym z tych miejsc następuje mimowolne zwolnienie tempa.

fajne jest to, że o takie zwolnienia właśnie chodzi. tym bardziej, że budowa też nie sprzyja piosenkowatej płynności.
[quote]
Ja po prostu z wielu tych pytajników bym zrezygnował. Bo powiedz np. tutaj:

nawet żona mówiła: dziwne... tacy młodzi
a każde na kolację inaczej przychodzi?


Czy ten znak zapytania wnosi coś tak bardzo istotnego, że nie można z niego zrezygnować?
Ok.,ok - rozumiem nie chcesz.
Dobra - powiedzmy, że "wnosi", to nie uważasz, że lepiej byłoby trzykropek, którego użyłeś wyżej zastosować właśnie tam, gdzie sugerowałem pauzę?

nawet żona mówiła: dziwne, tacy młodzi,
a każde na kolację inaczej... przychodzi?


Wyraz "przychodzi" czyta się wtedy wolniiej, a czytacz kuma: przychooodzi? nie przychooodzi?

dziwne... ----> tu ktoś zaczyna zastanawiać się, co właściwie jest w tym dziwnego.
niby wszystko jest na swoim miejscu: on i ona przychodzą codziennie na kolację i mówią grzecznie dobrywieczórpani ale coś tu nie gra... acha - przecież są młodzi! i nie ciągnie ich do siebie? czytacz powinien jednak kumać taki zabieg i... skrót. proszę, w ilu słowach musiałem to samo mniej więcej wyjaśniać
[quote]
No dobra, ja pierniczę 2:00, ale nastrugałem? :))
Branoc
dzień dobry, kiedy to czytam. i dziękuję za podzielenie się swoim widokiem na ten sam księżyc. szkoda, że nie podałeś przykładu podobnego wiersza. w malarstwie o którym wspomniałeś też jest to ważne: nikt nie wpadł na to, że deska służąca do mieszania farb staje się z biegiem czasu dziełem samym w sobie. nawet malarz
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


widzisz, w tym wierszu sam wymyślam od podstaw sytuację liryczną. tworzę zupełnie nową kreację i kiedy kończysz czytać masz przed sobą coś takiego, jak Don Kichot, Wiedźmin itd.
o ile łatwiej zatytułować albo zacząć wiersz na przykład "brokuły Platona" a potem coś do tego w miarę sensownego dopisać, cokolwiek. Platon robi tu całą robotę za nas i ustawia od razu czytelnika, który coś tam o nim wie i rozumie po swojemu. przemyśl to.
Opublikowano

[quote]czytacz powinien jednak kumać taki zabieg i... skrót. proszę, w ilu słowach musiałem to samo mniej więcej wyjaśniać


troszkę dwuznacznie to zabrzmiało, a nie było moim zamiarem obrażanie.
tym bardziej, że akurat Ciebie ("HAYQ") uważam za jednego ze światlejszych postaci twego Portalu. stąd te gęste się teraz tłumaczenie: pisałem to rano, kiedy nie bardzo mam na to czas.
a konkretnie chodziło mi o to, że warto niekiedy spróbować "wgryźć się" w myśli Autora, zastanowić się, o co mu chodziło? czy na pewno niezrozumienie czegoś leży tylko (powtórzę: TYLKO - więc i jego wina jest w tym uwzględniona, czemu nie) po naszej stronie?
a przede wszystkim: stajemy się UWARUNKOWANI tym, co piszą początkujący.
w tym przypadku były to zbyt częste trzykropki: ...
jeszcze raz dziękuję za to, że podzieliłeś się swoimi wątpliwościami. bo pomyśl: przecież ten wiersz nie jest czymś absolutnym, skończonym. być może za kilka lat powrócę do niego, a wtedy przypomnę sobie Twoje sugestie i USTOSUNKUJĘ się do nich, bo stwierdzę, że mój sposób widzenia był jednak zbyt niejasny?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Leszczym @Poet Ka No więc właśnie. Dlatego trzeba o tym mówić mocno i komunikatywnie. Bez emocji, ale konkretnie. W ostatnich latach, na całym świecie robi się to i są świetne rezultaty. Ja walczę z tym, a szczególny nacisk kładę na wędkowanie sportowe i rekreacyjne. Poniżej mój felieton na ten temat.   ZOSTAWCIE RYBY W SPOKOJU Felieton Nie tylko w Polsce wędkuje się „sportowo”, czyli dla rozrywki. Stosuje się technikę „złap i wypuść”, co ma uczynić tę zabawę bardziej humanitarną. Ale czy czyni? Łowienie na wędkę polega na nadzianiu ryby na haczyk. Haczyk ten wbija się w ciało, często uszkadzając skrzela, a nawet wnętrzności ryby. Później jest wyjmowany, a ponieważ ma specjalny zadzior, by ryba sama się nie uwolniła, jest po prostu wyrywany. Zdarza się, że z wnętrznościami. Zadaje się tym samym zwierzęciu niewyobrażalny ból. Ale są też badania naukowe, które pokazują, że ryba pod wpływem łowienia na haczyk, z powodu stresu, dostaje zawału serca, a wiele z nich z tego powodu ginie. Okaleczane ryby krzyczą z bólu. My tego nie słyszymy, bo ryby emitują ultradźwięki, czyli dźwięki w paśmie poza naszą słyszalnością. I to właśnie wprowadza nas w błąd. Ergo: Fakt, że milczy nie oznacza, że nie czuje bólu. Świat się rozwija. Jeszcze nie tak dawno popularne były tzw. kożuchy, czyli kurtki wykonane ze skóry owiec. Popularne były kołnierze z lisów, torebki z młodych fok, wyroby z kłów słoni. Padały z wycieńczenia zwierzęta w cyrkach, a hodowlane trzymane były w barbarzyńskich warunkach. Polowania na wieloryby są sukcesywnie zakazywane. Na całym świecie ogranicza się łowiectwo zwierzyny leśnej, eksperymenty medyczne i ubój rytualny. Wprowadza się coraz skuteczniejsze prawa zwierząt, również domowych, rozwija się wegetarianizm. Powstają wciąż nowe organizacje zajmujące się prawami zwierząt. Czyli pole do krzywdzenia stale się kurczy. I kiedyś ten rytuał zostanie całkowicie zakazany. Już dzisiaj krzywdzenie zwierząt jest w Polsce zagrożone więzieniem nawet do 5. lat. A wyroki są coraz częstsze. Łowić zadając ból, a potem zważyć i wypuścić z powrotem do wody jedynie dla satysfakcji? Trochę wysoka cena za tę przyjemność. Czy zatem nie czas, byśmy sobie dali spokój? Przecież są tysiące różnych hobby, które mogą dawać nam radość, a nie krzywdzą nikogo. @Zbigniew Polit @Leszczym @Leszczym Oczywiście tak. Też żrę mięso i noszę skórzane rękawiczki. Ale chodzi o to, by nie katować i nie zabijać dla rozrywki. Pozdrawiam. 
    • Bobra likier żre i Kilar Bob
    • Anna ma nad opata kata. Podana manna
    • @wierszyki Przedziwne rzeczy są w Tajemniczym Ogrodzie.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...