Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Niezłe, próbuj dalej

MSZ liczby mają zastosowanie, alle podczas gry w lotto :)
szkoda,że nieuważnie Pan(i) przeczytał(a) co w haiku"piszczy"
nie wiem co by jeszcze pisać - widzę, że "rozumowe jedzenie"
ma Pan(i) za sobą.Z Pańską opinią ja się nie zgadzam, bo wprowadza
Pan(i) w błąd Autora; ale co tam, każdy tak pisze, jakiego ma "wzorca":) A.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Może coś takiego: (nie udało mi się chyba do końca)

Fala to muska
to bije łagodny brzeg
- zmienna pogoda

Zachowana liczba sylab, pokazany obrazek,
i jest tez drugie dno: lagodny brzeg i kaprysna fala -
zestawienie dwoch osobowosci.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Z google: Podana fraza - "rozumowe jedzenie" - nie została odnaleziona.
Aha, z "przynajmniej 17 sylab" to nawet ja się nie zgodzę.
Pozdrawiam,
Jurek
No, nie wszystko jest w wyszukiwarce - "rozumowe jedzenie" nawiązuje
do przysłowia "pozjadał wszystkie rozumy" i.t.d. i widzę że, to za trudne
dla Pana:) A.
A z tymi sylabami to ile ma być? Mniej może - więcej też?:) A.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Staram się nie zjadać. Dlatego właśnie, gdy ktoś próbuje odnaleźć się w haiku, warto docenić świeżość spojrzenia, a potem zająć się techniką. Nie piszę zawodowo, mam wrażenie, że nie jestem w tym odosobniony. I wiem, jak "wstępne" uwagi mogą zrazić na długo, a może i na zawsze tych wrażliwych.
Pzdr
Jurek
Opublikowano

każdy kiedyś zaczynał i ja też i nie było nigdy i nie jest moim
zamiarem aby kogoś obrażać lub zniechęcać, bo jest kilka
t.zw. szkół pisania haiku i spotykam się z taką opinią, że
po polsku się nie da napisać, jak również i z taką,że się nie
pisze tytułu, bo jest to odczytywane jako dodatkowy czwarty wers:)
przepraszam Pana, jeśli uraziłam; nie było to moim zamiarem:) A.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...