Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Trudno było jej uwierzyć, że to dzieje się tu i teraz. Tyle razy miała przed oczami to miejsce. Tyle razy wyobrażała sobie, że wyjeżdża; wyjeżdża na zawsze. Wsiada do pociągu i wszystko zostawia za sobą…Za każdym razem, kiedy powtarzała, że to koniec, myślami była tu, na dworcu. I wreszcie stało się. W ręce miała walizkę, w kieszeni bilet, a w uszach przeraźliwy pisk hamującego pociągu. Spojrzała na zegar. 7.53. Do odjazdu pozostało siedem minut.
Jak to się wszystko zmienia… Za pierwszym razem od razu chciała wybiec, ale wtedy on mocno chwycił ją za rękę; następnym, kilka dni spędziła u koleżanki, ale szybko znalazł ją i ubłagał, żeby wróciła, obiecując, że to już nigdy się nie powtórzy. Wtedy jeszcze mu wierzyła; łzy, przeprosiny, przytulanie… Przez jakiś czas znów myślała, że wszystko będzie już dobrze, ale tych ‘ostatnich razów’ miało być jeszcze wiele. Po kolejnych, coraz trudniej było uwierzyć zapewnieniom, zresztą on także porzucił już te formułki. Chyba, przestał wierzyć, że naprawdę mogłaby go zostawić. Pod koniec, kuliła się tylko na łóżku, a wtedy on mówił, żeby przestała się mazać, i że przesadza. Z czasem poczucie doznawanej krzywdy przestało rodzić w niej sprzeciw i popychać do działania; wręcz przeciwnie, paraliżowała ją świadomość, że nic już tego nie zmieni. Nawet zaczynała rozumieć dlaczego tak się dzieje, w końcu wiele mogła sobie zarzucić… Ale teraz nie chodziło, już tylko o nią, przecież nie była sama… Chyba tylko dzięki temu wreszcie zdobyła się na odwagę.
Tak, była na dworcu. To nie sen. Pociąg był prawdziwy i ludzie wokół niej też. Czuła jak co chwilę ktoś zawadzał o jej walizkę, lub trącał ją ramieniem. Z uśmiechem powtórzyła w myślach, przed chwilą usłyszany komunikat.7.57. Jeszcze tylko trzy minuty! Powoli, w tłumie podróżnych zbliżała się do drzwi pociągu. Wszystko układało się, tak jak to sobie zaplanowała. Jeszcze tyko parę kroków, potem wejście po schodkach i ostatnie spojrzenie na peron. Wzięła głęboki oddech. Tak, da radę. Dzisiaj wszystko się kończy i dzisiaj wszystko zaczyna… To jest ten dzień!
Nagle ogarną ją niepokój. Utkwiła wzrok w posadzce, na przekór absurdalnej myśli, że gdzieś mogłaby zobaczyć jego twarz. Czy wtedy starczyłoby jej sił? Czy tym razem nie ulegnie? Tak dobrze znała to obezwładniające ją spojrzenie. Ale jego nie mogło tu być. O tej godzinie z pewnością był w pracy; daleko, daleko stąd. Była bezpieczna. Mimo to narastał w niej lęk. Mocniej ścisnęła poręcz, bo głos mężczyzny stojącego za nią, na ułamek sekundy, zdał się jego głosem. Stanęła w drzwiach przez moment rozkoszując się uczuciem ‘ocalenia’ i wtedy coś nakazało jej oglądnąć się za siebie. Podniosła wzrok. Przed oczami mignęła jej czerwona chorągiewka zawiadowcy; a potem usłyszała, jak powiedział ‘Maju!’ i wyskoczyła z pociągu…

Opublikowano

"Nagle ogarną ją niepokój" - ogarnął.
Czyta się bardzo dobrze, tylko koniec taki jakiś - no bo facet na pewno jest w pracy, w dodatku daleko stąd, a tu nagle jego głos?
Tekst jest wciągający. Czy to fragment czegoś większego?
Pozdrawiam i zapraszam do swoich tekstów.

Opublikowano

Dziękuje za komentarz.
Mam pytanie, ponieważ zauważyłam przeglądając różne teksty, że ma pan dużą wiedzę w zakresie poprawności gramatycznej, o stosowanie przecinków i myślników. Czy w tekście są poprawnie użyte?
Nie jest to fragment czegoś większego. Trochę obawiam się rozwijania i związanego z tym wprowadzenia większej ilości szczegółów. Staram się pisać tylko to co konieczne, może niesłusznie…

Opublikowano

Po pierwsze, bardzo Ciebie Lena proszę abyś nie zwracała się do mnie na "pan" - mów mi Don, lubię to samozwańcze imię. Po drugie to właśnie z intepunkcji jestem cholerna noga, sam potrzebuję wielkiej Waszej pomocy w tym względzie. Niestety merytorycznych komentarzy ostatnio jest tyle, co kot napłakał. Co do moich komentarzy, to są to jedynie subiektywne refleksje zwykłego czytelnika zwanego Don Cornellosem, a nie żadnego znawcy literatury, czy też języka polskiego. Spokojnie można ze mną się nie zgadzać, aczkolwiek wydaje mi się, że nie powinno się tak całkowicie lekceważyć czyichs wrażeń.

Co do kwestii Twoich obaw rozwijania i wprowadzenia większej ilości szczegółów do tekstu, moje zdanie jest następujące:
1) Pisanie powinno być zabawą, rozkoszą, wchodzeniem do bogatej i zaskakujacej krainy, pełnej niespodzianek. Pisanie powinno być czymś co będzie nas rozwijać. Więc aby się pisaniem nie znużyć próbujmy ciągle czegoś nowego, trudniejszego.
2) Co zaś szczegółów - to mówią, że diabeł tkwi w szczegółach. Moim zdaniem właśnie im poświęcając wiele czasu, energii, wyobraźni można osiągnąć najwięcej. Kiedy czytam czyjś tekst, który na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo poprawny, oryginalny, lub pomysłowy - wówczas czytam powtórnie tym razem jednak przypatrując się temu, jak autor podszedł do szczegółów. Jego podejście jest dla mnie miarą jego warsztatu, pracowitości, szacunku dla czytelnika.
Na szczegółach skupiona jest większość moich komentarzy. - Na sensowności ich stosowania. Na powiązania logiczne.
3) Rozwijanie tekstu. To jest moim zdaniem wręcz jedyna droga. Niech Twoją ideą będzie rozwijanie tekstu wręcz do granic twoich możliwości, których to granice wciąż będziesz chciała poszerzać. To jak ktoś potrafi rozwinąć tekst, świadczy o jego wyobraźni. Ale działa to i w drugą stronę. - Rozwijając tekst coraz bardziej rozwijasz zdolność wizualizacji, tego o czym piszesz.
Jednak to nie wszystko, co chcę Ci powiedzieć. Zmarły reżyser Krzysztof Kieślowski, podobno kręcił bardzo dużo ujęć pojedynczych scen, zużywał wiele kilometrów taśmy filmowej. A później w montażowni wycinał i wybierał tylko najlepsze. Moim zdaniem Ty powinnaś robić analogicznie jak on, czyli pisać maksymalnie najwięcej na dany temat, wręcz do rozmiarów absurdu. Później gdy stwierdzisz, że dalej nie dasz już rady - wykreślaj to, co jest całkowicie zbędne dla opowiadanej przez ciebie historii. Bez sentymentów wykreślaj nawet piękne zdania, jeśli one nie pasują.
Jeszcze jedno - długie rozwijanie tekstu, w dodatku pisane długopisem na kartce, wydłuża czas pisania, A czas pisania nie jest niczym innym, jak właśnie medytacją na zadany temat, w naszym przypadku temat pewnej historii, pewnych problemów egzystencjalnych, psychologicznych, duchowych, etc. - Dłuższy poświęcony czas = pogłębiony temat = lepszy, bardziej świadomy efekt.
4) Gdzieś to już pisałem, pod czyimś tekstem, że pisząc trzeba negować samemu sobie, sprawdzać zasadność tego co napisaliśmy. To bardzo trudne. Gombrowicz zwierzał się kiedyś w swoich Dziennikach, że pisząc sam sobie rzuca kłody pod nogi. Podobnie robił Zbigniew Herbert - unikał łatwych zdań, szedł pod prąd. Jeśli coś było trudne do wyrażenia, próbował tak długo, aż mu się to udało. Nie omijał zdań trudnych. Te trudne zdania, opisujące coś co rzadko było w literaturze opisywane, natychmiast zauważają czytelnicy, sam przekonałem się o tym na własnej skórze. W pisaniu trzeba być po troszę prześmiewcą samego siebie, po to by uprzedzić prześmiewczość czytelnika. Wszystko co tu piszę sprawi, że to co napiszesz będzie twardo stąpało po ziemi, nawet jeśli będzie to s-f.
5) Jeśli czytałaś Ferdydurke Gombrowicza, to wiesz, co to jest dopełnianie się formy. Rzecz ta jak najbardziej ma miejsce w trakcie pisania. Jedno zdanie szybko i zgrabnie dopisuje się do zdania drugiego. A do tego zaraz zdanie trzecie i czwarte. Całość, które one stworzą wydaje się autorowi ładna i sensowna. Niektórzy dumnie nazywają to natchnieniem. Otóż tego należy się wystrzegać. Natchnienie przeważnie rządzi się schematycznością pojmowania zjawisk, uproszczeniem mającym zasadność tylko w stosunku do zdań na kartce, a nie do prawdziwych zjawisk, które autor chce opisać. Zdania proste i ładnie brzmiące są największymi wrogami pisarza. Budzą w nim taką ufność, że pisarz nawet nie widzi większego sensu, aby przyjrzeć się ich zasadności, i temu jakiej podporządkowane są logice. Najwyraźniej uwidacznia to się w poezji młodych i niedoświadczonych ludzi. W ich wierszach, aż roi się od nieświadomie popełnionych absurdów i nonsensów.

Mam jeszcze kilka idei, pomagających mi w pisaniu, ale nie wiem, czy jesteś ich ciekawa, więc aby nie zanudzać już Ciebie - będę w pokłonie, z kapeluszem w ręku wycofywał się do miejsca skąd przyszedłem.
Pozdrawiam bardzo serdecznie.
Ps
Lena to ładne imię, może dlatego, aż tak się rozpisałem :)

Opublikowano

Zatem Donie :)

Bardzo dziękuję za Twój obszerny komentarz i rady, które z radością przyjmuję i zawsze czekam na więcej.

Przedstawiony tekst, nie jest fragmentem czegoś większego, ale zanim został ostatecznie sformułowany, to był znacznie obszerniejszy, posiadał parę wersji w głowie i na papierze. Oczywiście tak, jak piszesz szlifowanie tekstu rozciągnięte w czasie podnosi jego wartość; aczkolwiek ja mam problem ze znalezieniem tego czasu właśnie, to raz; a dwa zawsze mam wrażenie, że mógłby być jeszcze lepszy, gdyby mu poświęcić jeszcze trochę uwagi. W końcu musi więc, nastąpić moment ostatecznego ( choć kto wie) zapisania.
Zależało mi na tym, aby nie wprowadzać niepotrzebnych informacji, żeby nie zgubić istoty sprawy. Nie ograniczać, do konkretnych wydarzeń, pozostawić niedomówienia i dać czytelnikowi możliwość własnej interpretacji. Mam w sobie duża nieufność wobec słów, ponieważ tak różnie je rozumiemy, odczuwamy. Dlatego, między innymi, staram się w miarę możliwości nie używać imion, a jedynie zaznaczać płeć bohaterów, aby nie naznaczać ich niepotrzebnymi skojarzeniami. Ten proces próby uchwycenia w słowa tego co czuję, jest dla mnie właśnie takim trudnym zadaniem. Z jednej strony wymaga wiele wysiłku, z drugiej daje dużo satysfakcji.
Jeśli chodzi o zakończenie, to właściwie nie wiadomo, może on jednak się tam zjawił, jakaś życzliwa osoba poinformowała go o jej planach; a może wrócił do domu, bo zapomniał dokumentów i znalazł jej pożegnalny list; a może jego wcale tam nie było, może ten głos powstał tylko w jej głowie. To wydaje mi się mało istotne, ważne, że wystarczyło jedno słowo. Jedno słowo i mimo całej swojej determinacji, poczucia wieloletniej krzywdy itd. nie starczyło jej sił.
Zrezygnowałam też z uprzedniego doprecyzowania jego win; jestem ciekawa, jak Ty to odczytałeś; bo chodziło mi o sam fakt uzależnienia od drugiej osoby, tak silnego, że chociaż to absolutnie wbrew zdrowemu rozsądkowi nadal przy niej tkwimy.
To ‘nie była sama’, też można różnie interpretować.
Nie wiem czy to samo rozumiemy pod pojęciem ‘szczegół’. Moim mistrzem jest Ryszard Kapuściński, który często odwoływał się to swoich doświadczeń depeszowca; i bardzo chwalił sobie nabytą umiejętność przekazywania maksimum treści w jak najkrótszej formie. Zresztą z tego tez powodu lubię czytać poezje, która jest prawdziwa sztuką dobierania słów. Ostatnio ponownie zachwycam się poematem Czesława Miłosza ‘ Orfeusz i Eurydyka’, w którym każde słowo wydaje się adekwatne i konieczne, żadne zaś zbędne. Polecam, bo to historia, która wszyscy znamy, a potrzeba mistrza aby na nowo po mistrzowsku ją opowiedzieć.
Też podoba mi się imię Lena, dlatego je przybrałam. Nigdy się nie dowiemy czy gdybym była na przykład Hanią Kozłowską też otrzymałabym ten komentarz.

Co do znaków interpunkcyjnych to rzeczywiście czytając twój dziennik znalazłam jakieś uchybienia, brak przecinka po ‘który’. ( Ale czy przy takiej całości warto się tego czepiać?) Jak ktoś słusznie zauważył w wydawnictwie poprawią :)
Zatem zwracam się do kogoś, kto czuje się w tym dobry, o uwagi na temat stosowania przecinków i myślników.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że nie zanudziłam Cię długością i treścią moich wynurzeń.

Lena

Opublikowano

Dobrze byłoby teraz, aby ktoś inny skomentował twój tekst. Według mnie, nie funkcjonuje zbytnio jako całość. Za szybko kończy się, by można było wczuć się w bohaterkę i zbyt mało dzieje w sferze literackiej. Za to, jako część większej całości, bardziej rozbudowanej historii - jak najbardziej.
Co do imienia Hania, to wiedz, że gdybyś tak się podpisała, również otrzymałabyś tak obszerny komentarz. Każdy kto mnie zna, wie ile imię Hania dla mnie znaczy.
Pozdrawiam

Opublikowano

Donie

Zgadzam się z Twoimi uwagami. To taka ‘próbka’ pisania, która jeśli miałaby się stać czymś konkretnym wymaga jeszcze pracy. Wszystko, co do tej pory pisałam, poza szkolnymi wypracowaniami, było pewna próbą nazwania własnych przeżyć i doświadczeń, które same się tego domagały. Jedynym ich czytelnikiem był mój przyjaciel, mam nadzieję, że dzięki nim mógł mnie lepiej poznać. Kiedy znalazłam w sieci ten portal zdecydowałam się zamieścić jakiś tekst, aby w pewien sposób sprawdzić własne umiejętności. Chciałam poznać opinię osób dla których jestem kimś zupełnie anonimowym. Wybrałam ten tekst, bo jest najmniej osobisty. Nie jestem gotowa aby zabrać się do pisania, na poważnie, nie znajduję na razie czasu ani pomysłów na coś większego, ale pisanie gdzieś we mnie siedzi, dlatego czasem dla własnej przyjemności coś sobie zapisuję.
Bardzo dziękuję Ci za poświęcony mi czas i uwagę, oraz za wszystkie rady. Tym bardziej, że czytając Twój dziennik przekonałam się, że wiesz o czym mówisz.
Pozdrawiam ciepło i życzę powodzenia.
Lena

Będę wdzięczna wszystkim, którzy zechcą się wypowiedzieć

Swoją drogą czy ktoś wie, dlaczego Word podkreśla mi w tym zdaniu ‘wypracowaniami’?

Opublikowano

Lena wpisz w google "dokunamente". Wyświetli ci się "dokunamente index". Wejdź i zarejestruj się. Wklej tam swój tekst. Tam coś przynajmniej sie komentuje od czasu do czasu. Tutaj zaś sama widzisz, w zasadzie oprócz mnie, nikt nic nie robi by ożywic to forum.
Pozdrawiam

Opublikowano

dzięki Donie
Ja jeszcze chciałam napisać, że w moich uwagach pisząc 'myślniki', miałam na myśli średniki. To tak dla porządku. Miło się dowiedzieć czegoś nowego.
Czytałam dziennik i jakoś żadne uwagi się nie nasuwają, ale jeszcze spróbuję. Na razie komentuję co nieco z poezji, w tym się lepiej czuje.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od czarownic. Paracelsus
    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...   @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha    
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
    • @Annna2 Przeczytałem z przyjemnością, pozdrawiam. 
    • @Anna_Sendor Po prostu - Przednio  !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...