Włodzimierz_Janusiewicz Opublikowano 2 Listopada 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 2 Listopada 2007 dziesięć lat w przód - szmat, dziesięć w tył - blisko miejsca gdzie śrubokrętu nie miałeś kropek na powiekach w kratkę zeszyt z rysunkiem gwałtu (mój pomysł) ta obława policji! niebiesko na polach: koguty piały pół nocy rosół im z mózgów użyłeś śrubokrętu, podziwiam: osiemdziesięciokilowego osiemdziesięciolatka przez siodełko komarka na piaskownię wizja lokalna starzy za granicą w napięciu doczekali skazania wpadli w nową wieś ty w poprawczak na przepustce spalił się dom i brat w szafie zawinięty dywanem szmaciarz czas pozamieniał role: stoisz na stopie ręce podajemy (do kościoła) przed mszą chcesz wkręcić chwała Bogu nie Mnie, błogosławieństwo: no, cześć (komu?) nam cześć i sława! (panie Włodzimierzu)
Stefan_Rewiński Opublikowano 2 Listopada 2007 Zgłoś Opublikowano 2 Listopada 2007 Powiem: ciekawe, daj coś na Antykonkurs, pozdrawiam, Stefan.
Bogdan Zdanowicz Opublikowano 2 Listopada 2007 Zgłoś Opublikowano 2 Listopada 2007 Chyba rozumiem... Trochę mylący tytuł w pierszej części, ale druga - bardzo "weselna". ogladałem wersję filmową, obie, druga jakby oparta o pół pomysłu z tego tekstu ;) zastanawiam się, czy tak dobry materiał - na opowiadanie, broni się jako wiersz; czy połamanie składni i "porwanie" narracji to zabiegi stricte poezjotwórcze? jeszcze nie wiem ;0 pzdr. b
Włodzimierz_Janusiewicz Opublikowano 3 Listopada 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 3 Listopada 2007 Nie wiem o jaki film i jakie opowiadanie chodzi. Chyba zbieg okoliczności, takich historii jest sporo.
Bogdan Zdanowicz Opublikowano 4 Listopada 2007 Zgłoś Opublikowano 4 Listopada 2007 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Wesele.
Włodzimierz_Janusiewicz Opublikowano 5 Listopada 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 5 Listopada 2007 To chyba jestem artystą nierozumianym. Albo niezrozumiałym. Albo bez rozumu.
Roman Bezet Opublikowano 5 Listopada 2007 Zgłoś Opublikowano 5 Listopada 2007 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Właśnie, pan Sylwester to ujął ;) Nieistotne, że mnie się skojarzyło z "miałeś ... złoty" etc. (zresztą w poincie wiersza stoi jak druk cytata z Wyspiańskiego); zahaczyłem też o dwie ekranizacje, klasyczną Wajdy i ponowoczesną ;) Smarzowskiego. Ale to tylko skojarzenia oboczne. Ta historia (jakiegoś strasznego wybryku młodzieńczego - kary - recydywy - i braku "pokajania"(?)) jest inna. Inny jeszcze problem ma peel (o ile rozumiem - nie ma w nim zgody na pobratanie się z występnym?). Ale nie o to pytałem. Cały czas mnie męczy problem poezjotwórczych ;) pzdr. b
Włodzimierz_Janusiewicz Opublikowano 6 Listopada 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 6 Listopada 2007 OOOO! Czyli jednak można zrozumieć, co napisałem! Panie Romanie, nawet o pojednaniu dylematy pan wyczytał. Dziękuję. A co do "arytysty" - to oko oczywiście przymrużam.
Bogdan Zdanowicz Opublikowano 6 Listopada 2007 Zgłoś Opublikowano 6 Listopada 2007 No dobra, a teraz karty na stół: niech się autór wytłomaczy z formy wiersza, należy nam się, prawda?:)
Włodzimierz_Janusiewicz Opublikowano 7 Listopada 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 7 Listopada 2007 Całemu światu się należy :-) Forma wynikła z przeczytania wiersza Maliszewskiego " Z Wrocławia". Pomyślałem, ech, niech będą 2 wersowe zwrotki. A pomyślałem tak dlatego, że miałem w tym temacie (tej historii, którą opisałem) pomysł na kilka zabawnych (wg mnie) przerzutni, np. daleko(w sensie czasu)...blisko i rzutnia - miejsca gdzie użyłeś śróbokrętu; coś o kogutach policyjnych, które w nocy świeciły na polach - i rzut na rosół / zrobiłeś im z mózgów; bliskość stopie / ręce(potem zlikwidowałem i jeszcze je zbliżyłem). Napisałem wierszyk, bardzo dużo kreśląc, po tygodniu wywaliłem (zgodnie z zaleceniami internetowych poetów) kilka czasowników, co być może zmniejszyło płynność, ale zarazem i prozowatość tej, bądź co bądź, nośnej fabuły. Dopełnień za wiele nie było, zostawiłem może zbyt nachalną personifikację "szmaciarz - czas", bo od początku, a także od pierwszych wersów, próbowałem przemycić refleksję, jak to pięknie czas nas zmienia, jacy inni jesteśmy, jakie maski przyjmujemy, w co się wtłaczamy podczas niewygodnych spotkań itd Jak widać po Czytelnika słowach wiersz jest czytelny, a się obawiałem, że może nie. Tyle mi w tej chwili do głowy przychodzi, jeśli ma Pan bardziej szczegółowe pytania to proszę się nie lękać.
Włodzimierz_Janusiewicz Opublikowano 9 Listopada 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 9 Listopada 2007 Karty na stół: niech się czytelnik wytłumaczy ze swojej .. itd
Roman Bezet Opublikowano 9 Listopada 2007 Zgłoś Opublikowano 9 Listopada 2007 Co pan taki w święconej kąpany, jak anioł jaki ;) Czytelnik przede szystkim musi dbać o chleb, a na poezję oszczędzać chwile. Ładne tlumaczenie, tylko jedno mi podejrzanie zabrzmiało: Maliszewski jaki klasyk formy dystychicznej? ;D pzdr. b ps. wrócę
Włodzimierz_Janusiewicz Opublikowano 10 Listopada 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 10 Listopada 2007 he he, klasyk. To forma często spotykana, ale ja po raz 1 spróbowałem. Tak wyszło, że po Z Wrocka do głowy mi przyszło, żadna tam inspiracja.
Bogdan Zdanowicz Opublikowano 12 Listopada 2007 Zgłoś Opublikowano 12 Listopada 2007 ...więc, żeby zaznaczyć dystans czasowy, powiem, że lepiej wiersz widać z oddali, teraz po tym szmacie - czyta mi się prawie jak zajawka gazetowa, a jeszcze z przypisami autora! - cóż, odarcie z "poezji" ;) Tradycyjnie dystychy to elegijna nostalgia, mocne całostki dwuwersowe i subtelne refleksje. I coś z tych rzeczy w tym tekście jest. Gdybym miał wskazać część najsłabszą, moim zdaniem, to środek, tam gdzie opowieść wyłazi z gry słów na wierzch, kładzie się pitawalową fabułą (5, 6, 7 dystych). Podoba mi się oszczęność rysunku na początku, rozumiem pogmatwanie zapisu na końcu (dialog, monolog wewnętrzny i refleksja peela-narratora - aż tyle w 2 werach!) - to zaplątanie relacji, zmieszanie: jak zareagować? co znaczy "cześć"? itd. W środkowej części poza kroniką wypadków - uwidacznia się też "ton" narracji - niby od niechcenia (równoważniki: "wizja lokalna starzy za granicą w napięciu"), z żartem (gra osiemdziesiątką), potocznością slangu (starzy). A mówi się o jakimś Krwawym Kubie 2! To mi trochę przeszkadza: łatwo czytelna opowieść o tragedii i błazeński ton. Mimo upływu czasu. Nie wszystko czytam w końcówce (np. stoisz na stopie) - ale ogólnie wiem, o co chodzi. Tylko nie rozumiem, jak powiązać z tym "Wesele"? (poza refleksją o zatraceniu czegoś i zgrywaniu się w rolach). "sława panie" Włodzimierzu - to jest już niestety w historii literatury i nie da się przejść mimo. Gdyby miał cokolwiek zmieniać, to sczyściłbym środek na wzór początku, żeby zrobić miejsce dla pointy. Ale nie wiem, czy o to chodziło. pzdr. b
Włodzimierz_Janusiewicz Opublikowano 13 Listopada 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 13 Listopada 2007 Sława, panie Włodzimierzu. Opowieść o Włodzimierzu Tetmajerze. 18.00 PLN Pięknie pan to wszystko opisał. Dziękuję za rady, pomyślę nad nimi. Już myślę. Co to pitawalowa fabuła?
Roman Bezet Opublikowano 13 Listopada 2007 Zgłoś Opublikowano 13 Listopada 2007 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. www.slownik-online.pl/kopalinski/6A167C2553699790C125657F007E989B.php Pitaval zbiór kronik spraw i procesów kryminalnych; por. cause célèbre. Etym. - od nazwiska prawnika fr., autora pierwszego zbioru kronik kryminalnych: François Gayot de Pitaval (1673-1743). :) Kiedyś popularny gatunek, pamiętam coś takiego jak Pitaval krakowski (?) - czytało się. A tej za 18 zet nie, choć z widzenia znam. Przy okazji sprawdzę, czy się nie rąbnąłem, że to cytat z "W" St. W. (cóż, skleroza nie boli, a wstyd ;) pzdr. b
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się