Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kolejny leniwy październik
nieporadnie rozmazuje ślady
na nadgarstkach

zostawiłeś je przypadkiem
będąc we mnie
w środku zimy
tak jakoś wyszło

a potem te pisane palcem
przy kieliszku martini
nieopatrznie wsiąkły w skórę
zburzyły spokój
i naszą krew

Opublikowano

miło było tu zajrzeć. chociaż wiersz raczej o mało pogodnej tematyce.
ja to tak odbieram :
- peelowi nie układa się / układało dobrze z osobą, która być może
wiele znaczyła. no bo co może spowodować sytuację, w której peel
tnie sobie żyły ? oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że to metafora,
że chodziło o ból, jakiego peel doświadczył ze strony bliskiej osoby;
- nie wiem co lepsze - dokonywać czynów świadomie czy nie mając
o tym zielonego pojęcia /a propos drugiej strofy/ ? przecież nie powinno
być mowy o cierpieniu, bólu, kiedy dochodzi do zbliżenia pomiędzy
dwiema /kochającymi się/ osobami. a jednak ;
- peel mimo wszystko nie zostawia osoby, jest z nią. w rezultacie
kończy się to niezbyt przyjemnie;

a może jest zupełnie inaczej niż napisałem ? może powinienem wiersz
rozpatrywać w pozytywnych kategoriach ? teraz już sam nie wiem.
zastanawia mnie tytuł. tak czy inaczej moim zdaniem utwór jest ciekawy,
a to że nie da się go jednoznacznie zinterpretować jest potwierdzeniem
moich słów.

pozdrawiam.

Opublikowano

Dla mnie to po trosze erotyk; nadgarstki kojarzą się z seksem bez zahamowań i z pewną (powiedzmy) chorą finezją. 3 strofa wprowadza inny klimat, w którym martini i leciutki dotyk budzi inny rodzaj pożądania.
Słanko, tyleż ja tu widzę ;) Kulą w płot?
Wiel/uśmiechu!

Opublikowano

Dziękuję za odwiedziny,jak sie cieszę !

Stasiu! miło widzieć Cie znowu i cieszę że Ci sie podoba pracuje nad techniką
pozdrawiam cieplusio B.S.


Pankolku!
tytuł jakoś, tak mi sie nasunął -Redemption- to pokuta, ale brzmi tak inaczej
zgadłeś co do treści; ależ Ty kurcze domyślny jesteś jak na faceta,
brawo! zadziwiasz mnie umiejętnością rozumienia kobiet...
ach...B.S.

Mr Suicide!
wiersz nie jest niestety o podcinaniu żył choć początek interpretujesz właściwie, te ślady to nie blizny a raczej wspomnienia
bardzo sie ciesze że zajżałeś zawsze lubie czytać te Twoje interpretacje,podziwiam wnikliwe i prawie analityczne podejście to wierszy,jesteś ważnym elementem tego forum tak wiele razy pomogłes mi zrozumieć...
ściskam serdecznie B.S.

Opublikowano

Magnetowid R.
cieszę sie że podobało!
Zgadzam sie z Toba w tym przypadku wiersz powinen tak brzmieć żeby każdy mógł zinterpretować,bez narzucania czytelnikowi,pozostawieniu miejsca na domysły
tak.
pozdrawiam jesiennie kolorowo! B.S.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Adasiu...

Tak właśnie życie to zobowiązanie....trzeba choć czasem tak strasznie trudno
jestem zaszczycona że zasłużyłam na plus od Ciebie
Pozdrawiam Ewa.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @tetu fajny wiersz i grafika.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Marek.zak1    Niezłe! Właśnie skończyłam "Rok zmian" M. Gorzka  i tam był taki Albert, co miał 15 dmuchanych lalek, ale nie pompował ich helem , tylko  robił z nimi inne rzeczy. :))  Albert był psychopatą, mam nadzieję, że Krzysztof to tylko taki niegroźny dziwak. :)
    • Wszystko zaczęło się od progu łazienki, Gdy w mojej wannie, pośród ciepłej piany, Ujrzałem Ciebie — nagą i senną, Zjawę radosną, choć bezimienną. Zbladłem, lecz serce wyrwało się z klatki, Bo sny me dotąd bywały tak rzadkie. Wyszłaś z tej wody, lśniąc kroplami, Z anielskimi na plecach skrzydłami.   Ja, łajdak wierny męskiej naturze, Zrzuciłem ciuchy w miłosnej wichurze. Chciałem Cię porwać, dotknąć Twej magii, Lecz nagle w Tobie zdarzyło się więcej.   Druga para skrzydeł wzbiła się w górę — Anioł Śmierci? Czy sny mam ponure? Lecz Ty podeszłaś, skrzydła mi dałaś, Wspólnym lotem oknem zawładnęłaś.   Skok w nieznane, w błękitu przestrzenie, Pod nami zniknęło twarde podziemie. To był lot w niebie, miłość uskrzydlona, Ty oszołomiona, ja w Twoich ramionach. Muskając obłoki, wilgotne jak szept snu, Skrzydła cięły powietrzne potoki. W amoku rozkoszy, w tej boskiej zabawie, Rwąc pióra, tonęliśmy w ekstazie. Pióro po piórze — aż nastała pustka, Zamilkły jęki, zadrżały ustka. Gdy ostatni puch uniósł się w górę, Runęliśmy z hukiem przez czarną chmurę. Lecz zamiast na trawę, wpadliśmy z mozołem Wprost w czarną smołę, pod piekła kościołem. W tym kretowisku, brudni i lepcy, Wypełźliśmy z kadzi, choć strach nas krzepił. Na twardym kamieniu, ze smakiem goryczy, Gdy mrok nas ogarnął i diabeł zaryczał, Ty szepnęłaś czule: „Mój miły, mój złoty, Mam jeszcze na małe harce ochotę”.   I gdy tak staliśmy w piekielnym pyle, Ciesząc się każdą tą grzeszną chwilą, Nagle głos żony przeciął te mroki: „Wstawaj, pij wodę z ogórków, na kaca!”.   Otwieram oczy — świat wiruje wściekle, A było tak bosko, choć skończyło w piekle. Zamiast anielic — żona z miednicą, Zamiast skrzydeł — kołdra pod potylicą. Próżno na plecach szukać mi puchu, Został tylko kwas i burczenie w brzuchu. Wczoraj skrzydła, lot i niebo w pakiecie, Dziś — negocjacje z podłogą w toalecie.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...