Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




hehe, prosze pana, prosze się nie ośmieszać, nie chcę być wścipski, ale patrząc na pańskie utwory, to tak,

tak na poważnie, proszę popatrzyć na inne utwory na tym forum, i zkontrastować z moimi, przepaść, a to że pana umysł, nawet w ćwierć nie dorównuje poezji, można się przekonać po
komentach.Tak naprawdę prawdziwej poezji mozna się nauczyć na Nieszuflada.pl, gdzie jest naprawdę dobre grono krytyów.

no cóż, pan jest jedynym który mi tutaj zawala negatywnymi komentami, i proszę nie mówić że jest pan bardziej doświadczonym odemnie poetom, bo toż pierogi z malinami

a teraz argumenty za i przeciw co do wiersza


hmm... i mnie zdarzało się Pana krytykować. Niewiele się Pan nauczył od ostatniej naszej dysputy (mam na myśli Pana niedojrzałą reakcję na krytykę). Z takim nastawieniem może Pan zaprzepaścić talent. Szuka Pan wciąż poklasku i tkwi w samouwielbieniu, a to dla poety pułapka. Dystans, umiar, dojrzałość to artyście potrzebne. Wiem, że jest Pan jeszcze w wieku szczenięcym, ale i to nie tłumaczy Pańskiego zachowania. Trzeba nauczyć się cenić krytykę, bo tylko Ci którzy pokazują Pana błędy i potknięcia, dobrze Panu życzą. Paradoksalnie te osoby Pan gani, a dziękuje wszystkim tym, którzy zdawkowo komentują Pańskie utwory. W ten sposób najbardziej krzywdzi Pan samego siebie.

Co do wiersza... Ten wiersz, jak Pana poprzednie jest według mnie zgrabnym tłem liryki. Teksty Pana są zlepkiem metafor i obrazów. Brak jednak tym wierszom rdzenia, jakim jest przekaz, coś co nie porusza jedynie zmysłów, a budzi emocje.
Proszę sobie tym razem darować ataki na moje wierszydła, bo już to przerabialiśmy.
Nie będę Pana chwalić dopóki mnie Pana wiersze nie zachwycą, a wszystko przed Panem.
Może Pan dalej uważać, że zazdroszczę Panu talentu, lub uznać, że moja krytyka jest przejawem życzliwości. Wybór należy do Pana.

pozdrawiam,
gocha

P.S.: Na początek starałabym się na Pana miejscu unikać błędów w treści wiersza. Czasem utrudniają one odbiór, a poza tym w dobie nagminnego łamania polszczyzny, przynajmniej ludzie zajmujący się słowem pisanym winni dbać o jakość języka.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




hehe, prosze pana, prosze się nie ośmieszać, nie chcę być wścipski, ale patrząc na pańskie utwory, to tak,

tak na poważnie, proszę popatrzyć na inne utwory na tym forum, i zkontrastować z moimi, przepaść, a to że pana umysł, nawet w ćwierć nie dorównuje poezji, można się przekonać po
komentach.Tak naprawdę prawdziwej poezji mozna się nauczyć na Nieszuflada.pl, gdzie jest naprawdę dobre grono krytyów.

no cóż, pan jest jedynym który mi tutaj zawala negatywnymi komentami, i proszę nie mówić że jest pan bardziej doświadczonym odemnie poetom, bo toż pierogi z malinami

a teraz argumenty za i przeciw co do wiersza


hmm... i mnie zdarzało się Pana krytykować. Niewiele się Pan nauczył od ostatniej naszej dysputy (mam na myśli Pana niedojrzałą reakcję na krytykę). Z takim nastawieniem może Pan zaprzepaścić talent. Szuka Pan wciąż poklasku i tkwi w samouwielbieniu, a to dla poety pułapka. Dystans, umiar, dojrzałość to artyście potrzebne. Wiem, że jest Pan jeszcze w wieku szczenięcym, ale i to nie tłumaczy Pańskiego zachowania. Trzeba nauczyć się cenić krytykę, bo tylko Ci którzy pokazują Pana błędy i potknięcia, dobrze Panu życzą. Paradoksalnie te osoby Pan gani, a dziękuje wszystkim tym, którzy zdawkowo komentują Pańskie utwory. W ten sposób najbardziej krzywdzi Pan samego siebie.

Co do wiersza... Ten wiersz, jak Pana poprzednie jest według mnie zgrabnym tłem liryki. Teksty Pana są zlepkiem metafor i obrazów. Brak jednak tym wierszom rdzenia, jakim jest przekaz, coś co nie porusza jedynie zmysłów, a budzi emocje.
Proszę sobie tym razem darować ataki na moje wierszydła, bo już to przerabialiśmy.
Nie będę Pana chwalić dopóki mnie Pana wiersze nie zachwycą, a wszystko przed Panem.
Może Pan dalej uważać, że zazdroszczę Panu talentu, lub uznać, że moja krytyka jest przejawem życzliwości. Wybór należy do Pana.

pozdrawiam,
gocha

P.S.: Na początek starałabym się na Pana miejscu unikać błędów w treści wiersza. Czasem utrudniają one odbiór, a poza tym w dobie nagminnego łamania polszczyzny, przynajmniej ludzie zajmujący się słowem pisanym winni dbać o jakość języka.

:że moja jkrytyka jest przejawem złoślwości"
toóż to!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...