Misza Korowiow Opublikowano 13 Sierpnia 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 13 Sierpnia 2007 Bo to jest czasami tak, że wychodzi się nie tymi drzwiami co trzeba żeby się wyszło i nawet trzaśnięcie nie pomaga. I gdy już wszystko wychodzi na jaw przywiane przeciągiem z pobliskiego burdelu, nie ma już odwrotu. Oglądanie się za siebie nawet nie skutkuję, nic tam za nami nie obraca się w słup soli, stoi wszystko jak stało nie wzruszone ciągiem wydarzeń, nie tęskniące za przeżytą teraźniejszością. Rzucanie kamyków daje taki sam skutek. Nijako się w tedy czułem, kiedy musiałem odejść. Nijako z tego powodu, że nie miałem pomysłu na następne 30 sekund, bo póki byłem zaplanowany wszystko działało i nawet śmiać się było z czego. Teraz jest nie do śmiechu, do płaczu z resztą też nie, bo nijakośc ma to do siebie, że pożera w całości, odziera ze skrajności i pospolitości, nie można być nawet przeciętnym, trzeba odejśc w bezosobowość. Odliczam to co zostało w kieszeni, nie jest tego wiele, ale wystarczy na coś do jedzenia. Przechodzę przez to z godnością, chociaż wałęsając się tak od kosza na śmieci do kiosku czuję się jak skończony idiota, ale czekanie ma to do siebie, że sie robi kilometry żeby jedynie czas zleciał. i w końcu nadchodzi to oczekiwane uczucie kiedy wgryzam się rzeczywistość, zmieniam miejsce akcji przestawiając litery we wzorach matematycznych. Uderzam trzonkiem 3 razy, krew tryska na ścianę, biorę co moje i uciekam. Świadków nie było, bo te przystanki pełne są teraz braku odpowiedzialności...
orbitowanie bez cukru Opublikowano 21 Sierpnia 2007 Zgłoś Opublikowano 21 Sierpnia 2007 początek beznadziejny. powtórzenia. ciekawie zrobiło sie pod koniec i za to plus.pozdr obc
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się