Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja już do ciebie nie mam siły. Tak, brak mi argumentów. Chociaż nie wiem w jakiej sprawie nawet.

Ty na serio nie rozumiesz co się do Ciebie pisze, a mnie się już nie chce drążyć tematu.

Proszę tylko, jeśli następnym razem przyjdziesz bredzić pod mój wiersz, to chociaż rób to o nim, albo postaraj się przynajmniej. Inaczej łamiesz regulamin.

Żegnam
  • Odpowiedzi 67
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A więc nie wiesz, o czym mowa i brak Ci argumentów, ale to ja nie rozumiem, co się do mnie pisze? Dobre! Humor absurdu, brak logiki! Chyba za dużo dziś wypiłeś czy co?
A ja i tak będę pisać na każdy temat, na jaki mi przyjdzie ochota.
Żegnam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kolejny przykład braku wychowania, wręcz chamstwa: jeżeli pisze pan coś o mnie, proszę to zamieścić w moim wątku a nie obrzucać oszczerstwami po wątkach pod rzekomym płaszczykiem komentarza czyjegoś wiersza, o czym dowiaduję się dopiero od innych. Pan nie powinien tu w ogóle pisać, to co robi odstrasza stąd bardziej wartościowych ludzi Nikt nie będzie spierał się dłużej z chamem, na domiar złego niezbyt lotnym na umyśle, bo i po co? Czytałem właśnie wiersze Bartka Bartka na „Nieszufladzie” – jeśli to ta sama osoba którą pan tu zaszczuł, to szkoda straty kolejnego wrażliwego i myślącego poety, który ma coś do przekazania.

Do Autora wątku: drugi wiersz, który mi się podoba w „Dziale Wierszy Zaawansowanych”.
Tylko tyle i nie wiem, czy i tak nie za dużo, bo zaraz mogą się rozpocząć ataki personalne także na pański wiersz. Aby udowodnić, jak takie coś może mi się podobać.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kolejny przykład braku wychowania, wręcz chamstwa: jeżeli pisze pan coś o mnie, proszę to zamieścić w moim wątku a nie obrzucać oszczerstwami po wątkach pod rzekomym płaszczykiem komentarza czyjegoś wiersza, o czym dowiaduję się dopiero od innych. Pan nie powinien tu w ogóle pisać, to co robi odstrasza stąd bardziej wartościowych ludzi Nikt nie będzie spierał się dłużej z chamem, na domiar złego niezbyt lotnym na umyśle, bo i po co? Czytałem właśnie wiersze Bartka Bartka na „Nieszufladzie” – jeśli to ta sama osoba którą pan tu zaszczuł, to szkoda straty kolejnego wrażliwego i myślącego poety, który ma coś do przekazania.

Do Autora wątku: drugi wiersz, który mi się podoba w „Dziale Wierszy Zaawansowanych”.
Tylko tyle i nie wiem, czy i tak nie za dużo, bo zaraz mogą się rozpocząć ataki personalne także na pański wiersz. Aby udowodnić, jak takie coś może mi się podobać.

Posłuchaj biedny, chory człowieku - poświęciłeś na bzdury 7 linijek, na sam utwór - "podoba się". O tyle, lepiej, ze drugi biedny człowiek - oxyvia nie napisała nic, oprócz chorowitej zawiści względem osób przewyższającej ją intelektualnie. Widzisz, człowieczku - kiedyś pod takim wierszem pisywaliśmy praktycznie eseje, a kłótnie o akcent trwały nieraz godzinami. Wtedy tobie podobni jojczeli, że wiedza, że popis, że jakaś "elita" - teraz doskonale wiemy, że schodzimy na psy, dzięki "wiedzy radosnej" oxyvi i jej klonom, czyli m. in. tobie. Piętro niżej opisywałeś nie sonet jako sonet, co już dyskwalifikuje cię jako interlokutora, a mianuje na błazna. Jak chcesz, możemy pobawić się w interpretacje właśnie tego wiersza - napiszesz esej, wkleisz, potem ja napisze - będzie to bardziej twórcze niż twoje 267 postów z trzech dni, gdzie piszesz o niczym, a jak już chcesz napisać o czymś konkretnym, to o dystychu piszesz tercyna.
Mam świadomość że i tak nie przeczytasz tego wątku i wyjmiesz jedno zdanie z jego, ale w tym miejscu, oazie dobrego wiersza, gdzie pseudo krytyk oxyvia naburmuszona nie zagląda jest ku temu okazja.
To czekam na esej, jak wkleisz, piszę ja. Na brednie o "zaszczutym" BB nie będę odpowiadał - był takim samym aroganckim błaznem jak ty, i jak każdy klon pochodzący z oxyvii.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A więc nie wiesz, o czym mowa i brak Ci argumentów, ale to ja nie rozumiem, co się do mnie pisze? Dobre! Humor absurdu, brak logiki! Chyba za dużo dziś wypiłeś czy co?
A ja i tak będę pisać na każdy temat, na jaki mi przyjdzie ochota.
Żegnam.
Ja przyznam się już do wszystkiego, bylebyś mi tutaj więcej nie odtemacała wątku bredniami.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeżeli masz coś do mnie pętaku, to proszę nie mieszać swoich chamskich wypowiedzi z innymi. Nie wiem, czy Pani Oxyvia ma męża, ale gdybyś tak zwrócił się do kobiety w mojej obecności, miałbyś problem z wymową. Nic nie usprawiedliwia podobnego chamstwa na przystanku, tym bardziej na poetyckim portalu! A teraz spadaj, cioto strachliwa. Leć poskarżyć się Adminowi.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeżeli masz coś do mnie pętaku, to proszę nie mieszać swoich chamskich wypowiedzi z innymi. Nie wiem, czy Pani Oxyvia ma męża, ale gdybyś tak zwrócił się do kobiety w mojej obecności, miałbyś problem z wymową. Nic nie usprawiedliwia podobnego chamstwa na przystanku, tym bardziej na poetyckim portalu! A teraz spadaj, cioto strachliwa. Leć poskarżyć się Adminowi.

No to masz niepowtarzalną okazje to zrobić. Numer gg masz, czekam na ciebie.
Bo to, że jesteście plagą tego portalu, to wiem. A pierwszy raz mogę mieć okazje spotkać osobiście jednego z was.
I nie zasłaniaj się koleżkami.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeżeli masz coś do mnie pętaku, to proszę nie mieszać swoich chamskich wypowiedzi z innymi. Nie wiem, czy Pani Oxyvia ma męża, ale gdybyś tak zwrócił się do kobiety w mojej obecności, miałbyś problem z wymową. Nic nie usprawiedliwia podobnego chamstwa na przystanku, tym bardziej na poetyckim portalu! A teraz spadaj, cioto strachliwa. Leć poskarżyć się Adminowi.
Ulissesie, bardzo Ci dziękuję za rycerską, męską postawę i bronienie mnie przed chamem. Pierwszy raz na tym portalu spotkałam się z taką reakcją mężczyzny, a zaczepiana przez prostaków jestem tu ustawicznie. (Oczywiście, że oni nie czują się mężczyznami, w każdym razie nie wobec kobiet; niektórzy może zwyczajnie do tego nie dorośli, inni zaewne cierpią na jakieś lęki i dewiacje). Jeszcze raz dziękuję i załączam wyrazy najwyższego szacunku.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Błędy językowe u przemądrego polonisty-eseisty-krytyka-poety zaznaczyłam na czerwono. Dowody paranoi (lub może już schizofrenii) wyboldowałam. Chamstwo pominę milczeniem, bo nie wymaga komentarza.
Opublikowano
Po pierwsze: wszyscy łamiecie regulamin wypisując w tym wątku rzeczy, które nijak się mają do wiersza "Droga Mario!" Oscara Dzikiego.

Po drugie: Wy sobie możecie nazwać mnie ciotą, czy jak tam sobie chcecie, ale ja wyrosłem z bicia się. Energii wam nie szkoda? Nie macie gdzie jej zogniskować?

Po trzecie: Co to w ogóle ma być? Rycerskość? Mnie coś takiego śmieszy - jestem za całkowitym równouprawnieniem. Płeć rozmówcy nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Człowiek to człowiek. Zazwyczaj staram się być w miarę uprzejmy dla wszystkich. A jeśli kobieta (nie mówię tu o nikim z tego portalu) jest chamska (a takie się zdarzają), to nie widzę powodu, dla którego musiałbym zachowywać się wobec niej w porządku. I to tylko dlatego, że ma kobiece ciało.

I bardzo mało mnie obchodzi, co sobie myślicie o takiej postawie.
* * *
Wiersz jest ciekawy, dobrze napisany; a jeżeli ktoś ma całkowicie inne gusta (pani Oxyvia) to niech tu nie zagląda. Regulamin zabrania wyrażania skrajnie subiektywnych opinii. Jeżeli treść i tematyka mówiąc potocznie: 'nie pasi' - proszę ocenić tekst pod względem technicznym. A swoje subiektywne spostrzeżenia zawrzeć najwyżej w Post Scriptum.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A więc nie wiesz, o czym mowa i brak Ci argumentów, ale to ja nie rozumiem, co się do mnie pisze? Dobre! Humor absurdu, brak logiki! Chyba za dużo dziś wypiłeś czy co?
A ja i tak będę pisać na każdy temat, na jaki mi przyjdzie ochota.
Żegnam.

Szkoda, że nie odczytałaś sarkazmu. Wyjaśnię zatem w czym rzecz po raz ostatni wymieniając z Tobą zdania nie na temat utworu.

Kiedy pisałem, że istotnie brak mi argumentów, chciałem dać już sobie spokój i odpędzić Cię od zaśmiecania mi przestrzeni pod wierszem. Oprócz tego przebija z mojej wypowiedzi całkowita rezygnacja i załamanie nad Twoją tępotą, połączoną z kłótliwością (widzisz: teraz dopiero Cię obrażam i jestem chamski). Bronisz ludzi, których ja nie atakuje (w tym Ciebie do tej pory), bredzisz nie na temat, a najbardziej cierpi mój wiersz, o którym nic nie napisałaś, bo chyba nie potrafisz, bo nie jest o amorkach. Wolisz w to miejsce imputować mi, że obrażam Beenie. A ja Beenie bardzo lubię i ona mnie też i nic Ci do tego:P

Krzywakowi piszesz, że ma coś z męskością, bo nie jest dla Ciebie miły i nie przytakuje... pomijając, że to nie ma zasadności innej niż projekcja Twoich własnych problemów (ale teraz ja schodzę na brednio-podobne insynuację aż mi wstyd), to zastanawiam się: co Ci do tego? Widzisz, ja też jestem dewiantem. Przebieram się w lateks, każę mojej dziewczynie się pejczować, lizać po odbycie, zjadam jej fekalia, robimy to z innymi parami. Nasz związek jest poprzestawiany, ale uważamy, że jest znacznie bardziej poetycki, od Twoich rozmemłanych doznań godnych podstarzałej polonistki:/. Ja sprzątam, ona mnie broni przed złymi ludźmi na ulicy, tylko mnie zastanawia:

1. CO CIEBIE TO OBCHODZI?? PO CO O TYM GADASZ? FANTAZJUJESZ?

2. JAK TO SIE MA DO TEMATOW POEZJI?

3. KIM TY JESTES, ABY TO OCENIAC, CO JA ROBIE W MOIM ZWIAZKU? CO ROBI KRZYWAK?

Albo pisz o moich wierszach, albo nie pokazuj się pod nimi nawet, bo zgłoszę do moderacji. Fini.
Opublikowano

Ale się porobiło! Wojna na słowa, niczym wśród naszych polityków!

Chcę aby było jasne: NIE JESTEM OBRAŻONA NA OSKARA. Gdyby tak było, on pierwszy by się o tym dowiedział. Ja w ogóle nie obrażam się, szkoda mi na to życia. Czasami bywam na kogoś zła, ale szybko mi przechodzi.

Oxywio, stanęłaś po mojej stronie i to doceniam. Jesteś osobą odważną w wyrażaniu swoich opinii i to jest niewątpliwą zaletą, ale nie warto wchodzić w konflikt z kimkolwiek na forum, czasami warto odpuścić. Nawet nie doczytałam do końca tych słownych utarczek. Nie lubię waśni i sama staram się ich unikać.

Moje współczucie kierowane w stronę wspomnianej w wierszu Marii, wynika z posiadania przeze mnie dość dużych pokładów empatii. Naprawdę czasami jest mi jej szkoda.
Bez względu na to co napisał Oskar zdanie moje podtrzymuję.

wszystkich serdecznie pozdrawiam :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Skąd wniosek, że nie odczytałam? To Ty nie odczytałeś sarkazmu, jak widzę.

Też mi się tak zdawało. Ale nie wytrzymałeś bez szczekania? Szkoda.

Widzę. Przedtem też widziałam. Teraz to już całkowita słoma z butów. Coraz gorzej z Tobą.

To do tej pory nie atakowałeś mnie, że "bredzę"? Zdawało mi się? Kłamiesz jak uczniak, któremu się mówi, że jest niegrzeczny!

Skoro wiersz tak bardzo na tym cierpi, to postaram się coś o nim napisać, ale dopiero wtedy, kiedy się przekonam, że nie zostanę znów najechana przez Ciebie.
Nie wiedziałam, że brak mojego komentarza to aż tak wielka strata.
Skąd wiesz, że potrafię komentować wiersze o amorkach? Jakie wiersze? Czytałeś kiedyś mój koment do jakiegoś wiersza o amorkach? Nie przypominam sobie...
Może te wszystkie Twoje najazdy na mnie wynikają z prostego nieporozumienia, że mnie z kimś mylisz?

No to co, że lubisz Beenie? Ja też ją lubię, a Tobie nic do tego. Po co mi o tym piszesz? I to z języczkiem na końcu? To może też sarkazm?
Natomiast to, że odezwałeś się do Beenie co najmniej obcesowo, i to w zamian za przychylny komentarz, to mnie powstrzymało od skomentowania Twojego wiersza i napisałam Ci o tym, żebyś mógł wyciągnąć z tego wnioski dla siebie. A na to Ty mi cisnąłeś: "bredzisz!" To już była duża arogancja i to mnie wkurzyło zwyczajnie.
Czy jestem nareszcie zrozumiała dla Ciebie?

Nic takiego nie napisałam. Krzywak często bywa dla mnie miły i mi przytakuje. Ale co Cię to obchodzi?

Temat Krzywaka najlepiej zostaw w spokoju. Chyba, że zmierzasz do tego, abym Ci wyłożyła tutaj publicznie, co myślę na jego temat; specjalnie próbujesz mnie rozzłościć, żeby mu zaszkodzić? Nie sądzę, chociaż tak to wygląda. Natomiast i tak nie dam się sprowokować, bo to nie Twoja sprawa. I tutaj akurat Tobie rzeczywiście nic do tego, bo to się w żaden sposób nie wiąże z Tobą. (Chyba że... a ja nic o tym nie wiem - to mnie uświadom).

Napisz, jakie są - według Ciebie, Gówniarzu - te moje "rozmemłane doznania"? I skąd wiesz, jakie one są? I jakie to są doznania "godne podstarzałej polonistki"? - Ty Chamie wobec wszystkich starszych od siebie kobiet?

Wyczuwam sarkazm - pewnie jest dokładnie odwrotnie: ona sprząta, a Ty leżysz brzuchem do góry? No, ale za to na ulicy w Twoim towarzystwie ona może się czuć bezpieczna - warto Cię obsługiwać!:-DDD

Czy ja fantazjuję erotycznie o Tobie? Pogięło Cię?! Czy ja interesuję się Twoim związkiem i tym, co w nim robisz? Czy ja się interesuję związkiem Krzywaka? I tym, co on tam robi w tym związku? Zidiociałeś kompletnie? To zacytuj, gdzie i jakimi słowami o tym pisałam! Najwyraźniej Twoje marzenia przeradzają się w urojenia!

Już pisałeś we wstępie, że bardzo Ci zależy na tym, żebym pisała o Twoich wierszach. Nie ma sprawy, jak tylko zaczniesz się zachowywać jak normalny i kulturalny człowiek, a nie jak chamski, źle wychowany i niezrównoważony smarkacz.
I mie będziesz mi dyktował, na jaki temat mam pisać, kiedy mnie obrażasz.
A do moderacji kwalifikuje się przede wszystkim to, co napisałeś do mnie powyżej. Pewnie nawet do sądu.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Skąd wniosek, że nie odczytałam? To Ty nie odczytałeś sarkazmu, jak widzę.

Też mi się tak zdawało. Ale nie wytrzymałeś bez szczekania? Szkoda.

Widzę. Przedtem też widziałam. Teraz to już całkowita słoma z butów. Coraz gorzej z Tobą.

To do tej pory nie atakowałeś mnie, że "bredzę"? Zdawało mi się? Kłamiesz jak uczniak, któremu się mówi, że jest niegrzeczny!

Skoro wiersz tak bardzo na tym cierpi, to postaram się coś o nim napisać, ale dopiero wtedy, kiedy się przekonam, że nie zostanę znów najechana przez Ciebie.
Nie wiedziałam, że brak mojego komentarza to aż tak wielka strata.
Skąd wiesz, że potrafię komentować wiersze o amorkach? Jakie wiersze? Czytałeś kiedyś mój koment do jakiegoś wiersza o amorkach? Nie przypominam sobie...
Może te wszystkie Twoje najazdy na mnie wynikają z prostego nieporozumienia, że mnie z kimś mylisz?

No to co, że lubisz Beenie? Ja też ją lubię, a Tobie nic do tego. Po co mi o tym piszesz? I to z języczkiem na końcu? To może też sarkazm?
Natomiast to, że odezwałeś się do Beenie co najmniej obcesowo, i to w zamian za przychylny komentarz, to mnie powstrzymało od skomentowania Twojego wiersza i napisałam Ci o tym, żebyś mógł wyciągnąć z tego wnioski dla siebie. A na to Ty mi cisnąłeś: "bredzisz!" To już była duża arogancja i to mnie wkurzyło zwyczajnie.
Czy jestem nareszcie zrozumiała dla Ciebie?

Nic takiego nie napisałam. Krzywak często bywa dla mnie miły i mi przytakuje. Ale co Cię to obchodzi?

Temat Krzywaka najlepiej zostaw w spokoju. Chyba, że zmierzasz do tego, abym Ci wyłożyła tutaj publicznie, co myślę na jego temat; specjalnie próbujesz mnie rozzłościć, żeby mu zaszkodzić? Nie sądzę, chociaż tak to wygląda. Natomiast i tak nie dam się sprowokować, bo to nie Twoja sprawa. I tutaj akurat Tobie rzeczywiście nic do tego, bo to się w żaden sposób nie wiąże z Tobą. (Chyba że... a ja nic o tym nie wiem - to mnie uświadom).

Napisz, jakie są - według Ciebie, Gówniarzu - te moje "rozmemłane doznania"? I skąd wiesz, jakie one są? I jakie to są doznania "godne podstarzałej polonistki"? - Ty Chamie wobec wszystkich starszych od siebie kobiet?

Wyczuwam sarkazm - pewnie jest dokładnie odwrotnie: ona sprząta, a Ty leżysz brzuchem do góry? No, ale za to na ulicy w Twoim towarzystwie ona może się czuć bezpieczna - warto Cię obsługiwać!:-DDD

Czy ja fantazjuję erotycznie o Tobie? Pogięło Cię?! Czy ja interesuję się Twoim związkiem i tym, co w nim robisz? Czy ja się interesuję związkiem Krzywaka? I tym, co on tam robi w tym związku? Zidiociałeś kompletnie? To zacytuj, gdzie i jakimi słowami o tym pisałam! Najwyraźniej Twoje marzenia przeradzają się w urojenia!

Już pisałeś we wstępie, że bardzo Ci zależy na tym, żebym pisała o Twoich wierszach. Nie ma sprawy, jak tylko zaczniesz się zachowywać jak normalny i kulturalny człowiek, a nie jak chamski, źle wychowany i niezrównoważony smarkacz.
I mie będziesz mi dyktował, na jaki temat mam pisać, kiedy mnie obrażasz.
A do moderacji kwalifikuje się przede wszystkim to, co napisałeś do mnie powyżej. Pewnie nawet do sądu.
Ja tego nawet nie przeczytam. Żegnam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To tak jak ja. Zwróć uwagę na to, jak jestem przyjaźnie nastawiona do ludzi wokół - i tych, których znam, i nowych, których jeszcze nie znam. Z Tobą też miałyśmy kiedyś jakąś drobną utarczkę, ale wszakże szybko doszłyśmy do zgody, bo - podobnie jak Ty - nie jestem ani zawzięta, ani prostacka.
Chyba że ktoś na mnie coraz silniej najeżdża - wtedy nie pozostaję mu dłużna. Bo niby w imię czego? Dlaczego miałabym pozwalać komuś na chamstwo wobec mnie?
Dobrze, że nie czujesz się obrażona przez Oscara. Ja nie napisałam, że tak się czujesz. I niczego takiego nie sugerowałam, bo przecież nie znam Twoich uczuć. Pisałam wyłącznie za siebie. Nie chciałabym dostać podobnie opryskliwie zredagowaną odpowiedzią Oscara na mój komentarz - i to wszystko (na wtedy).
Ale nawet, jeśli Oscar rzeczywiście nie zamierzał być niegrzeczny, tylko taki ma styl bycia, to mógł (i powinien) mi to napisać w elegantszy sposób, niż akurat słowem: "bredzisz". To już była celowa opryskliwość, a tego nie cierpię, zwłaszcza u znacznie młodszych ode mnie ludzi, szczególnie zaś rodzaju męskiego. (Bo kiedy im się pozwala na arogancję i brak szacunku, to potem najczęściej wyrastają z nich takie kalekie, zarozumiałe maczo-maminsynki, nie mające za grosz poczucia męskości i rycerskości wobec kobiet oraz wobec starszych i słabszych fizycznie ludzi; nie prorokuję tu o Oscarze - ma jeszcze szansę się zmienić).

To świetnie. Ja podobnie czuję. Maria też człowiek. ;-)))
Ja również pozdrawiam Cię serdecznie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No to udowodniłeś, że jesteś dla mnie cienki Bolek. Potrafisz pyskować bez sensu, a potem zatykasz uszy, kiedy Ci odpowiadam, a Tobie brakuje argumentów. Przedszkolak, wrzeszczący do starszej koleżanki: "Jesteś głupia! A ja nic nie słyszę! Nic nie słyszę!"
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No to udowodniłeś, że jesteś dla mnie cienki Bolek. Potrafisz pyskować bez sensu, a potem zatykasz uszy, kiedy Ci odpowiadam, a Tobie brakuje argumentów. Przedszkolak, wrzeszczący do starszej koleżanki: "Jesteś głupia! A ja nic nie słyszę! Nic nie słyszę!"

tego też nie przeczytam. żegnam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No to udowodniłeś, że jesteś dla mnie cienki Bolek. Potrafisz pyskować bez sensu, a potem zatykasz uszy, kiedy Ci odpowiadam, a Tobie brakuje argumentów. Przedszkolak, wrzeszczący do starszej koleżanki: "Jesteś głupia! A ja nic nie słyszę! Nic nie słyszę!"

tego też nie przeczytam. żegnam
Jesteś coraz cieńszy Bolek - przedszkolak.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Chodzę jak na szpilkach Biodrami zataczam spiralę Spojrzeniem Idę wolniej w dół Tam gdzie skarby schowane Biodrami zataczam spiralę Prowadzę dłońmi wnet Tam gdzie skarby schowane Naciągam spojrzenie kuse Prowadzę dłońmi wnet Po drodze zbieram klejnoty Naciągam spojrzenie kuse Zakrywam nieco iluzję cnoty Po drodze zbieram klejnoty Spojrzeniem Idę wolniej w dół Zakrywam nieco iluzję cnoty Chodzę jak na szpilkach
    • Mało! Woła mu Nel. Tlenu mało! Wołam
    • Ale antał piwa RP sprawi płatna Ela
    • Za moimi plecami pojawił się enkawudzista. Był w doskonałym humorze. I nie wiedziałem tylko czy to z powodu tego, że wiedział o tym, że Żerebcow wywołuje  tak wielkie uczucie strachu, czy może z powodu  rozkazów jakie mu przekazano.   Wychodź Żerebcow. Koniec wycieczki. Kota zostaw nie będzie Ci potrzebny,  mały, czarny pluszak. Teraz będziesz co najwyżej tulił się z zimna do ciał kolegów w baraku.   Żerebcow już miał zamiar prostować kolana, gdy enkawudzista poklepał mnie  zuchwale po ramieniu.   Rozkazy się zmieniły lejtnancie. Góra nie chcę już więcej o nim słyszeć  ani przerzucać go z miejsca w miejsce. Dość już jego wątpliwej legendy. Podobno nie można go zabić. Podobno odradza się zawsze po egzekucji. Drugi pieprzony Rasputin. Ale nie ma takiego Diabła,  którego nie potrafiłby zgładzić  ludowy komisariat obrony. Prawdziwy człowiek radziecki  i piekło może zamrozić jeśli tylko chcę. Plan jest taki. Wy lejtnancie jedziecie z nim do lasu. Kierowca zna miejsce. Moi ludzie już wszystko tam przygotowali. Wysiadacie wieczorem. On klęka, wy strzelacie.  Moi dobijają bagnetami. Nawet go nie grzebcie. Wilki i niedźwiedzie  posilą się krwawą padliną. Wracacie w nocy. Spisujemy raport. Wychylamy kilka szklanek  za dobrze wykonaną robotę. W tajemnicy Wam powiem lejtnancie, że za zabicie tego wrzoda  na radzieckim organizmie, dostaniecie order czerwonego sztandaru, sam towarzysz Beria za tym optował. A nie powiecie mi chyba, że nie chcielibyście dostać  przepustki do stolicy. Tu tylko jaja można sobie odmrozić. A tam będziecie towarzysz i gieroj. Bohater naszych czasów. Ta akcja nie może czekać. Jeździe już teraz. Dopilnuję obozu przez te kilka godzin.   Uścisnął mi rękę i prawie siłą  wepchnął na pakę ciężarówki. Chciałem więcej wyjaśnień, omówić plan działania. Zamierzałem się sprzeciwić. Ale co mógł prosty czerwonoarmista  wobec potęgi komisariatu obrony. Wobec całej potężnej maszyny śmierci.    Kierowca rzucił okiem za siebie  i zauważył że usadowiłem się niemrawo prawie dokładnie naprzeciw literata.   Jeśli coś będzie nie tak lejtnancie, krzyczcie a najlepiej  bijcie dłonią w ścianę szoferki. Ja mam tu pistolet. Spojrzałem z niedowierzaniem  na enkawudzistę    Jak mam eskortować więźnia bez broni? Chcę wrócić po pistolet i proszę o eskortę w postaci dwóch dodatkowych ludzi. Moich zaufanych ludzi.   Enkawudzista machnął tylko ręką.   Eskorta do Żerebcowa?! On nigdzie nie ucieknie. Zresztą dokąd? Do najbliższej większej osady przeszło osiemdziesiąt kilometrów. Do miasta trzysta. A na termometrze dziś  prawie minus trzydzieści pięć stopni. Zresztą on nawet nie jest związany. Nie musi. Nie wie na jakim świecie jest. Nie odzywa się słowem od tygodni. Zresztą zobaczcie sami.   I faktycznie Żerebcow stwarzał pozór osoby obłąkanej i zupełnie nieobecnej w rzeczywistości. Nie wiem czy rozumiał o czym rozmawialiśmy. Czy wiedział o tym, że za kilka godzin zginie? Czy rozumiał cokolwiek  z tego co się wokół działo. Siedział i z błogim uśmiechem małego chłopca,  głaskał kota,  który zdążył zasnąć na jego kolanach. Widać literat i kot  byli razem w siódmym niebie. Ciężko było dyskutować o tym  co powinno się zrobić  i jak powinno się teraz postąpić. To był rozkaz,  którego nie mogłem zlekceważyć.   Jechaliśmy już przeszło godzinę. Kilka minut temu, rozpadał się ostry, wirujący dziko na wietrze śnieg. Przesiąkłem odorem paki. Wszystko wokół cuchnęło. Na dodatek opary paliwa  łatwo przechodziły na tył pojazdu i powodowały astmatyczne napady  duszności i kaszlu. Żerebcow nie reagował. Miał zamknięte oczy  i odchyloną delikatnie głowę. Ale nie spał. Wydawało się jakby słuchał tej ciszy. Jak gdyby delektował się podróżą  w swoich własnych myślach. Może pisał w nich kolejny wiersz. List pożegnalny. A może jednak był pewny ocalenia. Kolejnej cudownej ucieczki  i oszukania systemu. Tutaj jednak mógł usłyszeć go jedynie  Bóg i Diabeł. No i ja, gdyby tylko  chciał wreszcie cokolwiek powiedzieć.   Kierowca jechał bardzo ostrożnie  a mimo to ciągle łamaliśmy pod kołami, powalone pnie, korzenie i zbitą zmarzlinę, która była tutaj po prostu drogą do nikąd. Byłem bardzo zdenerwowany a nie miałem przy sobie  nawet grama tytoniu i bibuły. Wódki też nie. A zająłbym chociaż czymkolwiek, ciągle drżące z przejęcia dłonie. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, z rogu paki wypłynęło źródło głosu. Były to słowa wypowiadane  starannie, powoli wręcz sennie. Był to głos cichy lecz mocny. Wychodzący jednak jakby spod ziemi.     Lejtnancie… zaczął cicho Paweł Fiodorowicz, nie odrywając wzroku  od narzuconego brezentu  Mówi Wam coś nazwisko Levenstern?  Był Waszą ostatnią ofiarą, prawda?   Drgnąłem, gdzieś wewnątrz. Serce zakuło mnie w piersi  a w krtani narosła twarda kula. Nie winy. Nie wstydu. A paraliżującego strachu. Jak to możliwe?! To nazwisko powinno leżeć w ciszy tajgi. Nikt o tym nie mógł wiedzieć. Nikt!   Skąd o nim wiecie, Żerebcow?  Wychrypiałem nie patrząc na pasażera. Co wam do niego?   Był szpiegiem niemieckim w czasie wojny...  a raczej tak właśnie sfabrykowano dowody.   Kontynuował literat  z tym samym niepokojącym spokojem,  jakby czytał nekrolog w porannej gazecie.   Zastrzeliliście go dokładnie tam,  dokąd mnie teraz zabieracie.  Widzę go, Lejtnancie.  Stoi tam i czeka na towarzystwo.     Poczułem, jak pot spływa mi po karku,  mimo dojmującego mrozu.  Kim on jest? Świętym? Przeklętym? Carskim upiorem dawnej epoki? A może sumieniem kata? Bo nie literatem. Był mistrzem z piekła rodem.   Nawet jeśli, Żerebcow...  to już niedługo Wy zajmiecie jego miejsce ostatniego w wyliczance.   Uciąłem brutalnie,  odzyskując na moment pewność siebie.    Kierowca o mało co nie wywrócił nas do rowu, którego nie zauważył przed nosem pojazdu. Zawieszenie jęknęło, koła po lewej stronie oderwały się od podłoża i bardzo opornie wracały na swoje pierwotne miejsce. Dopiero teraz Żerebcow  jakby ocknął się z maligny. Wyjrzał do szoferki i radośnie oświadczył w przestrzeń lub do rozmówcy w swoim umyśle.   Był ostatni.  Szepnął radośnie.  Gładząc się po skołtunionych włosach.   Będzie ostatni.  Odpowiedział trzeci głos.   Zamarłem jak panujący wokół mrok i mróz To nie był głos Żerebcowa,  ani tym bardziej, przerażonego kierowcy.  To był dźwięk niski, chropowaty,  wibrujący jak pomruk nienasyconego pieca.  To było absolutne szaleństwo ale zwróciłem powoli wzrok na ostatniego pasażera.   Kocur zdawał się spać,  pogrążony w błogim spokoju,  ale gdy mój wzrok spoczął na jego futrze, zwierzę powoli otworzyło prawe oko.  Było złote, głębokie  i pełne nieludzkiej wiedzy.  Kot nagle puścił do mnie oczko  a na jego pyszczku wykwitł  ten sam podle ludzki uśmiech,  który zwiastował koniec pewnego świata.    Przecież... to tylko kot. Wybełkotał kierowca,  ale jego głos utonął w wyciu silnika,  który nagle wszedł  na nienaturalnie wysokie obroty,  jakby chciał uciec  z tego przeklętego Studebakera. Żerebcow cicho przytaknął a kocur znów zamknął oko,  mrucząc rytmicznie Ostatni... ostatni…   Znów każdy pogrążył się w swoich myślach. Jego milczenie denerwowało mnie. Doskonale już teraz wiedziałem, że on wie dosłownie o wszystkim. Zna moje ofiary, moje troski i problemy, czuje mój strach, widzi całe moje życie. Dlatego jego milczenia nie odbierałem w kategorii spokoju i harmonii  a drwiny z mojej osoby. Żerebcow znów oparł wysoko głowę  i wbił wzrok w sufit paki. Chciałem zasypać go pytaniami. O twórczość, której szczerze nie znałem. O to czy ma jakąś rodzinę albo dzieci. O jego liczne ucieczki i cudowne ocalenia. Przecież mówi się,  że to piekło we wszystkim mu pomaga. I przynajmniej kot,  jest jakąś częścią tego diabelskiego planu. Ale Żerebcow? Tak nie wygląda Diabeł. Nie wiem jak mógłby wyglądać,  lecz z pewnością nie tak. Nie jak człowiek. Znudzony, zmęczony, dziwnie spokojny zupełnie zwyczajny  a zarazem głęboko niezwykły.   Wreszcie ciężarówka wykonała  ostatnie półkole wokół,  wyrwanej z trudem tajdze polany. Silnik zachłysnął się ostatni raz i zgasł. Naprzeciw naszego pojazdu, zaparkowany był Zis z oddziałem żołnierzy. Nasz kierowca wysiadł do nich pierwszy  i z wyraźną ulgą po opuszczeniu szoferki, ściskał im kolejno dłonie. Byli w szampańskim humorze. Srogo pochlali. Krzyczeli, śmiali się, podskakiwali  i oklepywali ciała,  zamaszystymi ruchami ramion, próbując się ogrzać.   Nie musiałem nic robić z więźniem. Żerebcow zrozumiał, że to finalny postój i wygramolił się niezdarnie na zewnątrz. Kot czmychnął jego śladami. Gdy ja wreszcie uwolniłem się  z tej brezentowej klatki. Stanąłem twarzą w twarz z Żerebcowem. Ten w ogóle nie przejmował się  zadymką śnieżną i stał dumnie wyprostowany i zupełnie nieczuły na wszystko. Oczy literata były jednak inne. Wreszcie pytały i one.   To moja mogiła lejtnancie?  Doskonała. Chłopcy spisali się na medal albo nawet order i wakacje w Odessie.   Zadziwił wszystkich gdy zbliżył się do rowu, wykopanego nierównomiernie i na tempo. Padł przy nim na kolana,  nachylił się i zawołał do ciemni.   Levenstern przyjacielu,  za chwilę będziesz miał towarzystwo.   Chciał jeszcze wstać, lecz dwóch strażników doskoczyło do niego  i brutalnie popchnęli go  nad samą krawędź,  skutej lodem czerni grobu. Nie bronił się, nie wołał Boga ani łaski. Poprawił tylko kołnierz palta. Wywinął go z taką formą etykiety, jak gdyby wchodził na przedstawienie leningradzkiego baletu czy teatru. Przygładził jeszcze włosy, dłuższe kosmyki powędrowały za uszy. Odetchnął jedynie głęboko. Nie z ulgą a ze zniecierpliwienia. Widać skoro mu było w objęcia śmierci, lub do jakiś kolejnych magicznych sztuczek. Jeden ze strażników wręczył mi pistolet.   Wasza kolej towarzyszu lejtnancie. Koniec jego ziemskiej wycieczki. Tym razem Diabeł się nie wywinie. Jeden strzał w głowę  a my dokończymy jeśli będzie trzeba.  Spojrzałem jeszcze za siebie na kierowcę. Gdyby mógł to krzyczałby. Ruchy, ruchy lejtnancie. Moskwa czeka. Gdzieś na granicy polany  zaświeciło się coś złotego. Owalne jak moneta lecz bezsprzecznie żywe. Oko czarnego kocura. Patrzył cały czas. Trzeba będzie też go zastrzelić  razem z jego panem. Tak by mieć spokojne sumienie.   Wyciągnąłem pistolet.  Moja dłoń, dotąd tak karna  i posłuszna systemowi,  drżała w sposób haniebny.  Nie z powodu mrozu.  Czułem, jakby tysiące niewidzialnych mrówek chrzęściło pod moją skórą,  paraliżując każdy nerw.  Spojrzałem na Żerebcowa.  Zgarbiony, spokojny,  z tym samym  błogim uśmiechem małego chłopca,  czekał na uderzenie ołowiu.   Podniosłem broń.  Wycelowałem w potylicę studenta.  Świat wokół zamarł.  Czas przestał biec do przodu,  a pętla fatum zacisnęła się na mojej krtani. Pociągnąłem za spust. Huk rozdarł ciszę tajgi,  a ciało poety runęło bezwładnie  w przygotowany rów. Strażnicy rzucili się do mogiły  jak wściekłe psy. Kuli ciało raz za razem, aż do momentu omdlenia ramion.   A potem nastał poranek. Mgła przedświtu,  gęsta i szara jak dym z podłych papierosów, osiadła nisko nad polaną. Nad polaną na której  nie pozostawiono tylko ciała literata  w płytkim grobie. Śnieg wokół był pełny  czarnego brudu lub sadzy. Drzewa miały okopcone pnie. Wszędzie wokół unosił się także,  drażniący smród siarki. Studebaker i Zis nadal stały frontem do siebie. Nie było wokół nikogo. Ani na polanie ani w lesie, ani na pakach czy w szoferkach. Lejtnant i strażnicy  nie wrócili z akcji do obozu. Oficer czekał na ludzi i raport. Nie było gratulacji, obietnicy awansu. Nie było niczego. Poza ciszą.  Martwą i złowrogą. Wysłano więc kolejny oddział na miejsce. W końcu robota  mogła być wykonana wzorowo. Żerebcow nie żył  a oni w drodze powrotnej, mieli wypadek albo zgubili drogę  w śnieżnej zamieci. Drugi oddział strażników  przybył na miejsce egzekucji z opóźnieniem, klucząc Studebakerem  pośród zwalonych pni.  Gdy żołnierze wysiedli z wozu,  nienaturalna cisza lasu  sparaliżowała ich kroki.     Nad otwartą, czarną mogiłą  stały dwie postaci. Paweł Fiodorowicz Żerebcow,  nienagannie młody,  z czujnym i bystrym wzrokiem petersburskiego filozofa,  trzymał na rękach wielkiego, czarnego kocura. Na jego brudnym palcie  nie było śladu krwi,  a czas wydawał się omijać jego oblicze szerokim, lękliwym łukiem. Obaj z kotem trwali w milczącej zadumie, spoglądając w dół,  do wnętrza ziemnego grobu. Tam, na dnie lodowatego rowu,  pośród grud zmarzliny,  spoczywało ciało lejtnanta.  Jego oczy były szeroko otwarte,  wybałuszone w ostatecznym,  pośmiertnym zdziwieniu,  a na ustach zastygał krwawy spazm paranoi. Martwy kat leżał dokładnie tam,  gdzie kilka godzin wcześniej  miał spocząć poeta.   Żołnierze zamarli na linii drzew,  niezdolni do oddania choćby  jednego strzału z pepesz.  Wtedy, pośród arktycznego milczenia Syberii, czarny kocur uniósł poszarpane lewe ucho, spojrzał na Żerebcowa  i przemówił ludzkim, chropowatym głosem, który wibrował jak  pomruk nienasyconego pieca.   Fatalnie… fatalnie tak mój drogi przyjacielu, stracić zupełnie głowę  dla godnej pożałowania sprawy.   A Żerebcow tylko cicho mu przytaknął,  po czym obaj odwrócili się plecami  do armii straceńców  i odeszli wolnym, dystyngowanym krokiem  w gęstniejącą mgłę tajgi.   Nikt za nimi nie pobiegł ani nie strzelał. Zjawa była wolna. I było tylko kwestią czasu, gdy znów ją schwytają  gdzieś w ciemni rozpadającej się komunałki. Z maszynopisem w jednej dłoni A z kartą wiersza w drugiej.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...