Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ta ciemna strona
ta w nas odkryta
nie nocą przez księżyc
nie magią okryta.
po stronie drugiej
tej stronie zawiści.
Schowana głęboko
pamięcią w głąb myśli.
Choć mówisz że nie masz
że serce twe czyste
nie widzisz tej strony
tej strony zawistnej
co siedzi i w tobie
co serce oszuka
wychodzi na zewnątrz
i wcale nie puka.
Słowami, czynami
pośpiechem zrodzona
pamięcią w niepamięć
szaleństwem goniona
widziana zaledwie
widziana w momencie
schowana na opak
schowana w swym pędzie.
Ta ciemna strona
ta w nas odkryta
tak rzadko widziana
tak często umyka
umyka w nie pamięć
umyka w głąb myśli
zawistna podstępna
złodziejka mych myśli .....

Opublikowano

Ta ciemna strona
ta w nas odkryta
nie nocą przez księżyc
nie magią okryta.
po stronie drugiej
tej stronie zawiści.
Schowana głęboko
pamięcią w głąb myśli.
Choć mówisz że nie masz
że serce twe czyste
nie widzisz tej strony
tej strony zawistnej
co siedzi i w tobie
co serce oszuka
wychodzi na zewnątrz
i wcale nie puka.-------------nie rozumiem skoro wychodzi na zewnątrz to po co ma pukać?
Słowami, czynami
pośpiechem zrodzona
pamięcią w niepamięć
szaleństwem goniona
widziana zaledwie
widziana w momencie
schowana na opak
schowana w swym pędzie.
Ta ciemna strona
ta w nas odkryta
tak rzadko widziana
tak często umyka
umyka w nie pamięć
umyka w głąb myśli
zawistna podstępna
złodziejka mych myśli .....


ale całokształt (pomimo, iż za rymami nie przepadam) bardzo mi się podoba...
...znam taką jedną Ciemną Stronę;)


pozdrawiam I.P.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...