Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

No i wracam...

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dużo można napisać o niewinnej miniaturce, co niewątpliwie jest paradoksalne.
Jedno pytanie, wynikające z niewielkiej wiedzy o strukturze i formie tego typu wierszy:
czy słuszne jest moje wrażenie, że dwie strofy są dość od siebie odlegle?

Jeśli tak, to coś je łączy, coś tajemnego, co chce każdy odkryć właśnie z racji rzeczonej zagadkowości. [color=FF0000]Wiersz zdaje się być "wycinkiem" życia swoistej bohaterki liryka, "przygniecionej" ciężarem. Mimo to nie żąda ona zemsty, "nie przyciąga" nikogo. Pragnie "tylko krople zamienić na sok księżycowy", bo nic więcej jej nie trzeba. Żyje pewną projekcją, snem, jednocześnie będąc Dopełnieniem historii własnego życia. Szczególne to uczestnictwo.[/color]

"Czerwone" to moja interpretacja, czy dobrze odczytałem treść międzywersową?

Pozdrawiam - K.A.M.

PS Wiersz dla mnie naprawdę wyjątkowy - aż chce się szukać odpowiedzi. Wyruszam zatem...;)
Opublikowano

Judytko
cała Ty
potrafisz nieraz zakręcić
ale częściej zaskoczyć.
Wierszątko niczego sobie, na krótko każe się zatrzymać.
Tylko ten tytuł jakoś mi nie pasi :))
bo z kolei sok księżycowy to super. Skąd Ty takie rarytasy wyciągasz :))
A Krzysztof dał niezłą próbkę analizy i interpretacji.

Pozdrawiam przesympatyczną Autorkę
Krzysztofa i Pana Poetę też
:)

Opublikowano

Ojej..chyba muszę powoli Was przeczytać i odpowiedzieć z wolna,

Panie poeto: dziękuję za wdepnięcie w pole,
Krzysztofie Adamie Meler: ładnie żeś rozmyślał, słusznie zauważyłeś
tajemnicę, odległe nie są aż tak od siebie, nie mogą być, a trochę z Twojej
interpretacji by się zgadzało, dziękuję za powroty i przemyślenia oraz dłuższą
wędrówkę :), a w tej czerwieni poczułam się jak na wojnie ;)
egzegeto przesympatyczny: ciągnę skąd mogę :), przyznam się jeśli podpowiesz
z tytułem :),co byś proponował?

pozdrawiam krocznie
nocnie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97... u mnie to tak chyba wygląda.. że zalewam zmierzchy muzyką.. :)) Bardzo dużo jej słucham. Cieszę się, że dla Ciebie.. nastrojowo.      
    • miękka glina wodnista i ciężka daje oparcie dla rąk rzeźbiarza powstaje forma pamięci zaklęta lecz kiedy wyschnie nikt już nie pamięta  
    • @Nata_Kruk   Piękny wiersz, który łączy ludową prostotę z subtelną metafizyką muzyki. Urzekła mnie ta metafora "zalewania zmierzchu muzyką" i strojenia świtów. Czuć w tych słowach tęsknotę za spokojem, który przychodzi wraz z latem, ale i pewną sielską nostalgię. Bardzo nastrojowy.
    • @Nata_Kruk Duszko, dziękuję Ci za tę uważność i pomysł - naprawdę :) Ale te moje kalosze na uszach… to już trochę taki mój dzieciak, co nie chce się przebrać :) Zostawię go tak, jak stoi w kałuży. Tyle serduszek weszło ze mną w tę kałużę i nie chciało wyjść suchą stopą - bawimy się dalej :) Serdeczności   @Waldemar_Talar_Talar A co, pyszna zabawa! Ty też jesteś z nami :)
    • Za domem zaczynały się pola, w oddali inne domy i widać było, że powtarzalność jest także w nich ukryta. Każdy z czerwonej cegły, solidny i mocnym fundamentem osiadły na ziemi.   — Dziwnie jest, gdy pewnego jesiennego poranka wstajesz i nie słyszysz na polach żurawi.   Mój gospodarz miał zapewne na myśli okres ciszy, który odróżnia przyjazny czas od tego zimowego, gdy słychać tylko, jak śnieg osiada na dachu kolejną warstwą.   Staliśmy nad stawem wykopanym tu kilka lat temu. Tuż za hałdami piasku rosły topole, kilka brzóz. Na środku znajdowała się wyspa z doprowadzonym pomostem. Na wyspie leżało się latem na kocu, w zielonym chłodzie. Wyspa była za mała na domek dla łabędzia, ale znakomicie mieściła dwa rozgrzane w słońcu ciała.   Siedzieliśmy nad stawem, patrząc na spławiki i topolowe liście zaganiane wiatrem do brzegu. Rozmowa dotyczyła karpi, zwłaszcza tego jednego, który w każdym porządnym stawie niejedną żyłkę zerwał, niejeden raz zagrał rybakowi na nosie. Prawdziwy Moby Dick karpiego świata — zwie się osobnik taki zazwyczaj Hipolitem.   Na wodzie pojawiły się pierwsze krople deszczu, a ja słuchałem opowieści o przygotowywaniu zanęty z pszenicy i rumu. Pięć wędek gospodarza to dary od przyjaciół i widać było, że pamiętają lepsze czasy. Poczciwe bambusy i aluminiowa miss lata 1975 leżały na brzegach jak kuracjusze domu spokojnej starości. Staw był ostatnim portem, miejscem odpoczynku porzuconych wędek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...