Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A mnie irytuje to, jak Pan w komentarzach kaleczy język ojczysty do granic komunikatywności. Najwyraźniej nie można mieć wszystkiego. I obok literówki, bolduje mi Pan jakieś rzeczy nie wiadomo po co... ech.
Przepraszam, chciałem tylko pokazać, jak "poetyka w pewnym sensie" może zawężać komentatora w jego iterpretacjach. Najwidoczniej, w Pana przypadku, mi nie wyszło.

Spiro: Pozdrawiam.
Czy ktoś Panu już powiedział, że jest Pan rozkoszny?
  • Odpowiedzi 62
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano
Żeby dać do zrozumienia, że psychologia stosowana tutaj jest naiwna.

O brawo! i vice versa!

Przepraszam, a czy muszę wskazywać konkretne przykłady osób? Nie mam na to ochoty. Z wielu powodów.
Jak ktoś mówi bełkotliwie to i pisze bełkotliwie. To jest prawidłowość na tym portalu.

Czyli jednak odnosi sie do kogos.


A czy reakcja w postaci twojej wygląda cacy? Złośliwość i agresja? Gdybym podjął ton twojej wypowiedzi skończyłoby się brzydką pyskówką.
Wiesz co? Mam dosyć komentarzy Oskara, nie będe ich tolerować. Do Pana Oskara nic innego nie trafia. Człowieku - jesteś bezczelny w tym momencie. Tłumaczy cie tylko to, że znasz Oskara.
Vice versa.

Jak ktoś mówi bełkotliwie to i pisze bełkotliwie
To jest największa głupota jaką przeczytałam.
Być moze na tym portalu, ale ponieważ nie masz na tyle odwagi, zeby skazać konkretne osoby, nie mogę sie do tego ustosunkować. I nie chce.

Nie napisaleś niczego godnego uwagi i mojego czasu.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak po prostu jest. I twoje ciskanie się nic nie zmieni.

Ja mam wrażenie, jakbym napisał coś, co cię dotknęło do żywego; tylko że nie jestem w stanie zrozumieć, co. Nie wiem, co ja ci zrobiłem. Nie zamierzam pisać publicznie, co o tym myślę.

Co 'vice versa'? Nie wiem, na czym polega moja bezczelność, chyba na tym, że ośmieliłem się wyrazić swoje zdanie. Ale nie uda ci się sprowokować mnie do pyskówek. Nie uda ci się zrobić z siebie ofiary moim kosztem:)


To jest to głupota, czy jednak być może dopuszczasz taką możliwość, że na tym portalu tak jest? Może nie mam odwagi, a może wskazywanie nie ma żadnego sensu. Już któryś raz uczepiłaś się czegoś, co ma marginalne znaczenie w wypowiedzi. Zdecyduj się, bo ja nie rozumiem, jak można pisać, że się nie chce ustosunkować, jednocześnie się ustosunkowując.


Dziwne jednak, że mimo tego poświęciłaś swój czas na napisanie tego posta.
Może jednak weź na wstrzymanie.
Trochę mnie nie było i nie wiedziałem, że neuroza aż tak zaczęła się tutaj szerzyć.
Pozdrawiam
Opublikowano

To jest głupota; byc moze miałbys przykład na tym portalu dla obrony swojej 'tezy', ale ponieważ nie wskazałeś konkretnie, nie mogę niczego więcej napisać. jasne?
Przypomne tylko, że początkowo napisałeś:

"(to nie do ciebie, Spiro, ani do nikogo, to uwaga na poziomie ogólnym)."

a potem

"Przepraszam, a czy muszę wskazywać konkretne przykłady osób? Nie mam na to ochoty. Z wielu powodów.
Jak ktoś mówi bełkotliwie to i pisze bełkotliwie. To jest prawidłowość na tym portalu."



czyli do kogoś, czy do nikogo? czyli jednak niekonsekwencja każdego może dotyczyc.

Pozdrawiam. Mam nadzieję, że to był ostatni post w tym wątku (nastepnych nie będzie).

Opublikowano

O kurcze.. Jestem na tym forum po raz pierwszy (tudziez witam wszystkich) i byl to jeden z pierwszych wierszy, jakie wybralem do przeczytania, bowiem ma wiele komentarzy :-) . Mozecie sobie wyobrazic moje zdziwienie, gdy okazalo sie, ze zamiast komentarzy dotyczacych wiersza dane mi bylo przeczytac przepychanke slowna :/, ktora jak na ironie bardzo mnie zaintrygowala.

Ale najpierw o wierszu:
1) Od strony technicznej 2/10, jako ze nie uznaje wiekszosci wierszy wolnych, ktore sa dla mnie poprostu kilkoma zdaniami, nie majacymi zadnych regol. Jest to najprostsza forma, w ktorej nie trzeba sie wykazac zadnym wysilkiem tworczym. Prawdopodobnych interpretacji jest chyba zbyt duzo jak dla mnie, co nie jest dobrym zjawiskiem, poniewaz moze to swiadczyc o niekonsekwencji w pisaniu lub o tym, iz autor sam nie do konca wiedzial co chce powiedziec. Tutaj musze zaznaczyc, iz jest to moja calkowicie subiektywna ocena i jesli sie ktos z nia nie zgadza to chetnie poczytam dlaczego :-).

2)Od strony artystycznej... wiersz jest dobry (7/10).
"jak niewiele znaczy cisza kiedy jej nie słucham" - bylem dzisiaj na rowerze w gorach ze sluchawkami na uszach, sluchajac muzyki. Kiedy jednak na szczycie zdjalem sluchawki... uslyszalem cisze... i wtedy dopiero dotarlo do mnie dlaczego kocham gory... Gdy sluchalem muzyki poprostu jej nie bylo i tym samym nic dla mnie nie znaczyla. Za to wielki plus :-)!

"prawdziwe historie powstaja z niemocy" - intrygujace, poniewaz kaze zastanowic sie czy rzeczywiscie tak jest. Biorac za historie to, co osiada nam w pamieci... jest to prawdziwe o tyle, o ile niemoc kojarzy sie ze zlymi przezyciami, czyli takimi, ktore wydarzyly sie, poniewaz NIE MOZNA bylo nic zrobic, aby im zapobiec. Jeszcze jeden plus ;-)

"po polnocy"
3) W sumie 5/10... Jest OK :-)

PS Przepraszam za brak polskich liter, aczkolwiek uzywam niemieckiej klawiatury.

A co do dyskusji jaka sie wywiazala... Oscar byc moze zbyt mocno skrytykowal wiersz, ale przeciez ma do tego prawo. Napisal co wg Niego jest nie tak i chociaz nie zgadzam sie z Jego opinia to nie wiem skad to oburzenie... Krytyk powinien krytykowac (logiczne, prawda?), a przy tym wskazywac bledy (tutaj mialbym pewne "ale" w stosunku do Oskara ;> ). Oskarze, jesli moglbym Cie prosic to opieraj swoja krytyke na jakichs podstawach.

Komentarze Dariusza... Niedawno czytalem wstep do "Pasji C++" i jest tam napisane: "Sa dwa style pisania ksiazek. Pierwszy to: 'Popatrzcie jaki ja jestem madry', a drugi to 'Popatrzcie jakie to proste'...". Pierwszy styl stawia tlumaczacego na piedestale, a tym samym Go wywyzsza, drugi zas stawia Go na rowni z odbiorca. To samo odnosi sie do komentarzy, a jesli wybiera sie ten pierwszy styl to radze uwarzac na to zeby z piedestalu nie spasc do dziury... Dariuszu! Wydajesz sie nie rozumiec znaczenia slow, ktorych uzywasz!! Jesli zajrzysz do slownika i poczytasz o ich znaczeniach to zrozumiesz ze zapewne mozolnie skladane przez Ciebie zdania nie maja zadnego sensu (juz nie wspominajac o bledach ortograficznych typu "komętator")!! Naprawde czytajac Twoje komentarze usmialem sie do lez... To co chcesz powiedziec ubierz w proste slowa, a nie takie, aby ludzie sobie pomysleli kim to Ty nie jestes.

Ehh... przepraszam za ten ostatni watek, ale naprawde nie toleruje takiego zachowania...

Pozdro,
Rzufig :-)

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───  
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
    • Oklej Eli lej, Elko   Oklej, umilaj, ukop. A pokój Ali mój, Elko!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...