Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 66
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Witaj Oscarze. Powiedz mi: co to jest metafora?
W ogóle cosik zbyt dosłownie to czytasz mam wrażenie.
Ale krytykę przyjmuję z szacunkiem, choć póki co nie mam zamiaru spuszczać wzroku.
Pzdr:)

Metafora, inaczej przenośnia - językowy środek stylistyczny, w którym obce znaczeniowo wyrazy są ze sobą składniowo zestawione, tworząc związek frazeologiczny o innym znaczeniu niż dosłowne znaczenie wyrazów np. "od ust sobie odejmę", lub "podzielę się z wami milczeniem".(wikipedia)

A czemu pytasz? Przecież ja pisałem o porównaniach. Metafor to tam masz malutko. Chyba jedną. Chyba że ten demon jeszcze jest czegoś metaforą. Wybacz, ale paść wśród traw, to jest zwykły błąd frazeologiczny. Czytanie dosłowne czy nie tego nie zmieni. Wydaje mi się że z resztą jest podobnie. No chyba że mi wskażesz błędy mojego "odczytywania".

Pozdrawiam
Opublikowano

Stawiasz mnie w trudnej sytuacji, bo nie tak dawno ganiłem innego autora, że tłumaczy
własny wiersz. Powiem tak: tytuł jest metaforą/przenośnią, demon jest przenośnią,
pancerz jest przenośnią, reszta fragmentów wypunktowanych przez ciebie to porównania,
moim zdaniem udane (gdyby było inaczej, nie dawałbym ich). Np.: gdy napinasz pięści,
robią się podobne do brył, a że mamy do czynienia z konkretnym demonem, który jest
personifikacją konkretnej przestrzeni - no to u niego mamy pięści jak grudy. Dalej: skrzynia
jest otwarta, bo pancerz został przeorany; na ile ona jest otwarta, to już zostawiam
wyobraźni czytelnika i prawdę rzekłszy nic mnie to nie obchodzi. Dalej: ciężko pada wśród
trawy - czy demon, który na dodatek szumi ogniem musi mieć w ogóle ciało? "Pada" trochę
inaczej niż ty to widzisz. Co tam jeszcze? Przyłbica potu: koleś łysieje, czoło ma całe lśniące
od kropelek, jak przyłbica. Ocierając je, wykonuje ruch jakby otwierał przyłbicę. Gra
skojarzeń, tylko tyle. Dzieli nas różnica skojarzeń, ale nie możesz tego wykorzystać jako
zarzutu wobec tekstu.

Kluczem jest napewno ogląd całej sytuacji, tej scenografii, bo tekst to w gruncie rzeczy
po prostu obrazek/scenka rodzajowa:)

PS. Nie zgodzę się nawet odnośnie "urwania w pół słowa" -przecież nie chcesz chyba
powiedzieć, że powinienem był ostatni wyraz przed zamknięciem cudzysłowu przeciąć
na pół?

Uff... Zmęczyłem się:) Jeśli cię nie przekonuję - trudno, bierz mnie za szpanera,
który bezmyślnie kleci farmazony i sili się na niewiadomo co. Ja jednak uważam,
że nadajemy po prostu na innych falach liryki, co w tym przypadku objawiło się
wyjątkowo wyraźnie.
Pozdr, wpadnij jeszcze kiedyś:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No i głupio robiłeś.

fajnie, ale czego? miejsca pojedynku? no i co?

znów: czego?

no tak. Tak też je nazwałem.

Komiczna argumentacja, że to co jest w wierszu jest dobre, bo inaczej by się w wierszu nie znalazło. Zatem na tym forum są same dobre wiersze, bo gdyby takimi nie były, to by ich nikt nie zamieścił. Śmiem wątpić.

A kwiatki kwitną, bo na krzywe drzewo i Salomon nie naleje. Stary, piękna argumentacja.

no a jak bez ciała się zaprze? hallo! jest tam kto?

Kto ociera czoło z potu od dołu do góry, czyli tak jak się otwiera przyłbice, a tym bardziej, jaki bezcielesny demon to robi? taki kttóy jest metaforą, tak?

jakich skojarzeń? czysta logika. twoj wiersz nie ma sensu i tyle.

Tak, a mój komentarz to taki żarcik, anegdotka

twierdze, że jeśli w pół słowa urwał, to nie powinieneś słowa dokończyć. tak to jest praktykowane w literaturze. przykro mi.

Ja wysiłku tutaj nie widze - możesz być w tym względzie spokojny,

Może najwyższa pora przeczytać to, co się napisało?
Opublikowano

Rety, Oscar, kpisz, czy o drogę pytasz? Bo twierdzę, żeś w wierszyku nie skumał
podstawowych rzeczy. Ale spoko, skoro się odezwałeś, to znaczy, że cię temat jeszcze
interesuje. A zatem nadstaw ucha, bo trzeci raz nie będę powtarzał:)

Jakiś czas temu pod Siedlcami zobaczyłem chłopa małorolnego z pługiem ciągniętym
przez szkapę. Widok ten niecodzienny tak mnie zafascynował (wiesz, XXI wiek, było
nie było, te sprawy), że postanowiłem napisać wierszyk o chłopinie i jego pracy (sorki,
nie dałem dedykacji, może łatwiej by było czytać).

A zatem do rzeczy: tytuł jest dwuznaczny, mamy ubitą ziemię, czyli pole, oraz pojedynek
"na ubitej ziemi", odwieczny pojedynek pomiędzy rolnikiem, a ziemią, której chce wydrzeć
plon. Ziemia, gleba, ugór jest spersonifikowana jako demon - szumi ogniem i pada między trawy (l.mn.) - tzn. wypalanie traw, tekst pisałem w kwietniu. Dalej: napina pięści w grudy
- jak to ziemia, a napina, bo walczy, bo ten demon dostał cios. Scenka rozgrywa się
o zachodzie słońca. Pancerz, czyli ten ugór, został już przeorany, człowiek powoli wygrywa
pojedynek, ale to jeszcze nie koniec. Ziemia/demon jest otwarty jak skrzynia - ma głębokie
bruzdy po pługu, w skrzyni często też coś jest - tutaj: przyszłe plony, które teraz są
dostępne, bo skrzynia została otwarta. Dalej: mosiężna poświata - światło wspomnianego
już, zachodzącego słońca. Demon pada ze stłumionym przekleństwem - wiadomo,
jest wściekły, że przegrał (stłumiony odnosi się też do płomieni), wśród trawy: na ugorze
są trawy, trzeba je wypalić.

W drugiej strofce bohaterem jest już tylko człowiek: pot można ocierać na różne sposoby,
z boku na bok, z dołu do góry też (patrz na tenisistów). Człowiek przerywa pracę, orkę,
jest zmęczony, ale triumfuje - mówi o sercu demona/ugoru, czyli wszechobecnych kamieniach
które trzeba usunąć, by zamienić ten nieużytek na pole przynoszące plony, a więc bochny
chleba. I nagle człek rusza z tym pługiem dalej, wbija je w brzuch ziemi, czyli w glebę,
która dymi, bo jest sucha, czyli wiatr podnosi trochę kurzu w powietrze.

Stary, to jest dwuznaczny wierszyk - możesz tu widzieć pojedynek "jakiegoś" demona
z jakimś człowiekiem, możesz też tu widzieć pracę na roli, lub jak niektórzy - glebogryzarkę:)
To nie moja wina, że ty tu nie widzisz nic. Ja we współczesnych tekstach też nader często
nic nie rozumiem, nic mi się nie łączy, czytam bełkot. Dlatego napisałem,
że najprawdopodobniej nadajemy na różnych falach w poezji.

Znowu mnie zmęczyłeś i trochę wkurzyłeś:)
Pozdrawiam!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a jednak glebogryzarka - czy widziałeś jak rozcina ziemię, nie uprawianą przez lata?
Bartoszu doskonale przekonujesz.
Pamiętam jak będąc na studiach jeden z kolegów chciał mnie bić.
Przyszedł i opowiedział mi najświeższy kawał, a wysłuchałem z miną poważną i zapytałęm: co dalej? On powtórzył, a znów - i co dalej. Opowiedzaił ten kawał jeszcze ze trzy razy usiłując mi wytłumaczyć. Za szóstym razem nie wytrzymałem i się roześmiałem. Do końca roku nie gadał ze mną.
Student Gruzin o imieniu Awas też miał podobny problem z docentem.

Pozdrawiam Jacek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jak jesteś taki mundry, to sam coś powiedz:P
A tak poważniej, to właśnie dlatego jestem przeciwnikiem tłumaczenia
wierszy przez ich autorów - to i tak nie ma sensu. .
Smutasy!

:)))

'Z poezją jest jak z poczuciem humoru' - bingo!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Heh, no jasne że nie zrozumiałem podstawowych rzeczy. Tak samo jak nie rozumiem podstawowych znaczeń wyrażeń w stylu: "ogromny karzeł". Twojego wiersza nie da się zrozumieć, bo się kupy nie trzyma, a z każdą Twoją wypowiedzią coraz bardziej się w tym przekonaniu utwierdzam.

To czego nie ma w wierszu zupełnie mnie nie interesuje. A swoją drogą, jak poznałeś ilu hektarów był on właścicielem, że piszesz o nim: "małorolny"?

Pojedynek? Hmmm... nie wiem gdzie to zaobserwowałeś, ale u mnie na wsi, rolnicy rzadko występują "przeciw" ziemi w pojedynkę.

No i tutaj właśnie pięknie wychodzi brak odpowiedzialności za słowo. Demon jest niby metaforą ziemi, ale później się z nim dzieją rzeczy, które z ziemią się nie powinny dziać. Na przykład: płonie. Ale wiesz, że gleba, jeśli nie jest torfowiskiem, to raczej się nie pali? Wiesz że ziemia nie może paść między trawy? Wiesz, że nawet jeśli, to wcześniej tę trawę spaliłeś w wierszu. Wiesz, że to się kupy nie trzyma? Wiesz, że nie można tego zrozumieć? A jak mi powiesz że to demon szumi ogniem traw to sam padnę na ziemię ze śmiechu, bo przecież nie ten demon jest tego sprawcą. Co w ogóle jest takiego demonicznego w ziemi? chryste znów bełkot:/

No i znów.. napina bo dostał cios? jak ja dostane cios, to łapię się za to miejsce w które dostałem, no ale twoj demon to jakies kuriozum behawioralne... ok.

No ale przecież pisałeś, że "Ziemia, gleba, ugór jest spersonifikowana jako demon". Teraz się okazuje, że to nie demon, ale pancerz... znów brak odpowiedzialności

beczka śmiechu. A napisałbyś, że twoja dupa jest otwarta jak skrzynia, bo masz na niej przedziałek? Analogiczny przypadek.

Teraz to już rozkwit bredni, bo przecież te plony wcale nie są dostępne zaraz po przeoraniu bardziej niż były przed nim.

Jak ziemia pada? przecież ona leży tam od wieków... boże...:/ Poza tym, co to za pieprzenie, że ziemia jest wrogiem rolnika i że on z nią walczy? przecież chłop z ziemia w zasadzie żyje w symbiozie, bo przecież ja nawozi, a ona daje mu żarcie.

Jasne, można pot również ocierać o świńską dupę. wszystko można. A chłop to przecież w zasadzie tenisista - prawie każdy nosi frotkę i ociera sie z backhandu. jasne.

No i znów bujdą zaleciało, bo kiedy nawet przestaje się orać i przystaje, to nie może wbić tępego ostrza (nieszczęśliwy epitet swoją drogą), w ziemię, bo przecież nie został on z niej wyciągnięty.

Raczej zeroznaczny.

hmm ja już chyba kończę, bo szkoda zachodu. Może kiedyś będziesz uważniej czytał własne wiersze i jeszcze uważniej własne wypowiedzi. A może nie.
Opublikowano

Witam cię Bartku, wróciłem dzisiaj w nocy z wojaży po Ziemi Augustowskiej. Przeczytałem tylko raz ten wiersz i pomyślałem - "NARESZCIE!".
Na razie nie skomentuję nic, bo zaległe zajęcia mnie gonią. Ale ilość komentarzy jest imponująca. Musi być to zatem coś iście frapującego. Wieczorem przysiądę się do dzieła i pooddycham dobrym, ożywczym, świeżym, aczkolwiek tajemniczym i baśniowym "powiewem prawdziwej poezji", czyli tym co lubię...
Pozdro Piast

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



kazuistyka Panie Oskarze,
czysta kazuistyka w tym akurat komentarzu, bo inne Pańskie zawsze z dużą uwagą
czytam i nie zamierzam nie czytać, ale takowej nie znalazłem:)

Nie ustosunkuję się do całego Pańskiego komentarza,
ale wybiorę wyżej zacytowany fragment:

trawy - to rodzina zielnych należąca do rzędu wiechlinowców /prawie 11 tysięcy gatunków/
Przede wszystkim to roślinność stepowa, łąkowa, a także rośliny uprawne w tym zboża.
A jeśli zboża to też trawy, to proszę bardzo - coś z Biblijnych rozważań:

"O takiej porze roku Jezus szedł ze swoimi uczniami wśród zbóż".

Czyli co, szedł pomiędzy źdźbłami pojedynczych zbóż?
A może rzeczywiście tak szedł, wszak On cudotwórcą, no dobrze to Jezus, a uczniowie ?
Też szli wraz z nim, ale oni nie cudotwórcy....
... kończę ten wątek, bo nietrafiony przez Pana.

A Bartosz pięknie ubrał swoje myśli w takie właśnie demoniczno-abstrakcyjne atrybuty; otwarta skrzynia, pancerz przeorany, przyłbica potu.
Można zauważyć - co to znaczy demoniczno-abstrakcyjnie ?
Ano właśnie - tak mi się napisało, bo tak ja to widzę.

Malutka dygresja z innej łączki:

"Konopielki
nagie dziewoje
wśród zbóż
piersiami
załaskotują
pogrążone
smoczym snem
ciemne niebo"

Tutaj to można by dać upust analizie i interpretacji :))
Ale po co, przecież to twórczość mniej lub bardziej wzniosła:)

Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



kazuistyka Panie Oskarze,
czysta kazuistyka w tym akurat komentarzu, bo inne Pańskie zawsze z dużą uwagą
czytam i nie zamierzam nie czytać, ale takowej nie znalazłem:)

Nie ustosunkuję się do całego Pańskiego komentarza,
ale wybiorę wyżej zacytowany fragment:

trawy - to rodzina zielnych należąca do rzędu wiechlinowców /prawie 11 tysięcy gatunków/
Przede wszystkim to roślinność stepowa, łąkowa, a także rośliny uprawne w tym zboża.
A jeśli zboża to też trawy, to proszę bardzo - coś z Biblijnych rozważań:

"O takiej porze roku Jezus szedł ze swoimi uczniami wśród zbóż".

Czyli co, szedł pomiędzy źdźbłami pojedynczych zbóż?
A może rzeczywiście tak szedł, wszak On cudotwórcą, no dobrze to Jezus, a uczniowie ?
Też szli wraz z nim, ale oni nie cudotwórcy....
... kończę ten wątek, bo nietrafiony przez Pana.

A Bartosz pięknie ubrał swoje myśli w takie właśnie demoniczno-abstrakcyjne atrybuty; otwarta skrzynia, pancerz przeorany, przyłbica potu.
Można zauważyć - co to znaczy demoniczno-abstrakcyjnie ?
Ano właśnie - tak mi się napisało, bo tak ja to widzę.

Malutka dygresja z innej łączki:

"Konopielki
nagie dziewoje
wśród zbóż
piersiami
załaskotują
pogrążone
smoczym snem
ciemne niebo"

Tutaj to można by dać upust analizie i interpretacji :))
Ale po co, przecież to twórczość mniej lub bardziej wzniosła:)

Pozdrawiam serdecznie


Egzegeto, dobrze mieć ciebie po swojej stronie, ja tak nie umiem argumentować:)
Ale muszę ci się przyznać, że Oscar w niektórych punktach mnie przekonał,
spróbuję pozmieniać.
Wielkie dzięki za głos w dyskusji, zapamiętam go sobie, bo to kolejny dowód,
że czytelnik potęgą jest i basta:) Pozdrawiam serdecznie.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ależ nie ma sprawy. Tak mi się napisało.
Jeszcze poczekajmy co Pan Oskar na to.
Aha, pomyłka w Twoim odkomencie - chyba miało być:

Egzegeto, dobrze mieć ciebie po prawej stronie :)))))

również pozdrówka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



kazuistyka Panie Oskarze,
czysta kazuistyka w tym akurat komentarzu, bo inne Pańskie zawsze z dużą uwagą
czytam i nie zamierzam nie czytać, ale takowej nie znalazłem:)

Nie ustosunkuję się do całego Pańskiego komentarza,
ale wybiorę wyżej zacytowany fragment:

trawy - to rodzina zielnych należąca do rzędu wiechlinowców /prawie 11 tysięcy gatunków/
Przede wszystkim to roślinność stepowa, łąkowa, a także rośliny uprawne w tym zboża.
A jeśli zboża to też trawy, to proszę bardzo - coś z Biblijnych rozważań:

"O takiej porze roku Jezus szedł ze swoimi uczniami wśród zbóż".

Czyli co, szedł pomiędzy źdźbłami pojedynczych zbóż?
A może rzeczywiście tak szedł, wszak On cudotwórcą, no dobrze to Jezus, a uczniowie ?
Też szli wraz z nim, ale oni nie cudotwórcy....
... kończę ten wątek, bo nietrafiony przez Pana.

A Bartosz pięknie ubrał swoje myśli w takie właśnie demoniczno-abstrakcyjne atrybuty; otwarta skrzynia, pancerz przeorany, przyłbica potu.
Można zauważyć - co to znaczy demoniczno-abstrakcyjnie ?
Ano właśnie - tak mi się napisało, bo tak ja to widzę.

Malutka dygresja z innej łączki:

"Konopielki
nagie dziewoje
wśród zbóż
piersiami
załaskotują
pogrążone
smoczym snem
ciemne niebo"

Tutaj to można by dać upust analizie i interpretacji :))
Ale po co, przecież to twórczość mniej lub bardziej wzniosła:)

Pozdrawiam serdecznie

Ha! oczywiście zgadzam się, że wsród traw, trzciny generalnie chodzić można, ale nie w przypadku tej trawy, gdyż ona jest niska, gdyż to ugór. Przecież mówimy o konkretnej polskiej, niskiej trawie polnej, co chyba sam autor przyzna.

nietrafione. pozdrawiam
Opublikowano

Ach, damą być...:) na dworze żyć...:)
obu rycerzy w me progi zaprosić,
lecz nie do boju, gdzie iskrom
już zapału brak, a demon walki
pięścią wciąż pogrzmiewa i trawy
mego dworu w ugór znowu zmienia...

Nalewką WAS uraczę...:)
co w błogi stan wprowadzi,
bo w "kłótni" tej (jw)
jest WAM nie do twarzy...:(

.................... ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...