Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Miłość niszczy,
miłość zabija
umysł.

A ja patrzę,
przez zakrwawioną szybę,
w ogrodzie pocałunków
szukam Twego nikłego cienia.

Miłość oślepia,
podświadomie zabiera
świadomość.

A ja szukam
na moim suchym ciele
najmniej znaczonego śladu
Twoich fałszywych łez.

Miłość uśmierca,
wpędza do grobu,
dusi.

A ja wciąż
zza pomników grozy,
obserwuję całe życie,
z Tobą, od początku..

(27 maja)

Opublikowano

strasznie to naiwne. rozumiem że zaczynasz pisać...nie chcę zniehęcać, więc powiem tylko- poczytaj jak piszą poeci współcześni o miłości, poszukaj jakiś ciekawych przenośni, albo znajdź najlepiej inny temat. unikaj takich patetycznych sformułowań jak :
"Miłość niszczy,
miłość zabija
umysł."

to naprawdę nie jest ciekawe , tym bardziej orginalne.

pozdrawiam

Opublikowano

jeśli Ci sie nie podoba to pech.
Pisze od dawna. Być może nawet dłużej od Ciebie.
Ten wiersz oddawał to co ja czuje.
Mam pisać inaczej, bo komuś sie to nie podoba?
Mam kłamać?

Hmm... Byc może to było twoje zdanie.
Może napisałąś to, żeby mnie przy sobie zniżyć,
albo żeby mi zrobić przykrość.
A to pech ;)

Opublikowano

zni nie chciałam cię poniżyć, ani zrobić przykrość. skoro piszesz długo to powinieneś wiedzieć ,że wiersz to nie przelanie uczuć na kartkę- to jest właśnie bardzo infantylne podejście. wiersz to również forma i TREŚĆ - przedstawiona w sposób CIEKAWY. a tu jest kawa na ławę, i to bardzo nieumiejętnie podana.
pzdr

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...