Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 49
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pamiętam, że Pan komentował. Wtedy dostałam od Pana oświecenia i zdałam sobie sprawę, że Boguś jest Panem Bogdanem:) Dziekuję za rady bez rad byłabym bezradna. Pozdrawiam Pana czcigodnie!
Opublikowano

pora wyprowadzić panią z błędu
wierszyk wcale nie jest piękny
on nie jest nawet ładny
zastanowiłabym się nawet czy jest to wiersz, ale użytkownicy forum twierdzą, że wierszem nazywamy wszystko, co ma pauzę absolutną
(jakby wcale nie liczyła się treść, przesłanie, estetyka, pomysł itp)


widzenie zapachu, obserwowanie smaku? jak tak można?
myli pani zmysły?
nie chcę juz wyjaśniać, z czym skojarzyło mi się obserwowanie smaku, bo to by było zdecydowanie niesmaczne

chowam się za bez
wstydnie - brawo, jest pomysł, ale mnie się nie podoba

ogólnie nie ma się co podniecać wierszykiem-erotykiem

Opublikowano

Dzieki za komentarz gusta bywają różne. Ja tam lubię pisać a nazwać można sobie według upodobań moją działalność:) Pozdrawiam Panią. A zabieg obserwowania smaku to synestezja, której świadomie użyłam:)

Opublikowano

mi też się nie podoba.ani mru mru.nie wiem skąd taki zachwyt.
ale Olesia wyłuszczyła- dzięki kochana bo mi się już nie chce, mogę powołac się bezczelnie na Ciebie i nie argumentować;)

Opublikowano

tak, lilianna
a bartek bartek pani nie zdziwił?

pani posłucha:
pathe jest kobietą, która udaje mężczyznę, który marzy o tym, żeby zostać kobietą
ja jestem zwykłym szarym człowiekiem, który w przeszłości lubił pisać donosy na przyjaciół i tęskni do tamtych czasów

ale się pani komentarzy narobiło... ooo

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...