Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wieczór już przyszedł do Ciebie, zapukał w okno.
Popatrz, księżyc na niebie, i kwiatki od rosy mokną.
Otulone kołderką nocy, obsypane mgłą,
z suchej trawy zrobiły kocyk, śpią.

więc...

Zaśnij i Ty córeczko,bo zegar już śpi,
patrz, czas już usnął w łóżeczku,
więc zaśnij i Ty.
W marzeniach sennych się zatop,ja zamknę drzwi
noc niech opowie Ci za to sny....


Zamknij więc oczy Justynko, skończył się dzień,
jesteś już dużą dziewczynką, potrzebny Ci sen.
Dzień przyjdzie z pogodną minką, obudzi Cię,
do szkoły znów wstaniesz, uśmiechniesz się,

więc...

Zaśnij i Ty córeczko,bo zegar już śpi,
patrz, czas już usnął w łóżeczku,
więc zaśnij i Ty.
W marzeniach sennych się zatop,ja zamknę drzwi
noc niech opowie Ci za to sny....


Magiczne światło księżyca rozjaśnia Twą twarz,
przed Tobą wiele lat życia, bo od nas je masz.
Pozwól je więc przyozdobić w przepiękne dni,
niech opowiedzą Ci o nich sny...

więc...

Zaśnij i Ty córeczko,bo zegar już śpi,
patrz, czas już usnął w łóżeczku,
więc zaśnij i Ty.
W marzeniach sennych się zatop,ja zamknę drzwi,
noc niech opowie Ci swoje sny....

Oświęcim, 29 maja 2007 Roman Kręplewicz

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bardzo sympatyczny wiersz :)
A skoro adresatka ma kilka latek, rozumie się samo przez się, że zarówno treść jak i symbole użyte w wierszu nie powinny być skomplikowane. Nawet kiedy przeczyta go po latach, nie wydadzą się jej banalne. Tym bardziej.


"Zaśnij już..."

Przyszedł wieczór i pukał w okno,
potem księżyc, kwiaty mokre od rosy -
jakże mogłam spać tatusiu,
gdy mi świata nie było dosyć?

Stary zegar przeciągnął się, zastygł
w listkach drzew na tapecie, by dać mi czas...
- jakże mogłam zasnąć tatusiu,
gdy tak stałeś i stałeś w drzwiach?

Obudziłam się, a ciebie już nie ma,
księżyc w chmurach jak noża ostrze...
Jakże mogłam zasnąć, tatusiu -
przespać Ciebie, i jego w rosie!





Sokratexie, jak słusznie ktoś zauważył - wiersz powinien pozostać w szufladzie i być do wglądu dla adresatki, tu nie jego miejsce. Jeżeli przyjąć by ogólną zasadę, że wiersz piszesz pod percepcję innych, to byłaby to zasada absurdalna (biorąc pod uwagę ukazanie się tej - pod względem warsztatowym -szmiry, na forum dla tzw. zaawansowanych poetów).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Żartujesz sobie :) Na przykład to na dole napisał jeden z największych polskich poetów:


"Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi,
Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci,
To każdy kwiatek powie wiersze Zosi,
Każda jej gwiazdka piosenkę zanuci.
Nim kwiat przekwitnie, nim
gwiazdeczka zleci,
Słuchaj, bo to są najlepsi poeci."


i z tego co wiem, wcale się tego nie wstydził. Czytałem kilka Twoich wierszy tutaj, ale przyznam, że już nawet nie pamiętam o czym były? Tymczasem ten cytowany
utkwił mi w pamięci od dzieciństwa. Czas - to jedyny sprawiedliwy sędzia w takich sprawach.

Dodam jeszcze, że ostatnio wiele ukazujących się tu wierszy nie nadaje się do działu dla zaawansowanych poetów. Dlaczego miałby skupić swoją niechęć z tego powodu akurat na
wierszu "Zaśnij"? Jak dla mnie ten wiersz jest przynajmniej wartościowy pod względem uczuciowym a jako taki przerasta niejeden napisany schematycznie wiersz poprawny pod względem warsztatowym, a tak naprawdę mówiący niewiele. Ot, przeczyta się,
pokiwa głowa i tyle. To jak partie szchów - te najwspanialsze, przekazywane z pokolenia na pokolenie kolejnym szachistom, nie są koniecznie majstersztykiem strategii. Są po prostu - piękne.

Pozdrawiam.


uważałbym z tak kategorycznymi sądami, jak ten, że czas to jedyny sprawiedliwy sędzie - radzę to przemyśleć
Twoja pamięć Sokratexie to już arbitrem żadnym być nie może
i nie wiem w jakim celu przytaczasz powszechnie znany wiersz Słowackiego sprzed dwustu lat - że niby podobny? - z resztą powód nie ma znaczenia. Pamiętasz Słowackiego od dzieciństwa, a moich czterech na krzyż zabaw w ciągu roku nie? Cos podobnego.. niewiarygodne..
Niestety porównywanie wrażliwości romantyzmu do ponowoczesnej, świadczy jedynie Sokratexie o tym, że nie masz pojęcia o czym mówisz. Może zaczniesz pisać podług poetyki Arystotelesa, albo listu do Pizonów? :D

Wiem, że lubisz dyskutować, ale dajmy spokój, naprawdę.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Właściwie niewiele mam tu do powiedzenia, bo w pełni podpisuję się pod tym, co w tej dyskusji napisał Sokratex. Mamy do czynienia z wierszem dla dzieci, raczej z piosenką, z kołysanką dla córeczki, prostą, łatwą, uczuciową, pełną prawdziwej miłości. A poniżej - reakcja poetów: chór szczekających wujów! Ludzie, skąd w Was tyle agresji i krwiożerczości??? Skąd się tyle tego bierze ostatnio? Brakuje wojny czy co? Nadmiar testosteronu? Za gorąco?
Sokratexie, Twój wiersz-dopisek córeczki z przyszłości znów mnie wzruszył do łez. Tym bardziej, że wytworzyłeś nim przepastny kontrast - z jednej strony to, do czego kołysanka zainspirowała Ciebie i jakie struny w Tobie obudziła, a z drugiej to, do czego pobudziła innych tutaj "poetów".

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



P. Krzywak, więcej ufności! Jak upadł Rzym, jeśli nie przez barbarzyńców?
A jednak, proszę rozejrzeć się dookoła - nic złego się nie stało :)
Z poezją tak jak z kobietą - niby od tysięcy lat wiadomo co będzie dalej,
a jednak ciągnie nas do niej:


List Juranda do Komtura

Czy wspomnisz brata Radosława, z Litwy?
Ten, co to żeśmy tak z nim darli koty?
- gmin głupi brał to za czarcie modlitwy,
aż pchnął nas mieczem za grunwaldzkie płoty?

Wtenczas był wrócił Radosław skruszony,
a pluwszy na nas fałsz wdzierał na mordę:
Komtur - łotr wstrętny! Jurand - popieprzony!

- tak to przymilał nowych kumpli hordę.

Więc mu za żonę dali Rusię - pannę
z rodu pysznego i wdzięczną na pysku;
maniery miała z Francji nienaganne,
a mowę? - rzekłbyś - szum źródła w łożysku.

Bardzo się cieszył Radosław, że sprawy
obrót korzystny tak nagle przybrały:
więc zapowiedzi! więc huczne zabawy!
- zapomniał kumpli co w biedzie zostali.

Aż wreszcie przyszła ta noc, co jedyna:
już tuli żonkę, na łoże prowadzi,
gorsecik ściąga a miecz swój odpina
(tydzień zakazał! zaglądać czeladzi)

Nagle...

- A co to?!
- O co chodzi, panie?
- Byłaś ruszana! (wrzeszczy do niewiasty)
- Ach, nie... nie...
- Jak to: nie? Nooo... jak to?!
- A nie... to ród mój taki... szerokopiździasty!
- ??????????????????

No i się rozpił, i zmizerniał potem
(podobno do nas był wracać gotowy?
ale nareszcie pod jakiś zdechł płotem)

- tak Radosława ścięły białogłowy!

Zaś ja, Komturze, choć kulawo, słabo,
to nadal wlokę swe myśli przez drogi:
Lepiej przecierać knieje, niźli z babą
po innych ciągnąć nogi między nogi...




Właśnie przemyślałem sprawę i zweryfikowałem postawę - a nie wiem, czy dobrze czynię. Jednak nie mam serca walczyć akurat pod tym utworem, poczekam na inne okazje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dlaczego? Porównałem w nim "babę" do poezji: i albo możemy przestać pisać,
albo musimy pogodzić się z tym, że w każdej chwili może nas zdradzić z kimkolwiek ;)

Pozdrawiam.

Nie napisałem, że zmieniłem zdanie, tylko złagodziłem postawę. Za to proszę mi powiedzieć, czy rosa pojawia się wieczorem, czy rano? Idąc za tym tekstem i np. śpiewając go mógłbym wprowadzić dziecko w błąd, które by pani w szkole powiedziało, że rosa pojawia się wieczorem. Co gorsza, dziecko mogłoby zwariować - bo jakże to, kwiatki mokre od rosy, a trawa sucha - to jakieś cuda nad cudami.
Ja oczywiście współczuje krytykom, którzy takich poważnych błędów nie dostrzegają i jeszcze wyzywają tych, co ośmielają się je wytknąć, aczkolwiek to świadczy, że nie do końca rozumieją to, co czytają i po co oceniają, wpisując głupoty. Ale jak to się mówi - agresja idzie w parze z niewiedzą. Zresztą oto przykład:
"A poniżej - reakcja poetów: chór szczekających wujów! "
To nie jest normalne. To jest wskaźnik niskiego poziomu adwokata.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mój miał milion milionów powtórek i fajnie, że pan nauczył się go na pamięć.
A nie pisze pan przypadkiem coś nowego i równie beznadziejnego jak "Dziewanna, która była chłopcem"?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To nie jest wiersz dla dzieci, skoro muszę wyjaśniać nawet dorosłym o co chodzi z tą rosą ;)
Zacznę od trawy - nie wymieniłem trawy, tak jak tysięcy innych szczegółów takich jak klamki u drzwi, wilgotne parpety, czy liście drzew. Gdybym zamiast "kwiaty" napisał "trawy" - pewnie padłoby pytanie, czemu nic o kwiatach na których też powinna być rosa? ;)
A teraz o samej pełni i rosie - wiadomo nie od dziś, że podczas pełni rosa jest szczególnie
perlista - nabrzmiały księżyc niejako "wyciąga" wodę z ziemi. Proszę sobie przeczytać
np. tutaj:

[...]
Księżyc podczas pełni wznosi się najwyżej i świeci najsilniej. Stąd
wydawało się, że Księżyc lubi nie tylko nocny, ale i zimowy chłód. Jeżeli
skupić promienie Słońca (np. za pomocą wklęsłego zwierciadła), powstaje
ogień i można zapalić kawałek drewna. Jeżeli to samo zwierciadło wystawić w
nocy na światło Księżyca, pokryje się rosą. Dlatego wierzono, że Księżyc
zsyła rosę (dokładnie tak, jak Słońce ogień) - i uogólniano ten wniosek,
wierząc, że Księżyc w ogóle włada wodami. Mieszkańcy wybrzeży morskich
zauważyli też, że podczas nowiu i pełni fale przypływu są najwyższe, więc
znowu dostrzegano związek pomiędzy Księżycem a żywiołem wody.
[...]
http://www.taraka.pl/index.php?id=znazo_09.htm

Co do wieczoru - tak, rosa pojawia się także wieczorem, podobnie jak i wieczorne mgły.
Pani która to neguje powinna wylecieć ze szkoły za ogłupianie dzieci :)
Teraz proszę spojrzeć na chronologię tych zjawisk w wierszu:
"Przyszedł wieczór i pukał w okno, potem księżyc, kwiaty mokre od rosy."
Wszystko dzieje się naturalnie, tak jak w Przyrodzie. Poza tym - nigdzie nie pisze,
że dziewczynka rzeczywiście posłuchała tatusia i zasnęła od razu.
Raczej wspomina to wszystko po latach, kiedy już "ubyło" księżyca (ostry jak nóż - skojarzenie z sierpem
a zarazem odcięcie świata dziecięcego od świata dorosłych) i nie ma przy niej ojca.

Pozdrawiam.

Co do zjawiska "rosy" masz racje - rzeczywiście istnieje "wieczorna" rosa. I w sumie tyle, bo odbiłeś moje zarzuty, zostaje tylko ta sucha trawa w otoczeniu mokrych kwiatków.
Tyle - plus za rzeczowy kontrargument, z którym się zgadzam, na razie pasuje, poczekam na kolejny wiersz Autora, kiedy to warsztatu nie będzie się dało wytłumaczyć, że to dla dzieci.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ to proste! Dziewczynka patrzy, być może nawet dotyka kwiatów na parapecie.
Trawa jest dalej, poza granicą widzialności - przecież jest noc i z pokoju nie widać,
że jest mokra. Na domiar złego nie ma aż taaaaaaaaaaaaaaak długiej ręki aby to sprawdzić dotykiem ;)
[quote]
Tyle - plus za rzeczowy kontrargument, z którym się zgadzam, na razie pasuje, poczekam na kolejny wiersz Autora, kiedy to warsztatu nie będzie się dało wytłumaczyć, że to dla dzieci.

To nie jest wiersz dla dzieci tylko wiersz o dziecku. Peel jest w nim (czy raczej była)
małą dziewczynką.

Zapomniałem dodać, że warto też zwrócić uwagę na tytuł w cudzysłowiu.
"Zaśnij już..." - chodzi o to, że tak kiedyś prosił swoją maleńką córeczkę jej tata,
bo tyle ciekawych rzeczy działo się dookoła! i i ta nie mogła usnąć.
W kontekście ostatniej strofy wymowa tytułu odwraca się - tak teraz myśli córka o zmarłym ojcu:

"Zaśnij już..." we mnie.


Pozdrawiam.

PS.
Skoro dla dzieci - ciekawe co w nim takiego dziecinnego widzisz? Powiedziałbym, że jest
raczej smutny.


Co dziecinnego widzę? Rymy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Co dziecinnego widzę? Rymy.

Raptem 3 pary. Są takim samym środkiem wyrazu podkreślającym treść,
jak rytm udający cykanie zegara ("by dać mi czas...") w miejscu gdzie zegar zastyga.
Rozumiem, że brak rymów jest oznaką dorosłości? Proszę, wersja dla dorosłych,
ze zmianą szyku w wersach. I co z tego, niby sens wiersza przez to się zmnienił, czy jak?

"Zaśnij już..."

Przyszedł wieczór i pukał w okno,
potem księżyc, kwiaty mokre od rosy -
jakże mogłam spać tatusiu,
gdy mi nie było dosyć świata?

Stary zegar przeciągnął się, zastygł
w listkach drzew na tapecie, by dać mi czas...
- jakże mogłam zasnąć tatusiu,
gdy tak w drzwiach stałeś i stałeś?

Obudziłam się, a ciebie już nie ma,
księżyc w chmurach jak noża ostrze...
Jakże mogłam zasnąć, tatusiu -
przespać jego w rosie, i Ciebie!


Pozdrawiam.

No nie wystarczy - zostaje jeszcze ilość powtórzeń (i to bez refrenu):

Ciebie, Ty, Ty, ja, Ci, Ci, Cię, Twą , Tobą, Ci
śpią, sny, sen, sny.

ma wrażenie, że sobie ze mnie figle stroicie i wypuszczacie na manowce. Jeżeli to ma być dobry wiersz, to ja się nazywam Kazek. I tyle.

A to jest zupełnie inny tekst:

"Zaśnij już..."

Przyszedł wieczór i pukał w okno,
potem księżyc, kwiaty mokre od rosy -
jakże mogłam spać tatusiu,
gdy mi nie było dosyć świata?

Stary zegar przeciągnął się, zastygł
w listkach drzew na tapecie, by dać mi czas...
- jakże mogłam zasnąć tatusiu,
gdy tak w drzwiach stałeś i stałeś?

Obudziłam się, a ciebie już nie ma,
księżyc w chmurach jak noża ostrze...
Jakże mogłam zasnąć, tatusiu -
przespać jego w rosie, i Ciebie!

bo gdzie tutaj o śmierci Taty w oryginale?
Dopisujecie nowe treści na wyrost, panie ;)

Zresztą wszedłem na stronę reklamowaną przez Autora i kolejny kąsek:

"Odbudować chcę dla Ciebie
nasz dom z tamtych dni.
Przecież kocham Cię jak nie wiem.
Nie mówiłem Ci?"

Tyle w temacie. Żegnam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...