Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ooooo! Panie Michale, a ja myślałam, że pierwsze miejsce w konkursie na gniota, zerezerwowane jest dla mie:))) Przywraca mi Pan wiarę w siebie:)))

Pani będzie doskonałą Poetką, bo jest pani bardzo uparta, a to dobrze wróży. Jednak obawiam się, że w przypadku Autora "Słowiańskiej Dziewanny" sprawa jest beznadziejną. Bo różnica jest wielka - pani potrafi pisać w języku polskim, pan Lilianna - nie.

Panie Michale nie wierzę własnym oczom:) Czy to naprawdę Pan?:) Fakt...jestem uparta, ale zdaję sobie sprawę z mojej niedoskonałości i tego, że należy warsztat podszlifować. Praktyka czyni jednak mistrza. Oby Pana słowa się spełnły:) Co do Lilianny... Stara się...To prawda, że z językiem polskim jest u Niej dość kiepsko. Zwłaszcza drażnią mnie znaki interpunkcyjne nie tam, gdzie powinno być ich miejsce. To działa na mnie rzeczywiście odstraszająco. Na tym punkcie jestem bardzo wyczulona. Słownictwa nie można zaliczyć jednak do ubogiego. Stara się stosować je w miarę bogato. Co prawda czasami wychodzą kwiatki i nie wiadomo o co chodzi, ale myślę, że nad tym można popracować. Niepotrzebnie tylko zaczyna ostatnio używać wulgaryzmów, co mnie bardzo razi.
  • Odpowiedzi 55
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pani będzie doskonałą Poetką, bo jest pani bardzo uparta, a to dobrze wróży. Jednak obawiam się, że w przypadku Autora "Słowiańskiej Dziewanny" sprawa jest beznadziejną. Bo różnica jest wielka - pani potrafi pisać w języku polskim, pan Lilianna - nie.

Panie Michale nie wierzę własnym oczom:) Czy to naprawdę Pan?:) Fakt...jestem uparta, ale zdaję sobie sprawę z mojej niedoskonałości i tego, że należy warsztat podszlifować. Praktyka czyni jednak mistrza. Oby Pana słowa się spełnły:) Co do Lilianny... Stara się...To prawda, że z językiem polskim jest u Niej dość kiepsko. Zwłaszcza drażnią mnie znaki interpunkcyjne nie tam, gdzie powinno być ich miejsce. To działa na mnie rzeczywiście odstraszająco. Na tym punkcie jestem bardzo wyczulona. Słownictwa nie można zaliczyć jednak do ubogiego. Stara się stosować je w miarę bogato. Co prawda czasami wychodzą kwiatki i nie wiadomo o co chodzi, ale myślę, że nad tym można popracować. Niepotrzebnie tylko zaczyna ostatnio używać wulgaryzmów, co mnie bardzo razi.

To ja znowu zeszliśmy się na cudzym terenie, to napiszę tak - ja się założę, że po roku pobytu tutaj (oczywiście w miarę regularnym) zmieni się wiele w patrzeniu i ocenianiu, w pisaniu itp, szczególnie, że wielu to ma za sobą. Ja osobiście też się tak burzyłem jak mi wpisywano "kupa - gniot" ( i tutaj przyznaje otwarcie, że kilkadziesiąt - chyba z 30 - wierszy usunąłem, żeby nikt się zbyt głośno nie śmiał), a i tak wcale teraz nie uważam, że mam jakieś mistrzostwo w pisaniu. Tutaj trzeba korzystać ze znajomości osób, które jednak mają coś do powiedzenia, chociaż na początku znajomości są bardzo nieprzyjemni i człowiek obiecuje sobie, że nigdy już nigdy z tym typem nie będzie miał do czynienia. A czas weryfikuje wiele.
A co do tego wiersza - pisanie tysiąca słów niegramatycznych o jednej rzeczy, nieumiejętność odmiany (Dziewanna został) wiele nie obiecuje. Temat łatwo spisać z jakiejś encyklopedii,żeby udawało to rzetelną wiedzę, ale w poezji sama wiedza nie wystarcza. Tekst jest obrzydliwie nudny, to już jest wyznacznikiem jego bylejakości, zmieszanie mitologii greckiej ze starosłowiańszczyzną przypomina barokowych mitomanów i stamtąd pochodzi chyba wzór pisania wierszy przez Autora "Dziewanny". A jaka była poezja barokowa - no niezbyt ją sobie chwalą, dlaczego - widać na tym przykładzie. A wyzywanie ludzi opiniujących - to już wole przemilczeć :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie Michale nie wierzę własnym oczom:) Czy to naprawdę Pan?:) Fakt...jestem uparta, ale zdaję sobie sprawę z mojej niedoskonałości i tego, że należy warsztat podszlifować. Praktyka czyni jednak mistrza. Oby Pana słowa się spełnły:) Co do Lilianny... Stara się...To prawda, że z językiem polskim jest u Niej dość kiepsko. Zwłaszcza drażnią mnie znaki interpunkcyjne nie tam, gdzie powinno być ich miejsce. To działa na mnie rzeczywiście odstraszająco. Na tym punkcie jestem bardzo wyczulona. Słownictwa nie można zaliczyć jednak do ubogiego. Stara się stosować je w miarę bogato. Co prawda czasami wychodzą kwiatki i nie wiadomo o co chodzi, ale myślę, że nad tym można popracować. Niepotrzebnie tylko zaczyna ostatnio używać wulgaryzmów, co mnie bardzo razi.

To ja znowu zeszliśmy się na cudzym terenie, to napiszę tak - ja się założę, że po roku pobytu tutaj (oczywiście w miarę regularnym) zmieni się wiele w patrzeniu i ocenianiu, w pisaniu itp, szczególnie, że wielu to ma za sobą. Ja osobiście też się tak burzyłem jak mi wpisywano "kupa - gniot" ( i tutaj przyznaje otwarcie, że kilkadziesiąt - chyba z 30 - wierszy usunąłem, żeby nikt się zbyt głośno nie śmiał), a i tak wcale teraz nie uważam, że mam jakieś mistrzostwo w pisaniu. Tutaj trzeba korzystać ze znajomości osób, które jednak mają coś do powiedzenia, chociaż na początku znajomości są bardzo nieprzyjemni i człowiek obiecuje sobie, że nigdy już nigdy z tym typem nie będzie miał do czynienia. A czas weryfikuje wiele.
A co do tego wiersza - pisanie tysiąca słów niegramatycznych o jednej rzeczy, nieumiejętność odmiany (Dziewanna został) wiele nie obiecuje. Temat łatwo spisać z jakiejś encyklopedii,żeby udawało to rzetelną wiedzę, ale w poezji sama wiedza nie wystarcza. Tekst jest obrzydliwie nudny, to już jest wyznacznikiem jego bylejakości, zmieszanie mitologii greckiej ze starosłowiańszczyzną przypomina barokowych mitomanów i stamtąd pochodzi chyba wzór pisania wierszy przez Autora "Dziewanny". A jaka była poezja barokowa - no niezbyt ją sobie chwalą, dlaczego - widać na tym przykładzie. A wyzywanie ludzi opiniujących - to już wole przemilczeć :)


Zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele pracy przede mną, ale nie mogę zgodzić się z niektórymi zarzutami pod moim adresem. Przykładem są rymy. Uważam, że dobrane są przeze mnie tak, że wszystko tworzy jednolitą całość. Nie są dobierane na siłę, tak, że wszystko jest od siebie oderwane.
Obecnie mam mało czasu na szlifowanie warsztatu i pisanie, ale jak tylko wszystko się unormuje, na pewno będę pracować nad techniką. Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście uważa Pan, że moje wiersze są do bani, czy po prostu robił mi Pan troszkę na złość:)?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To ja znowu zeszliśmy się na cudzym terenie, to napiszę tak - ja się założę, że po roku pobytu tutaj (oczywiście w miarę regularnym) zmieni się wiele w patrzeniu i ocenianiu, w pisaniu itp, szczególnie, że wielu to ma za sobą. Ja osobiście też się tak burzyłem jak mi wpisywano "kupa - gniot" ( i tutaj przyznaje otwarcie, że kilkadziesiąt - chyba z 30 - wierszy usunąłem, żeby nikt się zbyt głośno nie śmiał), a i tak wcale teraz nie uważam, że mam jakieś mistrzostwo w pisaniu. Tutaj trzeba korzystać ze znajomości osób, które jednak mają coś do powiedzenia, chociaż na początku znajomości są bardzo nieprzyjemni i człowiek obiecuje sobie, że nigdy już nigdy z tym typem nie będzie miał do czynienia. A czas weryfikuje wiele.
A co do tego wiersza - pisanie tysiąca słów niegramatycznych o jednej rzeczy, nieumiejętność odmiany (Dziewanna został) wiele nie obiecuje. Temat łatwo spisać z jakiejś encyklopedii,żeby udawało to rzetelną wiedzę, ale w poezji sama wiedza nie wystarcza. Tekst jest obrzydliwie nudny, to już jest wyznacznikiem jego bylejakości, zmieszanie mitologii greckiej ze starosłowiańszczyzną przypomina barokowych mitomanów i stamtąd pochodzi chyba wzór pisania wierszy przez Autora "Dziewanny". A jaka była poezja barokowa - no niezbyt ją sobie chwalą, dlaczego - widać na tym przykładzie. A wyzywanie ludzi opiniujących - to już wole przemilczeć :)


Zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele pracy przede mną, ale nie mogę zgodzić się z niektórymi zarzutami pod moim adresem. Przykładem są rymy. Uważam, że dobrane są przeze mnie tak, że wszystko tworzy jednolitą całość. Nie są dobierane na siłę, tak, że wszystko jest od siebie oderwane.
Obecnie mam mało czasu na szlifowanie warsztatu i pisanie, ale jak tylko wszystko się unormuje, na pewno będę pracować nad techniką. Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście uważa Pan, że moje wiersze są do bani, czy po prostu robił mi Pan troszkę na złość:)?

Obawiam się, że te wiersze to jeszcze nie to, ponieważ zawsze staram się wpisywać niezależnie od moich uczuć co do danej Osoby (o ile oczywiście wpisuje). Oczywiście sam język krytyki rzeczywiście się stopniuje i zmienia, bo inaczej brzmi powiedzmy "gniot" a inaczej opinia złożona ze zdań złożonych i w dodatku uprzejmych - i tutaj rzeczywiście jakiś stopień poznania Autora wchodzi w grę, czyli - jak przyjmuje krytykę, jak się zachowuje w stosunku do niej itp. Niech pani zauważy, że im dłuższy pobyt, tym lepiej. Dlatego rzeczywiście debiutanci (a już na pewno debiutujący w Z) muszą swoje przeżyć. Jednak nie jest to powodowane w moim odczuciu złośliwością i jakąś falą na orgu, tylko językiem opinii. Ja już tłumaczyłem, dlaczego to wydaje mi się lepsze, niż tzw. cackanie się, a już nie daj losie okłamywanie Autora i wpisywanie Mu, że napisał dobry wiersz, tylko dlatego, że żal mi danej osoby, w tym wypadku człowieka. Niestety, poetą nie każdy być może i nie będzie, chociaż bardzo by chciał. Agresywny język (np. Lilianny) m. in. o tym świadczy, że najlepszą obroną jest atak. Do czego to prowadzi? Do 64 wpisów, że wiersz jest do bani i brak szansy na to, że kiedyś jakiemuś krytykowi zechce się napisać konstruktywną opinię, ponieważ wie, ze to nie ma sensu. Więc lepiej wpisać po prostu "kupa". Wspólny dialog jest podstawą, oczywiście, ale mam wrażenie, że jak w każdym skupisku ludzkim trzeba jakoś na niego zasłużyć - i wtedy naprawdę wygląda to fajnie i rzeczywiście pod własnym wierszem nie czyta się tylko: kupa, gniot, rzęch itp...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele pracy przede mną, ale nie mogę zgodzić się z niektórymi zarzutami pod moim adresem. Przykładem są rymy. Uważam, że dobrane są przeze mnie tak, że wszystko tworzy jednolitą całość. Nie są dobierane na siłę, tak, że wszystko jest od siebie oderwane.
Obecnie mam mało czasu na szlifowanie warsztatu i pisanie, ale jak tylko wszystko się unormuje, na pewno będę pracować nad techniką. Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście uważa Pan, że moje wiersze są do bani, czy po prostu robił mi Pan troszkę na złość:)?

Obawiam się, że te wiersze to jeszcze nie to, ponieważ zawsze staram się wpisywać niezależnie od moich uczuć co do danej Osoby (o ile oczywiście wpisuje). Oczywiście sam język krytyki rzeczywiście się stopniuje i zmienia, bo inaczej brzmi powiedzmy "gniot" a inaczej opinia złożona ze zdań złożonych i w dodatku uprzejmych - i tutaj rzeczywiście jakiś stopień poznania Autora wchodzi w grę, czyli - jak przyjmuje krytykę, jak się zachowuje w stosunku do niej itp. Niech pani zauważy, że im dłuższy pobyt, tym lepiej. Dlatego rzeczywiście debiutanci (a już na pewno debiutujący w Z) muszą swoje przeżyć. Jednak nie jest to powodowane w moim odczuciu złośliwością i jakąś falą na orgu, tylko językiem opinii. Ja już tłumaczyłem, dlaczego to wydaje mi się lepsze, niż tzw. cackanie się, a już nie daj losie okłamywanie Autora i wpisywanie Mu, że napisał dobry wiersz, tylko dlatego, że żal mi danej osoby, w tym wypadku człowieka. Niestety, poetą nie każdy być może i nie będzie, chociaż bardzo by chciał. Agresywny język (np. Lilianny) m. in. o tym świadczy, że najlepszą obroną jest atak. Do czego to prowadzi? Do 64 wpisów, że wiersz jest do bani i brak szansy na to, że kiedyś jakiemuś krytykowi zechce się napisać konstruktywną opinię, ponieważ wie, ze to nie ma sensu. Więc lepiej wpisać po prostu "kupa". Wspólny dialog jest podstawą, oczywiście, ale mam wrażenie, że jak w każdym skupisku ludzkim trzeba jakoś na niego zasłużyć - i wtedy naprawdę wygląda to fajnie i rzeczywiście pod własnym wierszem nie czyta się tylko: kupa, gniot, rzęch itp...

To niewiarygodne Panie Michale, ale chyba mogę....zgodzić się z Panem:) Myślałam, że taka rzecz nigdy nie nastąpi:))) Uważam jednak, że troszkę Pan przesadzał momentami w ocenie moich utworów:) Czy owe rymy, o których wspominaliśmy nie tak dawno naprawdę w moim wykonaniu są tak banalne? Czy prostota jest aż tak zła?
Opublikowano

Można przez niego wpaść w Malajski amok.

"Mądry przeciwnik często mnie zaszkodzi
jeżeli przyjaciel serdeczny a głupi".

A do Krzywaka pasuje takie przysłowie:

"Wąż ślizga się,po wszystkim
czego się tylko dotknie".

A ogólnie do wszystkich:

"Doskonałość i nieskończoność
są nam równie niedostępne".

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie przesadzasz troszkę? Mi też Pan Michał zalazł swego czasu za skórę, ale to nie powód, żeby się tak wyrażać...

Eee, tutaj słowa pana Lilianny są jak woda, i właśnie o to chodzi, żeby się nie przejmować głupotami, czyli oddzielać - kumplem wszystkich jest być niemożliwe, a czasem się nawet nie chce. A mam wrażenie, że na podwórku pana Lilianny wszyscy się bardzo dobrze bawią, bo kto by się dobrze nie bawił u pana Lilianny (he he) ? ;)


Za to pogadaliśmy sobie, a co do rymów, to przy okazji kolejnego wiersza porozmawiamy. Ja pamiętam pewien doskonały artykuł Boya - Żeleńskiego dotyczący właśnie rymów, których używają wszyscy (oczywiście prześmiewczy, złośliwy), ale warto go przeczytać. Minus jest taki, że nie pamiętam tytułu, ale może ktoś czytał i podpowie. Warto też Barańczak/Zagajewski - "Świat nieprzedstawiony" i genialnego Parandowskiego "Alchemia słowa" (to obowiązkowo).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie przesadzasz troszkę? Mi też Pan Michał zalazł swego czasu za skórę, ale to nie powód, żeby się tak wyrażać...

Eee, tutaj słowa pana Lilianny są jak woda, i właśnie o to chodzi, żeby się nie przejmować głupotami, czyli oddzielać - kumplem wszystkich jest być niemożliwe, a czasem się nawet nie chce. A mam wrażenie, że na podwórku pana Lilianny wszyscy się bardzo dobrze bawią, bo kto by się dobrze nie bawił u pana Lilianny (he he) ? ;)


Za to pogadaliśmy sobie, a co do rymów, to przy okazji kolejnego wiersza porozmawiamy. Ja pamiętam pewien doskonały artykuł Boya - Żeleńskiego dotyczący właśnie rymów, których używają wszyscy (oczywiście prześmiewczy, złośliwy), ale warto go przeczytać. Minus jest taki, że nie pamiętam tytułu, ale może ktoś czytał i podpowie. Warto też Barańczak/Zagajewski - "Świat nieprzedstawiony" i genialnego Parandowskiego "Alchemia słowa" (to obowiązkowo).

Myślę, że zajrzę do powyższych pozycji, jak tylko będę mieć nieco więcej czasu. Z pewnością warto. Pozdrawiam Panie Michale:)
Ps. To chyba nasza pierwsza "rozmowa" tego typu....Czytaj pozytywna i kulturalna:)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"Pieśń o mowie naszej" - ale to chyba nie o to chodzi bo to wiersz jest.
Generalnie "Słówka" całe są bardzo ironiczne.

O ile mnie pamięć nie myli, mieści się to w zbiorze "Reflektorem w mrok". Zresztą Boya warto czytać ;)
Opublikowano

aaaaaa rozumiem trza wczuć się w tamtą epokę poczuć klimat
kiedy to było 20 mln lat p.n.e. rozumiem że właśnie takim językiem się posługujesz
zwróć się z tym bezcennym wykopaliskiem do muzeum w Londynie
a nie do poezji współczesnej
oto moja przyjacielska rada

Opublikowano

Mam pomysł:proponuję wszystkim obecnym tutaj
zorganizować konkurs wierszem w tym temacie.
Jeżeli znajdzie się sponsor to będzie cudo!
nagrodą za wiersz niechaj będzie książka
np.-naukowa dająca poecie jakieś możliwości
w nurcie oświecenia nowej poetyckiej myśli.
Byłbym bardzo ciekaw,jakie to wiersze
by wam wyszły czekam na odpowiedź.
Oczywiście o-(Dziewannie}.

Opublikowano

Do poety

Poeto, jeśli masz poezję we krwi
Najlepiej kroplę strumień rzekę
To napisz poemat
Najprostszy
Byleby miał argument

Pomiń błahość formy
Może być nieba toń wody lazur
Byleby wiersz był pełen wyrazu
O treść chodzi najlepiej
Jedną ideę dla marzeń

Poeto, jeśli masz poezję we krwi
Nie atrament
To dasz kontrargument
Dla przeciwników marzeń
Tak zjednoczeni
Może bez formy
Ale pełni treść
Damy światu
Ideę w poezji

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...